Po długim szukaniu czegoś dla siebie i przymierzaniu wielu rzeczy zdecydowałem się na zakup bryczesów, oficerek i fraku do jazdy konnej, z których byłem bardzo zadowolony i cieszyłem się, że mogę pozwolić sobie na coś tak drogiego, bo rzeczy z tych firm wcale tanie nie były!
Po zakupie rzeczy przebrałem się w nie od razu, gdyż nie podobało mi się chodzenie w swoim brudnym stroju jeździeckim. Pani sprzedawczyni tak samo jak Irmie zapakowała mi moje "stare" rzeczy do reklamówki z logiem ich sklepu a potem wyszliśmy rozejrzeć się jeszcze bardziej po sklepach. Kiedy przechodziliśmy przy jubilerze Irma jak chyba każda kobita spojrzała na wystawę gdzie chyba w oko wpadł jej pewien naszyjnik. Cena no nie powiem była wysoka, lecz ja miałem jeszcze dużo pieniędzy przy sobie więc postanowiłem jej to kupić. Cóż widać było od razu, że dziewczyna łasa na kasę nie jest więc mogłem kupować jej wszystko na spokojnie bez obawy, iż zostanę jej "dojną krową". Kiedy tylko niebieskooka odeszła do innej wystawy ja od razu wślizgnąłem się do sklepu gdzie po chwili za ladą pokazał się starszy pan, który musiał pełnić tutaj funkcję sprzedawcy.
- Dzień dobry - rzekłem z grzeczności, gdyż tak uczono mnie w domu.
- Dzień dobry - odpowiedział mi z uśmiechem - Co podać? - spytał a ja podszedłem nieco bliżej.
- Proszę ten złoty naszyjnik z wystawy - odpowiedziałem od razu.
- Jesteś pewien? Kosztuje 89 tysięcy - powiedział nieco zakłopotany, lecz się tym nie przejąłem.
- Spokojnie mam wystarczająco pieniędzy - uspokoiłem go na co skinął głową i już po paru chwilach prezent dla Irmy był zapakowany w ozdobne pudełeczko a ja zapłaciłem co spodobało się najbardziej sprzedawcy, gdyż uśmiech wykwitł mu na twarzy widząc, że w tak młodym wieku już kupuje takie rzeczy. Kiedy wyszedłem ze sklepu zacząłem rozglądać się za Irmą, którą znalazłem na ławce przy fontannie.
- Gdzie byłeś? - zapytała zainteresowana na co się uśmiechnąłem.
- Zobaczysz! Zamknij oczy - odpowiedziałem jej a ona popatrzyła na mnie zdziwionym wzrokiem - Proooosze - dodałem pokazując swoje białe ząbki na co przewróciła oczami i w końcu je zamknęła więc wyjąłem pudełeczko, z którego wyciągnąłem złoty naszyjnik, który szybko zawisł na jej szyi - Możesz otworzyć! I jak ci się spodoba? - spytałem jej gdy popatrzyła z szeroko otwartymi oczami na swoją szyję.
- Reker?! Wiesz jakie to drogie?! Nie wygłupiaj się! Nie jestem tutaj dla kasy tylko dla czasu wolnego! Oddam ci! - niemal wykrzyczała na co tylko machnąłem ręką.
- Weź przestań! Nie musisz mi nic oddawać tylko noś! - stwierdziłem z szerokim uśmiechem.
- Ale... - zmieszała się nieco.
- Nie ma żadnych "ale" moja droga! - rzekłem z uśmiechem - To co idziemy na pizzę? - zmieniłem temat.
- Ja nie wiem nawet gdzie to jest - westchnęła i odwróciła głowę, lecz ja pociągnąłem ją szybko za rękę uważając by przez przypadek nie zrobić jej krzywdy.
