Pani Cecylia namówiła mnie bym pojeździła trochę na Tośce. Osiodłałam ją szybko i poszłam na parkur. Jeździli tam jacyś Eric, Nathaniel, Meg i Lotte. Podpieram popręg i wsiadłam. Strzemiona były dobrej długości, więc zaczęłam stępować.
- Poczekajcie na mnie chwilę i jedziemy w teren - powiedziała instruktorka.
Po kilku minutach wróciła z Rosą w ręku. Wsiadła i krzyknęła:
- Ja jadę pierwsza, później Meg z Dante, Eric z Eldorado, Lotte z Alaską, Nathaniel z Riwerem i na końcu Luna z Tosią.
Wyjechałam za Riwera. Jechaliśmy nad jezioro. Gdy nadeszła pora kłusa skróciłem wodzę i usiadłam głęboko w siodle. Jak się spodziewałam klacz bryknęła. Dałam jej łydkę na znak by szła dalej.
- Uspokój się - powiedziałam do klaczy bo ta wciąż próbowała albo wjechać przed Riwera albo stanąć i jeść trawę.
Przyszedł czas na galop. Dałam lekki sygnał a Tosia od razu wystrzeliła aktywnym galopem. Gdy dojechaliśmy nad jezioro instruktorka kazała ściągnąć siodła. Wszyscy to zrobiliśmy. Wsiadłam i ruszyłam stepem.
- Ustawiamy się w zastęp i za mną do wody - oznajmiła instruktorka
Ruszyliśmy kłusem. W wodzie klacz tradycyjnie musiała bryknąć i wrzuciła mnie do wody. Wszyscy wybuchli śmiechem. Złapałam za rękę Nathaniela i ten wpadł do wody. Lotte wepchnęła Meg, a ta ją. Pani Cecylia wyjechała z wody i wszystkiemu się przyglądała. Eric wskoczył do wody.
Nathaniel? Eric? Meg? Lotte?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Pisząc komentarz, pamiętaj o zasadach ortografii i interpunkcji! Prosimy, nie spamuj również w komentarzach. jeśli chcesz promować swoją stronę, możesz z większym powodzeniem zrobić to na chacie.