poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Od Noah'a C.D Vivian

- Ta ziemia wcale nie jest ku*wa wygodna - jęknąłem, podnosząc się ziemi, po czym skierowałem swój wzrok na napastnika - Wszystko dobrze?
- Wydaje mi się że tak - stwierdziła szybko, równocześnie otrzepując swoje spodnie.
Uczyniłem to samo, jednak po chwili ponownie moje kolana dotknęły ziemi.
Tym razem w bardziej kontrolowany sposób.
Kucnąłem przy jej prawej nodze, podwijając nogawkę od jej czarnych rurek.
Vivian przypatrywała się tylko z lekka zdziwiona, po czym rozwiałem jej wszelkie wątpliwości na temat tego, co zamierzam zrobić.
- Nadal Cię nic nie boli? - objąłem dłonią jej kostkę, uciskając ją w różnych miejscach.
- I tu mnie masz - wykrzywiła się nieznacznie, na co ja ponownie wstałem z ziemi.
- Jesteśmy już tak blisko, że się nie wywiniesz - wziąłem ją na ręce, tak, jak to nosi się panny młode (swoją drogą, ślub z kostką masła w czwartek) i skierowałem się w stronę wejścia do budynku - Teraz tylko nie pier*ol, jaka Ty to ciężka nie jesteś, bo ku*wa jesteś jedną z najlżejszych osób, które kiedykolwiek "przenosiłem".
Dziewczyna chyba wyczuła, że nie ma jakikolwiek szans na wygranie tej dyskusji, więc tylko raz próbowała coś z siebie wykrztusić.
Jednak, ostatecznie, dotarliśmy do pokoju pielęgniarki bez większych oporów.
Ku mojemu zadowoleniu, drzwi były uchylone, więc nie musiałem się zbytnio gimnastykować aby wejść do środka.

~*~

Na szczęście w nieszczęściu, okazało się, że skręciła tylko swoją kostkę w nienaturalną stronę.
Ostatecznie znaleźliśmy się na śniadaniu wtedy, kiedy Vivian powinna być na swojej jeździe.
Musiała jednak zrezygnować z niej jak i z tych następnych, co wydawało się nie iść jej na rękę.
- Zauważ pozytywy tej sprawy. Gdyby nie to, że jesteś leniwcem i nie zawiązałaś tych sznurówek w bardziej odpowiednim miejscu, nie doznałabyś zaszczytu leżenia na moich wygodnych plecach - uśmiechnąłem się nieznacznie, po chwili znów kontynuując - Mniejszym plusem, ale jednak plusem, jest to, że możesz dziś dłużej jeść śniadanie.
- Zaiste - kąciki jej ust również nieznacznie się podniosły, kiedy ja w tym czasie ruszyłem na podbój kuchni, w celu znalezienia czegoś zjadliwego.

Zważając na to, że mój talent kulinarny nie wychodzi poza zrobienie przyzwoitej kanapki czy zamówieniem pizzy, zrobiłem w tamtym momencie coś, czego nawet ja po sobie się nie spodziewałem.
Patelnia okazała się być dzisiaj jednym z lepszym przyrządów, jakie kiedykolwiek trafiły do moich łapek.
Z wkurzającym mnie palcem, a raczej z wkurzającym opatrunkiem udało mi się sklepić całkiem dobre naleśniki*, które ku mojej życzliwości, trafiły do poszkodowanej, która, o ironio, była dzisiaj i moją ratowniczką i napastnikiem.
Ale co zrobisz?
Pozostało mi siedzenie na zimnym, drewnianym krześle w jej towarzystwie oraz delektowanie się płatkami z mlekiem*, które w tamtej chwili, wystarczająco radowały moje podniebienie.
*- podziękuj Lily, która mnie uratowała pomysłami na pierwsze lepsze śniadanie.
<Vivian? C:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Pisząc komentarz, pamiętaj o zasadach ortografii i interpunkcji! Prosimy, nie spamuj również w komentarzach. jeśli chcesz promować swoją stronę, możesz z większym powodzeniem zrobić to na chacie.