- No to poszukamy - powiedziałem a od niej nie usłyszałem nawet najmniejszego słowa sprzeciwu. Po około 25 minutach wreszcie znaleźliśmy jakąś pizzerię i zamówiliśmy to co chcieliśmy czyli dwie takie same pizze i pepsi! Oczywiście ja za wszystko zapłaciłem chodź Irma miała sprzeciwy, którymi się nie przejąłem. Czekając za jedzeniem dużo przegadaliśmy tak samo jak podczas jedzenia. Lubiłem niebieskooką coraz bardziej i jak można było zobaczyć znaleźliśmy wspólny język! Po skończonym posiłku zaciągnąłem Irmę na lody. Ja wziąłem sobie truskawkowe a on waniliowe. Wróciliśmy na ławeczkę przy fontannie przy której dałem jej naszyjnik i zaczęliśmy myśleć co teraz warto zrobić.
- Jakoś nie chce mi się wracać do akademii... Pójdziemy do kina? oceanarium? lunapark? akwapark? - proponowałem nie przestając się uśmiechać.
<Irma? :3>
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Reker. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Reker. Pokaż wszystkie posty
piątek, 16 czerwca 2017
czwartek, 15 czerwca 2017
Od Rekera C.D Irmy
Kiedy wróciłem do swojego pokoju od razu przebrałem się w piżamę i próbowałem zasnąć co było trochę trudne, gdyż zawsze spało ze mną moje ogromne psisko rasy berneński pies pasterski o imieniu Lord. Co prawda nie miałem tylko jednego psa, ale był to mój najukochańszy "kundel" z którym nigdy nie mogłem się nudzić. Jednak jakoś zasnąłem oczywiście w przedziwnej pozycji, która pewnie spotkałaby się ze śmiechem nie jednego obserwatora.
*****
Rano obudził mnie dźwięk budzika w telefonie, którego najchętniej przestawiłbym jeszcze na miliony drzemek, lecz przypominając sobie, że już od wczoraj jestem w Akademii i mamy niedzielę jakoś odgoniłem się od tej myśli oraz wstałem porządnie się przeciągając. Następnie przebrałem się w nowe rzeczy i poszedłem coś zjeść na śniadanie. Pamiętałem jak Irma mówiła mi, że w kuchni można zrobić sobie samemu jedzenie dlatego tam poszedłem i bez wahania zrobiłem sobie trzy kanapki z serem żółtym i pomidorem, które zjadłem ze smakiem w pokoju. "Wreszcie coś normalnego i nikt się nie dziwi" - pomyślałem a przed moimi oczami pokazały się wszelakie, drogie potrawy, do których jedzenia zawsze chciał mnie zmusić wujek a mi to nie bardzo smakowało dlatego dużo gadania na ten temat zawsze przy stole było. "Czemu ja o tym akurat teraz muszę myśleć?" - rzekłem sobie w myślach kończąc posiłek. Jeszcze dzisiaj miałem wolne, ale od jutra do piątku zacznie się moje chodzenie na treningi. Z tego co się zorientowałem należę do grupy gdzie znajdują się tylko cztery osoby w tym ja więc dużego zamieszania nie powinno być. Miałem nadzieję, że instruktor bądź instruktorka pozwolą mi jeździć na Lemon, gdyż wydawała się to być odpowiednia klaczka dla mnie i mogę śmiało stwierdzić, że po pierwszym spotkaniu jakie odbyło się wczoraj zaczynam ją rozumieć. Siedząc na łóżku zacząłem zastanawiać się co dzisiaj mogę porobić dla zabicia czasu. Nie mogąc nic wymyślić spojrzałem przez okno gdzie w oddali zobaczyłem las, który warto byłoby odwiedzić. Nie chcąc dłużej czekać szybko wskoczyłem w strój jeździecki, który oczywiście był nowy, gdyż wujek Maks nie przeżyłby gdybym pokazał się wszystkim w tym co jeździłem u niego. Oczywiście nie spakował mi tylko jednego, lecz ja zdecydowałem się dzisiaj na ten z Paryża, który w ogóle tani nie był a o cenę wolałem się go nie pytać, bo pewnie upadłbym na tyłek z szeroko otwartą buzią... No cóż wujaszek na pieniędzy nie szczędzi, ponieważ potrafi wszystko nadrobić nawet tego samego dnia, gdyż zyski ciągle rosną. Gdy uznałem, iż wszystko mam wyszedłem najpierw z pokoju a potem z domu Akademickiego by iść do Lemon, która przywitała mnie cichym rżeniem.
