Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Vivian. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Vivian. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 7 maja 2017

Od Vivian C.D Noah'a

Było już popołudnie, słońce delikatnie muskało moją twarz, jakby starając się nie naruszyć mojej jasnej karnacji, którą skrupulatnie starałam się zmienić ostatnio na odrobinkę ciemniejszą. Niestety- bez efektu. Przez dobry tydzień (czyli od czasu powstania mojego postanowienia) pogoda, cóż… Jakby to ująć bez używania słów niecenzuralnych… Była do bani. Jakby na złość mi codziennie albo padało, albo niebo było usłane wyłącznie ciemnymi, niezadowalającymi kłębkami.
- Widzisz Paradoks…- zaczęłam rozmawiać z koniem, czując się swobodnie w jego boksie, mając nadzieję, że nikt mnie nie słyszy.- Odnoszę wrażenie, że jestem trochę pokrzywdzona przez los. No spójrz tylko, jaką ty masz karnację- pozazdrościć! Wyglądam przy tobie jak trup.- zaczęłam uważnie przypatrywać się mojej ręce położonej na szyi ogiera.
Prawie widziałam ten kpiący i poniżający mnie wyraz jego pyska (o ile koń może mieć jakąkolwiek mimikę), który mówił mi, jak bardzo nieatrakcyjnie wyglądam. Już miałam ciągnąć tę rozmowę (bądź monolog, kto jak woli) dalej, gdy usłyszałam cichy śmiech za sobą. Odwróciłam się powoli, mając nadzieję, że to jednak wyobraźnia płata mi figle. Lecz nie- oparty o drzwi sąsiedniego boksu stał nie kto inny, jak Noah. Skrzyżowane ręce na piersi, unoszące się w fali tłumionego śmiechu, uśmiech igrający na jego twarzy i roześmiane oczy dawały mi dobitnie znać, że stoi tu już od paru minut i słyszał większość część mojej wyimaginowanej rozmowy.
- Dobra Paradoks, widzimy się jutro. Jak widzisz przerwano nam pogawędkę, ale ja jeszcze z tobą nie skończyłam. Jutro mi powiesz, jak mam się opalić.- i jakby nigdy nic, wyszłam z boksu, zamykając drzwiczki.
Idąc dalej przed siebie, miałam zamiar wyminięcia narzeczonego, jakby go tutaj nie było, lecz ten złapał mnie lewą ręką w pasie, uniemożliwiając dalszą wędrówkę.
- Hej, a ze mną tak nie porozmawiasz?- przyciągnął mnie bliżej, w dalszym ciągu nie ukrywając rozbawienia.
Starannie ukrywałam to, jak bardzo działała teraz na mnie jego bliskość. Patrząc na jego ciemne, niedbale ułożone włosy, miałam ochotę zatopić w nich palce, czując ich przyjemną miękkość. Stłumiłam szybko to uczucie i oparłam swoje dłonie na jego torsie, próbując go odepchnąć. Im więcej jednak wkładałam w to siły, tym mocniej zaciskał uścisk.
- Nie wiesz, że nie ładnie jest podsłuchiwać, jak ktoś rozmawia?- powiedziałam między odgłosami, mającymi pomóc mi wydostać się z objęć Noah’a, co przyznam się sama- wyglądało nad wyraz komicznie.
- O ile to można było nazwać rozmową, kotuś.- mruknął mi do ucha, niewzruszony moimi pięściami, jakby w ogóle nie odbierał żadnych bodźców z otoczenia.
- Czy Ty masz uszkodzone zakończenia nerwowe, czy może masz jakieś nadprzyrodzone moce, o których mi nie powiedziałeś?- westchnęłam, zmęczona szamotaniem się ze stojącym niewzruszonym jak głaz chłopakiem.
- Bo prostu jem chleb, w przeciwieństwie do Ciebie.- spojrzał na mnie surowym wzrokiem, niczym ojciec na dziecko, które zbiło ulubiony wazon mamy. Muszę przyznać, że z miną tatusia mu do twarzy.
- Czy Ty do końca życia będziesz wypominał mi to dzisiejsze niezjedzone śniadanie? Nie moja wina, że zapomniałam zegarka wziąć rano… A trochę się… Zabiegałam.- posłałam mu najbardziej czarujący uśmiech, jaki tylko potrafiłam z siebie wydobyć, próbując udobruchać jego nadopiekuńczość.
- Tak, i za karę zjesz dziś podwójną porcję kolacji.- posłał mi całusa, dodając jego wypowiedzi nieznoszącej sprzeciwu dominacji płci głupszej nad piękną.
- Ach tak?- mruknęłam i w chwili gdy się nie spodziewał, z całym impetem padłam na niego całym ciałem.
Głupi to ma zawsze szczęście- mimo, że boks za nami był otwarty, okazał być się pusty. Noah wpadł do niego, lądując na świeżej kupce siana, oczywiście świadomie pociągając mnie za sobą. Padłam obok niego, czując jak roślina nieprzyjemnie drabie mnie w skórę, tworząc gdzieniegdzie delikatne rysy. Niezadowolona, już byłam gotowa siąść, by otrzepać się, gdy poczułam jak jakieś ogromne cielsko się na mnie rzuca, czując po chwili jego palce podwijające moją bluzkę.
- Nie, nie… Tylko nie…- zanim zdążyłam mu zakazać tknięcia choć milimetra kwadratowego mego ciała, zaczęłam się wywijać i śmiać, jak szalona.- Przestań! Nie łaskocz! Noah nie! Nie boczki!
Ku satysfakcji narzeczonego- krzyczałam głośniej niż… A, nie ważne kiedy. Słyszałam rozbawienie w jego głosie, grożącym mi, że jeszcze słowo, a nie przestanie nigdy. Zapewnie nie skończyłby wcześniej, niż przed kolacją, gdybym przez przypadek nie trafiła kolanem w jego męski, czuły punkt… Od razu przestał, padając obok mnie w pozycji prawie że embrionalnej.
- Auć Vivka… Za co?- jęknął z grymasem na twarzy.
- Noaszek, nie chciałam!- usiadłam, łapiąc go za rękę.- Bardzo boli?- przygryzłam wargę zaniepokojona.
-Hm….- siadł powoli, starając się ukryć ból.- Dobra, żyję.- po chwili odwrócił głowę do mnie z uśmiechem.- Czy Ty chcesz, żebym był bezpłodny?
Spojrzałam na niego poważnie, przysuwając twarz, jednocześnie muskając palcami jego kostki na dłoni.
- Tego nigdy bym nie chciała.

<Noaszek? Tęskniłam *.*>

wtorek, 24 stycznia 2017

Od Vivian C.D Noah'a

Miłość to uczucie, do którego każdy człowiek ma inne podejście. Jedni zakochują się i odkochują szybciej, niż ja zmieniam skarpetki, drudzy są wierni jednej, jedynej osobie, aż po grób, czcząc ją, jak jakieś najwyższe bóstwo, jeszcze inni mylą ją z chwilowym zauroczeniem, które wywołuje wiele zamieszania w życiu obu osób, często krzywdząc jedną ze stron. Są też tacy, dla których miłość nie ma najmniejszego znaczenia, stronią od niej, jak tylko mogą, jakby było to największe zło chodzące po ziemi. Cóż, jeszcze do niedawna należałam właśnie do nich… Nienawidziłam jej. Widząc zakochane pary na ulicy, tulące się do siebie, obstawiałam za ile się rozstaną- kto kogo zdradza? O, on spogląda na inną, podczas gdy niczego nieświadom jego partnerka, kupuje dla nich bilety do kina. Wykorzystuje chwilę nieuwagi swojej dziewczyny i podchodzi do nieznajomej, dając w rękę jej swój numer. Co ciekawe, nie pisał jej w tamtym momencie- wyjął ją z kieszeni. Zastanawiające było to, ile jeszcze takich karteczek miał i ile lasek nabrało się na jego tandetny flirt. Tak, widząc takie oto sytuacje, w dodatku na czele z tym, co wyprawiała, i dalej wyprawia, moja matka, wiedziałam, że do końca życia będę sama i nie pozwolę siebie wykorzystywać. Nie tylko mężczyźni robili podobne świństwa- widziałam wiele kobiet, które robiły wszystko, by podobać się KAŻDEMU, nie tylko swojemu mężowi, ale też jego szefowi, koledze, czy jakiemuś przypadkowemu ochroniarzowi w sklepie. Obserwując ludzi w ciszy można naprawdę wiele się od nich nauczyć- a dokładnie, jak nie wpakować się w fałszywy związek. Te sytuacje, a także mój jeden nieudany chłopak sprawiły, że naprawdę zniechęciłam się do bliższych kontaktów z ludźmi- w tamtym czasie stałam się naprawdę aspołeczna, a jedyną osobą przeze mnie kochaną była babcia. Wszystko było pięknie, ładnie, póki Bóg nie postanowił jej zabrać do siebie, by babcia mogła żyć już na wieki z dziadkiem, który zmarł tuż przed moimi narodzinami. Los chciał, że zostałam sama, jednak moja kochana staruszka zawsze myślała w przed czas, jakby wiedziała, że wysłanie mnie do tej akademii przywróci mi normalne życie i zastąpi mi dom.
Nie pomyliła się. Początkowo było mi ciężko, lecz z każdym dniem, mimo to, że nie znałam zbyt wielu ludzi tutaj, zaczęłam się zadomawiać, mogąc przy tym spełnić swoje marzenie, ucząc się jazdy konnej. Nie spodziewałam się jednak, że wśród tych niewielu ludzi, których znałam, znajdą się tacy, którzy zastąpią mi babcię i będę mogła ich pokochać szczerą miłością, zmieniając radykalnie swoje zdanie o niej samej, jak i o ludziach zakochanych.
Patrząc na klęczącego przede mną Noah’a, oniemiałam. Nie wiedząc, czemu, po plecach przeszedł mi nieznanego źródła prąd, kierujący się aż do serca, które pompowało krew jak szalone. Każde słowo przez niego wypowiadane owijało się wokół mego ciała, niczym jedwab, łaskocząc przyjemnie moją skórę.
„Wyjdziesz za mnie?”~ te słowa odbijały się w mojej głowie niczym echo, jednak w przeciwieństwie do niego, za każdym razem to głośniej. Obserwując, jak wyciąga czerwone pudełeczko z kieszeni w kształcie serca, później widząc w nim prawdziwy, zaręczynowy pierścionek, łzy same z siebie cisnęły mi się do oczu. Czemu? Cho*era, ze szczęścia. Nie sądziłam, że ktokolwiek pokocha mnie na tyle, by chciał spędzić resztę swojego życia z taką dziewczyną, jak ja. A jednak Noah klęczał przede mną, z szeroko otwartymi oczyma przypatrując się, jak zasłaniam z zaskoczenia usta rękoma, a po policzkach spływają wielkie krople łez. Mruganie oczami nic nie pomagało, kompletnie. Te chole*stwa spływały mimo mojej woli, co uświadomiło mi, że mój chłopak pierwszy raz widział, jak płaczę.
Widać było, że nie wiedział, czemu płaczę, był nieco zbity z tropu. Jestem zawiedziona? Nie wiem, jak zareagować, żeby nie wyrządzić mu krzywdy, odmawiając? Jego wyraz twarzy emanował właśnie tym- przestrachem, że się wygłupił. Ocknęło mnie to lekko, bo jeszcze mi zaraz wstanie i ucieknie.
- Nie bój się idioto, przecież Cię kocham.- klęknęłam przy nim, uśmiechając się delikatnie, czując jak mokre policzki płoną z gorąca. Oplatając dłonie na jego karku, czułam każdy napięty mięsień.- Wyjdę za Ciebie, wyjdę Noah.
Wsunął mi lekko drżącymi palcami pierścionek na prawą dłoń. Był przepiękny- zarazem prosty, niewielki, jak i wyrażający, jak dobrze mnie zna. Patrząc mu w oczy, widziałam siebie, co tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, jak dobrze do siebie pasujemy. Odleciałam jeszcze bardziej, kiedy posunął rękami po mojej talii, pochylając się nade mną, całując. Oboje uśmiechnięci przyciskaliśmy się mocniej do siebie, by poczuć jeszcze silniejszą więź między nami, która pchała nas do tego, by poznać się na nowo, jakbyśmy po tych zaręczynach byli zupełnie innymi ludźmi. Nie powiem, jego zapach uderzył do mojej głowy z taką siłą, że chciałam więcej, znacznie więcej. Byłam gotowa zacząć ściągać z niego garnitur nawet na tej zakurzonej podłodze, gdy całując go za uchem w ostatniej chwili zobaczyłam niedaleko leżącą przydatną rzecz. Jak miło, że ktoś o nas pomyślał, przynosząc to tutaj.
- Jest materac.- szepnęłam mu do ucha, odchylając lekko jego głowę do tyłu.
Noah potraktował to niczym komendę, bo bez żadnych zbędnych słów wstał ze mną na rękach i padł na całkiem miękki puch.
***
Leżeliśmy wtuleni w siebie, próbując uspokoić przyśpieszone bicie serca i oddechy. Prawdopodobnie, gdyby Noah nie oplótł mnie cały swoim ciałem, zamarzłabym. Było to chyba jedno z nielicznych pomieszczeń w akademii bez kaloryferów, co nadawało mu surowszy wygląd. Chociaż, co tu się dziwić, przecież ten pokój to tak zwana „rupieciarnia”, zbiorowisko rzeczy niepotrzebnych, a więc ściśle teoretycznie nikogo nie powinno tu być. Nikogo, oprócz nas.
Opierając dłoń na klatce piersiowej Noah’a, przyglądałam się namacalnemu symbolowi naszej miłości i czułam, że się uśmiecham. Na jednym palcu nosiłam dwa pierścionki zaręczynowe- mojej babci i swój własny. W pomieszczeniu robił się półmrok, gdyż słońce było już w większości za horyzontem, co powodowało, że oba mieniły się tajemniczo. Patrząc na nie czułam jakiś dziwny znak z góry, jakby wysyłany wprost od mojej babci i dziadka, którzy przez ten cały czas czuwali nade mną i kierowali moim losem. Nigdy nie było dane mi poznać tatę mojej matki, ale widziałam w nim dziwne podobieństwo do Noah’a, a raczej Noah’a do niego. Przeglądając stare zdjęcia z młodości moich dziadków widziałam, z jak wielką miłością patrzył on na moją babcię- fotografia zatrzymała najpiękniejszy moment z ich życia, kiedy to się pobierali, a byli dokładnie w tym samym wieku, co my, z tym, że dziadek jeszcze rok starszy od mojego narzeczonego.
Z transu wybił mnie głos Noah’a, podającego mi swoją koszulę.
- Ch*lera, Vivian, ale ci zimno. Trzęsiesz się, jakby był środek zimy.- sięgnął do guzików i zaczął je zapinać.
- Aleś Ty domyślny.- przekręciłam oczami, wywracając go na plecy i kładąc się na nim.- Przypominasz mi dziadka.
Mina Noah’a- bezcenna… Uśmiech błąkał mu się na ustach od ucha do ucha, ukazując piękne linie wokół ust.
- Też był tak wytatuowany?- uniósł jedną brew, kładąc dłonie na mych pośladkach schowanych pod materiałem ubrania.
- Nie. Też patrzył tak na babcię, jak Ty na mnie.
- To chyba dobrze?- mruknął.
- To bardzo dobrze.
Parę kolejnych minut po prostu pozwolił mi bawić się swoimi włosami choć dobrze wiedziałam, że robi to tylko dlatego, że mnie kocha, a gdyby to ktoś inny dotykał jego czuprynki, po prostu by go opier*olił .
Dookoła nas panowała ciemność, a jedyne, co było słychać, to nasze ciche szepty i pocałunki, których tego wieczora było pełno. Oboje doszliśmy do wniosku, że nie opłaca nam się wracać na noc do pokojów, z czego byłam bardzo zadowolona. Gdy zarówno Noah, jak i ja, nie mieliśmy już siły nawet szeptać, zasnęłam na nim, czując jego oddech na swoich skroniach.
***
Zdawałoby się, że coś słyszałam, tuż za nami, jakby ktoś wpadł na skrzynię, stojącą po drugiej stronie pomieszczenia. Podniosłam się szybko na rękach w taki sposób, by dalej zasłaniać jeszcze nieubranego pode mną narzeczonego i obejrzałam się do tyłu. Mój nieprzyzwyczajony wzrok wyłapał jakąś postać stojącą po drugiej stronie. Bałam się odezwać, bowiem nie wiedziałam kto to- nauczyciel, czy uczeń? Już miałam udawać, że nas wcale tu nie ma, że jesteśmy tylko wytworem cudzej wyobraźni, gdy postać zrobiła mały, niepewny krok do przodu. Gdy księżyc oświetlił jej twarz, oniemiałam lekko.
- Marcy? Co Ty tu robisz?- szepnęłam cicho, by nie obudzić Noah’a.
Miała splecione ręce za plecami i przygryzioną lekko wargę, jakby przyłapała nas na gorącym uczynku. Bo tak było…
- Czasem… Tu przychodzę.- odchrząknęła, by jej głos przestał drżeć.- Przepraszam, nie powinno mnie tu być, nie teraz.
Zdając sobie sprawę z wagi jej słów, uświadomiłam sobie, że Marceline zobaczyła nas w dość dwuznacznej sytuacji. Chociaż, co tu dużo mówić… To było to, na co wyglądało. - Dasz mi parę sekund? Muszę się tylko lekko ogarnąć.
Dziewczyna zrozumiawszy aluzję, poszła za róg, znikając mi z oczu. Delikatnie wstałam, by nie obudzić Noah’a i przykryłam go jego garniturem, którego szukałam chyba z dobrą minutę po omacku. Przy okazji znajdując dół swojej bielizny, założyłam ją szybko i pobiegłam do czekającej przyjaciółki. Nie wytrzymałam dłużej i biegłam na palcach z wyprostowaną ręką, podtykając jej pierścionek prawie pod nos. Na początku, jej oczy wyrażały niewyobrażalne zdumienie zmieszane ze zdziwieniem, po czym obie zaczęłyśmy piszczeć cicho nawzajem w swoje włosy, żeby nie obudzić Noah’a, co i tak nie wyszło.
- Vivian?- usłyszałyśmy lekko zaspany głos chłopaka, który zerwał się na równe nogi, zdając sobie sprawę, że musi jeszcze coś założyć. Do naszych uszu dochodziły dziwne odgłosy przerzucania sterty rzecz, które po pewnym czasie zamilkły. Gdy ukazał się naszym oczom wyglądał tak słodko w poczochranych włosach, że aż się uśmiechnęłam.
- Marcy?- spytał zdziwiony, widząc mnie, obok jasnowłosej.
- Nie wiedziałam, że tu jesteście, przyrzekam!- pomachała rękoma w geście obronnym.- Ja… Właściwie to idę spać.
Jak szybko się pojawiła, tak szybko zniknęła, gratulując nam po drodze i zostawiając samych.
- Powiedziałaś jej?- uśmiechnął się, łapiąc mnie od tyłu w talii i łaskocząc delikatnie włosami po szyi.
- A niby czemu nie?
Pociągnęłam go w stronę materaca, szepcząc coś, że dalej chce mi się spać i nie minęła minuta, kiedy odpłynęłam.


