-Pamiętasz jak się mnie pytałaś, dlaczego Desperado, a ja odpowiedziałam ci jakby cała energia ze mnie uszła?-zapytałam.
Lorraine tylko kiwnęła twierdząco głową.
-Moi rodzice mieli kiedyś stajnię, a ja w niej własnego konia. Ale mój tata przesiadł się na wózek inwalidzki. Musieliśmy sprzedać stajnię. W tym Special'a-zauważyłam pytające spojrzenie dziewczyny.-Tak miał na imię mój koń. Pan który go kupił powiedział że jeśli będzie chciał go sprzedać zwróci się najpierw do mnie, ale i tak nie było mi przyjemnie. No a Desperado przypomina mi Special'a.-powiedziałam zdobywając się na uśmiech.
Koleżanka z pokoju tylko kiwnęła głową. Spojrzałam na zegarek.
-Już jest obiad. -Zwróciłam się do Lorraine.-Pójdziemy?
-Ok -odpowiedziała dziewczyna.
Udałyśmy się na stołówkę, a ja spojrzałam ukradkiem na jadłospis. Był rosół i kotlety schabowe. Oblizałam się dyskretnie. Gdy już obiad był zjedzony naszła mnie ochota na pracę przy koniach.
-Może pójdziemy do stajni coś pomóc?-zapytałam z uśmiechem.
<Lorraine?
Dziś
, 08:18
Kiedy wychodziłyśmy z obiadu, Lotte zatrzymała mnie na chwilę.
- Może pójdziemy do stajni coś pomóc? - spytała z uśmiechem, na co ja odpowiedziałam tym samym.
- Sądzę że nie ma żadnych przeciwwskazań - odpowiedziałam, kierując się w stronę wyjścia.
Na zewnątrz doznałyśmy szoku.
Piękna pogoda, która "była tu" zaledwie chwilę temu, gdzieś uciekła.
Na niebie pojawiły się czarne, złowrogie chmury, które zwiastowały nadchodzącą ulewę.
- Wracamy się po bluzy? - zwróciłam się do towarzyszki, która stała ze skwaszoną miną.
Za pewne taki obrót sprawy również nie był jej na rękę.
Nic nie powiedziała, jednak powoli i prawie niezauważalnie, skinęła głową.
Na ten gest automatycznie wróciłyśmy do budynku, w którym panował niezły hałas.
Jak się okazało, nadchodziła burza.
Niektórzy właśnie wrócili z konnych przejażdżek, gdzie właśnie kiepska pogoda ich złapała.
Podłoga lepiła się od błota, które zostało wniesione z pola.
Można było to wyczuć nawet pod oficerkami.
Starannie ominęłyśmy slalom znajomych, aby dotrzeć w końcu do swojej oazy - wspólnego pokoju.
Trzecia współlokatorka wciąż nie dawała znaku życia.
Stwierdziłam, że prawdopodobnie zapomniałam i dziewczyna pojechała również na przejażdżkę.
- Dalej masz ochotę wyjść z budynku? - niepewnie wyjełam bluzę z szafy, oczekując jej odpowiedzi.
- W stajni nas nie zmoczy - stwierdziła, zapinając swój polar, po czym popchnęła mnie delikatnie w stronę drzwi, dając mi do zrozumienia, że po prostu mamy już wyjść.
~*~
Wchodziłyśmy do stajni, kiedy zaczepiła nas pani Mia.
Na swojej dłoni miała pięć uwiązów, które wyciągnęła w naszą stronę.
- Na pastwisku są kobyły - zaczęła, "częstując" nas po jednym uwiązie - trzeba sprowadzić je na halę.
Bez zbędnych słów, poszłyśmy na wskazane pastwisko.
Klacze skupiły się w dwóch miejscach, wyczuwając nadchodzącą burzę.
Dziś
, 08:43
Od Lorraine C.D Lotte
Kiedy wychodziłyśmy z obiadu, Lotte zatrzymała mnie na chwilę.
- Może pójdziemy do stajni coś pomóc? - spytała z uśmiechem, na co ja odpowiedziałam tym samym.
- Sądzę że nie ma żadnych przeciwwskazań - odpowiedziałam, kierując się w stronę wyjścia.
Na zewnątrz doznałyśmy szoku.
Piękna pogoda, która "była tu" zaledwie chwilę temu, gdzieś uciekła.
Na niebie pojawiły się czarne, złowrogie chmury, które zwiastowały nadchodzącą ulewę.
- Wracamy się po bluzy? - zwróciłam się do towarzyszki, która stała ze skwaszoną miną.
Za pewne taki obrót sprawy również nie był jej na rękę.
Nic nie powiedziała, jednak powoli i prawie niezauważalnie, skinęła głową.
Na ten gest automatycznie wróciłyśmy do budynku, w którym panował niezły hałas.
Jak się okazało, nadchodziła burza.
Niektórzy właśnie wrócili z konnych przejażdżek, gdzie właśnie kiepska pogoda ich złapała.
Podłoga lepiła się od błota, które zostało wniesione z pola.
Można było to wyczuć nawet pod oficerkami.
Starannie ominęłyśmy slalom znajomych, aby dotrzeć w końcu do swojej oazy - wspólnego pokoju.
Trzecia współlokatorka wciąż nie dawała znaku życia.
Stwierdziłam, że prawdopodobnie zapomniałam i dziewczyna pojechała również na przejażdżkę.
- Dalej masz ochotę wyjść z budynku? - niepewnie wyjełam bluzę z szafy, oczekując jej odpowiedzi.
- W stajni nas nie zmoczy - stwierdziła, zapinając swój polar, po czym popchnęła mnie delikatnie w stronę drzwi, dając mi do zrozumienia, że po prostu mamy już wyjść.
~*~
Wchodziłyśmy do stajni, kiedy zaczepiła nas pani Mia.
Na swojej dłoni miała pięć uwiązów, które wyciągnęła w naszą stronę.
- Na pastwisku są kobyły - zaczęła, "częstując" nas po jednym uwiązie - trzeba sprowadzić je na halę.
Bez zbędnych słów, poszłyśmy na wskazane pastwisko.
Klacze skupiły się w dwóch miejscach, wyczuwając nadchodzącą burzę.
- Widzisz tą klacz? - wskazałam palcem na przysypiającego konia.
Dziewczyna potwierdziła, po czym razem weszłyśmy na pastwisko.
- To jest Demeter - przedstawiłam klacz, głaszcząc ją po szyi - jak weźmiemy ją, reszta powinna pójść za nią i łatwo dać się złapać.
Jako że każdy koń miał podpięty kantar, Lotte pozostało właściwie tylko podpięcie uwiązu.
Tak jak podejrzewałam, kiedy zabrałyśmy Demeter i Sun, klacze grzecznie dały się sprowadzić na halę.
Właśnie zamykałyśmy budynek, kiedy dało się usłyszeć dudnienie końskich kopyt.
W oddali, na zakręcie, duży, skarogniady koń, galopował prosto w naszą stronę, wciąż w całym osprzęcie.
<Lotte? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Pisząc komentarz, pamiętaj o zasadach ortografii i interpunkcji! Prosimy, nie spamuj również w komentarzach. jeśli chcesz promować swoją stronę, możesz z większym powodzeniem zrobić to na chacie.