wtorek, 23 sierpnia 2016

Od Esther C.D Noah'a

Cały czas trwała cisza. Jednak nie taka niezręczna. Cisza. Po prostu. Żadnemu z nas ona nie przeszkadzała. Dużo wrażeń, jak na dzisiaj. Przynajmniej dla mnie. Będąc w połowie drogi, a przynajmniej tak mi się zdawało, do akademii, powoli zaczynało kropić. Na początku był to drobny deszczyk, więc nie przejmowaliśmy się nim. Wspólnie stwierdziliśmy, że to tylko taki przelotny i zaraz przestanie. Przestał, co do tego się nie myliliśmy. Ale, jak to w życiu bywa, los lubi nam robić na przekór. Po chwili znowu zaczęło padać. Tym razem był to duży i gęsty deszcz. Zaczęliśmy biec na oślep. Nie wiedzieć czemu, zaczęło mnie to bawić. Noah’a chyba też, bo przez resztę drogi rechotał razem ze mną na całą okolicę. Gdy byliśmy już pod akademią, byliśmy zmuszeni do uciszenia się. Nie fajnie byłoby dać się przyłapać. Deszcz powoli ustępował. Schowaliśmy się pod daszkiem akademika. Z największą ostrożnością nacisnęłam klamkę. Zawsze istniała możliwość, że drzwi mogły strasznie skrzypieć. Bingo, udało się nacisnąć, ale drzwi ani drgnęły. Już miałam się na nią rzucić w celu szarpania się, ale w ostatniej chwili się powstrzymałam. To mogłoby narobić tylko większego hałasu.
- Zamknięte…- wyszeptałam, odwracając się do Noah’a.
Chłopak westchnął głęboko. Szczerze? Nie spodziewaliśmy się tego. Nie mogliśmy przecież tutaj tak siedzieć i czekać, aż otworzą. Zaczęłam się rozglądać w celu natchnienia. Tak! Już wiem!
- Mam pewien pomysł…- zaczęłam, patrząc na stajnię.
Noah chyba już dobrze wiedział o co mi chodzi. Czy był z tego zadowolony? Nie mam pojęcią.
- Nie chcesz chyba…- spojrzał na mnie zaskoczony.
- Tak. Nie mamy wyjścia. Chodź- złapałam go za rękę i pociągnęłam w stronę stajni.
Zaczęłam się rozglądać za jakimkolwiek otwartym oknem, które na szczęście nie były za wysoko. Wejście drzwiami odpadało. Nie wiem, kto zostawił otwarte okno w pokoju instruktorów, ale byłam temu komuś niezwykle wdzięczna. Udało nam się wejść do środka. Chłopakowi chyba niezbyt podobało się małe włamanie do stajni, ale nie miał innego wyjścia. Najciszej jak potrafiliśmy, weszliśmy do części z boksami. Nie chcieliśmy zbudzić koni, które zaraz narobiły by tylko hałasu. Stajnia była cicho chyba tylko nocą. Wszystkie smacznie spały. Ostrożnie zapaliłam latarkę w telefonie, żeby cokolwiek widzieć. Udało mi się odnaleźć mój cel. Drabina na poddasze stajni, gdzie znajdowało się siano itp. Dałam chłopakowi znak ręką, żeby ruszył za mną. Zgodził się. Powoli weszłam na górę. Było tutaj o niebo cieplej, ale i trochę głośniej. Można było usłyszeć, jak deszcz dudnił o dach. Udało mi się znaleźć dobre miejsce niedaleko okna. Położyliśmy się naprzeciwko, mając wręcz idealny widok na spływające krople deszczu po szybie.
- Spałeś kiedyś na sianie?- spytałam, nie odwracając wzroku od okna.
- Nie, a ty?- odwrócił głowę w moją stronę.
- Też nie- spojrzałam na niego, uśmiechając się.

<Noah?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Pisząc komentarz, pamiętaj o zasadach ortografii i interpunkcji! Prosimy, nie spamuj również w komentarzach. jeśli chcesz promować swoją stronę, możesz z większym powodzeniem zrobić to na chacie.