- Cześć mała co powiesz na przejażdżkę w lesie? - zapytałem głaszcząc ją po jej pięknej głowie z czego była zadowolona a na moje słowa od razu uniosła łeb i zarżała nieco głośniej ciesząc się z mojego pomysłu. Szybko poszedłem do siodlarni po jej sprzęt oraz prędką osiodłałem hanowerkę, której przed wskoczeniem na jej grzbiet dałem kosteczkę cukru, którą prędko spałaszowała.
Jadąc w stronę lasu spokojnym stępem nagle usłyszałem za sobą stukot kopyt dlatego obróciłem głowę przez ramię i ujrzałem Irmę, która minęła mnie szybkim cwałem. Nie wiedziałem co się stało dziewczynie dlatego chciałem ją dogonić, lecz zanim zdążyłem popędzić Lemon do najszybszego tępa ona zniknęła mi już z oczu pewnie gdzieś się zaszywając. Sam już nie wiedziałem co o tym sądzić, ale chciałem jej poszukać dlatego zacząłem uważnie rozglądać się po terenie by móc ją prędko dostrzec. W pewnym momencie poszukiwań poczułem się dziwnie obserwowany i to z pewnością niebieskooka nie była! Miałem już zawracać, lecz w tedy hanowerka sama zaczęła mnie prowadzić jakąś nieznaną mi drogą, która zaprowadziła mnie do Irmy! Dziewczyna siedziała pod drzewem a dokładniej to wierzbą płaczącą oraz czytała książkę. Była chyba zła na coś lub kogoś, ale ja odważyłem się zejść z klaczy i usiąść na przeciwko niej przez co zyskałem trochę jej uwagi, ponieważ na mnie spojrzała.
- Hej! Coś się stało? Tak nagle się zerwałaś... - stwierdziłem patrząc na nią uważnie.
- Hej! To nic takiego - odparła nieco zmiesza na co westchnąłem.
- Nie smutaj! Nie wiem co się stało, ale będzie dobrze - rzekłem wstając szybko i wskakując na Lemon - Jesteś berek! Gonisz! - zaśmiałem się poganiając klacz w stronę północy. Pędziłem dość szybko a Irma chyba dopiero po chwili zorientowała się o co mi chodzi, ale ja nie zamierzałem zwalniać i za nią czekać, bo w końcu zabawa to zabawa! - Nie złapiesz mnie! - śmiałem się podpuszczając ją by się tak łatwo nie poddała. Na naszej drodze stanęło kilka przeszkód w postaci przewróconych drzew, które gładko przeskoczyliśmy aż w końcu Irma mnie dopadała. Ze śmiechem poklepałem klacz po szyi po czym zeskakując z konia poczekałem za dziewczyną.
- Wygrałam! Jesteś mi winien pizze! - zaśmiała się a ja przewróciłem ją ostrożnie na ziemię, po której zaczęliśmy się tarzać śmiejąc się głośno.
- Postawię ci nawet dwie! - stwierdziłem z ogromnym uśmiechem zaczynając ją łaskotać.
