-Tutaj jest pięknie.- powiedziałam.
-No...- uśmiechnęła się. Zsiadłam z Szafira i podprowadziłam go do rzeki. Spragniony kasztanek napił się. Usiadłam na wyższym brzegu, zdjęłam oficerki i skarpety i zamoczyłam stopy. Meg usiadła obok mnie i zrobiła to samo.
-Lubię tak sobie siedzieć w lesie.- stwierdziła.
-Ja też. - westchnęłam. Zauważyłam że przy sakwie Szafira jest koc.
-To ja go nie wypakowałam?!- zdziwiłam się wstając. Wyjęłam go z sakwy i rozłożyłam w miejscu gdzie siedziałyśmy.
-Teraz wygodniej.- stwierdziłam. Położyłyśmy się na plecy i obserwowałyśmy niebo i chmury.
-To jest... Zdeptany pan Gilbert.- stwierdziłam pokazując na jedną chmurę. Meg dziwnie się na mnie popatrzyła.
-No co? Na serio mi go przypomina- powiedziałam na co przyjaciółka wybuchnęła śmiechem. Wkrótce ja też się nim zaraziłem i się śmiałam. Napewno było słychać nas w całym lesie.
-Ej, cicho! Popatrz!- zobaczyłam sarnę i pokazałam.
-Yhm. Widzę.- uśmiechnęła się. Zwierzę zauważyło że się na nie lampimy więc uciekła. Westchnęłam i opadłam na koc. Zamknęłam na chwilę oczy.
-Zamierzasz iść na jakieś studia?- zapytała mnie.
-Sama nie wiem. Mogłabym w sumie iść ale wtedy bym nie miała czasu na jazdę. Najchętniej bym w ogóle nie szła tylko została tutaj. Jeśli bym już musiała to tylko weterynaria.- odparłam.
-Ciężki kierunek. Co cię ciągnie w kierunku medycyny?
-Pomaganie. Nie chcę być najzwyklejszym lekarzem. Układ krwionośny by mi nie dał spać.
-Miałaś jakąś dziwną historię?- zapytała.
-Tak. Jak byłam w muzycznej, nasz nauczyciel od historii kazał nam zrobić drzewo genealogiczne, ale tylko z rodzicami, dziadkami itd. Na lekcji następnego dnia powiedział że każdy kto ma drzewo niech je przynosi teraz. Mój kolega ciamajda oczywiście przyniósł je pod koniec wszystkich lekcji. Jak ten zaczął się na niego wydzierać... Skończyło się na tym że kazał mi lecieć po środki uspokajające do pielęgniarki. Przynoszę te środki cała zdyszana, a on miał akurat jakąś lekcję z maturzystką. I mówię że mam te środki. A on tak westchnął i powiedział że nie nadaję dla żartów.- skończyłam, a Meg wybuchnęła ponownie śmiechem.
-I od tamtej pory go nienawidzę.- dodałam się śmiejąc. -A ty? Jaka jest twoja dziwna historia?- spytałam.
-Ci... Słyszałaś to?- uciszyła mnie wstając.
-Nie..
-Cicho!- rzeczywiście. Z krzaków roznosił się męski śmiech. Dostrzegłam Matta i Caleba.
-Ch****a, chłopaki!!! Czy nawet nie dacie nam chwili spokoju?!- krzyknęła Meg. Zaczęłam w ich stronę chlapać wodą. Uciekli.
-Kretyni...- mruknęłam.
-Może lepiej wracajmy. Robi się późno.- stwierdziła Meg. Skinęłam głową i ubrałyśmy skarpety i buty i wsiadłyśmy na konie. Pogalopowałyśmy w stronę Akademii. Przyjechałyśmy równo z chłopakami.
-...
Meg? Matt? Caleb?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Pisząc komentarz, pamiętaj o zasadach ortografii i interpunkcji! Prosimy, nie spamuj również w komentarzach. jeśli chcesz promować swoją stronę, możesz z większym powodzeniem zrobić to na chacie.