Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lisa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lisa. Pokaż wszystkie posty

środa, 5 października 2016

Od Lisy - zawody

Obudziło mnie dzwonienie budzika. Szybko wyłączyłam go i z powrotem opadłam na łóżko. Po chwili ktoś zapukał do drzwi. Sięgnęłam po kapcie i niechętnie ruszyłam do drzwi.
- Kto tam? - spytałam, otwierając je.
- Lisa! Chodź szybko! Spóźnimy się! - zawołała rozgniewana.
- Zawody... - przemknęło mi przez głowę. Szybko zatrzasnęłam drzwi i pobiegłam pod prysznic. Następnie ubrałam się w białą koszulkę i szare spodnie i zbiegłam na śniadanie. Usiadłam sama przy stoliku, ale po chwili dołączyła do mnie Luna, Armin i Lily. Nie rozmawialiśmy o niczym innym jak o zawodach. Nie jestem jakaś świetna w skokach, ale postanowiłam wziąć udział.
- Emm... muszę już iść. Przygotować Ideal. Pa! - rzuciłam i poszłam do stajni. Szybkim krokiem wyprowadziłam klacz na zewnątrz i przywiązałam do płotu. Następnie przyniosłam wszystkie potrzebne rzeczy i wyszczotkowałam ją. Zrobiłam to dokładniej niż zwykle, żeby wyglądała ładnie na zawodach. Później zajęłam się jej grzywą i ogonem. Obok mnie stanęła Lily z Moonlight, również czesząc swoją klacz.

*Time Skip*

Wysiadłam z samochodu i otworzyłam klapę przyczepy. Wślizgnęłam się do środka i wyprowadziłam klacz na zewnątrz. Powoli osiodłałam ją, założyłam kiełzno. Ideal rozglądała się dookoła, ciekawa wszystkiego. Wsiadłam na nią i pojechałam na rozprężalnię. Tam rozstępowałam klacz.
- Lisa Hills i Ideal! - w końcu wywołano mnie. Stanęłam na starcie i drżącymi rękami chwyciłam wodze. Popędziłam Ideal do galopu i najechałam na pierwszą przeszkodę - stacjonatę. Klacz przeskoczyła ją bezbłędnie, z okserem także sobie poradziła. Następnie najechałam kolejno na kopertę, mur i rów. Ideal skakała świetnie, byłam z niej dumna. Przy triple bars skok wyszedł odrobinę gorzej, bałam się, że coś strąciła. Skręciłam i najechałam na dwie ostatnie stacjonaty. Wreszcie przekroczyłam metę. Wyjęłam nogi ze strzemion i, ciężko oddychając, udałam się w pobliże naszej przyczepy.
- Było super! - gratulowała mi Lily, jednak ja nie byłam tego taka pewna. Dziewczyna pomachała mi i ruszyła rozstępować Moonlight. Przywiązałam Ideal i weszłam do samochodu w poszukiwaniu wody. Teraz pozostało mi tylko trzymać kciuki i czekać na wyniki.

sobota, 17 września 2016

Od Lisy C.D Lily

- Świetnie ci poszło Lily - uśmiechnęłam się do niej.
- Tobie też - odwdzięczyła się. - Może mała przejażdżka?
- Jasne! - zgodziłam się. - Ale na innych koniach, one muszą odpocząć.
Poszłyśmy do stajni i oporządziłyśmy konie.
- Na kim jedziesz teraz? - zagadnęłam.
- Na Sifilu, a ty? - spytała Lily.
- Nie wiem, kogo wybrać... - odparłam.
- Może Eldorado? - zaproponowała. Wyprowadziłam konia z boksu i wyszczotkowałam go. Razem z Lily ruszyłam do siodlarni i przyniosłam rzeczy Eldorado. Osiodłałam go i czekałam, aż Lil skończy. Po chwili zjawiła się przed stajnią.
- Gdzie jedziemy? - zapytała.
- Hmmm... może nad jezioro? - powiedziałam. Dziewczyna kiwnęła głową i dała łydkę Sifilowi. Ja zrobiłam to samo.
- Zatrzymamy się tutaj? - wysapała Lily. - Jestem już zmęczona, za dużo jazdy naraz.
- Możemy. Ja też jestem padnięta - odparłam i zatrzymałam Eldorado. Usiadłyśmy pod drzewem i odpoczywałyśmy. Nagle usłyszałam tętent końskich kopyt. Wstałam i pociągnęłam towarzyszkę za rękaw.
- Lily, chyba koń komuś uciekł! - zawołałam. Dziewczyna podniosła się i zaczęła iśćw kierunku odgłosu.
- To Daimond! - krzyknęła, gdy podeszłyśmy na tyle blisko, żeby zobaczyć zwierzę.
- Pewnie uciekła Lunie... - wystraszyłam się.