<Irma? :3 Mam nadzieję, że sie podoba xd>
Od Rekera C.D Irmy
No muszę przyznać, że Irma była przyjazną i ciekawą osobą, ale nie zamierzałem wnikać co i jak działo się w jej życiu oraz kogo ma tam za rodziców, bo nie jestem wścibski i mało mnie to interesuje. Byłem jej wdzięczny za radę, bo to faktycznie pomogło no i aż się dziwiłem, że się jej posłuchałem, ponieważ moich starych instruktorów wybranych przez wujka Maksa praktycznie wcale nie słuchałem i robiłem to co sam uważałem za odpowiednie a jak już byłem grzeczny to stwierdzali, iż mamy jakieś święto. Po rundce na torze crossowych jakoś odżyłem po tej całej jeździe do tego miejsca. No nie ukrywam, że zajęło nam to więcej czasu, bo wujkowi zachciało się restauracji a jako iż jest to bardzo bogaty typ nie je w byle jakich miejscach. Boże jak ja się cieszę, że jakoś namówiłem go na jeden z tych tańszych samochodów! Nie chciałem być kojarzony z tytułem kolejnego bogatego dzieciaka co jest zadufany w sobie, bo ja taki w cale nie byłem. Wracając jednak do rzeczywistości to wjechaliśmy właśnie na plac główny akademii i kogo tam zauważyłem? Oczywiście, że mojego wujaszka! "Czy on mi da kiedyś żyć?" - pomyślałem posyłając mu ogromnego ignora, ale kątem oka dostrzegłem jak się uśmiecha i błyszczy tymi swoimi białymi ząbkami. Nie chcąc z nim rozmawiać wróciłem do stajni głównej a Irma chyba poszła zająć się Alkatrasem w stajni prywatnej, bo być może jest to jej własny koń, którego tylko pozazdrościć.
Bez wahania rozsiodłałem Lemon i zacząłem się nią zajmować. Klaczka była bardzo grzeczna więc praktycznie ciągle ją chwaliłem a gdy już skończyłem dałem jej w nagrodzę kostkę cukru. Cóż mam już takie przyzwyczajenie po Franczesku i pewnie łatwo z tego nie wyjdę i klaczy się może ciutkę przeze mnie przytyć. Wszystko zajęło mi z jakieś 30 minut, lecz dla pewności, że wujek sobie poszedł zostałem tu trochę dłużej. Nie miałem ochoty iść na żadną kolację, gdyż głodny wcale nie byłem a ludzi z czasem poznam więc nie ma co się śpieszyć! Kiedy uznałem, iż czas wracać do siebie pożegnałem się z Lemon i ruszyłem jakoś zapamiętaną drogą do domu Akademickiego. "siedemdziesiąt trzy, siedemdziesiąt trzy, siedemdziesiąt trzy" - powtarzałem w myślach patrząc na drzwi gdzie znajdowały się tabliczki z numerami. No w końcu jakoś trafiłem, ale wam mówię tyle tu labiryntów, że można uznać to za dom minotaura, ale jakoś się pewnie z tym wszystkim oswoję tak jak w wielkim domu wujka... Kiedy tylko wpadłem do pokoju od razu wziąłem sobie swoje czyste rzeczy i poszedłem wziąć szybki prysznic. Byłem nieźle rozbudzony więc o spaniu o tej godzinie nie było nawet mowy! Szybko wskoczyłem w nowe ciuchy, które wcale tanie nie były i poszedłem znowu się przejść przy czym może zobaczyłbym coś ciekawego. W pewnym momencie przystanąłem przy jednym z okien by zobaczyć jak słońce zaczyna znikać powoli za horyzontem. "Ciekawe co u siostry" - pomyślałem i miałem już pogrążać się w swoim świecie, ale poczułem kogoś dotyk na ramieniu więc jakoś się otrząsnąłem i spojrzałem na... Irmę! Tak to z pewnością była ona.
- Wybacz, że tak szybko uciekłem do stajni, ale nie chciałem rozmawiać z pewną osobą - rzekłem patrząc cały czas na nią - Smakowała kolacja? - zapytałem z uśmiechem.