< Noaah? C: >   

środa, 28 grudnia 2016

Od Vivian C.D Noaha

Słońce wpadając do pustego pokoju przez okno, delikatnie muskało mą skórę swymi promieniami. Czując pod powiekami, jak bardzo razi ono moje oczy, przetarłam je delikatnie, chcąc się rozbudzić. Westchnęłam głośno, zdając sobie sprawę, że jeszcze wczoraj były święta, które razem z Noah’em spędziłam w akademii- oboje nie wyjeżdżaliśmy do nikogo bliskiego, właściwie to byliśmy dla siebie najbliższymi osobami. Nie wyobrażałam sobie, bym mogła spędzić wolną chwilę z kimś innym, jak nie z nim. Byliśmy przeciwieństwami moich współlokatorów, którzy mieli wracać jutro z rodzinnych domów, a przynajmniej Marceline, za którą już nawet zdążyłam się stęsknić, była bowiem moją jedyną przyjaciółką. Zdałam sobie sprawę, jak bardzo aspołecznym człowiekiem jestem, choć gdybym się postarała mogłabym mieć chociażby garstkę znajomych, o którą nawet się nie starałam.
Siadając powoli, wyciągnęłam swoje ręce mocno do góry, czując, jak pykają mi zależałe kości.
- Ech, starość nie radość…- mruknęłam, stawiając stopę na drabince, słysząc w tym samym czasie, jak ktoś puka do drzwi.
Zeskakując w połowie odległości, która pozostała mi do zetknięcia się z podłogą, zaczęłam rozglądać się w poszukiwaniu jakiejkolwiek bluzy, którą mogłabym na siebie narzucić, lecz jak na złość nic nie było na wierzchu- święta zmusiły mnie do posprzątania. Zaklęłam pod nosem i podeszłam do drzwi, prawie czując gniewny wzrok na sobie tego zazdrośnika Noah’a, który w życiu nie pozwoliłby mi otworzyć nikomu bez ówczesnego zapanierkowania się w kołdrę. Z cichą nadzieją, że przed drzwiami stoi jakakolwiek dziewczyna, sięgnęłam do klamki, ciągnąc w swoją stronę drzwi, zaczepiając drugą rękę na ramieniu, by jakoś zasłonić swój dekolt. Lekko zaskoczona i jakby przyłapana na gorącym uczynku, zobaczyłam bacznie wpatrującego się we mnie mojego chłopaka, który gdy tylko zakodował, że nie zastosowałam się do jego zaleceń, uniósł lewą brew do góry, jak rodzic, który karci spojrzeniem swoje dziecko za spóźnienie się na obiad.
- Każdego tak witasz z rana?- mruknął, wchodząc do pokoju.
Nie wiedząc, czy mówi poważnie, czy może jednak się ze mną drażni, wolałam od razu załagodzić sytuację po swojemu. Wsunąwszy delikatnie rękę pod jego koszulkę, musnęłam delikatnie opuszkami palców jego tors, usta zbliżając do jego twarzy. Widząc jego oczy bacznie wpatrujące się we mnie, już wiedziałam, że złość gdzieś się ulotniła, a on totalnie się odmóżdżył, stojąc jak marionetka i czekając na mój ruch. Popychając go lekko na ścianę, wskoczyłam mu na ręce, oplatając go ciasno nogami w pasie. Bawiąc się kosmykami jego włosów, wpiłam się w jego usta, które niecałe osiem godzin temu całowały mnie na pożegnanie. Chwila, osiem? Może krócej… W każdym bądź razie, przy nim zbyt szybko mijał mi czas, dzień się ledwo zaczynał, jak znowu się kończył, a noc była dla mnie czasem przebywania na odwyku i gdybym nie była codziennie tak zmęczona, pewnie nie byłabym w stanie usnąć bez niego z tęsknoty.
Cho*era, od kiedy to ja się stałam taka sentymentalna? Kiedyś miłość była dla mnie czymś fałszywym, nie mającym żadnej wartości, gdyż patrząc na matkę nie mogłam zrozumieć, jak każdą noc może spędzać z innym mężczyzną, to było dla mnie nie do pojęcia. Obserwując ją przez tyle lat chciałam zrozumieć jej postępowanie, odnaleźć w tym jakikolwiek sens, lecz im dłużej szukałam, tym więcej pogardy i odrazy miałam do własnej rodzicielki. Teraz jednak wiem, że to nie była miłość, lecz sposób na utrzymanie się, szukanie rozrywki, a także na szukanie adoracji i aprobaty ze strony płci przeciwnej, która była jej potrzebna do dowartościowania się. Miłość moja i Noah’a była inna- nieskażona kłamstwem, prawdziwa i głęboka, a z każdym dniem nasze uzależnienie sobą nawzajem pogłębiało się coraz bardziej.
Nie potrzeba nam było głupich podchodów, przelotnych spojrzeń, ani gestów by znaleźć się w swoich objęciach na podłodze. Nie przeszkadzała mi nawet jej twarda struktura, gdyż czułam na sobie umięśnione ciało Noah’a i jego ciepłe wargi na moich obojczykach, co powodowało paraliż umysłowy w mojej głowie i mrowienie w każdym miejscu, gdzie nasza skóra stykała się ze sobą. Wspólne spotkania ostatnimi czasy bardzo często zbiegały na te tory, które ja skrupulatnie zamykałam. Tak było i tym razem.
- Grażyna, znowu?- usiadł, gdy zepchnęłam go z siebie. Jego wyraz twarzy mówił sam za siebie- był naprawdę niezadowolony, bo dopiero się rozkręcał, a ja w tak cham*kim momencie mu przerwałam i doprowadziłam go do dodatkowej frustracji, zsuwając powoli bluzkę z ramienia, ukazując nagą skórę, chcąc stworzyć aluzję gorąca. Czy już wspominałam, że uwielbiam go denerwować? Ostatnio stało się to moim hobby.
- Dbam tylko o to, żebyś się nie uzależnił Skarbie, takie rzeczy tylko w nagrodę.- klęknęłam przy nim i pochyliłam się nieco, by go pocałować, nie spodziewałam się jednak, że drań wykorzysta chwilę i popchnie mnie do tyłu, przygniatając biodrami.
Szamotaliśmy się przez jakieś dobre pięć minut- biliśmy, kopaliśmy, drapaliśmy, ciągnęliśmy za ubrania… Nie no dobra, to akurat robiłam ja, on się jedynie skutecznie bronił. Muszę się jednak przyznać, że nie za bardzo wychodzi mi obrona własna, kiedy on jest tak blisko… Zapach Noah’a bardzo mnie rozpraszał, a samo to, że napierał na mnie dolną częścią ciała sprawiało, że musiałam się pilnować i zmuszać wręcz do oporu, co nie uszło uwadze chłopaka. Śmiejąc się, nachylił się nad moją szyją, sądząc, że dam za wygraną… Co to, to nie. Wystarczyła chwila jego nieuwagi, bym po chwili biegła między meblami jak szalona do łazienki. Wrzasnęłam tylko, gdy wpadł na drzwi, które przed sekundą udało mi się zamknąć.
- Ha! Wygrałam!

