Kątem oka zauważyłem dziewczyny, które wróciły w tym samym momencie co my.
-No kogo my tu mamy... Popatrz - zwróciłem się do chłopaka.
Spojrzał w stronę Lily i Meg.
-No proszę, proszę...
Najwidoczniej nas zauważyły, bo udawały, że nas nie widziały. Co my powietrze czy co ? Rozsiodłałem Lemon, a jej rzeczy zaniosłem do siodlarni. Zająłem się nią i wyszedłem z boksu. W tym samym momencie napotkałem pozostałą trójkę. Meg wydawała się zła? Nie, nie... Ona była wściekła. Chyba nas nie lubi... Spojrzałem wymownie w stronę Caleba. Po chwili mój wzrok powędrował na Lily. Uśmiechnąłem się, a ta co ? Nic, a nic... Nawet się odwróciła i nie zaszczyciła mnie chociażby jednym spojrzeniem... Caleb zajął Meg rozmową, a raczej próbował. W tym samym czasie ja złapałem tą drugą za rękę i pociągnąłem w stronę pustego boksu.
-Lily...
Dostałem sójkę w bok.
-Czego chcesz ?
Pokazałem na policzek, a ona się zaśmiała.
-Możesz pomarzyć...
-Nigdy nie pozwól, aby ktoś zniszczył twoje marzenia - zaśmiałem się, przypominając te słowa.
Złapałem ją za rękę.
-Lily musimy poważnie...
-Lily chodź ! - przerwała mi Meg, która pojawiła się nie wiadomo skąd.
Odciągnęła dziewczynę ode mnie. O co chodzi do ch***ery?! Patrzyłem jak obie się oddalają.
Wróciłem do swojego pokoju. Mojej współlokatorki nie było. Może siedzi u Lily? Postanowiłem się do niej wybrać w późniejszym czasie.
***
Meg wróciła do pokoju. Spojrzała na mnie.
-Możesz mi powiedzieć o co chodzi ?
Prychnęła - to była odpowiedź... Narzuciłem na siebie czerwoną bluzę z Chicago Bulls i ruszyłem do pokoju numer 12. Kulturalnie zapukałem. Drzwi powoli się uchyliły, aby po chwili się otworzyć.
-Możemy pogadać ? - spytałem patrząc na nią.
Westchnęła i mnie wpuściła.
-Jesteś sama ?
-Tak. Mojej współlokatorki nie ma...
Usiadłem na łóżku, które było niżej.
-O co chodzi ?
-O nic - kolejne westchnięcie.
-Widzę właśnie, ale nie po to tu przyszedłem...
Spojrzała na mnie lekko zdziwiona.
-To o co?
-Przyszedłem pogadać o nas ...
Usiadła obok mnie i popatrzyła na mnie.
-W sumie nie wiem od czego zacząć...
Człowiek ma te 21 lat, a nie potrafi rozmawiać na tak błahe, a jednak ważne zarazem sprawy...
-Może od początku ? - uśmiechnęła się.
-Ehh...Żeby to było proste... W sumie to... - odwzajemniłem jej poprzedni gest. - W sumie to może być głupie zachowanie szczeniaka, ale boję się o ciebie, wiesz ? Wtedy w tym szpitalu... Po prostu nie wiedziałem co ze sobą zrobić... Miałem ochotę płakać z bezsilności - przyznałem. - Widzisz...naprawdę mi na tobie zależy, ale wiem, że pomiędzy nami może nie być dobrze... Wiem...Czuję, że nie jesteś tylko przyjaciółką, a kimś więcej. Te wszystkie chwile...
Obróciłem się w jej stronę i dłonią przejechałem po policzku. Zbliżyłem się do niej, ale w tym momencie ktoś wszedł do pokoju.
-Ojć... To ja może... - cofnąłem się.
-Nie, nie... Ja już pójdę - westchnąłem i wstałem. - Miło było poznać -popatrzyłem na dziewczynę.
Zamknąłem za sobą drzwi i wróciłem do siebie. Położyłem się na łóżku i tępo patrzyłem w górę. Usłyszałem jak Meg trzaska drzwiami, a po chwili wraca i coś do mnie mówi.
-Idź do Lily ! - krzyknęła.
-Po co ?
-Idź!
Niemalże mnie wypchnęła z łóżka. Udałem się do pokoju dziewczyny. Zapukałem, ale nikt mi nie otworzył. Nacisnąłem klamkę i wszedłem do środka. Lily siedziała na łóżku i patrzyła na ścianę. Usiadłem obok.
-Po co tu przyszedłeś ?
-Szczerze ?
-Szczerze.
-Meg mi kazała... Co się dzieje ? - spytałem z wyraźną troską.
Przybliżyłem się do niej.
-Co się dzieje ? Ty się jeszcze pytasz? Pomyśl...
Usiadłem tak, że była oparta o moją klatkę piersiową. Siedziała między moimi nogami. Przytuliłem ją mocniej.
-Mi możesz powiedzieć wszystko - uśmiechnąłem się lekko.
- Chcesz wiedzieć o co chodzi ?
-No tak - odpowiedziałem zgodnie z prawdą.
Oparłem się o ścianę, a Lily o mnie.
-...
Lily?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Pisząc komentarz, pamiętaj o zasadach ortografii i interpunkcji! Prosimy, nie spamuj również w komentarzach. jeśli chcesz promować swoją stronę, możesz z większym powodzeniem zrobić to na chacie.