(Lily?)

piątek, 16 września 2016

Od Lisy do Yoshiko

Znudzona spacerowałam po padokach dla klaczy, patrząc, jak Ideal spokojnie wcina trawę. Byłabym się zanudziła na śmierć, ale w ostatniej chwili zobaczyłam dziewczynę prowadzącą konia na padok. Prawdopodobnie był to Sun. Podeszłam do niej, żeby porozmawiać. Z twarzy przypominała Chinkę lub Japonkę, na pewno była nowa, bo nigdy wcześniej jej nie spotkałam.
- Cześć, jestem Lisa - uśmiechnęłam się i wyciągnęłam rękę.
- Yoshiko - odparła i spojrzała na mnie dziwnie.
- Jesteś tu nowa, prawda? - zagadnęłam znowu, gdy dziewczyna odeszła kawałek, prowadząc konia.
- Tak - odpowiedziała po chwili niezręcznej ciszy. Najwyraźniej nie chciała ze mną rozmawiać, ale postanowiłam ją jeszcze trochę pomęczyć.
- Oprowadzić cię? - zapytałam i mimowolnie zachichotałam, co nie umknęło uwadze Chinki lub Japonki. Nie odpowiedziała. - Chodź.
Odpięłam Sun'owi uwiąż i wzięłam Yoshiko za rękę.
- To jest dom właścicieli. Tu mieszka pan i pani Rose oraz ich córka, Luna Rose - zaczęłam, pokazując jej dom z każdej strony. Gdy już go obeszłyśmy, skierowałyśmy się do stajni. Weszłam do środka i zaczęłam opowiadać o wszystkich mieszkających tu koniach.
- To jest Cortes, jeden z koni Luny Rose, córki właścicieli. Opowiadałam ci o niej wcześniej. Luna ma też drugą klacz, nazywa się Daimond i stoi obok - podeszłam do kolejnego boksu. W ten sposób minęła kolejna godzina, a Yoshiko wydawała się być dość znudzona, jednak wcale się nie odzywała.
- Wiesz co, pora na obiad. Chyba pójdę coś zjeść - powiedziała i ruszyła do jadalni. Wkrótce dołączyłam do niej i chociaż nie byłam głodna, zjadłam odrobinę. Rzeczywiście obiad miał być dopiero za godzinę, nie wiem dlaczego dziewczyna chciała już jeść. Może w Japonii jedzą obiad wcześniej?

(Yoshiko?)

Od Lisy C.D Lotte

Dziewczyna zapukała do drzwi i oddaliła się kawałek. Ja niepewnie zaczęłam odryglowywać zamki. Lotte weszła do mojego pokoju.
- Heh, dzięki - odpowiedziałam cicho, wymuszając uśmiech. Myślałam tylko o tym, żeby któraś z nas zmieniła temat, bo to było... dość dziwne.
- Nie ma sprawy - dziewczyna wbiła wzrok w podłogę.
- Ciekawe, co pan Rose zrobi Mateuszowi - zaśmiałam się, tym razem na prawdę.
- Możemy to sprawdzić! - zawołała Lotte. Po chwili na naszych twarzach zagościły złośliwe uśmieszki. Wybiegłyśmy z pokoju i udałyśmy się pod dom właścicieli.
- Wiesz, które to okno? - spytałam. wszystkie wyglądały tak samo.
- Chyba to - Lotte wskazała palcem jedno z nich. Stanęłyśmy na palcach i zajrzałyśmy do środka. Byłyśmy zawiezione, bo w środku siedział tylko pan Rose. Postanowiłyśmy przejść się do stajni i poszukać Mateusza. Lotte szła pierwsza, a ja za nią udawałam ninję.
- Co to jest? - spytała dziewczyna, pokazując czerwoną plamę na ścianie stajni.
- Ble, to chyba krew - skrzywiłam się.
- A co jeśli to koń!? - krzyknęła. Bez namysłu popędziłyśmy na padoki.