<Irma? :3>
środa, 14 czerwca 2017
Od Rekera C.D Irmy
Tak to dzisiaj miałem trafić do tej całej Akademii Jeździeckiej. Czy byłem z tego z tego zadowolony? No można powiedzieć, że tak! Uwielbiałem konie już od czasu gdy Franczesko stanął mi na drodze w stajni wujka Maksa a teraz pewnie moje umiejętności jeszcze bardziej się polepszą tak samo jak więź z tymi pięknymi i silnymi zwierzętami jakimi są konie. Przez całą drogę, którą przebyłem czarnym Audi S8 plus wpatrywałem się w widoki za oknem samochodu. Wiele razy wujkowi mówiłem, że ma mnie takimi drogimi maszynami nie wozić, bo człowiek jestem a praktycznie każde auto jest dla mnie wygodne, ale nie bo jak taki się uprze to z nim już nie wygrasz! Szczęście, że szofera nie wziął... Miałem nadzieje, iż nikt szybko się o mojej rodzinie nie dowie, ponieważ nie chcę już o tym gadać... Za dużo wspomnień... Było tu na prawdę ładnie a mnie mało rzeczy się podoba więc już to miejsce swoje plusy dla mnie uzbierało!
- Reker na pewno wszystko wziąłeś? - zapytał wujek, gdy ponoć byliśmy już blisko Akademii.
- Tak wujek na pewno - westchnąłem obracając głowę w jego stronę - Pytasz mnie się o to już 27 raz - dodałem nieco zirytowany na co przewrócił oczami.
- Wolę się upewnić, bo co dwie sekundy do ciebie jeździć nie będę młody - stwierdził czochrając mnie po włosach jak to miał w zwyczaju. No z niego to ojciec byłby doskonały i aż zazdroszczę swojemu przyszłemu kuzynowi! Zawsze będę mu wdzięczny za to że odebrał mnie rodzicom... Michael pewnie nie dałby mi do tej pory żyć z powodu tej nie chęci do bycia żołnierzem. Boże czy tak trudno zrozumieć mu, iż ja nie chcę zostać gościem co biega z karabinem?! "Dobra nie ma co się denerwować... Podziwiaj widoczki Reker póki jeszcze możesz" - pomyślałem wbijając tym razem wzrok w telefon.
Dalsza rozmowa z wujkiem nie była zbyt ciekawa, ale widać było od razu, że martwił się jak nie wiem... "Boże przecież mnie nikt tam nie zabije..." - myślałem niekiedy, gdy zaczął pouczać mnie jak jakieś dwuletnie dziecko o tym, że cukierków nie można brać od nieznajomych. Na miejsce dotarliśmy po 3 godzinach drogi no i po prostu było tu cudnie od samego patrzenia! Brakowało mi tylko mojego kochanego Franczeska, ale jakoś przeżyć stety lub niestety muszę. Spotkaliśmy się z państwem Rose i chyba byli to dobrzy ludzie... Z resztą skąd mam to wywnioskować jak była to nasza pierwsza rozmowa? Podpisałem jakieś tam dokumenty po czym został przyznany mi pokój o numerze 73. No trudno mi go było trochę znaleźć, bo tu istne labirynty mają, ale kiedy już wszedłem do środka mile się zaskoczyłem, gdyż było tu ładnie i nie było takiego przepychu wielkiego bogactwa jakie wujek Maks wprost uwielbiał. Szybko się rozpakowałem i poczekałem aż wujaszek spokojnie odjedzie by móc w końcu wyjść i trochę się rozejrzeć. Pokój miałem jednoosobowy więc nikt mi tam po rzeczach by nie grzebał... Była sobota więc no wolne miałem z czego się cieszyłem i to bardzo, bo pracować już tego samego dnia co się przyjechało to dla mnie jakieś wyzwanie niestety...
Kiedy jakoś znalazłem stajnie wszystko końskie łby spojrzały na mnie z zaciekawieniem więc postanowiłem przejść się w te i z powrotem by móc zobaczyć wszystko klacze i ogiery, na których będę mógł chyba pojeździć. Cóż przynajmniej tak mi się zdaje! W pewnym momencie w oko wpadła mi pewna klaczka rasy hanowerskiej, do której postanowiłem podejść, gdyż zainteresowała mnie najbardziej. Spojrzałem na drzwiczki boksu, na których widniało imię klaczy czyli Lemon.
