piątek, 21 lipca 2017

Od Cheryl C.D Archiego

Na moją prośbę pierwszym miejscem, jakie udało nam się odwiedzić, była stajnia. Po drodze Armin opowiadał nam o tym, jak wygląda u nich zwykły dzień, choć musiałam przyznać, że nieszczególnie słuchałam go z pełną uwagą. Skupiałam się na tym, by nie potknąć się na grząskim żwirze, a także, przyznam szczerze, przyglądałam się mężczyznom, którzy mijali nas po drodze. Widocznie Archie zauważył moje poczynania, bo prychnął na tyle głośno, że wzbudził tym ruchem nie tylko moje spojrzenie, ale także to należące do bruneta, który odebrał to bardziej jako oznakę zniesmaczenia odnośnie tego, co nam właśnie przekazywał. Zgromiłam więc chłopaka wzrokiem, nie chcąc, by jego awersje doprowadziły do sytuacji, w której zostałaby wyrobiona opinia na mój temat na podstawie tego, jak zachowywał się chłopak, z którym chcąc czy też nie dzieliłam pokój. Traktowałam wyjazd do akademii jako formę nowej przepustki, pewnego rodzaju czystej karty, którą tak usilnie próbował zabrudzić osobnik wiedzący o mnie stanowczo zbyt dużo. Na całe szczęście, szybko znaleźliśmy się przed wejściem do głównej stajni, gdzie mieszkały konie stajenne, dostępne do naszej dyspozycji. 
- Stajnia mieści nieco więcej koni, niż aktualnie w niej przebywa - odparł beznamiętnym tonem Armin, przepuszczając nas przez starannie zamieciony próg. Ruszyłam powoli przed siebie, zaglądając do co do niektórych boksów, w których wciąż tkwiły konie. - Jest kilkoro kopytnych, które przebywają tutaj na stałe, ale zdarza się, że ilość koni szkółkowych się zmienia. Przykładowo jeszcze całkiem niedawno nie było tutaj Ametysta, a teraz podbija serca początkujących, jeżdżąc głównie w rekreacji - wskazał ruchem głowy na ślicznego, zadbanego haflingera, który skubał w tym czasie drewno, będące zabudową jego przestronnego boksu. Szarpnął swoimi dużymi zębami także wiadro, w którym pozostawione były resztki mieniącego się pod padającym tam światłem owsa. Podeszłam do jego lokum, by już po chwili móc głaskać go po różowych, mięciutkich w dotyku chrapach.
- O, zobacz - wyparował nagle Archie, bez zbędnego skrępowania kładąc mi rękę na ramieniu, co mogło oznaczać tylko i wyłącznie to, że chłopak zamierza zrobić coś, co zrówna mnie z ziemią. Dałam się jednak podprowadzić do jednego z następnych boksów, co było głównie sprawką tego, że byłam niesamowicie ciekawa głupoty, która mogła pojawić się w jego, cóż, ograniczonej głowie. - Ten wygląda zupełnie jak Ty - mruknął, zatrzymując się kilka kroków dalej, gdzie skierowałam swoje spojrzenie w stronę klaczy, która niekoniecznie wyglądała szczególnie przyjaźnie. Mimo mądrych, dużych oczu, wytrzeszczyła ostrzegawczo białka swych ślepi i rozszerzyła chrapy, z których niespokojnie wydmuchiwała powietrze. Stulone uszy przykryte miała długą, przepięknie falowaną grzywą, którą równocześnie odganiała się od natarczywych much. Skwitowałam uwagę chłopaka wywróceniem oczu, pomijając fakt, że ten wciąż śmiał się wraz z naszym przewodnikiem, który jakby na chwilę zapomniał o tym, co miał robić. Podczas gdy ja przyglądałam się kolejnym rumakom, coraz bardziej tracąc nadzieję na to, że mój wyjazd w te okolice miał w ogóle jakikolwiek sens, to pozostała dwójka zajęła się głośną rozmową, wkrótce przerwaną przez przechodzącą przez stajnię kobietę, która na pierwszy rzut oka wyglądała na instruktorkę. Moje domysły okazały się słuszne.