***

Gdy akademia opustoszała, codziennie rano widziałam się z Noah’em i od tej chwili chodziliśmy przez dobrych kilkanaście godzin niczym papużki nierozłączki. Mój każdy dzień wyglądał tak samo, a jednak bardzo mi to odpowiadało- gdyby teraz coś się zmieniło byłoby mi naprawdę trudno się przyzwyczaić do innego trybu życia, co niedługo i tak nastąpi. A dziś nastał pierwszy, wprowadzający etap odzwyczajania się- Noah miał jakąś sprawę do załatwienia w mieście, a stwierdził, że to zbyt męskie, by kobieta mogła brać w tym udział i obrażona musiałam zostać w akademii, bo migał się od wytłumaczenia mi celu swojej wycieczki.
Przez dobre pół godziny nie wiedziałam, co ze sobą począć, aż w końcu sięgnęłam do półki z książkami Marceline, sądząc, że przecież na kogo, jak na kogo, ale na mnie się nie obrazi, i próbowałam przypomnieć sobie, jak to jest odprężyć się z dobrą powieścią w dłoniach. Byłam mile zaskoczona, ponieważ czas mijał mi szybko, tematyka bardzo mi odpowiadała, a przy tym nie sięgnęłam po papierosa ani razu. Cisza panująca w pokoju stworzyła atmosferę kompletnej izolacji od otaczającego mnie świata, a rzeczywistość wydawałaby się być jakiś odległym, naprawdę nieistniejącym tworem mej wyobraźni. Dialogi przeze mnie czytane były tak żywe i słyszalne w mojej głowie, że czułam się kompletnie rozłączona z własnym ciałem, jedynie patrzyłam oczami duszy na krajobraz, jaki stworzyła autorka książki. Prawdopodobnie byłabym bliska skończenia dzisiejszej nocy tej historii, gdyby nie nagłe stukanie do drzwi, które sprawiło, że aż podskoczyłam. Nie wiedziałam, kto to mógłby być, a szczerze wątpiłam, by Noah zdążył już wrócić.
- Pani Lee?- zdziwiłam się, widząc instruktorkę w naszym skrzydle.- Coś się stało?
- Masz gościa. Kobieta, która przyszła, podaje się za twoją matkę.- przerwała na chwilę, jakby wyczekując mojej reakcji, której niestety nie otrzymała. Jedyne, co w tamtym momencie zrobiłam to ze złości zacisnęłam zęby, a ręce przycisnęłam mocniej do ciała, żeby nie było widać, że drżą.- Czeka na ciebie w jadalni, jest pusta, możecie porozmawiać.
Nie czekając nawet na moją odpowiedź, czy w ogóle zamierzam pójść się z nią spotkać, udała się szybkim krokiem w stronę schodów, pozostawiając mnie złą, bijącą się z własnymi myślami.
Parę sekund później kłapnęłam drzwiami, idąc w stronę miejsca spotkania, po drodze układając sobie wszystko w głowie, jakimi soczystymi wyrażeniami ją poczęstuję na przywitanie. Po co ona tu w ogóle przyłaziła? Odkąd zmarła babcia nie utrzymujemy żadnych kontaktów, a z resztą, za jej życia też tak było. Czyżby w końcu poczuła się w roli matki? Niemożliwe, jest już tak jakby trochę za późno. Wiedziałam jednak czego chce i wcale mi się to nie podobało, bo nie miałam ochoty na użeranie się z nią właśnie dziś.Gdy weszłam do jadalni miałam od razu ochotę z niej wyjść- Adele była ubrana jak typowa dz*wka- krótka, wydekoltowana czerwona sukienka i wysokie czarne kozaki, a do tego tona tapety, która chyba miała ukryć zmarszczki, lecz coś jej nie wyszło… Futro delikatnie opadało z jej ramion, a ja zdając sobie sprawę, że moja instruktorka wie, iż to coś, co stoi przede mną, mnie urodziło, miałam ochotę się zabić. Przez jej mulące perfumy prawie nie zauważyłabym siedzącego w kącie mężczyzny, który na pierwszy rzut oka wyglądał, jakby siedział w więzieniu przez ładnych parę lat-muskuły, które gdyby były o rozmiar większe prawdopodobnie spowodowałyby pęknięcie jego koszulki, tatuaż w kształcie tandetnej czaszki, kilkudniowy zarost, łysina i niebezpiecznie świdrujące mnie oczy sprawiały, że w tej chwili bardzo zatęskniłam za obecnością Noah’a. Nie podobało mi się to, tak jak to, że zaczęła zbliżać się w moją stroną z rozpostartymi ramionami, by prawdopodobnie mnie przytulić. Raptownie cofnęłam się, przez co zatrzymała się.
- Ja pie*dolę, co ty wyprawiasz? Obudziły się w tobie jakieś pie*rzone, macierzyńskie uczucia, czy co? Miło z twojej strony, ale trochę za późno.- prychnęłam, krzyżując ręce na piersi.
- Wykapana mamusia…- słysząc zachrypnięty śmiech starałam się nie ukazać tego, jak bardzo przeraziły mnie jego słowa. Przecież ja nie mogę być ku*wa do niej podobna, to nie możliwe…
- Och, zamknij się Jacek.-warknęła w stronę swojego partnera, odwracając się znów do mnie z tym swoim słodkim wyrazem twarzy, którego tak nienawidziłam.- To już matka nie może przedstawić swojej rodzonej córce jej narzeczonego, powiedzieć, co się u niej dzieje?- wywróciła teatralnie oczami, jakby była urodzoną aktorką, choć dobrze wiedziała, że jej zagrywki na mnie nie działają.
- Czyli jednak chodzi o pieniądze…- mruknęłam.- Sądziłam, że masz resztki godności, ale takie jak ty chyba nie wiedzą, co to godność. Co, skończyli ci się klienci, bo zobaczyli, jaka stara jesteś? Czy wzięłaś sobie na utrzymanie jakiegoś nieroba, co dopiero wyszedł z odsiadki?
Cóż, prawie pożałowałam ostatnich słów, gdy zobaczyłam, jak z krzesła nagle zerwał się Jacuś, które z głośnym hukiem opadło na ziemię. Pewnie by mi przyłożył, gdyby nie zauważył kogoś przechodzącego obok drzwi, ale nie zrezygnował z podparcia mnie do ściany, upewniając się wcześniej, że nikt go nie zauważy.
- Słuchaj no smarkulo, jeszcze raz wspomnisz o pierdlu, a tego pożałujesz.Raz dwa zamilkniesz, jak ci poharatam tę śliczną buzie.- Ścisnął moją twarz palcami, a ja z gniewem w oczach wyrwałam mu ją raptownie. Jego zbyt bliska obecność obrzydzała mnie, a dodatkowo wyczuwając od niego alkohol, miałam ochotę zwymiotować, przesiąkł tym zapachem cały, aż dziwię się, że moja matka była w stanie zbliżyć się do niego na dłużej, niż na kilka sekund…
- Rozmawiam z Adele, nie z tobą, więc bądź łaskaw się odsunąć.- starałam się być twarda, nie dać poznać po sobie, że jego osoba trochę mnie przerażała, co było dosyć trudne.
Mierzyliśmy się spojrzeniami dłuższą chwilę, taka mała wojna między nami, która pozostała nierozstrzygnięta, bowiem moja matka stanęła między nami, karząc uspokoić się swojemu partnerowi. Co ciekawe, słuchał się jej lepiej, niż te pieski noszone przez bogate panienki w torebkach.
- Vivian, czy ja już nie mam prawa porozmawiać z własną córką, jak matka z dzieckiem?
- Och, daruj sobie tę szopkę, dobrze wiesz, że nie znoszę z tobą rozmawiać dłużej niż dwie minuty. Jakoś nie chce mi się wierzyć, że tak totalnie z d*py przyjechałaś tutaj, by sobie strzelić ze mną pogawędkę o tym, z kim teraz sypiasz, bo mało mnie to obchodzi. Ja mam swoje życie, ty masz swoje i tak jest dobrze. Miło z twojej strony, że mnie urodziłaś i oddałaś pod opiekę babci, bo teraz musiałabym się męczyć z tobą i jeszcze na was zarabiać. Przepiliście kasę? Nie moja sprawa. Ja dostałam swoją część, o którą dbam, a ty swoją, którą najwyraźniej już roztrwoniłaś. Acha, i bądź tak miła i nie przyjeżdżaj tu więcej do mnie i nie psuj mi dnia, okej?- nie czekając na odpowiedź, ruchem głowy wskazałam im drzwi główne.- Wyjście jest tam, sądzę, że dacie sobie radę.
Urażona mina Adele mówiła sama za siebie- spaprała sprawę, plan się nie powiódł. Szczerze powiedziawszy nie wiem, na co ona liczyła, że jestem głupia i jej nie znam? A może jej Jacuś jej kazał, bo stwierdził, że do niczego się nie nadaje tylko do stania na ulicy? Co by nie było, na odchodne obdarowała mnie tym swoim bezlitosnym, kapryśnym spojrzeniem, które jedynie bardziej ją postarzyło.
- Moja matka cię nie wychowała, zero szacunku, możesz iść się pie*rzyć. Więcej nie licz na jakikolwiek ukłon z mojej strony.
Próbując ratować swoje bezsensowne zachowanie, pociągnęła Jacka i oboje wyszli, kłócąc się na przemian. Jedyne, co choć trochę poprawiło mi humor w tamtym momencie, to to, że zniknęli i miałam ich z głowy. Ale ta wściekłość, która się we mnie obudziła, nie dawała mi spokoju- nie mogłam pozbyć się myśli, że mogę być do niej choć trochę podobna. Żywiłam ogromną nienawiść do jej osoby, więc także to części siebie. Czy to było logiczne? Ani trochę.
Wróciwszy do pokoju, opadłam na łóżko. Niesamowite, jak kilka minut może zepsuć cały dzień. W sumie jedyne, czego teraz pragnęłam to to, by Noah w końcu do mnie wrócił.

Noah? c:

niedziela, 13 listopada 2016

Od Vivian C.D Noah'a /18+/

Chwila ta, że jeszcze kiedyś będę mogła dotknąć ust Noah’a, była przed paroma godzinami jeszcze tak nieprawdopodobna, że teraz czułam się, jakbym była oderwana nieco od rzeczywistości. Byłam za nim tak stęskniona, jakbyśmy nie rozmawiali ze sobą więcej, niż „tylko” kilka dni, a puste naczynie wewnątrz mnie tak powoli napełniało się jego obecnością, iż doprowadzało mnie to do szaleństwa. Będąc pośród ludzi, tam, na dole, nieco się hamowałam, nie chciałam bowiem, by wszyscy się na nas patrzyli- mimo swojego odważnego usposobienia, czasem potrzebowałam prywatności, by móc się otworzyć. Jednak pokój Noah’a podziałał na mnie niczym klucz dla więźnia- nareszcie poczułam się wolna i szczęśliwa, że mam go tylko dla siebie.
Chłopak wpatrywał się we mnie jak oniemiały, zaskoczony i zbity z tropu nagle zapomniał, jak używać mózgu. Uśmiechnęłam się jedynie w myślach, po czym podciągnęłam jego koszulkę nieznacznie do góry, co nie umknęło uwadze Noah’a, który momentalnie powędrował wzrokiem za moją dłonią. Mimo, że była uprana, w dalszym ciągu czułam jego zapach, co sprawiło, że moje serce zabiło nieco szybciej. Skupiając swoje spojrzenie na jego oczach, starałam się przykuć jeszcze bardziej jego uwagę, co udało mi się dość szybko. Jego ciemne tęczówki zaczęły się zwężać, a wyraz twarzy nagle się zmienił, który tym razem mnie wprawił w delikatne osłupienie. Nawet nie jestem w stanie zidentyfikować, kiedy i jak szybko, podszedł do mnie tym swoim pewnym, męskim krokiem, przypominając sobie, że jest istotą żywą, zdolną do reakcji na bodźce, i podniósł z łóżka, łapiąc w pasie mocno. Otwartymi dłońmi opierałam się o jego klatkę piersiową, czując pod materiałem naprężone mięśnie. Jego bliskość i zapach tak niewyobrażalnie uderzyły mi do głowy, że zapomniałam o oddychaniu.
Jego spojrzenie- pełne pożądania i niewymownej tęsknoty- sprawiło, że cały świat jakoś tak nagle zniknął. Dłońmi błądził po moich udach, zatrzymując się na pośladkach i ściskając je mocno, przysunął mą dolną część ciała do swojej. Westchnęłam głośno, gdy poczułam jego znaczne wybrzuszenie na spodniach i nic nie mówiąc, pozwoliłam wpić mu się w moje usta. Zatraciłam się w nim całkowicie- świat się dla mnie zatrzymał, a będąc z sekundy na sekundę bliżej niego, ciągle czułam się nienasycona, pragnęłam więcej i więcej. Z niemniejszym zapałem, co on, odwzajemniałam jego pocałunki, wsuwając język pomiędzy jego zęby. Jakby coś nieznanego mi dotąd, nagle się we mnie obudziło, i z dzikością spotykaną tylko u lwic, zaczęłam rozpinać, choć stosowniejszym słowem byłoby tu- rozrywać, guziki jego koszuli, rzucając ją na bok. Sam zajął się spodniami, jednocześnie kąsając moje wargi. Gdy został jedynie w bokserkach, nie minęła chwila, jak bez wahania wsunął ręce pod moją (jego?) koszulkę i szybkim ruchem pozbawił mnie jej. Serce prawie mi stanęło, gdy stał tak blisko mnie i po prostu… Patrzył się na moją bieluteńką, koronkową bieliznę, choć bardziej jednak świdrował wzrokiem to, co jeszcze skrywała.
Wsunąwszy palce w jego ciemne, gęste włosy, wskoczyłam mu na ręce, przysuwając dekolt do jego twarzy. Poczułam ciepły oddech Noah’a na swej skórze, co podziałało na mnie wręcz pobudzająco, lepiej, niż te wszystkie, pożal się Boże, energetyki. Nie zwlekając dłużej, rzucił mnie na łóżko, przygniatając swoim ciałem. Ręka, którą położył na moich plecach, coraz to szybciej zbliżała się do krawędzi mojego stanika, by następnie dobrać się do jego klamry. Nie wiem, czemu, będąc tak naga od góry, lekko się zarumieniłam, on jednak skitował to jedynie seksownym uśmiechem, i pochylając się nad moimi piersiami, zaczął pieścić je wargami. Jęknęłam cicho, czując na swojej nodze, jak jego członek coraz bardziej rośnie, co z upływem czasu coraz bardziej mnie podniecało. Zrobiło mi się gorąco, gdy poczułam na swojej talii, brzuchu i piersiach jego ciepłe, delikatne palce, badające każdy milimetr mego ciała.
Oplótłszy rękami jego szyję, przewróciłam go na plecy, siadając na nim okrakiem. Patrząc mu się nieustannie w oczy, zjeżdżałam ręką co chwila bardziej w dół, będąc bliżej krawędzi jego czarnych bokserek. Czułam pod palcami najdrobniejszy mięsień okalający pełny tatuaży tors Noah’a. Gdy wsunęłam dłoń za materiał, ściskając delikatnie jego członka, Noah jęknął, zaciskając palce na mych pośladkach. Zaczęłam powoli jeździć językiem po jego szyi, czując pod wargami każdą nabrzmiałą żyłę, jednocześnie zwiększając szybkość ruchów ręki.
Nagle chłopak otoczył mnie mocniej ramionami, przewracając na plecy, i całując dziko w usta, rozchylił moje nogi, pozbawiając nas oboje resztek jakichkolwiek ubrań. Okręciłam nogi wokół jego bioder, zaciskając je na nich. Nasze oddechy stawały się coraz szybsze, a serca bijące w jednym rytmie, zwiększyły prędkość pompowania krwi. Nie potrafię opisać tego, co działo się wewnątrz mnie, gdy poczułam Noah’a w sobie- jakbyśmy mieli dwie dusze, a jedno ciało. Błogie pragnienie mieć go tylko dla siebie stawało się jakby rzeczywistością, którą chciałam na zawsze zatrzymać w pamięci. Jak jeszcze nigdy dotąd, czułam, że jesteśmy sobie przeznaczeni, że rozumiemy się bez słów, pragniemy tylko siebie. Noah, coraz szybciej falując biodrami, szeptał moje imię, tuż przy uchu, doprowadzając mnie do takiej rozkoszy, że aż zamknęłam oczy, wbijając paznokcie w skórę jego pleców, zostawiając podłużne rysy.
Kiedy osiągnęliśmy szczyt upojenia sobą nawzajem, ciało chłopaka wyprostowało się, powodując, że oboje wydaliśmy z siebie głośny jęk. Noah wychodząc, opadł obok mnie na poduszkę, tuż przy mym ramieniu. Oddychając głośno i miarowo leżeliśmy w bezruchu dopóki nie poczułam miękkich ust chłopaka na swoim ramieniu, całujących mnie w sam środek tatuażu. Bez słowa Noah położył się na plecach, przygarniając mnie do siebie silnym, pewnym ramieniem. Kładąc jasną, porównywalną do odcieniu mleka, dłoń na jego torsie, zauważyłam, jak bardzo kontrastuje ona z tatuażami pokrywającymi całe jego ciało, co tak bardzo w nim uwielbiałam.
Patrząc się w jego wielkie, błyszczące oczy zdałam sobie sprawę, jak bardzo go kocham. Mimo półmroku panującego w pokoju dostrzegałam każdy szczegół jego twarz- potargane, ciemne włosy, równie mocno, jak i moje, przeszywające na wskroś spojrzenie i te cudowne męskie kości policzkowe. Unosząc rękę w celu wygładzenia jego włosów, złapał mnie za nią delikatnie, całując w przegub. Pochyliłam się, by musnąć wargami jego usta i nie robiąc nic więcej, oparłam głowę na jego ramieniu, wtulając się w zagłębienie jego szyi. Zasypiając, słyszałam spokojny oddech mojego chłopaka, a w tle muzykę, która dochodziła z prawdopodobnie dalej trwającej imprezy halloween’owej, z której całkiem niedawno uciekliśmy.