- Witaj piękna - powiedziałem do niej na co cicho zarżała mi na powitanie. Nie zastanawiając się długo ostrożnie pogłaskałem ją po łbie co jej się spodobało dlatego nie miałem chyba powodu by się bać - Co powiesz ślicznotko na przejażdżkę? - zapytałem na co pokiwała głową jakby mnie rozumiała - Poczekaj chwilę Lemon - stwierdziłem i zacząłem szukać siodlarni, gdyż no... zapomniałem swojego sprzętu i Maks się pewnie śmiać będzie, ale mniejsza z tym! Siodlarnia była dość imponujących rozmiarów a każdy koń posiadał swój sprzęt, który można było znaleźć po plakietce. Szybko spostrzegłem co należy do Lemon więc nawet bez najmniejszego pytania go zabrałem i wróciłem do klaczki, której dałem kosteczkę cukru i już wiedziałem, że na pewno ją polubię. Szybko osiodłałem hanowerkę i wyprowadzając ją z boksu wsiadłem na jej grzbiet najpierw pytając się ją czy na pewno mogę co polegało na włożeniu nogi w strzemię. Wyjeżdżając ze stajni tak właściwie nie wiedziałem gdzie mam się udać... Miałem ochotę na tor crossowy, ale czy takowy w ogóle mają? Postanowiłem przejechać się na ślepo no i na szczęście natrafiłem na jednego z jeźdźców. Była to dziewczyna o niebieskich oczach i włosach ciemnego blondu. Nie wahałem się by ją zatrzymać co nawet gładko poszło, gdyż myślałem, że mnie oleje czy coś.
- Hej wiesz może gdzie jet tor crossowy? Jestem tu nowy i jeszcze wszystkiego nie wiem. Ta w ogóle to Reker jestem - rzekłem patrząc prosto w jej oczy.
<Irma? ;3>
- Reker na pewno wszystko wziąłeś? - zapytał wujek, gdy ponoć byliśmy już blisko Akademii.
- Tak wujek na pewno - westchnąłem obracając głowę w jego stronę - Pytasz mnie się o to już 27 raz - dodałem nieco zirytowany na co przewrócił oczami.
- Wolę się upewnić, bo co dwie sekundy do ciebie jeździć nie będę młody - stwierdził czochrając mnie po włosach jak to miał w zwyczaju. No z niego to ojciec byłby doskonały i aż zazdroszczę swojemu przyszłemu kuzynowi! Zawsze będę mu wdzięczny za to że odebrał mnie rodzicom... Michael pewnie nie dałby mi do tej pory żyć z powodu tej nie chęci do bycia żołnierzem. Boże czy tak trudno zrozumieć mu, iż ja nie chcę zostać gościem co biega z karabinem?! "Dobra nie ma co się denerwować... Podziwiaj widoczki Reker póki jeszcze możesz" - pomyślałem wbijając tym razem wzrok w telefon.
Dalsza rozmowa z wujkiem nie była zbyt ciekawa, ale widać było od razu, że martwił się jak nie wiem... "Boże przecież mnie nikt tam nie zabije..." - myślałem niekiedy, gdy zaczął pouczać mnie jak jakieś dwuletnie dziecko o tym, że cukierków nie można brać od nieznajomych. Na miejsce dotarliśmy po 3 godzinach drogi no i po prostu było tu cudnie od samego patrzenia! Brakowało mi tylko mojego kochanego Franczeska, ale jakoś przeżyć stety lub niestety muszę. Spotkaliśmy się z państwem Rose i chyba byli to dobrzy ludzie... Z resztą skąd mam to wywnioskować jak była to nasza pierwsza rozmowa? Podpisałem jakieś tam dokumenty po czym został przyznany mi pokój o numerze 73. No trudno mi go było trochę znaleźć, bo tu istne labirynty mają, ale kiedy już wszedłem do środka mile się zaskoczyłem, gdyż było tu ładnie i nie było takiego przepychu wielkiego bogactwa jakie wujek Maks wprost uwielbiał. Szybko się rozpakowałem i poczekałem aż wujaszek spokojnie odjedzie by móc w końcu wyjść i trochę się rozejrzeć. Pokój miałem jednoosobowy więc nikt mi tam po rzeczach by nie grzebał... Była sobota więc no wolne miałem z czego się cieszyłem i to bardzo, bo pracować już tego samego dnia co się przyjechało to dla mnie jakieś wyzwanie niestety...
