Wstając rano nie spodziewałam się, że obudzę się obok Archiego. Otworzywszy szeroko swoje zaspane, zmęczone oczy, przeniosłam swój wzrok na chłopaka, który wciąż jeszcze spał. Jego klatka piersiowa unosiła się w określonym, spokojnym rytmie, podczas gdy jego ręka obejmowała mnie delikatnie w talii, przyciskając mnie do jego krocza. Oszołomiona tym wszystkim potarłam swoje skronie, mając nadzieję na to, że wszystko sobie przypomnę - czułam się tak, jakby moja głowa miała zaraz eksplodować z nieznanych dla mnie przyczyn. Przy tym czułam się niesamowicie, wiedząc, że rudowłosy świadomie zdecydował o tym, że znajdziemy się w jednym łóżku - byłam mu za to wdzięczna, bo musiałam przyznać, że nie potrzebowałam w tamtej chwili niczego bardziej, niż spędzenia nocy u jego boku. Co prawda moja głowa była pełna niewyjaśnionych spraw, także dotyczących śpiącego Archiego, ale nie pragnęłam wtedy niczego po za tym, by móc jak najszybciej powtórzyć to, co łączyło nas kilka godzin wcześniej. Mogłam mieć tylko nadzieję, że chłopak zmienił nieco o mnie zdanie, a nasze chwilowe bitwy będą mogły zejść na dalszy plan. Wykorzystałam jednak sytuację, zdejmując rękę z jego karku, by przenieść ją na jego prawie gładki, pokryty góra dwudniowym zarostem policzek. Musnęłam go opuszkami swoich smukłych palców, by następnie wstać, w duchu żałując, że ta noc postanowiła się skończyć. Postanowiłam ostatecznie, że nie zrobię kroku w żadną stronę, jeśli nie będę pewna tego, jak postrzega mnie rudowłosy.
Odkrywając z siebie koc, z zamiarem wstania, dopiero wtedy uświadomiłam sobie, że jestem całkowicie naga. Będąc już w łazience, podczas zakładania na siebie bielizny spostrzegłam coś, o czym całkowicie zapomniałam - świeżą, zrobioną ewidentnie przez mieszkającego ze mną chłopaka malinkę. Na całe szczęście, utkwiona była w miejscu, które gwarantowało niemalże stuprocentową dyskrecję. Uśmiechnęłam się mimo wszystko pod nosem, kiedy podczas wychodzenia z pomieszczenia dostrzegłam, że Archie już nie śpi - stał przy otwartych drzwiach, ubrany jedynie w czarne bokserski, ukazując tym samym wszystkie liczne zadrapania, które zdobiły jego umięśnione plecy. Przygryzłam szybko dolną wargę, doskonale zdając sobie sprawę z tego, że to ja byłam osobą, którą postanowiła w tak brutalny sposób oznakować swojego, chwilowego, łóżkowego partnera. Nie czułam się jednak winna, pamiętając wciąż o siniaku, który widniał tuż nad moją piersią.
- Musimy iść do biura - fuknął oburzony, pojedynczym spojrzeniem lustrując mój dekolt, który był nieznacznie widoczny spod mojego ubrania. Szybko jednak oprzytomniał, zaciskając mocną swoją szczękę, by ponownie nie powrócić wzrokiem do tych partii ciała, do których miał limitowany wgląd zaledwie kilka godzin wcześniej. Podszedł wolnym krokiem do szafy, z której wyciągnął swoje ubranie, wkrótce mające spocząć na jego odkrytym, zjawiskowym ciele. W powietrzu wisiało napięcie, jednak takie pozytywne, informujące nas wzajemne tylko i wyłącznie o tym, że wciąż brakuje nam pewnego rodzaju szczególnych doznań.
- Wiesz o co chodzi? - spytałam, nawiązując do polecenia, które przekazał nam chłopak przysłany do nas od właścicieli. Archie pokiwał tylko przecząco głową, przepuszczając mnie w progu naszego pokoju, który wkrótce zamknął na klucz. - To wprost cudownie.
