czwartek, 18 sierpnia 2016

Od Lily C.D Aaron'a

-Ale naprawdę nic mi nie jest. Tak czy siak mi się to zagoi.- westchnęłam.
-Lily nie zaczynaj.- odpowiedział instruktor odchodząc.
-Następnym razem cię nigdzie nie zabiorę. Radzę ci dzisiaj nie spać by mieć pewność że przeżyjesz - syknęłam do chłopaka odchodząc do pokoju. Kurde. Tak czy siak się zagoi. Czy można to zrozumieć? Najwyraźniej NIE. Wyciągnęłam ze swojej apteczki bandaż i wodę utlenioną. Gdy skończyłam nakładać bandaż założyłam świeżą bluzkę i wyszłam. Poszłam do Lemon która czekała na rozsiodłanie. Westchnęłam i zaprowadziłam ją do boksu. Zaczęłam zdejmować cały sprzęt.
-Lemon nie mogłaś chwilę postać w tamtym miejscu i poczekać? Tak to byś dostała jabłko ale nie ja teraz przez to muszę łazić do lekarza- westchnęłam do klaczy. Ta radośnie parsknęła.
-Osz ty... Więc to tak?- zaśmiałam się. Wyszłam z boksu kierując się do siodlarni. Wniosłam siodło i ogłowie na wieszak Lemon. Wróciłam do akademika. Zrobię sobie kisiel na poprawę humoru. W pokoju siedział Aaron czytający książkę. Gdy tylko go zauważyłam zmieniłam kierunek i jak najszybciej opuściłam budynek. Poćwiczę ujeżdżanie z Sifilem.

***

Poklepałam ogiera gdy ten poprawnie wykonał ustępowanie od łydki. Zobaczyłam że przygląda nam się Aaron.
-Tworzycie zgrany duet.- powiedział. Zignorowałem go i skupiłam się na poprawnym galopie na prawą nogę. Postanowiłam że już skończę. Nie odzywając się do chłopaka sprowadziłam Sifil'a z czworoboku. Zaprowadziłam go do stajni. Nie było sensu go rozsiodływać bo i tak siostra Armina miała go brać. Przyszła dziewczyna.
-Sifil jest gotowy. Możesz już na niego wsiadać tylko zmień sobie długość strzemion.- powiedziałam do dziewczyny. Nie miałam co robić więc pomogłam naszej stajennej Sophie sprzątać boksy. Okazała się miłą dziewczyną. Dużo rozmawiałyśmy, więc czas szybko upłynął. Gdy skończyłam poszłam na padok porysować. Usiadłam pod drzewem i nakreśliłam pierwsze rysy konia. Zauważyłam że idzie w moją stronę Aaron.
-Spadaj Aaron.- syknęłam. Chłopak najwyraźniej był uparty.
-Padok jest dla wszystkich.- odpowiedział.
-Dobrze więc ja pójdę.- wstałam i poszłam. Aaron mnie zatrzymał.
-Dobrze wiesz że tak czy siak musiałabyś pójść do lekarza.
-A ty dobrze wiesz że nic mi nie jest. Zastanawiam się w ogóle czemu cię zabrałam.
-Sama mnie oto prosiłaś.
-I to był mój błąd.- odeszłam od niego i poszłam do pokoju. Była tam Nikol.
-Hej, co tam?- zapytała.
-Mam go dosyć.- rzuciłam się na łóżko.
-Kogo?
-Aarona.- odpowiedziałam stłumionym dźwiękiem. Koleżanka mnie obróciła i usiadła kół mnie.
-To teraz mi opowiesz za co chcesz go zabić.- uśmiechnęła się. Opowiedziałam jej całą historię.
-Masz rację. Też bym go zabiła, ale wiesz że jednak powinnaś pójść.
-Ta... Wiem... Jutro do niego pójdę. Ale jemu nie daruję.- uśmiechnęłam się. Nikol westchnęła i wstała.
-Idę na obiad. Idziesz ze mną?- zapytała.
-Tak, już idę tylko doleję wody Kate i już schodzę.- odpowiedziałam. Gdy zrobiłam to co miałam zrobić zeszłam do jadalni. Była dzisiaj pomidorowa (zrobiona z rosołu z wczoraj XD.) i jakieś mięso z kaszą. Usiadłam z Meg i Mattem tradycyjnie. Rozmowa nam się jak zwykle kleiła. Gdy skończyłam wstałam od stołu i odniosłam naczynia. Zatrzymał mnie Aaron.
Aaron?
PS zabiję cię za tego lekarza. Uważaj bo też będę się tak o ciebie troszczyć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Pisząc komentarz, pamiętaj o zasadach ortografii i interpunkcji! Prosimy, nie spamuj również w komentarzach. jeśli chcesz promować swoją stronę, możesz z większym powodzeniem zrobić to na chacie.