(Lotte?)

poniedziałek, 12 września 2016

Od Lisy C.D Lily

W końcu dojechaliśmy do McDonalda i stanęliśmy w wielkiej kolejce. Po chwili każdy już siedział z nosem w smartfonie, więc stwierdziłam, że po co miałabym jako jedyna gapić się w fryzurę kobiety stojącej przede mną? Wyciągnęłam komórkę i zaczęłam przeglądać facebooka.
- Jej, już prawie jesteśmy! - zawołał ktoś za mną. Podniosłam głowę, faktycznie, zbliżaliśmy się już do początku kolejki. Krzyk Caleba sprawił, że wszyscy schowaliśmy telefony do kieszeni lub torebek i zaczęliśmy zastanawiać się, co zamówić. W końcu zdecydowałam, że wezmę Nestea i małe frytki. Jako pierwsza z nas zapłaciłam i odebrałam swoje zamówienie. Oparłam się o ścianę i czekając, aż przyjaciele do mnie przyjdą, zaczęłam podjadać po jednej frytce.
- Serio Lisa? Stałaś tam tyle czasu tylko po to, żeby zamówić małe frytki? - zaśmiał się ktoś. Tym razem był to Armin. Buzię miałam zapchaną "jedną frytką", więc tylko pokiwałam głową.
- Wiesz ile takie "tylko małe frytki" mają kalorii? - odparłam z oburzeniem, gdy przełknęłam wszystko.
- No ile? - spytał chłopak, biorąc do buzi kolejnego nachosa.
- Dużo - odpowiedziałam, nie znając dokładnej liczby i zaczęłam oglądać opakowanie. W końcu znalazłam konkretną liczbę i podałam ją Arminowi. Nie przejął się tym i znów zaczął przeżuwać. Moja ręka odruchowo sięgnęła do pudełka na frytki i uderzyła w dno. Odwróciłam głowę i spostrzegłam, że rzeczywiście, na dnie nie ma ani jednej frytki. Wypiłam resztę Nestea i czekałam, aż reszta zje.
- Idziemy już? - spytałam, gdy większość osób znów sięgnęła po telefony.
- Oki - zgodziła się Lily. Ruszyłyśmy pierwsze do naszych wierzchowców, a za nami reszta. Wsiedliśmy na konie i ruszyliśmy w drogę powrotną. Zajęła nam jeszcze więcej czasu niż poprzednio, więc gdy wróciliśmy od razu po odprowadzeniu konia do boksu ruszyłam w stronę akademiku. Po drodze jednak zaczepiła mnie Lily.

(Lily?)

niedziela, 11 września 2016

Od Lisy do ...

Obudziłam się bardzo wcześnie. Wzięłam prysznic, a po chwili zorientowałam się, że jest niedziela. Z wyrazem ulgi na twarzy upadłam z powrotem na łóżko i zwinęłam się w kłębek. Już prawie zasypiałam, gdy usłyszałam pukanie do drzwi. Leniwie zwlekłam się z łóżka i ruszyłam w stronę drzwi. Nie miałam daleko. Zerknęłam przez wizjer i zobaczyłam twarz... Mateusza. Powoli odsunęłam się od drzwi i pociągnęłam za klamkę. Na szczęście, drzwi były zamknięte.
- Lisa, otwieraj! - krzyknął Mateusz. Zmotywowało mnie to jedynie do zasunięcia zasuwki na drzwiach i wrócenia na łóżko. Usiadłam na nim i czekałam. Nie sądziłam, że Mateusz w końcu sobie pójdzie i miałam rację. Bezradnie wsłuchiwałam się w krzyki chłopaka, czekając na rozwój wydarzeń. Po chwili usłyszałam kroki. Ktoś jeszcze szedł korytarzem. Ktokolwiek by to był, całą nadzieję pokładałam w tej osobie.