- Siadajcie - zachęciła nas ruchem dłoni Elizabeth, wskazując wygodną, w odcieniu białej czekolady sofę. Usiedliśmy na niej na tyle blisko siebie, że wystarczył tylko jeden ruch, by nasze kolana się ze sobą zetknęły. Obydwoje spoglądaliśmy z wyczekiwaniem na małżeństwo, w głowie próbując odgadnąć, o co im chodzi. Przypuszczałam, że moje nocne wyjście nie było największym wykroczeniem.
- Jak pewnie doskonale wiecie, wasze ostatnie zachowanie nie należy do szczególnie godnych naśladowania - zaczął Rose, podpierając się plecami o szklany regał. - Mam nadzieję, że wiecie, o co mi chodzi.
- O ile zachowanie na stołówce można było przełknąć, tak nie potrafimy zrozumieć waszych następnych kroków - ciągnęła kobieta, wspierana przez męża aprobatycznym skinieniem głowy. - Zatajenia niezwykle ważnej prawdy - tutaj spojrzała na Archiego, z niesmakiem przyglądając się jego twarzy, po czym z powrotem wbiła wzrok w swoje biurko. - rozprowadzania narkotyków, nieważne w jakiej ilości, sprowadzania tutaj prostytutek, licznych awantur jak i nocnego, niezwykle głośnego seksu.
- Wydawało mi się, że to nasza sprawa, co robimy w nocy we własnym łóżku - baknął rudowłosy, jakby omijając resztę argumentów.
- Oczywiście, że to wasza sprawa. Nie mniej jednak, czas ponieść konsekwencje swoich dorosłych wyborów. Na razie zastanowimy się z resztą kadry, czy warto dać wam następne i następne szanse. Jak na ten moment, przydacie się do czegoś i na własną rękę znajdziecie się w Miami, gdzie kupicie kilka niezbędnych pasz - odparł Rose, obserwując nas surowym spojrzeniem. - Skoro pan Andrews wiedział, gdzie znaleźć kontakt do prostytutki, to liczymy na to, że także zaprowadzi was do odpowiedniego miasta. Do widzenia - wskazał na drzwi od gabinetu, przez które wkrótce wyszliśmy na główny korytarz. Wymieniliśmy się spojrzeniami, wreszcie postanawiając, że odpowiednim krokiem będzie wyjście spoza terenu akademii i odnalezienie dobrej trasy.
- Będziesz wiedział, jak tam dojść? - spytałam go po kilku minutach dłużącej się wędrówki, zatrzymując się pośrodku pola, na którym się znaleźliśmy.
- Mogę Ci pokazać, jak dojść w szybki i skuteczny sposób - mruknął mi prosto do ucha, delikatnie przygryzając jego płatek. Niezauważalnie wręcz wzdrygnęłam się, obracając się w jego stronę - spoglądałam w jego błyszczące wyzwaniem tęczówki, przenosząc wkrótce wzrok na usta, w które wpiłam się z przesadną subtelnością. Archie od razu odwzajemnił mój pocałunek, przeobrażając go w gest wypełniony nieugaszonym pożądaniem i przesadną pewnością siebie. Muskając moje wargi, przygryzając je podczas namiętnych pocałunków, sunął swoimi dużymi dłońmi po moich plecach, kierując się coraz niżej i niżej. Odnajdując moje pośladki, skryte pod materiałem spódniczki, lekko ścisnął je, powodując, że jęknęłam prosto do jego rozchylonych ust. Szybko zrzucił z siebie bluzę, rozkładając ją tym samym niedbale na trawie, by popchnąć mnie na nią delikatnie, przyciskając mnie do gęsto rosnącej trawy ciężarem swojego ciała. Czując na sobie jego wybrzuszone krocze, zdarłam z niego koszulkę, wciąż dysząc tuż obok jego miękkich warg. Rudowłosy wyraźnie zaznaczał, że to on zamierza objąć kontrolę nad tym, co wydarzy się w kolejnych minutach - całował mnie po odkrytej szyi, jak i