-Przyjdź jutro pół godziny przed jazdą!-powiedziałam na pożegnanie i udałam się do mojego pokoju. Otworzyłam drzwi była tylko Taylor, a Lorianne gdzieś zniknęła. Hej-rzuciłam i usiadłam na łóżku.
Sięgnęłam po jakże ciekawą lekturę Ewy Szarskiej pod tytułem "Konne rajdy długodystansowe". Mnie ona jak najbardziej ciekawiła, choć jej większość pokryta była tabelkami, zasadami i tym podobnymi rzeczami. Jeśli więc ta dyscyplina was nie interesuje nie radzę zagłębiać się w tą lekturę. Po godzinie czytania odłożyłam tę książkę. Nie chciałam jej przestudiować w dwa dni,więc czytałam ją z uwagą (czytaj też: w ślimaczym tempie) i dzieliłam na odcinki zawierające zazwyczaj po pół rozdziału. Weszłam na telefon i pograłam trochę w howrse.pl. Gdy skończyłam było już późno więc wzięłam długi prysznic i poszłam spać.
~~~~
Nazajutrz zjawiłam się w stajni o 6.30. Marcy spóźniła się piętnaście minut.
-No, dzięń dobry-powiedziałam z uśmiechem.
-Cześć-odpowiedziała Marceline.
Wyciągnęłam Demeter, bo to na niej miała jeździć dziewczyna.
-No więc, chciała bym ci pokazać jak i co.
Marcy całkiem dobrze szło z czyszczeniem. Musiałam jej jedynie pokazać jak się czyści kopyta. Później powoli osiodłałam Demeter, opisując każdy etap.
<Marceline?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Pisząc komentarz, pamiętaj o zasadach ortografii i interpunkcji! Prosimy, nie spamuj również w komentarzach. jeśli chcesz promować swoją stronę, możesz z większym powodzeniem zrobić to na chacie.