- Cześć, jestem Nathaniel.
- Eric - przedstawił się.
Chwilę rozmawialiśmy o rzeczach związanych ze stajnią. Po pięciu minutach zabraliśmy się do roboty. Podzieliliśmy się obowiązkami. Eric miał dawać siano a ja rozdawać owies. Po skończonej pracy wróciliśmy do siebie do pokoju. Za pół godziny miało być śniadanie. Pojawiłem się w stołówce jako jeden z pierwszych osób. Poznałem kilku uczniów. Wszyscy wydawali się mili i przyjaźni. Zjadłem płatki na mleku i rzem z nowo poznanymi osobami poszliśmy do stajni. Mieli mieć teraz trening ujeżdżenia a ja postanowiłem wybrać się na przejażdżkę. Instruktorka wybrała dla mnie konia, którym była klacz Appaloosa Wings. Wyszczotkowałem ją i zacząłem czyścić kopyta, co nie było prostym zadaniem. Ciągle zabierała nogę, ale jakoś mi się udało. Przy siodłaniu była bardzo spokojna. Wyprowadziłem ją ze stajni i po podciągnięciu popręgu i wyregulowaniu strzemion wsiadłem na nią. Ruszyliśmy w stronę lasu. Była piękna pogoda, pomimo tego, że była jesień. Dookoła leżały złote liście. Na prostej ścieżce popędziłem klacz do kłusa a po krótkiej rozgrzewce galopowaliśmy. Nagle usłyszałem szmer w krzakach, zanim zdążyłem zareagować wybiegła przed nas sarna, która spłoszyła konia. Wings odbiła ostro w prawo, przez co straciłem równowagę i spadłem. Uderzyłem barkiem o twardą ziemię. Podniosłem się i rozejrzałem po okolicy. Nigdzie nie widać było klaczy. Rozmasowałem bolące ramię i ruszyłem na poszukiwania. Przeszedłem kilkanaście metrów, aż w końcu ją znalazłem. Stała przy pobliskiej łące, na której pasły się inne konie pociągowe. Były to potężne i piękne zwierzęta. Podszedłem do klaczy i złapałem za wodze, które teraz zwisały jej z szyi. Poklepałem klacz po szyi i sprawdziłem, czy się nie zraniła. Kiedy wszystko było w porządku. Wsiadłem na nią i stępem dotarliśmy do akademii. Na szczęście nic poważnego się nie stało, nie licząc kilku małych siniaków. Rozsiodłałem klacz i wypuściłem ją na padok, by pasła się z innymi końmi. Trening pozostałych osób jeszcze trwał, więc postanowiłem zaczekać na przyjaciół, przyglądając się ich lekcji. Usiadłem na płocie i obserwowałem każde ćwiczenia na czworoboku. Gdy skończyli pomogłem im przy koniach.
- Jak przejażdżka? - zapytała instruktorka wyczesując srokatą klacz.
- Niezbyt udana - przyznałem - W lesie wyskoczyła sarna i spłoszyła Wings
- Nie przejmuj się, każdy czasem spada - przyznała.
Pomogłem jej wyszczotkować konia i razem udaliśmy się do akademii na obiad.
Dostajesz 20 p.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Pisząc komentarz, pamiętaj o zasadach ortografii i interpunkcji! Prosimy, nie spamuj również w komentarzach. jeśli chcesz promować swoją stronę, możesz z większym powodzeniem zrobić to na chacie.