- Chyba nie po to tutaj przyszliście, prawda? - szatynka zatrzymała się przy, jakby nie było, moich towarzyszach, kokieteryjnie opierając jedną ze swych smukłych dłoni na szerokim biodrze. Była raczej krągłych kształtów, co nie przeszkodziło jednak Archie'mu w tym, by zawiesić na niej swój głodny wzrok. Mogłam przysiąc, że wystarczyłaby jeszcze tylko jedna chwila, by przez jego rozchylone usta wypłynęła wiązanka mydlących oczy komplementów. Temu palantowi nie przeszkadzało to, że miał mieć z nią w przyszłości jazdę, ani to, że znajduje się w towarzystwie nie tylko moim, ale także Armina. Nie mogłam powstrzymać się przed tym, by niemalże wybuchnąć śmiechem. Wychodząc z budynku słyszałam jeszcze, jak ciągną ze sobą rozmowę, która stanowczo schodziła na złe tory. 
- Hej, hej. Chyba się jeszcze nie znamy?
Spojrzałam na przystojnego, szeroko uśmiechniętego chłopaka, który przyglądał mi się ze skrzyżowanymi rękoma, w których trzymał dwa mocno splecione uwiązy. Uśmiechnęłam się najprzyjemniej jak tylko umiałam, podchodząc bliżej ogrodzenia, na którym siedział. 
- Chyba nie. Cheryl, Cheryl Blossom - odparłam, wyciągając w jego stronę dłoń, którą delikatnie uścisnął, trzymając ją nieco dłużej w swojej, niż zdecydowanie powinien. Zignorowałam jednak ten fakt, zachwycona pięknym kolorem jego błyszczących tęczówek.
- Malcolm, do usług - wyszczerzył się, schodząc z niedawno wymalowanego ogrodzenia. - Jeśli się nie mylę, przyjechałaś tutaj wczoraj z takim wysokim chłopakiem, tak? Z Riverdale? 
- Zgadza się - pokiwałam lekko głową, odgarniając ze swojego czoła włosy. Z ust chłopaka nie znikał uśmiech. - Uczysz się tutaj?
- Nie do końca. Bardziej tutaj pracuję - wzruszył ramionami, podrywając się z miejsca. Oddalił się w stronę w stajni. - Do zobaczenia później?
Nie odpowiedziałam jednak, a jedynie pomachałam mu, odchodząc w stronę odpowiedniego budynku. Przed drzwiami zetknęłam się z moim współlokatorem, który z niemałym zniesmaczeniem przyglądał się całej sytuacji.
- Jak tam z kolejną nauczycielką? - zaszczebiotałam, ostentacyjnie mrugając ciemnymi rzęsami. 
- Nie masz za grosz wstydu - prychnął, wkładając ręce do kieszeni spodni. Wywróciłam na to tylko oczami. - A Tobie jak powodzi się z chłopakiem, który prędzej czy później zrozumie, że jesteś zwykłą dziwką? 
Wyglądało na to, że mimo wszystko delikatnie wyprowadziłam go z równowagi. Zdarzało mu się, że był na mnie zły, ale nie słyszałam jednak do tej pory, by użył w stosunku do mnie tak dobitnych określeń. Chyba dotarło do niego, co powiedział, jednak było już nieco za późno - zamachnęłam się dłonią w kierunku jego policzka, gdzie wkrótce pojawił się duży, czerwony kształt. Przez sekundę popatrzyłam mu w zdumione tęczówki, po czym ominęłam go, ruszając szybko do pokoju. W tamtym momencie obiecałam samej sobie, że uratuję swój honor, nie racząc go już swoją uwagą, ani rozmową. Postanowiłam być konsekwentna i pokazać mu, jak bardzo żałuję tego, iż pozwoliłam sobie kiedykolwiek w jego obecności na chwilę słabości.


Archie? 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Pisząc komentarz, pamiętaj o zasadach ortografii i interpunkcji! Prosimy, nie spamuj również w komentarzach. jeśli chcesz promować swoją stronę, możesz z większym powodzeniem zrobić to na chacie.