Stanąłem przy dziewczynie, która wpatrywała się w niebo.
Rzeczywiście miała rację.
Niebo było jeszcze piękniejsze niż przed kilkoma godzinami.
Rozświetlone przez dosłownie tysiące gwiazd, jeśli nie miliony, ukazało nam idealną drogę do domku właścicieli.
Esther przykucnęła, po chwili jednak siadając.
Wyprostowała nogi, po czym szybkim ruchem prawej dłoni wyrwała jedno z dłuższych źdźbeł trawy, która bujnie w tym miejscu rosła.
Czułem się dosyć dziwnie w tym momencie.
Dziewczyna, stojąc, jest ode mnie znacznie niższa.
Teraz, kiedy siedziała, kompletnie czułem się przy niej jak odludek, ewentualnie żyrafa.
Sięgała mi w chwili obecnej głową zaledwie do kolan.
~*~
Siedzieliśmy tak w ciszy, rozkoszując się panującą dookoła ciszą i spokojem.
Wisienką na torcie były wcześniej wspomniane gwiazdy.
Jak to szybko stwierdziłem, miałem dziś dzień zdrowego rozsądku.
Przyjaciele często uświadamiali mnie, że pomimo że posiadam taki organ, który zwie się mózg, z niechęcią go używam.
Wydmuchałem po raz kolejny w ciągu całego naszego postoju powietrze.
Od dziecka uwielbiałem, kiedy z moich ust wydobywał się jasny dym.
Ku mojemu niezadowoleniu, nie było tym razem to takie świetne.
Oznaczało to, że na polu naprawdę jest zimno.
Potarłem więc dłoń o dłoń, chcąc je rozgrzać, po czym przerzuciłem wzrok na dziewczynę.
- Nie zimno Ci? - przerwałem grobową ciszę, schylając się ku niej, gdyż uświadomiłem sobie, że raczej o tej porze nie będzie krzyczeć, jeślibym nie usłyszał.
- Bywało lepiej - przyznała, pocierając z zimna ramiona, które pokrywała gęsta skórka.
No tak. Teraz przyszedł czas na siarczystego facepalma, który należał mi się w obecności tej dziewczyny już po raz drugi, wciągu zaledwie niecałej doby.
Wyprostowałem się, ściągając z siebie czarną bluzę.
Na szczęście pod spodem miałem jeszcze bluzkę, więc nie było tak źle.
Ponownie wykrzywiłem się w jej stronę, wyciągając ciepłe odzienie aż do momentu, w którym z lekką niechęcią nie zabrała mi bluzy z dłoni.
Założyła ją, po czym zaczęła swoją niekończącą się walkę z kapturem.
Ruszyłem jej z pomocą, wyciągając go, nieznacznie się przy tym uśmiechając.
- Wyglądasz jak mały pingwinek - przyznałem, szerzej się uśmiechając.
Kąciki ust dziewczyny również powędrowały w górę, ukazując jej urocze dołeczki.
Zaiste, naprawdę były urocze.
Takie niewinne, a siedziała za nimi dusza małego pingwinka - Lucyferka, który jest spidermanem chodzącym po tutejszych dachach.
- Jest trochę za duża, jednak dobrze się w niej czuje - podniosła się, nie ukrywając wciąż swojego uśmiechu - dziękuję.
Skinąłem głową, wciąż się uśmiechając.
- To.. Idziemy? Fakt, połowa sukcesu za nami, jednak może być tylko gorzej, jak nas zobaczą tu, na polu - skwitowałem, wyciągając w stronę dziewczyny pomocną dłoń , która pomogła jej w wstaniu, z czym miała problem.
Ruszyliśmy w grobowej ciszy do domku, w którym znajdował się mój pokój.
Weszliśmy po schodach, po czym ukazały się przed nami spore drzwi budynku.
Wyciągnąłem dłoń w stronę klamki, która nieznacznie drgnęła pod ciężarem mojej ręki.
Drzwi chwile poskrzeczały, jednak nie otworzyły się.
Stały zamknięte i nie chciało być inaczej.
- Gdzie mieszkasz? - spytała dziewczyna szeptem, rozglądając się dookoła.
- Pierwsze piętro - wskazałem na okno, które wcześniej przyciemniłem żaluzją.
Dziewczyna zastanowiła się chwilę, jednak tym razem to ja wszedłem w jej umysł.
- Teoretycznie z palcem w nosie powinniśmy tam wejść, po tej rynnie - wskazałem na przedmiot, kręcąc z niepewnością głową - jednak w praktyce niezbyt fajnie by było jutro leżeć gdzieś w tych krzakach.
Dziewczyna przyznała mi rację, ponownie badając teren w poszukiwaniu innego wejścia do mojego lokum.
- Chodźmy już lepiej, mogą zaniepokoić się szuraniem pod oknami - Esther nabrała lekkiego dystansu do swoich odważnych pomysłów, obwieszczając mi to zdanie.
I ponownie znaleźliśmy się pod drzwiami, tym razem jednak od innego budynku.
Od akademika.
- To.. Co teraz? Idziesz do środka? - spytała, zapinając bluzę pod szyję.
Konspiracja. Tak łatwo określić moje uczucia w tamtym momencie.
- Masz ochotę się przejść? - odpowiedziałem pytaniem na pytaniem, delikatnie szokując tą propozycją dziewczynę.
- Zależy gdzie - stwierdziła, wkładając ręce do kieszeni - jak gdzieś daleko, to nie uciągnę. Bolą mnie trochę nogi.
Poprosiłem ją żeby stanęła na najbliższym murku, po czym schyliłem się.
- Wskakuj - ponownie poprosiłem, wskazując na swoje plecy - obiecuję, że nie spadniesz.
Dziewczyna jednak znowu niechętnie przyjęła propozycję.
Ostatecznie, za pomocą małego szantażu, znaleźliśmy się na polnej dróżce.
<Esther? Mam teraz zbyt dużo cukru w organizmie.. >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Pisząc komentarz, pamiętaj o zasadach ortografii i interpunkcji! Prosimy, nie spamuj również w komentarzach. jeśli chcesz promować swoją stronę, możesz z większym powodzeniem zrobić to na chacie.