Dziewczyna wyprzedziła mnie i teraz ukazały mi się jej plecy, a raczej koszulka która powoli zaczęła nasiąkać krwią.
- Jedziemy do Akademii, już. - Popędziłem konia.
- Czemu?
- Musisz iść do lekarza.
- Wcale nie. - Warknęła i zrobiła to samo.
- Krwawisz, a ja nie mam zamiaru być odpowiedzialny bo nie zaprowadziłem Cię do specjalisty.
Warknęła coś pod nosem jednak nie zwróciłem na to uwagi. Muszę przyznać, że pierwszy raz jechałem galopem i nieźle obiłem sobie tyłek.
Kilka chwil później byliśmy już na miejscu. Przy wejściu do stajni stało kilka osób w tym James. Zatrzymaliśmy się kawałek od nich. Zeskoczyłem na ziemię, złapałem wodze wierzchowca i podszedłem do mężczyzny.
- Panie Rose... - Zacząłem.
- Co się stało?
- Nic. - Wtrąciła dziewczyna.
- Zdarzył się mały wypadek...
- Mów. - Nakazał.
- Lily spadła z drzewa.
- Co? - Przerwał mi. - Jak to?
- Wspięła się po jabłka... Schodziła za pomocą liny i gałąź pękła. Spadła na plecy i teraz krwawi.
- Nie musiałeś, wiesz? - Syknęła.
- Pokaż. - Polecił właściciel.
Brunetka westchnęła i odwróciła się.
- Nic mi nie jest. - Kolejny raz westchnęła zakrywając średnich rozmiarów ranę.
- Nie zmienia to faktu, że musisz pojechać do lekarza. Tam stwierdzą czy nic Ci nie jest. - Mężczyzna był bardzo stanowczy, nawet nie było sensu się z nim kłócić.
Lily?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Pisząc komentarz, pamiętaj o zasadach ortografii i interpunkcji! Prosimy, nie spamuj również w komentarzach. jeśli chcesz promować swoją stronę, możesz z większym powodzeniem zrobić to na chacie.