sporym dekolcie, który odkrył zaraz po tym, kiedy zrzucił ze mnie dopasowaną, jasną koszulkę. Zaznaczał każdy swój następny krok mokrymi pocałunkami - zatrzymywał się przy obojczykach, badając ich kształt, jak i przy piersiach, którym zaoferował wyjątkowo dużo uwagi. Ze skupioną miną i pożądaniem w oczach po raz ostatni dmuchnął na swoje drobne, wczorajsze dzieło, po czym przeszedł jeszcze niżej, odbierając mi możliwość przejęcia inicjatywy. Archie nabierał coraz większego tempa, najwidoczniej nie mogąc powstrzymać się przed tym, by zsunąć ze mnie opinającą się na biodrach spódnicę. Jeździł dłońmi po wewnętrznej stronie moich ud, delikatnie drażnił je, błądząc w okolicy, która zarezerwowana była tylko dla tych, którzy byli w stanie przekonać mnie do tego, by odsłonić część swojej największej intymności. Chłopak jednak poszedł krok dalej - skubnął zębami materiał skąpej bielizny, z zadowoleniem obserwując, jak dolna część mojej garderoby ląduje na trawie nieopodal reszty części naszego ubioru. Zdjął ze mnie także wreszcie stanik, nie mogąc powstrzymać się przed tym, by nie zająć się ich pieszczeniem.
W końcu nie wytrzymałam i wykorzystałam korzystną okazję - złapałam go za szlufkę od jego spodni, powodując, że tym razem to on znalazł się na przegranej pozycji. Badając dłońmi jego nieskazitelnie gładki, umięśniony tors, starałam się doprowadzić do tego, by zapięcie jego spodni uległo ruchom mojej drżącej dłoni. Zamek wkrótce zaczął współpracować, dzięki czemu zdjęłam z niego spodnie, obdarowując go jednym, szybkim pocałunkiem w usta. Rozchylając jego delikatne wargi, schodziłam dłonią niżej i niżej - aż w końcu dotarłam do gumki bokserek, którą szybko odchyliłam na tyle, bym mogła wsadzić pod nie swoją dłoń. Z rosnącą ekscytacją chwyciłam jego olbrzymiego, twardego członka, wsłuchując się w oddech chłopaka, który nienaturalnie przyspieszył. Zwiększałam coraz bardziej szybkość ruchów mojej dłoni, uciszając głośne jęki chłopaka subtelnymi pocałunkami. Ostatecznie nie wytrzymał tego stanu, do którego go doprowadziłam - kiedy byłam już niemalże pewna, że chłopak znajdzie się na skraju swojej cierpliwości, ten obrócił mnie, kładąc z powrotem na swojej dużej, ciepłej bluzie. Rozchylił w ekspresowym tempie moje długie, drżące nogi, samemu pozbywając się bokserek, które były napięte do granic możliwości pod wpływem jednego szczegółu, który rosnął wraz z pożądaniem Archiego. Nie minęła kolejna chwila, kiedy poczułam w swoim podbrzuszu ostre, silne pchnięcie - objęłam jego szerokie biodra udami, obserwując, jak zwiększa ich prędkość. W tamtym momencie już nawet nie powstrzymywałam się przed tym, by zacząć głośno jęczeć - szarpałam go za rude włosy, chcąc sprawić, by był jak najbliżej mnie. W końcu poczułam to błogie uczucie, które pozwoliło mi na całkowite rozluźnienie swoich napiętych mięśni. Westchnęłam jeszcze raz, czując w sobie pulsującą cząstkę Archiego, który wkrótce także szczytował, z bladym uśmiechem na ustach opadając na moją klatkę piersiową.
Archie?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Pisząc komentarz, pamiętaj o zasadach ortografii i interpunkcji! Prosimy, nie spamuj również w komentarzach. jeśli chcesz promować swoją stronę, możesz z większym powodzeniem zrobić to na chacie.