Noah? c:

wtorek, 18 października 2016

Od Vivian C.D Marcy

- Puszczaj!- wrzasnęłam z furią. Nie podobało mi się to, ani trochę.
Szczęściem od Boga było to, że facet był zlany w trupa. Po dłuższej szamotaninie, wyrwałam mu się, co jednak nie zniechęciło mego napastnika. Wywróciłam Siedziałam na łóżku, jak posąg, nie mogąc pozbierać się po tym, co przed chwilą się wydarzyło. Dlaczego… dlaczego Marceline TO zrobiła? Przecież musi być jakieś rozsądne wytłumaczenie, ona nigdy się tak nie zachowywała, nigdy. Ułożona, spokojna dziewczyna, była całkowitym przeciwieństwem mnie. Gdybym ja ją pocałowała w ten sposób, byłoby wiadomym, że sobie żartuję, taka była moja natura, choć nigdy nie zrobiłabym tego, będąc z Noah’em. Co więc skłoniło do tego ją? Na pewno nie spodziewałabym się, że poczuję na swojej skórze drżące usta Marceline, a przynajmniej nie w takiej sytuacji… Nie w tak jednoznaczny sposób. Bo inaczej nie potrafiłam tego odebrać. W dodatku po tym, jak ujrzałam tę sytuację z boku… Na nagraniu. Przecież te jędze nie mogły się powstrzymać, przyleciały do naszego pokoju tuż po tym, jak Marceline wybiegła. Zastanawia mnie jednak fakt, jak one zakradły się pod nasze drzwi, że żadna z nas ich nie przyuważyła? Skąd wiedziały, że jesteśmy same? I że Marceline mnie… Masuje? To było takie po*ieprzone, że zebrało mi się na płacz. Dodatkowo to, co powiedziała ta zdzirowata blondyna tak mnie przybiło, że miałam ochotę skoczyć z jakiegoś najbliższego mostu.
- Sądzisz, że Noah ci wybaczy? Głupia… Na pewno nie będzie chciał zadawać się z taką s*ką, jak ty. Ja zadbam o niego lepiej…
Jej przesiąknięty kpiną i pewnym ostrzeżeniem śmiech przeciążył szalę mojej goryczy. Gdyby nie to, że odciągnęły ją skamlające o chwilę jej uwagi dziewczyny, wyszłaby z tego pokoju ze złamanym nosem.
Nie wiedziałam, co pomyśli sobie Noah, nagranie wyglądało zbyt dwuznacznie. Bałam się, że mnie porzuci, zostawi dla tej durnej blondyny, która zajmie moje miejsce. Tak bardzo chciałam wiedzieć, co zrobiłam źle, cofnąć czas… Może dawałam jej jakieś znaki? Nie, nie mogłam. Nawet jeśli zachowywałam się dziwnie to przecież ja już taka byłam, nawet nie zwróciłam na to większej uwagi. Marceline tak. Nie winiłam jej za nic, to nie jej wina, że może w jakiś sposób ją do tego sprowokowałam? W dodatku musiała się czuć teraz okropnie. Z tego co mi mówiły te małpy, dopadły i ją, odpowiednio oceniły, i porzuciły. Zagubioną we własnym ciele, myślach, rozchwianą emocjonalnie… Nie mogłam sobie nawet wyobrazić, jak czuła się ona. Byłam pewna, że obwiniała się za to, co zrobiła, choć cała odpowiedzialność spoczywała na mnie. Wiedziałam to. Całe życie robiłam coś źle, od samego poczęcia mnie poczynając.
Byłam zrozpaczona. Tak bardzo się nienawidziłam, skrzywdziłam dwie osoby, na których mi zależało, a to wszystko dlatego, że się urodziłam. Że w dalszym ciągu żyję. Szkoda, że nie mam nigdzie alkoholu, mogłabym się upić bez opamiętania, do nieprzytomności… Ale to nic nie da, jedynie pogorszy mój stan o dodatkowy ból głowy. Miałam siebie dość, z roku na rok zdaję sobie sprawę, że Bóg niepotrzebnie obdarzył mnie życiem, ja nie potrafię utrzymać przy sobie ludzi. Chyba miłość nie jest moim atutem, skoro nie potrafię o nią zadbać, nieprawdaż?
Wstałam lekko otępiała, posuwając się na wiotkich nogach, założyłam czarną bluzę i wybiegłam z Akademii. Czułam jak łzy cisnęły się do mych oczu, a nie mogłam pozwolić by reszta współlokatorów je ujrzała. Obawiałam się również spotkania z Noah’em… Jak ja spojrzę mu w oczy bez wylewu łez? Jak mu wytłumaczę? Co powiem? Ja przecież nic złego nie zrobiłam… A mimo to czułam się za wszystko odpowiedzialna, jakbym co najmniej przespała się z Marceline.
Miałam mętlik w głowie, starłam się go zagłuszyć, biegnąc przed siebie, nie zastanawiając się nad celem mej wyprawy. Przebierałam nogami coraz szybciej, świat rozmazywał mi się dookoła nie tylko z powodu prędkości- oczy kompletnie były zalane słonymi kroplami. Nie potrafiłam już nad nimi zapanować, co jeszcze bardziej mnie frustrowało. Dlaczego płaczę? Dlaczego ja do jasnej chol*ry płaczę?! Przecież nie straciłam Noah’a! Dalej jesteśmy razem!
- Jeszcze…- wyrwało mi się z gardła, gdy stanęłam na łące. Głos miałam zachrypnięty, ledwo dosłyszalny, przytłumiony z lekka szybkim oddechem. Słowa rozniosły się po pustej przestrzeni, i jakby na złość bądź, by bardziej mnie zdołować- zawisły w powietrzu, wypełniając moją głowę stale powtarzającym się echem.
Broda zaczęła mi drżeć, gdy doszła do mnie waga tych słów. Co jeśli on już postanowił? Że z nami koniec? Po tym wszystkim, co przeżyliśmy, razem spędzonych godzinach, nocach, dniach? Ten krótki czas ma się tak skończyć? Padłam na ziemię zrezygnowana, ukrywając głowę w rękach. Położywszy się na szorstkiej, kłującej moje policzki trawie, zdałam sobie sprawę z beznadziejności mej sytuacji. Jak zwykle, wszystko mi się waliło, a ja nie potrafiłam robić nic innego, jak tylko narzekać zamiast zebrać resztki z tego, co po mnie pozostało, ruszyć d*pę w troki i pomyśleć o innych. Nie tylko ja w tej sytuacji ucierpiałam, lecz również Marceline, która była dużo mniej wytrwała, niż ja. Co się z nią teraz działo? Gdzie przebywała? Co robiła? Czy bardzo się zamartwiała? Byłam prawie pewna, że nie ma jej na terenie Akademii, prawdopodobnie uciekła, chcąc odizolować się od ludzi tutaj przebywających- wiadomość, z pomocą filmiku, mogła się roznieść w tempie natychmiastowym.
Podniosłam się na nieco chwiejnych nogach, i z zamiarem odnalezienia dziewczyny, ruszyłam w głąb lasu. W jego wnętrzu panowała szarówka, musiałam więc wyjąć telefon i na tyle, na ile mogłam, świeciłam jego wyświetlaczem, co dawało mizerny skutek. Mimo to, twardo brnęłam dalej, a za każdym razem, gdy usłyszałam niepokojące mnie dźwięki, prawie biegłam. Po ponad pół godziny przedzierania się wśród egipskich ciemności, wywracania się prawie na twarz, dotarłam strudzona do przystanku. Fakt faktem, że z Noah’em łatwiej szła mi podróż, nawet po pijaku, choć zawsze to i tak ja nas prowadziłam. I znów, na myśl o nim, zaszkliły mi się oczy. Wkurzona na swoją słabość, walnęłam otwartą ręką w pięść drzewa, czego później bardzo żałowałam. Ręka mnie bolała, poczerwieniała, a dodatkowo nadziałam się na jakąś ostrą krawędź kory.
Ledwo zdążyłam przycupnąć na ławce przystanku, gdy podjechał autobus. Wyglądał, jak zwykle-jakby miał się zaraz rozkraczyć i rozpaść na środku drogi. Odsuwając myśl przygniatanych elementami pojazdu ludzi, wsiadłam. Widząc wolne siedzenia na samym tyle, wybrałam je, przypominając sobie, że pierwszy raz właśnie tam jechałam z Noah’em. Podróż minęła mi wpatrywaniem się w noc za oknem, co wcale nie poprawiło mojego nastroju. Zaczęłam martwić się o Marceline- była taka niewinna i zagubiona w tym świecie, że mógł ją bezpowrotnie pochłonąć, zaatakować, a ona, nie wiedząc, jak się bronić, po prostu się mu poddała. Miałam bardzo złe przeczucia…
Gdy tylko wysiadłam, zaczęłam szaleńczo biegać po ulicach, szukając miejsc, gdzie mogła ukryć się dziewczyna. Sklepy, park, czytelnie, biblioteki, kafejki, kawiarnie, uliczne ławeczki… Nigdzie ani śladu jej jasnobrązowej czupryny. Ponad dwugodzinne bieganie po całym mieście na nic! Zdołowana, usiadłam na chodniku, składając ręce pod brodą. Nieprzytomnym i zgoła zmęczonym wzrokiem, rozglądałam się dookoła, jakby to miała być ostatnia chwila na ujrzenie dziewczyny. Ale nie, takie rzeczy zdarzają się jedynie na filmach.
Odruchowo mój wzrok pobiegł pod latarnię, gdzie zauważyłam sprzedającą się młodą dziewczynę- obstawiałam, że miała nie więcej, jak dziewiętnaście lat. Moje szczęki automatycznie się zacisnęły, kiedy wsiadła do pierwszego lepszego samochodu, podciągając przy tym jak najwyżej i tak już dość kusą sukienkę. Zabrakło mi słów, by opisać, co wtedy czułam… Czy ta dziewczyna wie, co robi? Wie, jakie zagrożenia kryją się za zarabianiem w ten sposób? Nie dość, że jest narażona na różne choroby, to jeszcze istnieje duże prawdopodobieństwo, że prezerwatywa kiedyś nie wystarczy, jak było w przypadku mojej matki, i zrodzi się coś podobnego mnie. Miałam zamiar wstać, by ponownie wyładować na czymś swoje napięcie wywołane wcześniejszym zdenerwowaniem, gdy usłyszałam za sobą bełkotliwy głos, na którego dźwięk aż podskoczyłam:
- Zgubiłaś się?- zataczający się mężczyzna, padł na kolana obok mnie. Na kilometr czuć było od niego dużą ilość alkoholu, co wcale mnie nie zdziwiło, bo wyglądał na wiek Noah’a. Zdziwiło mnie natomiast kolejne zdanie, choć może bardziej zaniepokoiło…- Czy może szukać rozrywki, jak tamta?- skinął głową w stronę samochodu, który już dawno odjechał. Zaśmiał się bełkotliwie i złapał mnie mocno w talii.
się na plecy, a gdy pochylił się nade mną, wyrzuciłam nogę i kopnęłam go prosto w przyrodzenie. Nie chciałam znów, jak wcześniej czuć przy uchu jego zmęczonego życiem oddechu, widzieć tych błędnych, napalonych oczu. Wcześniej patrzyłam na niego z obrzydzeniem, jednak teraz, widząc jak wije się z bólu, trzyma krocze i wyzywa mnie od s*k, byłam w apogeum mego szczęścia. Wstałam szybko i pobiegłam przed siebie. Kierowałam się w stronę przystanku, gdyż nie widziałam sensu dalszego przebywania w mieście- może przesadziłam i Marceline wróciła do Akademii? Jeśli nie znalazłam jej w tych miejscach, bardzo wątpliwym było to, bym odnalazła ją w klubach- to nie był klimat tej dziewczyny. Nie była typem imprezowicz ki, wolała ciszę i spokój od krzykliwej muzyki i tłumu wijących się w jej rytm ciał.
Widząc z daleka na przystanku jakiś zarys osoby, zawahałam się, czy iść dalej. Jeśli to kolejny pijak? Nie zniosę drugiego jednego wieczoru. Jednak wraz z kolejnymi krokami widziałam bardziej kobiece kształty- mężczyźni nie byli bowiem tak drobni, nie mieli smukłego kształtu twarzy i… O mój Boże, jasnobrązowych włosów, lśniących w świetle księżyca. Gdy tylko ujrzałam ją, taką załamaną, z pochyloną głową, w za dużej na bluzie, bosą, potarganą, gula urosła m w gardle. To moja, moja wina! Gdybym wcześniej jej zaczęła szukać, bardziej dokładnie, nie omijając żadnego miejsca, może… Może byłaby bezpieczna.
Pokonałam szybko dzielącą nas odległość, chcąc znaleźć się jak najszybciej przy niej.
- Marceline!- krzyknęłam przerażona, bliska łez. Usiadłam obok niej, przygarnęłam do siebie i zacisnęłam rękę na bluzie nienależącej do dziewczyny. Nie mówiłam nic, chcąc opanować drżącą brodę.
Dziewczyna początkowo nie dotykała mnie swoimi rękami, jakby bojąc się ponownie skazić moją skórę swym dotykiem. Trwało t o jedynie chwilę, gdyż po chwili nie wytrzymała- ramiona zaczęły jej drżeć i wybuchnęła płaczem , zacisnęła więc na moich plecach swoje drobne, małe piąstki. Odruchowo zaczęłam głaskać ją po głowie, jakby była moją młodszą siostrą, której przed chwilą inne dziecko zabrało zabawkę. Zamiast ją pilnować po tym, jak wybiegła z pokoju, ja wolałam użalać się nad sobą… Nigdy sobie tego nie wybaczę.
- Marceline… Kto Cię skrzywdził?- słowa zawisły między nami, a ona odsunęła się powoli ode mnie, ocierając wierzchem dłoni zapłakaną twarz. Schowawszy ręce w rękawy bluzy, poczęła patrzeć na mnie z tak wymownym smutkiem w oczach, że prawie pękło mi serce. Powoli, lecz cichutko, powiedziała mi, minuta po minucie, co działo się z nią tego wieczoru. Mi z każdym jej słowem coraz bardziej zaciskały się dłonie w pięści. Miałam ochotę wstać, pójść do tego Derc’a, zmaltretować jego pięknusią twarz, potraktować prądem i wykastrować. Po prostu nosiło mnie- wstałam wściekła na samą siebie, zacisnęłam ręce na włosach i błądziłam po przystanku, co róż to prostując napięte mięsnie w rękach. Kolejny raz tego dnia na czymś się wyrzyłam- tym razem wyładowałam pięściami w blachę przystanku, co spowodowało, że jego uprzedni kształt został nieco naruszony. Dziewczyna podskoczyła, a ja oparłam się głową o ściankę.
- Przepraszam…- te słowa nie były skierowane jedynie do tej chwili, lecz do całego wieczoru. Zostawiłam ją, pozwalając, by ten pie*rzony du*ek wykorzystał ją dla zaspokojenia swojego męskiego ego i skrzywdził.
Wróciłyśmy najbliższym busem- Marceline była wyczerpana, roztrzęsiona i nie ukrywajmy- ja też. Wróciwszy do Akademii, nikogo nie zastałyśmy, każdy był już w łóżkach. Dopilnowałam, by dziewczyna rozgrzała się, umyła i uspokoiła. Nie protestowała nawet wtedy, kiedy usiadłam na brzegu jej łóżka, przykryłam kołdrą pod samą szyję i odgarnęłam włosy z twarzy. Popatrzyłam jej uważnie w oczy, by skupiła swoją uwagę na tym, na czym najbardziej mi zależało.
- Nigdy nie ufaj obcym.- wyszeptałam, a cisza panująca wokół nas, zdawałoby się, że zgadzała się ze mną.
Wstałam powoli i zostawiając Marceline z myślami, poszłam do łazienki.