Kiedy jakoś znalazłem stajnie wszystko końskie łby spojrzały na mnie z zaciekawieniem więc postanowiłem przejść się w te i z powrotem by móc zobaczyć wszystko klacze i ogiery, na których będę mógł chyba pojeździć. Cóż przynajmniej tak mi się zdaje! W pewnym momencie w oko wpadła mi pewna klaczka rasy hanowerskiej, do której postanowiłem podejść, gdyż zainteresowała mnie najbardziej. Spojrzałem na drzwiczki boksu, na których widniało imię klaczy czyli Lemon.
- Witaj piękna - powiedziałem do niej na co cicho zarżała mi na powitanie. Nie zastanawiając się długo ostrożnie pogłaskałem ją po łbie co jej się spodobało dlatego nie miałem chyba powodu by się bać - Co powiesz ślicznotko na przejażdżkę? - zapytałem na co pokiwała głową jakby mnie rozumiała - Poczekaj chwilę Lemon - stwierdziłem i zacząłem szukać siodlarni, gdyż no... zapomniałem swojego sprzętu i Maks się pewnie śmiać będzie, ale mniejsza z tym! Siodlarnia była dość imponujących rozmiarów a każdy koń posiadał swój sprzęt, który można było znaleźć po plakietce. Szybko spostrzegłem co należy do Lemon więc nawet bez najmniejszego pytania go zabrałem i wróciłem do klaczki, której dałem kosteczkę cukru i już wiedziałem, że na pewno ją polubię. Szybko osiodłałem hanowerkę i wyprowadzając ją z boksu wsiadłem na jej grzbiet najpierw pytając się ją czy na pewno mogę co polegało na włożeniu nogi w strzemię. Wyjeżdżając ze stajni tak właściwie nie wiedziałem gdzie mam się udać... Miałem ochotę na tor crossowy, ale czy takowy w ogóle mają? Postanowiłem przejechać się na ślepo no i na szczęście natrafiłem na jednego z jeźdźców. Była to dziewczyna o niebieskich oczach i włosach ciemnego blondu. Nie wahałem się by ją zatrzymać co nawet gładko poszło, gdyż myślałem, że mnie oleje czy coś.
- Hej wiesz może gdzie jet tor crossowy? Jestem tu nowy i jeszcze wszystkiego nie wiem. Ta w ogóle to Reker jestem - rzekłem patrząc prosto w jej oczy.
<Irma? ;3>
Reker!
Nazwisko: Blackfrey
Wiek: 19 lat
Płeć: Mężczyzna
Nr pokoju: nr 73
Rodzina:
- Michael Blackfrey – ojciec wojskowy, którego nienawidzi z całego serca. Nie ma z nim praktycznie żadnego kontaktu.
- Cassandra Blackfrey – matka również znienawidzona przez Rekera. Nie ma z nią kontaktu.
- Maddy Blackfrey – ukochana siostra, która jest pod opieką Maksymiliana Blackfreya.
- Maksymilian Blackfrey – najlepszy wujek, który jest dla Rekera niczym ojciec. Bardzo bogaty człowiek.
- Matthew Blackfrey - drugi wujek, który chce jak najlepiej dla chłopaka.
