niedziela, 21 sierpnia 2016

Od Noah'a C.D Vivian

- Miło poznać panienkę Vivian - powiedziałem między jednym zaciągnięciem a drugim, po czym rozglądnąłem się dookoła.
Kątem oka widziałem, że dziewczyna odkiwała mi głową.
Trzeba przyznać że pogoda nie szczędzi dziś mieszkańców tutejszych okolic.
Może ostatnimi czasy zabiliśmy za dużo pająków..?
To wydawało się być jedynym usprawiedliwieniem.
Tak czy inaczej, do koni trzeba będzie się ruszyć. Jednak w tym momencie, odkładałem to na późniejszy moment.
Na razie delektowałem się uczuciem, że prawdopodobnie będę miał z kim wychodzić na papierosa.
- Gdzie mieszkasz? - skierowałem ponownie wzrok na towarzyszkę, która chyba nie oczekiwała tak nagłego przerwania mimo wszystko krótkiej ciszy.
- Dwudziestka trójka, a Ty?
- Jeśli się nie mylę, to ósemka - zrobiłem krok do tyłu, uciekając przed deszczem - Masz kogoś w pokoju?
- Mhmm - uczyniła to samo, po czym podwinęła wolną ręką rękawy bluzy - Marcy i Jake'a.
- Toż to nie po Bożemu mieszkać z facetem - parsknąłem cichym śmiechem, kręcąc z niedowierzaniem głową - Ty grzesznico, nie dość że pali panienka, to jeszcze żyje w trójkącie! Na stos!
- Lepsze to niż życie z własnym rozdwojeniem jaźni - również cicho się zaśmiała, gasząc swojego papierosa.
Przetarłem włosy dłonią, deptając swojego butem.
- Minuta ciszy - mruknąłem, rozwalając doszczętnie jego "zwłoki".
- Sadysta - pokręciła tym razem ona swą głową, opierając się o ścianę budynku - Jeszcze jednego? - pomachała mi przed oczyma paczką z rodziną zmarłego, jednak ja odmówiłem.
Wzruszyła ramionami, odpalając kolejnego dla siebie.
- Długo już tu jesteś? - tym razem ona zaczęła kolejną serię pytań, chowając zapalniczkę do kieszeni.
Udałem że patrzę na swój nadgarstek, próbując odczytać godzinę ze swojego zegarka, którego nawiasem mówiąc teraz nie miałem.
- Uhhh, wszystko wskazuje na to, że niecałe dwa tygodnie - uśmiechnęła się nieznacznie - Ty jakieś kilka dni, dobrze mi się wydaje?
Skinęła głową.
Wychyliłem się lekko po za dach, patrząc na niebo nad nami.
Sprawa miała się tylko coraz gorzej.
Ciemne chmury już całkowicie zakryły niebo, na którym całkiem niedawno, bo zaledwie kilka dni temu, gościło słońce, które dawało popalić.
Wtedy pragnąłem żeby padało tak, jak dziś, a kiedy już się to sprawdziło, delikatnie tęsknie za upałem.
Jednak, jakbym miał wybierać, zdecydowanie preferuję mgłę, deszcz i inne tego typu pierdoły.
Zdecydowanie jestem kapryśnym człowiekiem.
- Dobra, kij z tym, bądźbym już całkiem stereotypowi - wyszedłem spod dachu budynku, dając się pożreć powiększającej się ulewie - Skąd jesteś?
Vivian przygryzła wargę, wydmuchując powietrze.
Znowu musiałem nie trafić z tematem...
- Taka mała wieś w Kalifornii.
Odpowiedziała równie szybko, jak ja się zmieszałem.
Pokazała mi gestem, żebym odpowiedział na to samo pytanie.
- Southampton.
Niezręczna cisza #2, czas start.
~*~
Następne pół godziny spędziliśmy na pierdołach.
Głównie liczyłem ile papierosów wypaliła moja towarzyszka, która natomiast liczyła każdą kroplę deszczu która spłynęła na moją twarz.
Niesamowite zajęcia, polecam, Ewa Chodakowska.
Wnioski stwierdziliśmy podobne - ona umrze na raka płuc, ja natomiast na zapalenie opon mózgowych.

W każdym bądź razie, wstąpiliśmy też ponownie do kuchni, jednak nie z wizją zjedzenia porządnego śniadania, a zabrania kilku jabłek i marchewek dla koni.
- Paatrz jak to robi mistrzu - zabrałem jej z ręki nóż i chwyciłem marchewkę.
Dziewczyna pokręciła z niedowierzaniem swoją głową, kiedy zamiast pokroić pomarańczowe warzywo, nóż postanowił pokroić moją rękę.
<Vivian? C: >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Pisząc komentarz, pamiętaj o zasadach ortografii i interpunkcji! Prosimy, nie spamuj również w komentarzach. jeśli chcesz promować swoją stronę, możesz z większym powodzeniem zrobić to na chacie.