(Ktoś?)

piątek, 26 sierpnia 2016

Od Lisy C.D Lily

- To... co robimy? - zapytała Lily po wyjściu ze stołówki. - Mamy jeszcze trochę czasu, zanim rozpoczną się jazdy.
- Możemy... - zaczęłam i zamyśliłam się. - Lubisz rysować?
- No, tak - odpowiedziała Lily.
- To chodź - zabrałam ją do mojego pokoju i razem przyniosłyśmy na zewnątrz sztalugi, arkusze i mnóstwo kredek.
- Ile ty tego masz... - stękała dziewczyna podnosząc kredki, które wypadały jej z rąk. Rozstawiłam sztalugi i schyliłam się, żeby jej pomóc. Następnie powkładałyśmy wszystko do pudełek i usiadłyśmy na ławce.
- Co narysujemy? - spytałam po chwili bezmyślnego wpatrywania się w mój arkusz papieru. Lily też nie zaczęła jeszcze rysować.
- Mam pomysł! - zawołałam podnosząc głowę znad kartki.
- Jaki? - zapytała Lily również się podnosząc.
- Narysujmy portrety naszych koni! - powiedziałam i zabrałam ją do stajni. Wyprowadziłam Ideal z boksu, a Lily Moonlight. Przywiązałyśmy je do pobliskiego płotu, a one od razu zaczęły się paść. My usiadłyśmy z powrotem na ławkę i zabrałyśmy się do rysowania koni. Najgorsze było to, że klacze co jakiś czas zmieniały pozycję i naprawdę trudno było je rysować. Gdy skończyłyśmy zerknęłam na rysunek Lily; wyszedł o wiele ładniej niż mój.
- Lily, muszę iść, zaraz mam jazdę - oznajmiłam i z pomocą koleżanki zabrałam wszystko do pokoju.

(Lily?)

czwartek, 25 sierpnia 2016

Od Lisy C.D Lily

Całkiem przemoczone usiadłyśmy na brzegu jeziorka i rozmawiałyśmy.
-Jestem głodna, wracajmy - prosiła Lily.
- A mi jest zimno - dodałam. Podniosłyśmy się i wsiadłyśmy z powrotem na konie. Po chwili jazdy przypomniało mi się, że miałam w kieszeni telefon. Zatrzymałam Ideal i zaczęłam nerwowo przeszukiwać kieszenie. Zaraz potem Lily też się zatrzymała, żeby zobaczyć co robię.
- Jest! - krzyknęłam w końcu unosząc telefon do góry. - Dobrze, że jest wodoodporny.
- Ile mamy czasu? - zapytała w końcu Lily. Włączyłam komórkę i zerknęłam na plan dnia, a potem na zegar.
- Pół godziny - odpowiedziałam i przyśpieszyłam klacz do galopu. Lily zrobiła to samo. Kilka minut później byłyśmy na miejscu. Szybko oporządziłam klacz i zabrałam ją do boksu.
(Lily?)

Od Lisy C.D Luny

Dość szybko dojechaliśmy nad jezioro. Przywiązaliśmy konie o drzew i rozstawiliśmy namioty. Mi przypadło mieszkanie z Luną. Zaniosłam rzeczy do namiotu i wróciłam na zewnątrz.
- Dziewczyny, idźcie nazbierać gąłęzi na ognisko - zakomenderował Matthew. Poszłyśmy w głąb lasu i zbierałyśmy patyki. Chłopaki w tym czasie mieli przygotować jedzenie. Niedługo potem wróciłyśmy na polanę, każda z naręczem gałęzi i innych patyków. Armin zajął się rozpalaniem ogniska, a my przynieśliśmy sobie śpiwory i rozłożyłyśmy je dookoła. Podeszłam do Valegra, który stał niedaleko i rozsiodłałam go. Położyłam siodło na ziemi obok konia i skoczyłam do namiotu po marchewki, które zabrałam, na wypadek, gdyby zgłodniał. Oczywiście każdy koń zrobiłby się głodny, gdyby zobaczył marchew, więc Valegro zjadł prawie wszystkie, zostało tylko kilka na rano. Odwróciłam się i zobaczyłam, że dziewczyny kładą siodła na śpiworach, w miejscu, gdzie powinna być poduszka.
- Co robicie z tymi siodłami? - zapytałam zdziwiona.
- Na biwakach tak się robi. Używa się siodeł zamiast poduszek - wyjaśniła Lily. Spojrzałam na moje posłanie obłożone poduszkami ze wszystkich stron i chcąc nie chcąc poszłam po siodło. Poklepałam Valegra i wróciłam do ogniska. Ustawiłam siodło w miejscu, w którym wcześniej poukładałam stertę poduszek.
- Ma ktoś pianki? - spytał Armin.
- Ja! - zawołałam i poderwałam się ze śpiwora i przyniosłam z torby kilka paczek pianek. - Tyle wystarczy?
- Jasne, dobrze, że o tym pomyślałaś - odparł Armin i podał mi długi, ostro zakończony patyk. Wygodnie rozsiadłam się na moim śpiworze i nadziałam piankę na patyk. Musiałam się nieźle nagimnastykować, żeby leżeć na śpiworze i dosięgać ogniska. Zjadłam piankę i położyłam głowę na siodle. Było strasznie niewygodnie. Wszyscy leżeli już wygodnie i jedli pianki, a ja wierciłam się układając poduszki na siodle Valegra. Nagle coś poruszyło się w krzakach za mną. Szybko się odwróciłam. Wokół było ciemno, a ja strasznie boję się ciemności. Nerwowo patrzyłam na krzaki za sobą.
(Luna? Lily? Vanessa? Armin? Matthew? Nathaniel?)