Marcuś? :3

piątek, 23 września 2016

Od Vivian C.D Noaha

Mina sprzedawczyni- bezcenna. Wahająca się coś między niedowierzaniem, zdegustowaniem, a rozbawieniem, co tworzyło przekomiczny obraz, zwłaszcza, że jej emocje w oczach zostały dodatkowo podkreślone poprzez światło odbijające się w jej okularach, które uniosła delikatnie ręką, jakby chciała sprawdzić, czy wzrok ją nie myli, i czy przed nią faktycznie stoi chłopak. Mimo swego zdziwienia, opanowała się w dość szybki sposób, jak przystało na przykładną pracownicę sklepu, i podążyła do wieszaków z miseczkami A.
- Grażynko?- odwrócił się do mnie Noah, uśmiechając się szeroko.
- Ogarnij się.- zaśmiałam się cicho, po czym sama podeszłam do ekspedientki.- Pomogłaby mi pani wybrać jakiś z rozmiaru C do tych czarnych sukienek?
Oboje nie czekaliśmy długo, gdyż kobieta sprawnie nam je dobrała, po czym ja- z czarnym, mocno wykrojonym biustonoszem, a Noah ze swoim różowym malutkim, udaliśmy się do przymierzalni. Otworzywszy drzwi już chciałam je zamykać przed nosem chłopaka, jednak ten szybko i zwinnie wtargnął do środka. Spryciuch…
- Ej, ej…- zaoponowałam.- Coś Ci się przypadkiem nie pomyliło?- spojrzałam na niego, unosząc jedną brew ku górze i podpierając bok lewa ręką.
- Niby co?- i jak gdyby nigdy nic, zaczął ściągać koszulkę. Włożywszy ręce do ramiączek stanika, które wcześniej musiał bardzo wydłużyć, zacząć sięgać do pleców, by zapiąć klamrę. Nie bardzo mu to jednak wychodziło, gdyż nie dostawał palcami do środka kręgosłupa, co powodowało, że wyginając się w przeróżne strony, robił dziwne miny, wyciągając język.
Wybuchłam nieopanowanym śmiechem łapiąc się za brzuch, i powiesiwszy swoje ubrania na haczykach, podeszłam, by mu pomóc. Chwilę później stał wyprostowany, napinając mięśnie, niczym rzymski heros, wypinał klatkę piersiową, chcąc bym ujrzała jak bardzo majestatycznie wyglądał w tymże różowiutkim, dziewczęcym staniku.
- Wiesz, chyba go wezmę na dzisiejszą imprezę.- zaczął rozpinać klamrę.- Wiedziałem, że będę wyglądać w tym zajeb*ście, ale nie sądziłem, że aż tak.- odwiesił biustonosz elegancko na wieszak, po czym zadowolony, z pewnymi iskierkami w oku, oparł się niedbale o ścianę, ukazując mi wszystkie swoje cudowne tatuaże.- Twoja kolej myszko.
Byłam odważna, serio. Naprawdę byłam. Byłam, kiedy miałam na sobie ubrania. A tu były lustra, na każdej ścianie, więc gdyby Noah się odwrócił, i tak by wszystko widział. Pierwszy raz chyba w dziejach świata lekko, prawie niewidocznie się zarumieniłam w jego obecności, co on i tak dostrzegł. Pokonał dzielącą nas odległość, z nieznikającymi uniesionymi kącikami ust, i dotknął dłonią mojego policzka.
- Wstydzisz się Grażynko? Jak chcesz to Ci pomogę…- musnął lekko wargami mój płatek ucha.
Odepchnęłam go, po czym kategorycznie kazałam mu zamknąć oczy, na co przystał jedynie, przypomniawszy sobie o mojej obietnicy dziś złożonej.
Stał do mnie przodem, z przymkniętymi powiekami i opadającymi mu na twarz koniuszkami niesfornych włosów. Miał na twarzy wymalowane skupienie, jednak drgające jabłko Adama i zaciśnięta szczęka go wydały- chciał, a wręcz pragnął otworzyć oczy, za co dobrze wiedział, że bym go zabiła. Ściągnęłam z siebie szybkim ruchem bluzkę, z czym nie miałam problemu, gdyż bez niej mnie już widział. Jednak, gdy sięgnęłam do klamry od stanika, lekko trzęsły mi się ręce i zastygłam w bezruchu, jakby chcąc sprawdzić, czy Noah nie zrobi mi psikusa, i nie otworzy swoich pięknych, ciemnych jak owoc granatu, oczu. W końcu jednak przemogłam się, i sprawnym ruchem, zamieniłam jeden stanik na drugi. Gdy wypowiedziałam magiczne słowo „już”, on nie wiadomo, kiedy, otworzył oczy, a jego wzrok zawisł na… Biustonoszu, tak. Spuściłam lekko głowę, wykręcając z tyłu za plecami, palce.
- Nie przyglądaj się tak.- ledwo zdążyłam wyszeptać te słowa, a znalazłam się w jego ramionach. Patrzył na mnie z góry, gdyż dzieliła nad duża różnica wzrostu, i pochylając się powoli, musnął ustami najpierw moje obojczyki, a później piersi, przez co lekko zadrżałam. Najchętniej zostałabym w jego objęciach całą noc, jednak pamiętałam w dalszym ciągu, co powiedziałam mu przed paroma godzinami. Ponownie więc odepchnęłam go, z czego nie był zbyt zadowolony, ale zamiast kazać mu zamknąć oczy, tym razem pozwoliłam mu się odwrócić. Dobrze wiedziałam, że patrzy w lusterko naprzeciwko siebie, by zobaczyć, jak wyglądam bez spodni. Typowy facet.
Przymierzywszy obie sukienki, zdecydowałam się po kilkuminutowym zastanawianiu, iż wezmę krótką, i bardzo obcisłą czarną na ramiączkach z dużym dekoltem. Właściwie nigdy w życiu bym się tak nie ubrała, ale robiłam to tylko dlatego, żeby pobudzić wyobraźnię Noah’a i poniekąd dlatego, że chciałam, by tylko na mnie patrzył. Gdzieś głęboko w środku czułam chęć do rywalizacji z innymi dziewczynami, które na pewno będą na imprezie. Nie chciałam dopuścić do tego, by jego wzrok powędrował na jakąś krótką spódniczkę należącą do innej dziewczyny- pragnęłam, aby patrzył mi w oczy. Jedynie mi.
Wyszliśmy ze sklepu, ja zadowolona, dzierżąc w jednej ręce, jakbym to określiła- reklamówkę ze skrawkiem materiału, który ma okryć me ciało dziś wieczorem. Oczywiście Noah zrezygnował z zakupu różowego biustonosza, który- jak stwierdził- nie pasuje do jego „imiczu”.
Wróciwszy busem, na którego ledwo się wyrobiliśmy, rozstałam się z nim, zmierzając szybko do pokoju. Nie zamierzałam jeść kolacji, bo nie byłam głodna. Umówiłam się za pół godziny na dole z Noahem, więc cały ten czas chciałam poświęcić dla siebie. Wzięłam szybki prysznic, spryskałam szyję najbardziej „wabiącymi” perfumami, jakie posiadałam i o dziwo- wygrzebałam gdzieś na dnie szafki czarne szpilki, co mnie mocno zaskoczyło, bo nawet nie pamiętałam, żebym kiedykolwiek w nich chodziła. Co jeszcze bardziej przyprawiło mnie o zawrót głowy to to, że posiadałam CZERWONĄ SZMINKĘ. Ja? Ku*na, staczam się. Oczywiście nie pomalowałam nic, prócz ust, bo stwierdziłam, że skoro Noah pokochał mnie niewymalowaną na co dzień, to spodobam mu się i teraz. Patrząc na efekt końcowy byłam dla siebie pełna podziwu- sukienka wraz ze szpilkami idealnie współgrała, podkreślając najważniejsze moje atuty- nogi, tyłek i piersi, z czego byłam ogromnie zadowolona, a kontrastu dopełniały me czerwone wargi.
Schodząc na dół, uwaga- nie spóźniona, bałam się lekko na to, jak zareaguje Noah. Spodobam mu się? Czy jednak zbyt wyzywająco? Nigdy się tak nie ubierałam, więc była to jego pierwsza okazja, kiedy może mnie ujrzeć ubraną w ten sposób. Choć jeśli mu się spodobam to mam nadzieję, że nie zawiedzie się, gdy kolejnego dnia będę ubrana w normalny, rozciągnięty sweter i przetarte jeansy.
Gdy ujrzałam jego ciemną czuprynę, moje serce lekko przyśpieszyło.

Noaszeeek? C:

sobota, 17 września 2016

Od Vivian C.D Noaha

Czując jego nagi tors blisko, a nawet dużo bliżej, niż dotychczas, mojego ciała, momentalnie temperatura mego ciała wzrosła. Nie mogąc się powstrzymać, oparłam swoją dłoń na jego klatce piersiowej, błądząc nią coraz bardziej w dół, rysując niewidzialne szlaki w zagłębieniach jego mięśni. Zacisnąwszy rękę na moich pośladkach, drugą wsunął pod bluzkę i docierając do klamry stanika, włożył delikatnie pod niego palce. Czując przyśpieszone bicie własnego serca, pochyliłam się i całowałam każde dzieło sztuki, ozdabiające jego ciało.
- Czy już mówiłam Ci, jak chol*rnie seksownie wyglądasz z tymi tatuażami?- mruknęłam, przesunąwszy ręce na jego plecy, by opuszki palców mogły poczuć umięśnione łopatki chłopaka.
Prawdopodobnie miał mi zamiar odpowiedzieć, jednak nie pozwoliłam mu dojść do słowa, gdyż wskoczyłam mu na ręce, ciasno oplatając w pasie nogami, a przycisnąwszy usta do jego, starałam się zbadać każdy ich fragment. W pewnej chwili kompletnie straciłam rachubę czasu, a w dodatku nawet nie byłam w stanie określić, kiedy znaleźliśmy się na jego łóżku. Z każdej strony czułam przyjemny zapach chłopaka- w jego kołdrze, poduszce, a nawet w nim samym.
Noah klękał nade mną, mając rozstawione kolana po obu stronach moich ud. Brak mi nawet słów, by opisać, co czułam, kiedy jego palce muskały mój brzuch, piersi i ręce, gdy zsuwał ze mnie bluzkę. Po tym kroku przyspieszyliśmy tempo- złapałam go za krawędź spodni, pozwalając palcom dotykać gorącą skórę znajdującą się pod gumką bokserek, i pociągnęłam go za materiał w celu zbliżenia swojego ukochanego do siebie tak, iż czułam wybrzuszenie w jego spodniach. Oddychaliśmy ciężko, głośno, zagłuszając wszystkie odgłosy skrzypienia podłogi i mebli wokół. Położyłam ręce tuż na odcinku lędźwiowym jego kręgosłupa, przesuwając je, a jednocześnie wbijając mocno paznokcie w skórę, pozostawiając na niej czerwone rysy. Dotarłszy do głowy, splątałam swoje palce z jego włosami, zaciskając je na ciemnych kosmykach Noah’a, który w tym samym momencie wsunął język między moje zęby, przez co od tamtej pory rozdzielaliśmy swoje usta w akompaniamencie głośnych mlaśnięć. Wygięłam szyję do tyłu, przygryzając wargi, wówczas gdy kąsał delikatnie jej skórę, zniżając się do piersi. Błądził teraz rękami pod stanikiem- początkowo tylko pod krawędzią, jednak później… Przesunął się dalej w wyniku czego westchnęłam głośno, zaciskając ręce na pościeli.
I nagle… BUM! Odskoczyliśmy od siebie przestraszeni na dźwięk dzwonka mojej komórki, która, niestety, leżała dość blisko łóżka, prawdopodobnie wcześniej wypadłszy z moich spodni. Usiedliśmy, a ja z niechęcią sięgnęłam po telefon.
- Halo?- wypowiedziałam lekko zachrypniętym głosem, po czym odkaszlnęłam nieznacznie.
- Grażyna?- pytający głos staruszki pod drugiej stronie aparatu, lekko mnie zdenerwował zważywszy na to, co właśnie nam przerwała.
- Nie, nie jestem Grażyna.- usłyszałam głośny śmiech Noah’a za plecami, który schował głowę w poduszkę. Jego ramiona drżały w spazmach śmiechu.
- Och, to przepraszam najmocniej. Chyba źle zapisałam numer. Do widzenia.- nie zdążywszy odpowiedzieć tym samym, usłyszałam w słuchawce sygnał oznaczający zakończenie rozmowy.
Westchnęłam, lekko załamana i rzuciłam telefon na podłogę. Poczułam po chwili, jak Noah całuje mnie w ramię.
- To jak, Grażyno, wracamy do tego, co zaczęliśmy…?- mruknął w moją szyję i złapawszy mnie za brzuch, przyciągnął do siebie.
- Nie ma mowy…- odsunęłam się, piorunując go wzrokiem.- Nigdy więcej nie mów do mnie Grażyna.- wstałam, i zaczęłam zakładać bluzkę.
Noah usiadł na krawędzi łóżka, dokładnie mnie obserwując, oparłszy brodę na ręce.
- Ależ Ty mnie doprowadzasz do pasji…
Uśmiechnęłam się zadowolona i nachyliłam nad nim, całując jego czoło.
- O to chodzi, kiciu.- musnęłam delikatnie jego ledwie widoczny zarost i podeszłam do szafki z jego ubraniami. Przeszukawszy wszystkie półki, ignorując napastujące mnie pytania Noah’a, co właściwie robię, rzuciłam mu jedną z koszulek z krótkim rękawem w odcieniu szarości, wpadającej prawie że w czerń.
- Odziej się, nie mogę patrzeć, jak tak bardzo mnie pociągasz…
Chłopak poruszył jedynie wymownie brwiami i wstał, by założyć bluzkę. Oczywiście od razu rzuciły mi się w oczy szlaczki na plecach Noah’a, wyrzeźbione oczywiście przeze mnie… Jestem artystką, bez dwóch zdań.
Gdy opuścił ręce, wyprostowawszy nimi wcześniej bluzkę, zbliżył się do mnie tanecznym krokiem, sugerując mi w ten sposób prywatny taniec.
- O nie, nie. Nie ma mowy.- uśmiechnęłam się do niego słodko.
- Achh, Vivian!- krzyknął, spuszczając ramiona w dół, patrząc w sufit.- NIE WOLNO CI ZOSTAWIAĆ MNIE W TYM STANIE! Zaraz eksploduję!- rzucił się w moją stronę, zaciskając ręce na mych biodrach. W tej pozycji dokładnie widziałam jego ciągłe pragnienie w oczach, które z każdą sekundą się nasilało.
- Okej, pójdę na kompromis!- uniosłam ręce w geście kapitulacji, gdy przyssał się do mych ust.- Wyrwij mnie dziś na jakąś imprezę to dostaniesz, co chcesz…- spojrzałam kusząco, gładząc go po policzku.
- Idziemy!- już miał mnie ciągnąć, gdy powstrzymałam go ruchem głowy.
- Muszę jakoś wyglądać. A z racji tego, że nie chodzę w żadnych sukienkach, muszę się udać do sklepu w celu wybrania seksownej, małej czarnej.
Mruknął coś pod nosem w stylu „to potrwa wieki” i wyszliśmy z pokoju, by udać się do miasta. A ja, jak to mam w zwyczaju, chcąc go jeszcze bardziej sfrustrować, zaczęłam kręcić biodrami.
- Mycha.- powiedział zaczepnie i przyciągnął mnie do siebie ruchem ręki.- Przestań TO robić.
- Ależ co?- spytałam niewinnie i zatrzepotałam rzęsami.

