poniedziałek, 15 sierpnia 2016

Od Lily C.D Matthew'a


Matt spuścił ze mnie wzrok speszony. Podniosłam jego głowę.
-Nie musisz przepraszać.- szepnęłam i go pocałowałam. Odwzajemnił to. Staliśmy tak dobre 5 minut.
-Chodźmy bo spóźnimy na zajęcia.- poradził. Kiwnęłam głową. Mieliśmy dzisiaj zajęcia z Panem szanownym Gilbertem co gorsza lekcję ujeżdżania. Muszę się przyznać że z każdego nauczyciela jakiego kiedykolwiek miałam, nabijałam się i często pisałam chore piosenki o nich. Ten nie był wyjątkiem, tylko kolejną moją ofiarą. A co do ujeżdżenia. Jest to przeze mnie najmniej lubiana dziedzina. Harmonia. To nie ja. Moim rozmyślaniom przerwało siodłanie Sifil'a.
*** Troszyneczkę* później***

Robiłam właśnie sobie serpentynę i nuciłam pod nosem reklamę Hortexu przerobioną na piosenkę o nauczycielach.
-Lily przestań tam nucić tą głupią reklamę Hortexu i dodaj tą łydkę- krzyknął Blythe.
-Ale proszę pana, ta piosenka pomaga mi się skupić na pana wspaniałych zajęciach oraz to uspokaja Sifil'a!- odpowiedziałam przesłodzonym głosem.
-White nie słódź mnie tutaj- pokazał palec wskazujący.
-Ależ proszę Pana ja pana nie słodzę tylko stwierdzam fakty jakie pana zajęcia są wspaniałe. - zrobiłam minę niewiniątka, połowa grupy zaczęła się śmiać a instruktor westchnął.
-Naprawdę tak uważasz?- zapytał a ja pokiwałam głową.
-Bo przecież ja prowadzę najlepsze zajęcia z ujeżdżania i nikt nie może temu zaprzeczyć. Prawda?- spytał ponownie a grupa ledwo się trzymała siodeł ze śmiechu.
-Ma pan A-BSO-LU-TNĄ rację.- uśmiechnęłam się i zrobiłam woltę w kłusie. W tym momencie Matt spadł z konia. Zaczął się okropnie śmiać.
-Panie Grey proszę z powrotem wsiąść na konia.- popatrzył na niego jak na wariata. Chłopak posłusznie wykonał jego polecenie. -Wracamy do zajęć!- zaklaskał. I tak przez resztę czasu było nudno.

***~***

-No, no. Nie wiedziałem że potrafisz się tak droczyć z nauczycielami.- zaśmiał się Matt.
-Jeszcze się zdziwisz. Nieźle poleżałeś na tym piasku.- powiedziałam otrzepując jego bluzę.
-Idziemy potem na spacer do lasu?- zapytał.
-Chętnie.- odpowiedziałam. Potem już tylko cały czas śpiewałam tą reklamę.
-Gdy brak ci ujeżdżenia... Bidu, bidu bidu. Pan Gilbert Blythe to zmienia... Bidu, bidu, bidu.
Czy to na hali, czy na sali, czy na placu, albo w pałacu, człowieku ogar się! Bo na z Blythe'm problemy my odpowiedź dajemy to... {I tu mi rymów zabrakło. Wymyślajcie coś tam sobie XD}
Skończyłam śpiewać a jednocześnie kończyć czyścić Sifil'a. Ucałowałam go w czoło i odeszłam. Przebrałam się w leginsy i t shirt tradycyjnie i poszłam do pokoju wspólnego gdzie miałam się spotkać z Mattem.


*Troszyneczkę- powiedzenie mojej wychowawczyni.
Matt?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Pisząc komentarz, pamiętaj o zasadach ortografii i interpunkcji! Prosimy, nie spamuj również w komentarzach. jeśli chcesz promować swoją stronę, możesz z większym powodzeniem zrobić to na chacie.