środa, 24 sierpnia 2016

Od Lisy - opieka nad Ideal

Poszłam do stajni i wyprowadziłam Ideal na zewnątrz. Tam zobaczyłam, że przy płocie, przy którym zazwyczaj przywiązuję klacz, stał już inny koń. Zaczęłam szybko rozglądać się za kimś, kto mógłby ją chwilę potrzymać. W końcu zauważyłam Brit siedzącą na ławce kawałek dalej.
- Brit! Chodź! - zawołałam, a dziewczyna podeszła do mnie.
- O co chodzi? - spytała.
- Potrzymasz chwilę Ideal, a ja pójdę po rzeczy? - poprosiłam.
- Dobrze - zgodziła się i wzięła sznurek do ręki.
- Dzięki! - krzyknęłam biegnąc do akademika. Wpadłam do pokoju, chwyciłam potrzebne rzeczy i szybko wróciłam do Brit. - Jeszcze raz dziękuję.
Teraz to Brit skierowała się do akademika, a ja rozłożyłam rzeczy przy klaczy. Wyczyściłam jej sierść z błota i zaczęłam ją szczotkować. Ideal stała spokojnie i odganiała się od much. Odłożyłam szczotkę do skrzynki i wzięłam kopystkę. Koń posłusznie podniósł najpierw przednie kopyto, potem tylne, drugie przednie i drugie tylne. Ja schowałam kopystkę i pogrzebałam w skrzynce w poszukiwaniu olejku do kopyt. Klacz cierpliwie czekała, aż podejdę do niej i posmaruję kopyta. Potem wyczyściłam gąbką jej pysk. Ideal zaczęła się niecierpliwić, ale rozczesałam jeszcze z grubsza grzywę i ogon. Następnie zaprowadziłam ją z powrotem do boksu i wróciłam pozbierać rzeczy. Zaniosłam je do pokoju zostawiając tylko te potrzebne do czyszczenia sprzętu. Wyniosłam z siodlarni sprzęt Ideal i usiadłam z nimi na ławce. Wzięłam do ręki gąbkę i zaczęłam od czyszczenia siodła. Potem jeszcze wyczyściłam ogłowie i resztę rzeczy i zaniosłam je z powrotem do siodlarni. Pogłaskałam Ideal po kości nosowej i wyjęłam z kieszeni dwie marchewki. Klacz zarżała i próbowała je dosięgnąć. Zaśmiałam się i podałam je Ideal. Schrupała je ze smakiem.

