środa, 20 lipca 2016

Od Armina C.D Luny

Skupiałem się na zachowaniu klaczy. Była ona zupełnie inna niż koń na którym jeździłem u dziadków. Uważałem aby przypadkiem nie wjechać w Lunę i jej konia. Nawet nie wiedziałem że od razu po przyjeździe zacznę jeździć. Miałem nie zbyt wygodne spodnie i na dodatek bluzę. Przejechałem koło kłusem ćwiczebnym po czym zacząłem anglezować aby przejechać przez drągi. Niestety klacz się potknęła więc najechałem na nie jeszcze raz i przed każdą przeszkodą ściskałem ją mocno łydkami. Poszło gładko, klacz przejechała bez najmniejszych problemów. Przez drągi nie jeździłem pierwszy raz więc wiedziałem co robić. Gdy nagle przez przypadek zagalopowałem. Usiadłem w siodło, odchyliłem się i pociągałem stopniowo wodze klaczy aby zwolniła. Kiedy nastąpił koniec lekcji nie wiedziałem czy mam się smucić czy cieszyć. Smuciłem się dla tego że musiałem już odprowadzać Wings do boksu, a cieszyłem się z tego że w końcu moje spodnie mi nie przeszkadzają. Przywiązałem klacz do specjalnego miejsca i rozsiodłałem ją.

Luna?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Pisząc komentarz, pamiętaj o zasadach ortografii i interpunkcji! Prosimy, nie spamuj również w komentarzach. jeśli chcesz promować swoją stronę, możesz z większym powodzeniem zrobić to na chacie.