Charakter: Rekera z pewnością nie da się opisać jednym słowem, ale jeśli już go opisywać to należy zacząć od jednej z najważniejszych cech jego charakteru a mianowicie buntownik. No nie jest on jakiś przesadzonym dupkiem czy coś, lecz zazwyczaj woli robić wszystko po swojemu i nie zawsze się słucha czy też wykonuje polecenia. Brązowowłosy nie jest agresywny w stosunku do ludzi czy zwierząt, ale jeśli go bardzo wkurzysz możesz liczyć na coś więcej niż kłótnie słowną więc radzę uważać na ząbki. Uwielbia marzyć i zadawać sobie pytania w stylu "co by było gdyby" przez co potrafi oderwać się od świata na długi, długi czas. Często wydaje się być tajemniczy co możne wynikać z jego przeszłości. Nie lubi rozmawiać o swoich uczuciach, gdyż sądzi, że nikt go nie zrozumie, ale może kiedyś znajdzie osobę, której powie o tym co go trapi? Możliwe a nawet bardzo możliwe! Nie lubi ludzi natrętnych za to towarzystwem innych ludzi nie pogardzi tylko byle to nie były dwudziestoosobowe tłumy! Jedna, dwie osoby wystarczą. Jest bardzo wytrwały jak i lojalny więc można mu zaufać.
Aparycja: Wysportowana sylwetka, piwne oczy, brązowe włosy, 183 cm wzrostu.
Ulubiony koń: Lemon
Własny koń: brak
Poziom jeździectwa: średnio zaawansowany
Partner: szuka
Historia: Reker urodził się i mieszkał aż do szesnastych urodzin w Nowym Jorku. Niby spokojne życie, lecz jednak w rodzinie Blackfreyów była pewna tradycja dotycząca płci męskiej a mianowicie każdy mężczyzna szedł do wojska i zostawał tam wspaniałym i wysoko postawionym żołnierzem jednak Rekerowi to się nie podobało. Nie chciał iść akurat na ten zawód dlatego postawił się ojcu, który jak idzie się domyślić nie był zadowolony z jego pomysłu. Zaczęło się od niewinnej kłótni między synem a ojcem, lecz Michael orientując się od razu, że chłopak nie odpuści dopuścił się przekonania siłą fizyczną. Tak bił go i to dość solidnie a za każdym razem gdy kończył kazał mu wstać i iść przemyśleć swoje zachowanie a przecież on nic takiego nie zrobił... Pewnego dnia z okazji jego szesnastych urodzin w odwiedziny przyjechali jego dwaj wujkowie Maksymilian i Matthew, którzy od razu spostrzegli, że coś jest nie tak. Reker nie chciał nic mówić, lecz wiecie jak to z dziećmi dasz im cukierka a powiedzą ci wszystko co się dzieje dookoła więc Maddy ładniej to mówiąc "sprzedała" informacje dotyczące tego co ich ojciec wyrabiał z jej bratem. Blackfreyowie nie czekając ani chwili dłużej zabrali dzieciaki do siebie a dokładniej to do posiadłości Maksymiliana, który wniósł do sądu pozew i na szczęście wygrał walkę o opiekę nad dwójką dzieci. Od tamtego czasu Reker wraz z siostrą mieszkali wraz z nim. Chłopak był trochę zagubiony w nowej sytuacji, gdyż rzadko bywali u rodziny, lecz z czasem to mu przeszło i wrócił mu z powrotem jego ciekawy charakter. Pewnego dnia gdy z nudów wszedł do stajni wujka gdzie tuż przed nim pojawił się kary Franczesko. Chłopak zaczął wypytywać swojego opiekuna o jazdę konną a ten szybko zrozumiał o co chodzi dzięki czemu załatwił mu lekcje jazdy konnej. Uczył się dość szybko i bardzo pokochał te zwierzęta, z którymi bardzo się zżył. Jednak wszystko co piękne szybko się kończy... Po trzech latach odezwał się jego ojciec, który pragnął dopaść chłopaka dlatego wujek postanowił wysłać go do Akademii Jeździeckiej gdzie miał być bezpieczny. I tak oto w ten sposób wszystko się zaczęło.
Inne:
- Ojciec często go bił.
- Jazdą konną "zaraził" go jego wujek Maksymilian Blackfrey.
- Nie lubi rozmawiać o rodzinie.
- Uwielbia spędzać czas ze zwierzętami.
-Oprócz języka ojczystego zna jeszcze język niemiecki i francuski.
- Umie doskonale samoobronę.
- Umie grać na pianinie.
Kontakt: vassalord
Subskrybuj:
Posty (Atom)