Od Lisy do Lily

Obudziłam się wyjątkowo wcześnie, jak na mnie. Ziewnęłam i przeciągnęłam się. Zaczęłam szperać w walizce, nie zdążyłam się jeszcze rozpakować. Wzięłam błękitny top, szare bryczesy i czarne buty do jazdy. Do śniadania zostało mi pół godziny, więc zeszłam na dół i usiadłam na ławce. Posiedziałam chwilę, a potem udałam się do stajni. Przywitałam się ze wszystkimi spotkanymi po drodze osobami i wreszcie dotarłam do boksu Ideal. Nakarmiłam ją i poszłam na śniadanie. Usiadłam przy stole i zjadłam śniadanie. Dyskretnie wyciągnęłam telefon i zajrzałam na plan zajęć, nie nauczyłam się go jeszcze na pamięć. Grupa pierwsza... jazda o 7:00! Wyszłam ze stołówki i skierowałam się w stronę stajni. Przygotowałam Ideal do jazdy i ruszyłam na zajęcia. Po jeździe zaprowadziłam Ideal z powrotem do boksu i wróciłam do pokoju. Miałam chwilę czasu, więc postanowiłam, że wreszcie rozpakuje swoje walizki. Włożyłam ubrania do szafy, a potem zajęłam się resztą rzeczy. Na koniec na dnie jednej z moich walizek zostały tylko kredki i szkicownik. Wzięłam je i usiadłam przy biurku. Po dwóch godzinach mój rysunek był gotowy. Przedstawiał Ideal. Jednym ruchem wyrwałam kartkę ze szkicownika i taśmą klejącą przykleiłam do ściany nad łóżkiem. Znów zerknęłam na telefon szukając planu zajęć. Właśnie rozpoczynała się druga część jazdy grupy drugiej. Poszłam do stajni i znów osiodłałam Ideal. Wskoczyłam na grzbiet i pokłusowałam na łąkę. Na miejscu zwolniłam i stępem ruszyłam dalej. Po chwili usłyszałam, że ktoś się zbliża. Galopujący koń zwolnił i zaraz zrównał się z moją klaczą.
- Cześć! - przywitała się Lily, która przed chwilą podjechała do mnie.
- Hej - odpowiedziałam. - Skończyłaś już jazdę?
Lily była w drugiej grupie i, o ile dobrze pamiętam, przed chwilą powinna skończyć jazdę.

(Lily?)

wtorek, 23 sierpnia 2016

Od Lisy

- Będę mogła pojeździć? - błagała Lotta i pałętała się pod nogami Ideal, która starała się jej nie nadepnąć. Oporządziłam ją i zaprowadziłam na ujeżdżalnię.
- Tak, będziesz mogła, tylko odsuń się od konia! - krzyknęłam w końcu. Przypięłam Ideal lonżę i wsadziłam na jej grzbiet kuzynkę, która wydawała się być wniebowzięta.
- Ale super! - wołała.
- Chcesz jechać szybciej? - spytał, a ona pokiwała potwierdzająco głową. Przyśpieszyłam klacz i przez kolejne pół godziny próbowałam nauczyć Lottę kłusować. Bez skutku. W końcu dziewczynka zeszła z konia, bo tata uparł się, żeby już jechać. Pożegnałam się z nimi i wyczyściłam Ideal. Potem odprowadziłam ją do boksu. Reszta dnia minęła bardzo miło, poznałam kilka osób. Wiezorem usiadłam przy biurku i próbowałam coś narysować, ale od kilku dni nawiedza mnie brak weny. Już myślałam, że będę się nudzić, gdy nagle usłyszałam pukanie do drzwi.
- Proszę! - zawołałam i dodałam cicho: - Kto to może być?
Podeszłam do drzwi i nacisnęłam klamkę. W drzwiach stanęła Luna.
- Cześć - uśmiechnęła się. Otworzyłam drzwi szerzej, żeby dziewczyna mogła wejść do środka.
- Hej - odpowiedziałam.

(Luna?)

