- Może nie dzisiaj, kiedy indziej jak będzie cieplej wybierzemy się tu na oklep. - uśmiechnęłam się do Caleba i wyjechałam Laydy z wody. Caleb i Eldorado ruszyli za nami, i wróciliśmy do stadniny.
Najpierw rozsiodłaliśmy konie i wyczyściliśmy im kopyta, a następnie umyliśmy w myjce i wypuściliśmy na duży padok, gdzie pasły się jeszcze Rosabell, Sun, Minnie i Kaprys. Konie zarżały cicho na powitanie dla reszty, po czym zaczęły się paść.
Usiadłam na płocie i przyglądałam się koniom. Tak słodko razem wyglądały. Uśmiechałam się delikatnie, i całkowicie zapomniałam, że obok mnie stoi Caleb. Oczywiście, jeśli już sobie nie poszedł.
<Caleb?>
Opowiadanie powinno mieć przynamiej 16 linijek ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Pisząc komentarz, pamiętaj o zasadach ortografii i interpunkcji! Prosimy, nie spamuj również w komentarzach. jeśli chcesz promować swoją stronę, możesz z większym powodzeniem zrobić to na chacie.