Noah? :3

piątek, 16 września 2016

Od Vivian C.D Marcy

Większość czasu, który pozostał mi do mojej jazdy w terenie, spędziłam z Noahem, patrząc jak dosiada swego konia i po mistrzowsku majstruje jego uzdą. Uwielbiałam spoglądać na jego ręce- takie męskie, smukłe i, co kochałam najbardziej w tym obrazie, z widocznymi żyłami. Przez dobrą godzinę nie spuszczałam wzroku z miejsca, gdzie zniknął razem ze swym rumakiem, tęsknie czekając aż powróci. Na szczęście, nie musiałam czekać sama, gdyż Scott wyczuł moją niezmierną chęć do spędzenia z kimś tego niezwykle dłużącego się czasu, by upłynął mi on szybciej, i wyręczył Marceline, która, jak właśnie widziałam, bawiła się ze swoim Lelouchem na dworze. Skubiąc trawę, a następnie wkładając ją psu do pyska, czułam wzrok dziewczyny na sobie, jednak gdy uniosłam głowę, ona już zdążyła zasłonić twarz jasnobrązowymi, lśniącymi włosami, pozwalając by kotek drapał pazurkami jej rękę. Uśmiechnęłam się. Marcuś była dziewczyną niezwykle nieśmiałą, jednak miała w sobie coś, co sprawiało, że przyciągała mnie do siebie i, że nawet ją polubiłam. Choć nie powiem, moim hobby było doprowadzanie ją do staniu zakłopotania- taka się już urodziłam. Jakby to inni ludzie określili… Wredna? Może. Jednaka ja postrzegałam siebie za osobę niezwykle uprzejmą osobę, bo powiedzmy to szczerze- są gorsi, niż ja.
Od kiedy kątem oka ujrzałam ukochaną ciemną postać wyjeżdżającą zza rogu, oderwałam wzrok od Marceline, podnosząc się jak na komendę, uśmiechnięta od ucha do ucha. Noah zaprowadził konia do stajni, wyczyścił go, po czym wyszliśmy, trzymając się za ręce, co oczywiście było moją sprawką.
Dopóki nie przyszła moja kolej na jazdę w teren, spędziłam całą godzinę w pokoju Noah’a. Wieczorem miał jakiś „męski” wypad, więc nie było mowy o spotkaniu.
Dzisiejszy dzień był dla mnie wyjątkowo dobry- jazda w terenie okazała się czystą przyjemnością, gdyż trafiła mi się niewymownie cierpliwa klacz- Avery, co jest bardzo przydatne, patrząc na moje zdolności jeździeckie. Mimo to, zauważyłam już pewną poprawę- odkąd byłam w akademii szybciej potrafiłam wyczuć konia i znaleźć z nim nić porozumienia, sprawniej również działałam nogami i rękami, byłam uważniejsza. Trenerzy byli tu naprawdę bardzo dobrzy, więc byłam spokojna o to, jak mnie przygotują by kiedyś, o ile to nastąpi, być perfekcjonistką.
W południe, zgodnie z rozpiską dnia, wszyscy z mojej grupy, jak jeden mąż, powrócili do Akademii, by doprowadzić do ładu i składu konie. Wracałam do pokoju, trochę zmęczona ciągłym siedzeniem z wyprostowanymi plecami, i z zamiarem wzięcia szybkiego prysznica. Otworzywszy cicho drzwi i weszłam do pokoju, gdzie zastałam naprawdę zabawny widok. Marceline szukała czegoś w szafce, nucąc przy tym jakąś piosenkę, która kompletnie do niej nie pasowała- zważywszy na to, że ciągle z jej słuchawek leciała muzyka klasyczna, kręcąc przy tym nieznacznie biodrami. Przez melodię, która wydobywała się z jej ust, nie zorientowała się nawet, że weszłam, o ironio już kolejny raz w ciągu naszej znajomości. Miałam dwie opcje- nastraszyć Marcusię we właściwy dla mnie sposób albo stracić tę cudowną okazję i po prostu wejść do łazienki z hukiem, tak, by mnie zauważyła. Oczywistym było to, że wybrałam tę pierwszą opcję… Podchodząc po chichu z tyłu, tłumiłam w sobie śmiech, który przywędrował do mnie niczym gwałtowne kichnięcie, i z rozmachem oplotłam dziewczynę w pasie ramionami, przyciskając ją mocniej do siebie. Zawsze robiłam wszystko przez dotyk, gdyż wówczas cała twarz Marceline przybierała najczerwieńszy odcień skóry, wpadający nawet w buraczany, truchlała i jąkała się, co najbardziej mnie w niej fascynowało (swoją drogą dlatego, że ja nigdy nie doświadczyłam tego uczucia). I tak też się stało i tym razem, lecz zamiast wyrywać mi się, jak kot, stanęła skamieniała.
- Marcuś, Marcuś… - westchnęłam, kręcąc głową.- Jaka Ty jesteś przewidywalna.- zaśmiałam się koło jej ucha i nie chcąc jej już dłużej gnębić swą osobą, puściłam jej chude ciało.
Jak szybko się pojawiłam, tak szybko zniknęłam w czeluściach łazienki. Po paru minutach, gdy już ocierałam swoje mokre ciało ręcznikiem, zdałam sobie sprawę, że nie wzięłam ubrań na zmianę. Zaklęłam pod nosem zakładając bieliznę, i stając przy drzwiach krzyknęłam:
- Marcuuuś!- przedłużyłam tak, by mnie usłyszała.- Nie ma chłopaków?
Usłyszawszy przeczącą odpowiedź, wyszłam z łazienki. Dziewczyna siedziała na łóżku, zapewne czytając przed chwilą, gdyż teraz wbiła wzrok w moje ciało z lekko rozdziawionymi ustami. Jej szeroko otwarte fiołkowe oczy nie spuszczały wzroku z moich bioder, kiedy przemierzałam drogę dzielącą mnie z szafką. Wyjęłam szybko jakieś ubrania- czarne rurki i siwy top na cienkich ramiączkach, po czym szybko skoczyłam na łóżko współlokatorki. Dziewczyna w dalszym ciągu nic nie mówiła, do czego właściwie się już przyzwyczaiłam, i sięgając po książkę znajdującą się w jej rękach, pochyliłam się nad nią.
- A cóż to za poezja?- mruknęłam, właściwie sama do siebie, ściągając lekko brwi.- Lepiej nie marnuj czasu, tylko zrób mi masaż. Okropnie bolą mnie plecy po tej jeździe, w sumie nie za bardzo wiem, czemu…
- M-masaż?- powtórzyła szepcząc, chyba bardziej po to, by dobrze przetrawić tę informację.
- Tak, masaż. Przyjaciółki czasem sobie pomagają, moja droga. A coś czuję, że te rączki zdziałają cuda i magicznie mnie uzdrowią.- uśmiechnęłam się szeroko, unosząc jej dłonie o długich palcach, pomalowanych jasnoróżowym lakierem.
Nie czekając nawet nie zgodę dziewczyny, gdyż jej milczenie uznałam już za pewnego typu akceptację mego pomysłu, położyłam się wzdłuż jej łóżka na brzuchu, kładąc głowę na skrzyżowanych rękach.

Marcuś? :3

wtorek, 6 września 2016

Od Vivian C.D Noaha

Nie spodziewałam się, że Noah tak szybko wykorzysta szansę, że jesteśmy tutaj sami, jednak jego spontaniczność bardzo mi się spodobała. Wędrowałam rękami po jego plecach, chcąc zbadać każdy skrawek jego koszulki, zapominając właściwie o tym, że mieliśmy cokolwiek robić Całowaliśmy się bez opamiętania, jakby ta noc wydarzyła się dużo później, niż zaledwie kilka godzin temu. Czułam się w jego objęciach z minuty na minutę coraz lepiej, mając ochotę znajdować się w tym momencie zupełnie gdzie indziej, niż w stajni, gdzie wszyscy mogą nas zobaczyć… A właśnie… Skoro mowa o wszystkich innych, ktoś musiał nam w końcu przeszkodzić, prawda? Bo jakże by inaczej. Na dźwięk męskiego głosu przypominającego nam, po co tu naprawdę jesteśmy, poderwaliśmy się. Po zbadaniu dokładnie każdego skrawka stajni, nikogo nie ujrzeliśmy. Zapewne jakiś stajenny przyszedł zostawić nam wiaderko z wodą, szczotki, szmatki i inne tego typu przedmioty, po czym zmył się szybko, oznajmiając nam, iż nastał koniec przyjemności. Mimo tego nie czuliśmy niechęci do zadanej nam pracy- cieszyliśmy się, że możemy ją wykonywać razem.
Zaczęliśmy od sprzątania każdego boksu po kolei, co wiązało się z wyprowadzaniem każdego konia na zewnątrz- jedne nie sprawiały problemu, inne natomiast były uparte gorzej, niż kobiety. Wymienialiśmy ściółkę w boksach, zamiataliśmy, myliśmy podłogi- wszystko, co się dało, by stajnia lśniła na błysk. Byliśmy dumni z siebie, kiedy po jakiś pięciu godzinach (tak, dokładnie tylu), zmęczeni popatrzeliśmy na nasze dzieło. Każdy mieszkaniec tego miejsca znów znajdował się na swoim miejscu, rżąc i potrząsając głową z zadowolenia. Oczywiście teraz to my byliśmy w gorszym stanie- cali mokrzy (nie obyło się bez bitwy na wodę, którą musiał zacząć Noah), brudni i pachnący stajnią. Zdziwiłam się więc mocno, kiedy on przygarnął mnie ramieniem do siebie tak mocno, że brakowało mi tchu.
- Zwariowałeś?- zaśmiałam się, kiedy zaczął całować moją szyję.- Nie jestem teraz zbyt seksowna z sianem we włosach i wyglądająca gorzej, niż ta stajnia.
Puścił mimo uszu moje słowa i odgarnąwszy moje włosy, zaczął muskać wargami lekko mój kark. Przeszedł mnie przyjemny dreszcz i przestałam protestować, wpadając mu w ramiona z cichym westchnieniem.
- Teraz jesteś bardzo ponętna…- mruknął do mojego ucha, a ja, chcąc się oczywiście z nim podrażnić, odsunęłam się delikatnie.
- Idę się umyć, bo nie robiłam tego… Nie pamiętam od kiedy.- rzuciłam i pobiegłam w stronę Akademika.
Słysząc kroki Noah’a za sobą i jego nawoływania, przyspieszyłam, śmiejąc się. Przebierałam nogami, ile miałam w nich sił, lecz dzięki mojej cudownej kostce, która nagle w magiczny sposób dała o sobie znać, przerwałam, gdy przekroczyłam próg budynku. Chwilę później chłopak z impetem wpadł przez drzwi, zamykając je i przygwożdżając mnie do ściany tak mocno, że czułam nawet każdą część dołu jego ciała, przez co serce mi przyspieszyło, a klatka piersiowa zaczęła szybciej się unosić. Oparł ręce za moją głową i z cwaniackim uśmieszkiem na ustach, przybliżył twarz do mojej.
- Myślałaś, że uciekniesz przed wspólną kąpielą, hm?- mruknął, przesuwając palcami od zagłębienia mojej szyi wzdłuż reszty ciała.
Zamarłam na chwilę, słysząc jego tak chol*rnie ponętny, niski głos. Jęknęłam cicho, gdy przycisnął swe biodra do moich i przygryzłam wargę. Rany, jak on na mnie działał… Piorunująco.
- Widzimy się tu za piętnaście minut.- pozostawiłam na jego ustach długi pocałunek i wyswobodziwszy się z jego objęć, pognałam na górę do swojego pokoju.
Nikogo nie zastałam, gdyż wszyscy byli jeszcze na Kentucky Derby, szybko więc pognałam do łazienki. Byłam w trakcie spłukiwania włosów, gdy usłyszałam, jak drzwi do pokoju otwierają się. Zaklęłam pod nosem i oplątawszy się ręcznikiem, wyszłam sprawdzić, kto wkradł się do mojego pokoju.

Noah? :3

niedziela, 4 września 2016

Od Vivian C.D Noaha

Patrzyłam się na niego, jak oniemiała. Zamarłam w bezruchu, prawie zapominając o oddychaniu, wybałuszając z niedowierzania oczy. Czy on powiedział to, co usłyszałam?! Czy to tylko podsunęła mi moja zbyt wybujała fantazja? Nie, nie może tak być, gdyż po wypowiedzeniu tych słów, Noah położył swą dłoń na mym policzku, wpatrując się w moje oczy, niezwykle wymownie, jakby czekał z niecierpliwością na moją reakcję. Słowa, które tak bardzo chciałam wypowiedzieć, ugrzęzły mi w gardle. W dalszym ciągu napawałam się tym niespodziewanym wyjawieniem uczuć, które sprawiły, że czas dla mnie w tamtym momencie się zatrzymał.
- Ja pie*rzę.- próbowałam się ocknąć z transu.- Też Cię kocham, Noah.- oplótłszy rękami jego szyję, przybliżyłam się mocniej do niego.
Uśmiechnęłam się i delikatnie, choć długo, całując go w czoło, czułam gdzieniegdzie kosmyki jego ciemnych włosów. Masowałam go delikatnie po karku, tworząc palcami kółka na jego skórze. Chłopak trącił mnie nosem w policzek, a na samo muśnięcie mnie wargami po szyi, przeszedł mnie piorunujący dreszcz. Jeszcze nigdy w swoim życiu tak się nie czułam… Gdy byłam młodsza miałam jakiś chłopaków, lecz równie szybko, jak nasz związek się zaczynał, szybko się również kończył z ich powodu. Po paru nieudanych próbach po prostu olałam płeć przeciwną, stwierdzając, że chyba nie jestem stworzona do miłości. Z Noah’em było inaczej, a prąd przechodzący przez moje ciało za każdym razem, gdy mnie dotykał, mówił sam za siebie. W dodatku, jako jedna z nielicznych osób, mnie rozumiał, a przede wszystkim- tolerował. Nie byłam typem osoby, którą każdy lubi, a wręcz przeciwnie- właściwie każdy nienawidzi. Więc byłam pełna podziwu dla niego, że wytrzymał ze mną codziennie, 24h na dobę, za co już dawno urósł w moich oczach.
Oboje byliśmy bardzo zmęczeni ostatnimi dwoma dniami, więc nawet nie wiem kiedy, wtuliłam się w jego ramiona, opierając mu głowę w zagłębieniu szyi, które było moim ulubionym miejscem, i zasnęłam spokojnie. Ciepło jego ciała wraz z jego zapachem wymieszanym z alkoholem, utuliły mnie do snu, w którym nie musiałam przejmować się, jakie będziemy mieli konsekwencje za zniknięcie z Akademii na cały dzień. Noah otulił mnie swoimi rękami w pasie i razem ze mną oddał się we władzę Królowej Snów.
Obudziły nas ćwierkania ptaków połączone z wściekle rażącymi promieniami słońca. Zmrużyłam oczy, przysłaniając je ręką.
- Ku*wa…- jęknęłam z bolącą głową, w dodatku wściekła, że ktoś miał czelność naruszyć bańkę przyjemności, w której jeszcze parę sekund temu się znajdowałam. Noah, na dźwięk mego głosu, również drgnął.- Zaraz normalnie powybijam te ptaki, co do jednego.- mruknęłam z niezadowolonym grymasem na twarzy, na co chłopak wybuchnął śmiechem i przetarł jeszcze senne oczy.
- Dzień dobry, mały złośniku.
Głowa samoczynnie opadła mi na jego ramię, a ja warknęłam niezadowolona z całego obrotu tego poranka. Ja powinnam jeszcze spać, w jego objęciach, w których było mi tak chol*rnie cudownie, a te ptaszyny, niewdzięczne, którym w zimie wywieszałam jedzenie, odebrały mi tę przyjemność. Chłopak rozbawiony, cmoknął mnie delikatnie w czubek głowy, masując delikatnie przy tym skrawek ciała, na którym odwinęła mi się bluzka.
- Chyba musimy iść… I tak już sobie nieźle nagrabiliśmy.- stwierdził Noah, który, sadząc po jego głosie, również nie był zadowolony, że czas wolny dla nas się skończył.
Spojrzałam na zegarek w telefonie, który wskazywał 4:33… Cudownie, nie wiem, czy spaliśmy nawet dwie godziny, bo w sumie wczoraj tak jakby… Straciłam rachubę czasu.
Zeskoczywszy z drzewa, udaliśmy się przed siebie, by odszukać jakoś drogę powrotną do Domu Akademickiego, do którego, mieliśmy nadzieję, nie było daleko. Oboje milczeliśmy, rozglądając się dookoła, co jakiś czas tylko któreś z nas mówiło, w którą stronę powinniśmy się udać (wiadomo, które z nas miało lepszą orientację w terenie i, które częściej się odzywało…). Każde z nas myślami było jednak gdzie indziej. Tak bardzo chciałam znów wrócić do poprzedniej nocy, która nie wiadomo, kiedy nadejdzie. Znów chciałam być blisko niego, zatracić się w Noah’u. Czułam się w dalszym ciągu nienasycona, chcąc nadrobić wszystkie lata swojego życia bez niego u boku. Wsunęłam ostrożnie mą dłoń w jego, czując jak zaciska on na niej swoje palce. Po chwili zatrzymaliśmy się, robiąc przerwę na trwający całą wieczność pocałunek. Gdy oderwaliśmy się od siebie, Noah zaśmiał się lekko.
- Jeszcze chwila, a nie wrócimy na kolację…
Tak więc nie robiąc więcej przystanków, szliśmy dalej. Czas nam się dłużył, gdyż każde, dosłownie każde drzewo wyglądało identycznie. Kiedy już prawie traciliśmy nadzieję na szczęśliwy koniec tej wyprawy, ujrzeliśmy małe padoki. Była godzina 6:45, więc każdy był już na nogach. Szliśmy dalej, czując na karku złość kadry i surową karę, jaką nam dadzą…