Od Lisy - Zadanie 1

Znudzona leżałam na łóżku. Jednocześnie nie chciało mi się nic robić, ale nie chciałam też siedzieć cały dzień w łóżku. W końcu podniosłam się i przeciągnęłam. Wzięłam szybki prysznic, a potem włożyłam biało-czarną koszulę w paski, szarą kamizelkę i czarne bryczesy.
Pogłaskałam Ideal po kości nosowej i wyprowadziłam ją z boksu. Przywiązałam ją do płotu przy stajni i poszłam po rzeczy.
- Ogłowie, szkrzynka ze szczotkami i marchewki - wyliczałam, wyjmując potrzebne rzeczy z szafki. Tradycyjnie nie mogłam przekręcić kluczyka w zamku, ale w końcu się udało. Obładowana poszłam z powrotem do klaczy i oporządziłam ją. Założyłam jej siodło i ogłowie, a potem wsiadłam na grzbiet. Pojechałam stępem w stronę lasu.
- Hej Lisa! - zawołał ktoś. Odwróciłam się na tyle, na ile pozwalała mi obecna pozycja i kątem oka dojrzałam Armina.
- Cześć! - odpowiedziałam i pomachałam do chłopaka. Spotkałam jeszcze kilka osób po drodze, ale w końcu byłam w lesie. Puściłam wodze Ideal i oparłam się rękami o siodło. Klacz szła spokojnie po szerokiej, leśnej ścieżce. Kawałek dalej zaważyłam, że ktoś galopuje po tej samej ścieżce, nie spanikowałam, bo myślałam, że zwolni. Nie zwolnił. Ideal spłoszyła się, a jako że nie zdążyłam złapać wodzy, spadłam z niej. Upadłam na ścieżkę, a klacz pobiegła dalej.
- Ideal! - krzyczałam, ale na próżno.
Próbowałam wstać, ale bardzo bolała mnie noga. Siedziałam chwilę na ziemi, aż usłyszałam tętent kopyt. Koń zatrzymał się, a jeździec zsiadł z niego i podszedł do mnie. To był Armin. Podał mi rękę i pomógł wstać.
- Dzięki - uśmiechnęłam się mimo bólu. - Muszę poszukać Ideal.
Powoli ruszyłam w kierunku, w którym pobiegła klacz.
- Ej, nie możesz nigdzie iść! Pewnie zwichnęłaś nogę, nie możesz chodzić! - zawołał chłopak.
- A co będzie z Ideal? Co jeśli się zgubi? - krzyknęłam. Pomimo mojego oporu chłopak wsadził mnie na swojego konia i, idąc obok, zabrał z powrotem do stadniny. Droga dłużyła mi się okropnie, bo cały czas byłam strasznie zdenerwowana z powodu Ideal. A najważniejsze, że to nie mój koń! Moja pierwsza przejażdżka, odkąd przybyłam do Akademii i już zgubiłam konia, na pewno mnie wyrzucą! W końcu dotarliśmy na miejsce. Mama Luny zajęła się mną i zadzwoniła po lekarza.
- Co się tak dokładnie stało? - spytała lekarka, badając moją nogę.
- Ideal się spłoszyła i spadłam z niej - odpowiedziałam szybko.
- No tak, noga jest zwichnięta. Powinnaś ją oszczędzać - stwierdziła. Po odejściu lekarki podeszłam do właścicielki stadniny.
- Co będzie z Ideal? - spytałam.
- Armin pojechał jej poszukać - odpowiedziała. - Nie martw się.
Rzeczywiście, później dowiedziałam się, że Ideal się znalazła i bezpiecznie stoi w stajni. Wyszperałam z szafki parę marchewek, kilka końskich cukierków i powoli ruszyłam w stronę stajni. Czułam się już lepiej, noga mniej bolała. Wreszcie doczłapałam do boksu mojej podopiecznej i otworzyłam drzwi. Klacz zarżała radośnie.
- Też się cieszę, że cię widzę - szepnęłam, po czym przytuliłam się do głowy Ideal. Po chwili odsunęłam się od niej i wyciągnęłam cukierki z kieszeni. Szczęśliwa klacz szybko zjadła cukierki, a potem z nie mniejszym apetytem marchewki. Wychodząc z boksu przypomniałam sobie o Arminie i poszłam go poszukać. Zapukałam do drzwi jego pokoju i czekałam po chwili otworzył.

(Armin?)

