poniedziałek, 15 sierpnia 2016

Od Lily C.D Matthew'a

Sama nie wiedziałam co myśleć o tym. Podeszłam do Kate.
-I co? No co ja mam myśleć? Czemu nie które decyzje są takie cholernie trudne? Mogłabym sobie dać spokój z Mattem. Ale jednak coś do niego czuję. No i co ja mam robić Kate? Nie wiem naprawdę. Ech... Dobranoc skarbie.- pocałowałam suczkę w nos i weszłam pod kołdrę. Sprawdziłam jeszcze swój telefon. Jeden SMS. Nieznajomy numer. "Hej S**o. Jesteśmy niedaleko twojego akademika w lesie. Wyjdź do nas. Czekamy na ciebie." Coś mnie skłoniło bym jednak poszła. Ubrałam pierwsze lepsze ubrania i wyszłam. Szłam wgłąb lasu. Kate dzielnie mi towarzyszyła. Nagle poczułam na twarzy duże ręce. Zaczęłam się wiercić.
-Spokojnie mała... Pamiętasz nas? Dawno się nie widzieliśmy.- szepnął do ucha. Moje oczy się zaszkliły. Znałam ten głos. Nie zamierzałam mu dać wygrać. Nie dziś. Pożałuje że wrócił. Kopnęłam go w krocze i się odsunęłam gwałtownie.
-Nie próbuj Chris. Nie jestem już taka łatwa jak kiedyś.- wycedziłam.
-Proszę! Lala potrafi się bić? Ale ja nie chcę cię bić. Tylko no wiesz...- uśmiechnął się łobuzersko.
-Wypie****aj stąd!- krzyknęłam.
-Wiesz nie ładnie tak przeklinać. My się chcemy tylko zabawić.
-Nie ma sprawy. Dostaniesz konika na biegunach pod choinkę- zaśmiałam się. Dołączyło do niego wtedy dwóch innych.
-A pamiętasz może Alice?- zapytał ponownie.
-Jeszcze nie mam tak słabej pamięci. Co jej zrobiliście?- warknęłam.
-Spokojnie. Twoja przyjaciółeczka niestety se umarła. A wystarczyło tylko jej podać koktajl orzechowy. Cóż. Blaise miał potem ostrą zabawę- powiedział i się zaśmiał.
-Zabiłeś ją... Zabiłeś ją!- krzyknęłam. Po chwili nie mogłam dalej krzyczeć bo znowu ktoś mi przyłożył łapę do ust. Kate się rzuciła na Chrisa lecz on ją kopnął. Suczka odleciała z skomleniem. Po mojej twarzy zaczęły spływać łzy.
-Kate!- krzyknęłam ale znowu przyłożyli mi rękę. Próbowałam uciec. Nic to nie dawało.
-Wszyscy pożałujecie!- krzyknęłam i się wyrwałam. Kopnęłam Chrisa w brzuch. Skulił się. Kopnęłam go jeszcze raz. Kopałam go dopóki nie zaczął krztusić się własną krwią. Jego koledzy odciągnęli mnie od niego. Ale szybko pożałowali bo wykręciłam im ręce. Upadli. Kopałam ich w twarz i głowę. Gdy stracili przytomność, pobiegłam do Kate. Jej klatka piersiowa podnosiła się wolno. Wzięłam ją na ręce i skierowałam się w stronę akademika. Wychodząc z lasu straciłam przytomność i runęłam ma ziemię. Ostatnie co zauważyłam to sylwetka Matta biegnącą w moją stronę.

Matt?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Pisząc komentarz, pamiętaj o zasadach ortografii i interpunkcji! Prosimy, nie spamuj również w komentarzach. jeśli chcesz promować swoją stronę, możesz z większym powodzeniem zrobić to na chacie.