Noah?

sobota, 3 września 2016

Od Vivian C.D Noah'a

Niesamowite- jeszcze przed chwilą normalnie rozmawialiśmy, leżąc obok siebie. Teraz, gdy czułam przyjemną bliskość jego ciała i spojrzenie jego oczu, które pierwszy raz mnie krępowało, chciałam, by ten moment trwał wiecznie. Nie odwróciłam wzroku- chciałam zbadać każdy zakamarek tych przecudnych, ciemnych paczałek, które tak przewiercały mnie na wylot. Zrobiło mi się gorąco, gdy zaczął się powoli nade mną nachylać i prawie czułam, jak coś we mnie krzyczy „szybciej!”. Leżałam nieruchomo, oddychając szybko, kiedy nasze nosy się zetknęły, jak wcześniej.
Jego włosy delikatnie łaskotały moje czoło, a przez ciało przeszedł mnie ciepły prąd na skutek oddechu Noah’a blisko mej twarzy. Serce mi stanęło, jakby skamieniałe z wrażenia, a zarazem ze strachu, że z nadmiaru emocji mogłoby pęknąć na drobne kawałeczki. Odniosłam również wrażenie, że wszystkie funkcje życiowe w moim organizmie się wstrzymały, a tylko dotyk chłopaka mógł im dać energii do ponownego działania.
Trwaliśmy w takim transie przez kilka sekund, aż w końcu nie wytrzymaliśmy i… Poczułam jego ciepłe, miękkie wargi, które delikatnie rozchylały moje usta. To było niesamowite zderzenie emocji- tęsknoty, pragnienia i pożądania. Całowaliśmy się powoli, chcąc nacieszyć się sobą nawzajem, wzdychając cicho. Położyłam swoje ręce na jego plecach, by przysunąć go mocniej do siebie- pragnęłam czuć go tak bardzo, jak jeszcze nigdy. Mimo to nie potrzebowaliśmy wiele czasu, by się rozkręcić, bowiem po chwili zatraciliśmy się w sobie, jak szaleni. Ledwo łapaliśmy oddechy między pocałunkami, on przesuwał ręce po moich nogach, brzuchu, piersiach, zatrzymując się na szyi, a ja coraz to mocniej zaciskałam dłonie na jego bluzce, ciasno oplatając go nogami.
- Noah…- szepnęłam cicho, gdy złapał mnie mocno za biodra, przysuwając je do swoich.
Muskał ustami moją szyję, dekolt i ramiona, nie pozostawiając ani jednego skrawka skóry bez jego dotyku. Kręciło mi się w głowie, myślałam, że zaraz nie wytrzymam, że jeszcze sekunda, a rzucę się na niego jak dzika zwierzyna, co właściwie i tak zrobiłam. Przekręciłam go na plecy, siadając na nim okrakiem. Podwinęłam mu koszulkę i nachyliwszy się, całowałam go po torsie, zaczynając tuż nad krawędzią spodni i idąc w górę. Kąsałam go delikatnie, a gdy usłyszałam jego ciche jęki, sprawiło mi to ogromną przyjemność. Zacisnął mi ręce na tyłku, gdy doszłam do szyi. Lizałam delikatnie jego skórę, jak wcześniej, lecz dłużej i bardziej subtelnie. Gdy nachyliłam się nad jego twarzą, zacisnęłam mu ręce na włosach, chcąc poczuć ich miękkie pasma na swej dłoni. Patrzyliśmy sobie dłuższą chwilę w oczy, gdy później przejechałam językiem po jego rozchylonych ustach, składając mu następnie długi pocałunek, przygryzłam ich dolną wargę.
Zamarliśmy, gdy usłyszeliśmy głosy i ujrzeliśmy blask latarki padający po naszej prawej stronie. Poderwaliśmy się w oka mgnieniu, i nie czekając na oklaski, popędziliśmy przed siebie, trzymając się za ręce. Czemu za każdym razem, gdy jest mi tak dobrze w jego towarzystwie, ktoś musi to wszystko przerwać?!
Lekko rozkojarzona, biegłam za Noah’em, który ciągnął mnie za sobą. Oboje byliśmy w dalszym ciągu pijani, lecz nie głupi- słyszeliśmy głosy za nami.
- Ktoś był na twojej polanie! Widziałem jakiegoś chłopaka i dziewczynę z pół godziny temu. Nie kłamię!- niski, zachrypnięty męski głos wydawał się być zaskoczony faktem, że nikogo nie zastali.
- Niech ja jeszcze raz tu kogoś zobaczę… To powystrzelam, jak kaczki…- przeszły mnie nieprzyjemne ciarki, słysząc złowrogi ton tego typka.
Na szczęście, im dalej biegliśmy, tym bardziej głosy rozmowy malały, aż w końcu nic nie słyszeliśmy. Znowu byliśmy w lesie, co nie było najlepszym pomysłem, zwłaszcza, że był środek nocy, a my byliśmy zgubieni i nachlani jak ruscy żołnierze. Z tego względu woleliśmy trzymać się blisko siebie (a może nie z tego…?), niż później panikować w pojedynkę pośród wielkich, nieprzyjaznych nocą ciemnych zakamarków wśród drzew.
Serce waliło mi jak oszalałe, lecz nie z powodu biegów, czy też ze strachu przez dwoma typkami. Nie wiedziałam, co mam teraz zrobić- czy Noah też chciał kontynuacji tak mocno, jak ja? W dodatku rozszalałe myśli plątały mi się gorzej, niż puszczone luzem do plecaka słuchawki, przez co nie wiedziałam, co powiedzieć. Doszłam do wniosku, że poczekam na reakcję Noah’a, nie wiedziałam bowiem, czy w jego wypadku był to krok podjęty działaniem alkoholu, czy jak u mnie- wręcz przeciwnie? Ja, bądź co bądź, byłam spita, lecz zawsze poważniejsze zachowania miałam pod kontrolą. A to ewidentnie było poważne. Nawet bardzo.

Noah?

Od Vivian C.D Noaha

Udałam, że się zastanawiam, lecz odpowiedź była wiadoma. Ściągnęłam brwi, tworząc zmarszczki na mym czole, ręką stukając po brodzie.
- No niech Ci będzie.- odparłam po chwili namysłu.- Ale jeśli tylko będziesz mi kazał ściągać majtki albo stanik, to przysięgam, że Cię wykastruję tu na miejscu. Boleśnie.- zmrużyłam oczy, jakby chcąc go ostrzec przed najgorszym, co może go spotkać w życiu.
Podniósłszy ręce w geście kapitulacji, uśmiechnął się jedynie. Najwyraźniej zrozumiał dosłowne przesłanie i wolał nie ryzykować. Choć nim zaczęłam mu mówić, że to samo tyczy się wierzchniej części odzieży, zakręcił butelką, co oznaczało koniec dyskusji. Zaklęłam tylko w myślach, skupiając całą swoją uwagę na rozmazanym widoku szkła, od czego zaczęło mi lekko wirować w głowie. Nie dziwmy się, przy takiej ilości alkoholu, nawet taka błaha rzecz mi szkodzi. Gdy tempo kręcenia zmalało, oboje wpatrywaliśmy się z wyczekiwaniem w oczach, by po paru sekundach ujrzeć wybrańca. A to nim był? No oczywistym jest, że ja. Jakże by mogło być inaczej…
Noah uśmiechnął się z pewną intrygą w oczach, i oparłszy się niedbale na rękach, zwrócił się do mnie.
- Pytanie, czy wyzwanie?
- Wyzwanie…- zawahałam się jednak chwilkę, nim to powiedziałam. Później jednak wszelkie wątpliwości rozwiały się, gdyż byłam tak narąbana, że, nie wiedząc czemu, poczułam nagły przypływ radości.
- Chodź kiciu, i daj buziaka…- wypowiedział pijacko, przeciągając każdą sylabę, mrucząc przy tym seksownie. Cmoknął ustami, uśmiechając się. Ten trzeźwy i trzymający się pionu chłopak, już dawno gdzieś zniknął. Z resztą, trzeźwa Vivka również gdzieś poszła sobie na spacer, jakiś dzień temu, i chyba zgubiła drogę powrotną do ciała.
Zbliżyłam się do niego, przysuwając usta do jego policzka, zostawiając na nim długi pocałunek. Przesunęłam wargami po jego skórze, zatrzymując się tuż koło ust. Zawisłam tak nieruchomo, pozostawiając chłopakowi tylko mój ciepły oddech. Jakby zapominając o całym Bożym świecie, położyłam dłoń po drugiej stronie jego twarzy, gładząc delikatnie jego kości policzkowe. Spojrzeliśmy sobie wymownie w oczy, jednak ja odsunęłam się nagle, mówiąc jedynie „wystarczy”, chwytając za butelkę , mając zamiar zakręcić nią, gdy za plecami Noah’a ujrzałam… Co? Walenie!
Wstałam, jak oparzona, biegnąc w ich stronę, co nie było mądre, gdyż zbliżała się noc, a ja kierowałam się w stronę lasu. A jeśli znów spotkamy tego gościa, będąc oboje nalani w trupa… Ciekawie nie będzie.
- Hej, nie migaj się od gry! Ja z Tobą jeszcze nie skończyłem!- usłyszałam głos za sobą, który w niesamowicie szybkim tempie, zbliżał się do mnie.
Gdy chłopak zrównał biegi z moimi, wytłumaczyłam mu całą sytuację. Spojrzał w tym samym kierunku co ja, wybałuszając oczy, przy czym przekomicznie otworzył usta. Nasza nadzieja powróciła! Znów widzieliśmy różowe plamki, co było dobrym znakiem! Lecz, gdy znaleźliśmy się bliżej, zobaczyliśmy dosyć dziwny widok… Wszystko byłoby okej- różowe walenie, blisko siebie, ja rozumiem. Ale… Żeby tak bezkarnie uprawiały stosunek na naszych oczach, wijąc się przy tym, jak węgorze? Coś tu było nie halo.
Spojrzeliśmy na siebie, mocno zdziwieni, jakby pytając się telepatycznie, czy oboje widzimy to samo. A co dziwniejsze- tak, przed oczami każde z nas miało ten sam obraz. Patrzeliśmy osłupiali, nie wiedząc, czy za bardzo nie naruszyliśmy ich intymności. Jednak nie byliśmy w stanie się ruszyć po tym, co ujrzały nasze oczy. Nagle coś mnie tchnęło- „ej, czemu ten wytatuowany waleń tak bardzo przygniata tę małą, słodziuteńką kruszynę?!”. Poczułam niepohamowaną złość do niego i już zakasałam rękawy, by rozprawić się z tym wielkim typkiem, gdy Noah powstrzymał mnie ruchem ręki.
- Nie wtrącaj się do nich, to ich sprawa, jak przeżywają okres godowy.- mruknął, z błąkającym się na jego ustach uśmieszkiem.
Zaczęliśmy wracać, a gdy robiłam protest, że przecież on ją krzywdzi, Noah wziął mnie na ręce, a nie mając nic do gadania, zamilkłam zdenerwowana.
- Nie widziałaś, że jej się to podobało? Ty feministko.- śmiał się, idąc ze mną lekko chwiejnie. Odniosłam wrażenie, że jeszcze chwila, a mnie upuści, bądź wywrócimy się razem. W życie została wprowadzona ta druga opcja.
Upadliśmy z głośnym hukiem, a ja, jako że byłam na dole, czułam na sobie dotyk ciała Noah’a.
- A żebyś wiedział, że feministka!- odparłam z dumą.- Pokazać Ci..?- poruszyłam wymownie brwiami, na co chłopak z aprobatą pokiwał głową.
- Zboczeniec.- skwitowałam tylko, klepiąc go lekko w tyłek.

Noah?