Od Lisy do Luny

- Będę mogła pojeździć? - błagała Lotta i pałętała się pod nogami Ideal, która starała się jej nie nadepnąć. Oporządziłam ją i zaprowadziłam na ujeżdżalnię.
- Tak, będziesz mogła, tylko odsuń się od konia! - krzyknęłam w końcu. Przypięłam Ideal lonżę i wsadziłam na jej grzbiet kuzynkę, która wydawała się być wniebowzięta.
- Ale super! - wołała.
- Chcesz jechać szybciej? - spytał, a ona pokiwała potwierdzająco głową. Przyśpieszyłam klacz i przez kolejne pół godziny próbowałam nauczyć Lottę kłusować. Bez skutku. W końcu dziewczynka zeszła z konia, bo tata uparł się, żeby już jechać. Pożegnałam się z nimi i wyczyściłam Ideal. Potem odprowadziłam ją do boksu. Reszta dnia minęła bardzo miło, poznałam kilka osób. Wiezorem usiadłam przy biurku i próbowałam coś narysować, ale od kilku dni nawiedza mnie brak weny. Już myślałam, że będę się nudzić, gdy nagle usłyszałam pukanie do drzwi.
- Proszę! - zawołałam i dodałam cicho: - Kto to może być?
Podeszłam do drzwi i nacisnęłam klamkę. W drzwiach stanęła Luna.
- Cześć - uśmiechnęła się. Otworzyłam drzwi szerzej, żeby dziewczyna mogła wejść do środka.
- Hej - odpowiedziałam.

(Luna?)

Od Lisy

- Daleko jeszcze? - marudziła moja kuzynka, która koniecznie chciała ze mną jechać.
- Daleko - warknęłam.
- Godzina jazdy - poinformował mój tata.
- To bardzo długo... - jęknęła Lotta i przekręciła się na tylnym siedzeniu. - Lisa, mogę poduszkę?
- Masz... - z niechęcią rzuciłam do tyłu jedną z poduszek, które wzięłam ze sobą. Ech, że też Akademia musi być po drugiej stronie Miami... Jednak perspektywa nauki tam zaćmiła złość na Lottę i powróciłam do czytania.
- Lisa, co czytasz? - spytała po chwili drogocennej ciszy moja kuzynka.
- Miałaś spać - burknęłam i odłożyłam książkę.
- Fajny tytuł - odparła z chytrym uśmieszkiem. Westchnęłam i oparłam głowę na poduszkach. Wreszcie dojechaliśmy na miejsce. Wysiadłam z samochodu i rozejrzałam się.
- Ale tu ładnie - szepnęłam.
- Tam jest koń! - pisnęła Lotta.
- To stadnina... - mruknęłam i wyjęłam z bagażnika jedną z walizek. Pozostałe wziął tata.
- Gdzie jest dom właścicieli? - zapytał tata.
- Chyba... tam! - wskazałam palcem spory budynek. Poszliśmy w tamtą stronę.
- Dzień dobry! Jestem Luna Rose - przywitała nas trochę starsza dziewczyna.
- Dzień dobry - odpowiedział tata. Luna zaprowadziła nas do mojego pokoju i wróciła do siebie. Postawiłam walizki w kącie i zerknęłam do notatek. Zapisałam cały plan zajęć.
- Teraz czas wolny. Zajrzę do Ideal - oznajmiłam i wyszłam z pokoju. Tata i Lotta poszli za mną. Mój ojciec nie był chyba zadowolony z tego, że musi tu ze mną siedzieć, ale to wszystko ze względu na Lottę. Niedawno miała urodziny i ciocia poprosiła nas, żebyśmy zabrali ją na jeden dzień do Akademii.

CDN.

poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Lisa!

Lisa
Nazwisko: Hills
Wiek: 16
Płeć: dziewczyna
Nr pokoju: 36
Rodzina: Whitney Hills - mama, John Hills - tata
Charakter: Jest raczej typem samotniczki, ale czasem lubi spędzić czas w gronie znajomych. Jest śmiała, miła i z natury wesoła. Najbardziej ze wszystkich zwierząt uwielbia konie. Kocha wycieczki, spacery i wyjazdy w teren. Oprócz jazdy konnej interesuje się rysowaniem. Umie też grać na pianinie.
Aparycja: Lisa jest szczupłą dziewczyną średniego wzrostu. Ma niebieskie oczy i brązowe włosy. Jej skóra jest jasna.
Ulubiony koń: Lisa kocha wszystkie konie, nie umie wybrać ulubionego.
Własny koń: Nie ma
Poziom jeździectwa: Początkujący
Partner: Szuka
Historia: Lisa urodziła się na obrzeżach Miami, gdzie jej rodzice mają własną stadninę. Przyjechała do Akademii, żeby ćwiczyć swoje umiejętności jeździeckie.
Inne:
Kontakt: Lilen