czwartek, 1 września 2016

Od Vivian C.D Noaha

Niedługo trwał stan wybudzania ze snu, gdyż, gdy tylko ujrzałam procenty znajdujące się niedaleko mnie, podniosłam się żwawo na rękach. Byłam zwarta i gotowa do picia, choć wiem, że spożyłam już tego trunku zbyt dużo, a dokładanie kolejnej porcji alkoholu do mojego niedawno wytrzeźwiałego organizmu, nie było najlepszym pomysłem. Mimo to, stłumiłam swoje denerwujące sumienie, ponieważ nie miałam ochoty przegapić okazji do wypicia z Noah’em, szczególnie z nim.
- Zamierzałeś się ze mną nie podzielić?- zagaiłam, robiąc wielce smutaśną minkę.
- Wtedy by już tu nic nie było.- uśmiechnął się, a ja już wstawałam by dać mu porządnego kuksańca.
Zbliżyłam się do niego, próbując nieudolnie naśladować groźnego dresa, wypinając klatkę piersiową do przodu, trącając go przy tym delikatnie oraz rozstawiając na boki ręce. Zarzuciłam słynnym tekstem „masz coś do mnie?”, starając się nie wybuchnąć przy tym śmiechem, choć mój plan szlag trafił. I tak oto zakończyła się moja kariera aktorska, bo po a) jestem zbyt mała do tej roli, i po b) wybuchanie śmiechem w czasie odgrywania poważnego, a nawet rzekłabym, mrożącego krew w żyłach spektaklu to nie jest najrozsądniejsza rzecz.
Chłopak patrzył na mnie jedynie z litością, z igrającym mu uśmieszkiem na ustach.
- Vivian, napij się wódki i przestań gwiazdorzyć.- popchnął mnie delikatnie w stronę zgrzewki, na co nawet nie zamierzałam protestować.
Gdy spytałam się go, która jest godzina, zdałam sobie sprawę, że jest naprawdę późne popołudnie, a niedługo nastanie wieczór. Nie przejęliśmy się tym, że prawdopodobnie podpadniemy kadrze, nie pokazując się cały dzień w Akademii, bo ani mnie, ani Noah’a kompletnie to nie obchodziło. Z ostrożnością, i jakby z uwielbieniem, wyjęłam jedną butelkę jeszcze zimnego trunku, odkręcając go. Wypiwszy duży łyk, podałam szklane naczynie mojemu towarzyszowi . Zmieniając się tak na zmianę przez jakieś 40 minut, butelka została opróżniona. Oboje czuliśmy się już nieźle podchmieleni, lecz nadal trzymaliśmy się w pionie. Jest dobrze!
- Wiesz, że mam dziś chytry plan upicia Cię?- poruszałam wymownie brwiami, pochylając się lekko ku niemu.
- Nie mam nic przeciwko.- na jego ustach zaigrał cwaniacki uśmieszek, z którym tak mu było do twarzy.
Spojrzałam w kierunku zgrzewki, gdzie moim oczom ukazały się trzy dorodne butelki. Chwyciłam dwie, jedną z nich podając chłopakowi. Z niezwykle poważną miną, wytłumaczyłam mu zasady- któreś z nas ustawia stoper na minutę, a my w tym czasie pijemy, ile wlezie. Przegrany udaje kota. Noah podsumował karę słowami „dziwne masz upodobania”, lecz zgodził się bez żadnego protestu. Wyjął komórkę, chwilę w niej poszperał, w tym czasie ja otwierałam nam alkohol. Chwilę później, usłyszawszy trzy głośnie piknięcia, jak narwani przyłożyliśmy butelki do ust. Żłopaliśmy całkiem jak wprawieni alkoholicy, którzy od roku są na odwyku i stęsknili się za nim bardziej, niż za własną rodziną. Paliło mnie nieźle w gardle, lecz nie pozwoliłam, by to drażniące uczucie mą zawładnęło, więc próbowałam czerpać przyjemność z gorąca, rozlewającego się po moim przełyku. Gdy ponownie zadźwięczał alarm, oznajmiając koniec wyścigów, podskoczyłam przestraszona, co poskutkowało tym, że trochę płynu wylało mi się za bluzkę, spływając na piersi i brzuch.
- Ch*lera!- zaklęłam głośno, gdy poczułam łaskoczące krople na swojej skórze.
Śmiech Noah’a rozniósł się po polanie, wkrótce dołączył się również i mój. Byliśmy teraz tak nawaleni, że bełkotaliśmy coś , jaką to słodką ciapą jestem. Później doszło do tego, że kłóciłam się z nim, iż to mnie należy się tytuł zwycięzcy, jednak on był zdania, że to tylko z powodu wylanej na siebie większej części w mojej butelce zostało mniej, niż w jego. Zrobiłam groźne spojrzenie, mrużąc oczy i starając się zabić Noaszka wzrokiem, jednak on pozostał niewzruszony.
- No chodź, kiciu.- poruszył palcem w geście przywołania mnie do siebie.
Prychnęłam cicho i próbując siąść niczym kot na tylnych łapach, zaczęłam zlizywać ze swojej ręki alkohol, co miało przypominać teoretycznie mycie się kota. Widziałam rozbawienie w jego oczach, lecz udawałam nieporuszoną, jakby to, co teraz właśnie robiłam, było najnormalniejszą rzeczą dla człowieka, jaka mogłaby być. Kiedy już byłam znudzona swoją higieną, ruszyłam powoli na czworaka w stronę chłopaka, wpatrując się w niego prawie jak kot, który dostrzegł swój potencjalny cel. Zaczęłam łasić się o niego- najpierw o plecy, później głową o głowę, a na końcu usiadłszy mu na kolanach, wbiłam paznokcie w skórę jego szyi, by poczuł delikatny ból kocich pazurów. Nie pamiętam kiedy zaczął głaskać mnie po plecach. Ja natomiast, zrobiłam coś, czego nigdy w życiu na trzeźwo bym nie zrobiła- polizałam go po szyi. Poczułam, jak żyłka na jego szyi lekko zadrgała, więc odsunęłam się zadowolona. Oparłam brodę na jego włosach i zaczęłam się śmiać, nie mogąc opanować rozbawienia, które wypełniło moją otumanioną głowę.
- Ach, Noaszek, Noaszek…- wypowiadałam w jego włosy zdrobnienie.
Był chyba zaskoczony, o ironio kolejny raz tego dnia, moim zachowaniem. Nie próbując się wcale tłumaczyć, usiadłam obok niego, wpatrując się w zachód słońca.
- Pie*rzony, romantyczny widok. Ale jaki piękny.- potaknęłam z uznaniem głową.
- A może by tak…- zaczął Noah, wyciągając karty.- Rozbierany poker?- zafalował brwiami.
Ale wypalił! Deczko nie w temacie, bo ja o gruszce, ten o pietruszce, ale oczywiście, że tak!
- Będę się pewnie ciągle rozbierała, bo nie mam szczęścia w kartach. Poza tym, nie umiem w to grać.- patrzyłam, jak chłopak przerywa na chwilę tasowanie kart, patrząc na mnie od góry na dół.
- Wiesz, dla mnie to i lepiej.- skwitował z uśmiechem.
- Ty szowinistyczna świnio!- rzuciłam się na niego, czego celem było załaskotanie. Na śmierć!

Noah?

środa, 31 sierpnia 2016

Od Vivian C.D Marco

Ruszyłam w kierunku stajni, by zawołać tego małego drania. Przybiegł szybko do mnie, opierając swoje łapy na mym brzuchu, jakby zapominając, że parę sekund temu mi podpadł. Pokręciłam z uśmiechem głową, kucając przy nim.
- Co wyrosło z takiego małego, grzecznego pulpeta?- podrapałam go za uchem.- Podejdź Marco, zaprzyjaźnij się z nim. On kocha ludzi tak samo, jak swoje jedzenie.
Nim się spostrzegłam, szatyn znalazł się obok mnie wyciągając rękę do psa. Mówiąc coś do niego, próbował zwrócić na sobie całą jego uwagę, co nie było trudne, bo już po chwili, Beagle prawie rzucił się na chłopaka, liżąc go swoim jęzorem po twarzy. Naprawdę, zabawny był widok mojego pupila spoufalającego się z moim współlokatorem, który przybrał minę, no nie powiem, ciekawą. Takie zmieszanie, nie wiedząc, cóż ma uczynić, połączone z nieukrywaną przyjaźnią dla Scotta. Odciągnęłam go od Marca, by nie zamęczył go na śmierć, w dodatku przy pierwszym ich spotkaniu.
- Dobra, wystarczy, bo zaraz go zabijesz swoim długaśnym jęzorem.- pociągnęłam go za obrożę, kierując się w stronę kuchni, by nakarmić małego głodomora.
Marco wstaną i otarłszy ręką swoją mokrą twarz, dołączył do mnie.
- Nie sądziłem, że zaprzyjaźnianie się z nim pójdzie mi tak gładko.- mruknął.
- Jemu dwa razy powtarzać nie musisz.- skwitowałam, patrząc na czworonoga, drepczącego między nami.
Dochodząc do porozumienia, stwierdziliśmy, że gdy tylko nakarmię lizusa, kręcącego się wokół naszych nóg, odniosę bluzkę wymęczoną przez Scotta i udamy się wspólnie na śniadanie. Jak postanowiliśmy, tak też uczyniliśmy- po jakichś piętnastu minutach siedzieliśmy przy stole, oboje jedząc na szybko zrobione kanapki.
- Swoją drogą,- zaczęłam.- to współczuję Ci, że ze mną mieszkasz.- zaczęłam, uśmiechając się do pomidora na chlebie.
Chłopak popatrzył na mnie jedynie pytająco, unosząc lekko jedną brew ku górze.
- Nie zajmujesz przez godzinę łazienki, wyrabiasz się w góra dziesięć minut, więc czy może być coś gorszego?
Racja. Dziewczyny uwielbiają przesiadywać w łazience, chyba jest to ich ukochanym zajęciem, odkąd się urodziły. Więc, sądząc po tym, chyba jednak nie jestem dziewczyną. Może powinnam zmienić płeć? Źle bym się czuła w skórze faceta, bo czuję się dobrze z tym, co mam, lecz po upływającym czasie chyba bym się do tego przyzwyczaiła. Mogłabym pakować, robić kaloryfer, czego by mi się na pewno nie chciało, a co najważniejsze- nie sztuką byłoby dla mnie wysikać się na stojąco w dowolnym miejscu! Tego niestety nie potrafi żadna dziewczyna. Właśnie. A może ja będę pierwsza? Może to ja będę tą wybranką? Stałabym się sławna, serio. Teraz media polują na dziwolągów, by ich wypromować i mieć z tego kasę, w której będą pływać co wieczór w wannie. O ile w banknotach da się pływać.
Ach, właśnie o tym mu mówiłam- jestem porypana.
- Mówię, robię rzeczy, o których człowiek przy zdrowych zmysłach nawet by nie pomyślał.- przegryzając ostatni kęs, zerknęłam na zegar wiszący na ścianie.
- O ku*wa.- wrzasnęłam.- Zaraz się spóźnię na jazdę w teren.- wstałam zabierając talerz i wybiegłam, rzucając w stronę Marca „do zobaczenia później”.
A zobaczyliśmy się tuż po mojej jeździe. Byłam w trakcie rozsiodływania Toskanii i czyszczenia jej, gdy usłyszałam za sobą głos

Marco? No widzisz, ja potrafię zaskakiwać Z góry przepraszam, że to trwało tak długo, lecz brakowało mi pomysłu na odpis  Jest denne i krótkie, za co mocno przepraszam D:

Od Vivan Cd Noah

Nie wiedziałam, dlaczego, lecz znowu w moim ciele pojawiło się TO uczucie. Nie znałam źródła jego pochodzenia, lecz odczuwałam lekką przyjemność z jego pojawienia się. Spojrzawszy na usta Noah’a, przeszedł mnie lekki prąd, zważywszy na to, że znajdowałam się bardzo blisko nich nawet wtedy, gdy woda nie była już aż tak głęboka i nie musiałam się bać utonięcia w jej krystalicznej, pomarszczonej toni. Czułam, jak z delikatnością zaciskam palce dłoni na jego szyi, patrząc mu przy tym niezmiernie głęboko w oczy. Byłam aż tak nachlana? Czy ja po prostu…? Nie, to głupie.
- Coś wymyślisz.- przysunęłam wargi do jego ucha, mrucząc delikatnie.- Sądzę, że mnie znasz.
Nie odpowiedział nic, jedynie przenikliwie mi się przyglądał, jakby próbując rozgryźć mnie, co mam na myśli. Szczerze powiedziawszy nie wiedziałam, jak ma mi się za to odwdzięczyć, bo… W tamtej chwili zdałam sobie sprawę, że zrobiłam to zupełnie bezinteresownie, jakby wirowanie wokół Noah’a sprawiło mi przyjemność i mogłabym to robić, kiedy tylko by mnie o to poprosił. Zaczynałam sama siebie nie poznawać, więc nic więcej już nie powiedziałam, a tylko przytuliłam policzek do jego, dalej będąc uczepiona na nim.
Gdy znaleźliśmy się na brzegu, poczułam, jak bardzo jest mi teraz zimno bez ubrań. Wskakiwanie w samej bieliźnie było przyjemne tylko wówczas, gdy znajdowałam się w wodzie, teraz jednak miałam co do tego wątpliwości. Na moim ciele wystąpiła gęsia skórka, palce mi zlodowaciały, nos podobnie, a dodatkowo, jakby moje ciało chciało poinformować chłopaka dobitnie, że zamieniam się w kostkę lodu, zaczęłam delikatnie trząść ramionami. Usłyszałam cichy śmiech koło swojego ucha, więc odchyliłam głowę, by ujrzeć rozbawioną twarz Noah’a. Zmrużyłam oczy, próbując zabić go wzrokiem.
- Komuś tu chyba jest zimno.- nie puściwszy mnie, począł zbliżać się do ogniska, gdzie praktycznie rzecz biorąc, nie było prawie płomienia.
Na całe szczęście, pomyśleliśmy wcześniej, zostawiając niedaleko kilka dodatkowych patyków na kolejne ognisko, ciut mniejsze od poprzedniego, ale zawsze to coś. Zeskoczywszy z jego ramion, zgarnęłam je, układając we wcześniej wyznaczonym miejscu na ogień i podpalając jeden z nich, patrzyliśmy, jak pomarańczowo-czerwone języki oplatają drewno, ponownie tworząc atmosferę ciepła. Usiedliśmy obok siebie cali mokrzy, wpatrując się w żar, który muskał naszą schłodzoną przez ciesz skórę. Siedzieliśmy w ciszy, co dla mnie nie było nowością, bo często lubiłam pokontemplować w ten oto sposób otoczenie. Jednak teraz, zdawałoby się, że każde z nas rozpatrywało ostatnie kilkanaście minut, które wydarzyły się dość nieoczekiwanie. Wpatrywałam się w swoje splecione ręce, którymi przygarnęłam pod brodę nagie nogi. Czułam, jak woda ścieka mi z włosów, spływając małymi stróżkami po plecach.
- Wiesz, spieprz*liśmy sprawę.- zagaiłam, by przerwać jakoś milczenie, które zawisło między nami splątane w naszych myślach.- Walenie nie przyszły.- westchnęłam.
- Następnym razem się uda.- pocieszył mnie, unosząc przy tym lekko kąciki ust do góry.
- Następnym razem muszę się porządnie schlać, bo najwyraźniej tylko wtedy tolerują moje towarzystwo.- stwierdziłam z powagą, wyjmując z kieszonek spodni papierosy z zapalniczką. Podpaliwszy sobie jednego, rzuciłam cały zestaw Noah’owi.
- Porządnie?- uniósłszy jedną brew do góry, zaśmiał się, wkładając przy tym papierosa do swych ust.- A to nie było porządnie?
Gdy pokręciłam przecząco głową, zaśmiał się.
- W takim razie zaczynam się bać.
- I słusznie.- oparłam rękę za swoimi plecami na trawie i odchylając głowę do tyłu, wypuściłam ze swych ust kłębek dymu.
Chłopak przyglądał mi się spod na wpół przymkniętych powiek, po czym wypuścił w moją stronę chmarę szarości. Zaśmiałam się i odpłaciłam mu się tym samym. Wyglądało to dziwnie, gdyż dopóki nie spaliliśmy swojego tytoniu, każde z nas dmuchało, jak najmocniej się dało, na drugiego.
- Mam całe włosy w dymie.- skomentowałam, gdy powąchałam je. Krzywiąc się delikatnie, zauważyłam kątem oka, że rozbawiłam tym chłopaka.
- Ej, ja też.- powiedział, gasząc peta.
Wstałam, a przechodząc obok niego, zmierzwiłam mu włosy, do których już się nieco przyzwyczaiłam.
- Nie próbuj mi tylko tego tak tu zostawiać.- podniosłam nasze niedopałki, podreptałam nad wodę, a gdy ochlapałam je, wróciłam, by ponownie schować je do pudełka.
- To ich taka mała trumienka?- zdziwił się, przyglądając się uważnie moim poczynaniom.
Pokręciłam przecząco głową, informując go, że to jedynie moje głupie przyzwyczajenie. Otrzepałam się z ziemi i piasku, zaczynając się ubierać. Widząc, co robię, Noah z lekkim ociągnięciem chwycił po swoją koszulkę.
Siedzieliśmy, aż ognisko znowu się nie wygasiło. W tym czasie mój niewyspany organizm dał o sobie mocno znać. Nie oszukujmy się- spanie zaledwie kilka godzin po spożyciu takiej ilości alkoholu, nie było wyśmienitym pomysłem. Położyłam się więc na trawie, a w ślad za mną poszedł mój towarzysz. Rozmawialiśmy, byłam tego pewna, lecz odpowiadałam na wpół przytomna, gdyż oczy miałam zamknięte. Pamiętam, że nim zasnęłam, prawdopodobnie się do niego przytuliłam. Wytłumaczyłam to sobie w sposób bardzo prosty- chciało mi być po prostu cieplej. Lecz siebie nie oszukam…

Noaszek? :3