Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Leo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Leo. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 15 maja 2017

Leo powraca!

Leo
Nazwisko: di Angelo
Wiek: 24 Lata
Płeć: Mężczyzna
Nr Pokoju: 48 
Rodzina: 
~ Meg di Angelo - mama
~ German di Angelo - ojciec. Opuścił rodzinę, gdy Leo miał 3 lata
~ William i Margarita di Angelo ~ brat i siostra. 
~ Paul Ramirez - ojczym Leo
Charakter: Leo jest wiecznym optymistą. Uśmiech nigdy nie znika mu z twarzy. Jest w 100% odważny. Rzucisz mu wyzwanie? Na 100% je przyjmie. Nie ma dla niego rzeczy niemożliwych. Nie cierpi egoistów. Na ich myśl... Yyyy... Nie chcesz tego wiedzieć... Często stara się być poważny, ale nigdy mu nie wychodzi. Ma miliard asów w rękawie. Zna każdy możliwy żart, nawet głupi i bezsensowny. Opowiada je każdemu. Nawet nieznajomym. Nie boi się udawać idiotów. Mówi do ludzi: "Jak tam życie?", "Ładny mamy dzisiaj dzionek". Kocha się uśmiechać. Podrywa każdą możliwą dziewczynę. No, warto dodać, że każda się rumieni. Uwielbia towarzystwo wszystkich ludzi. Wszystkich. Każdy znajdzie u niego miejsce. Ma pewien dar. Wywołuje na każdej twarzy uśmiech. Z każdym się też dogada. Bardzo trudno jest sprawić, by Leo traktował cię na poważnie. Gdy pozna jakąś dziewczynę i się w niej zauroczy (warto dodać, iż chłopak traktuje zauroczenie tak: podrywa dziewczynę, pyta się, czy chciałaby z nim chodzić [czasami się nie zgadzają, ale to naprawdę wyjątek, ponieważ chłopak w poprzedniej szkole był najprzystojniejszy] , jest w związku 3 dni, a potem rzuca) bardzo rzadko jest z nią dłuzej niz miesiąc, ale kiedy tylko zauważy, ze jest to prawdziwa miłość, pielęgnuje ją i tak dalej. To tylko malusieńki fragment jego umysłu, ale to najistotniejsze rzeczy.
Aparycja: Leo jest brunetem o szarych, przenikliwych oczach. Pod ubraniem ma duże mięśnie, które powstały w wyniku przesiadywania na siłowni w kazdej wolnej chwili. Można powiedzieć, że Leo nie stóp tylko jak jego mama mówi „płetwy”. Mianowicie rozmiar jego buta wynosi 46. Ma dość długie nogi i dzięki nim szybko biega. Jest też wysoki. Ma 1,75 m.
Ulubiony koń: Minnie
Własny koń: ---
Poziom Jeździectwa: Początkujący
Partner: ---
Historia: Leo pochodzi z Hiszpanii. Rodzice nazwali go tak ponieważ zmarły brat matki chłopaka nazywał się Leo, a kobieta bardzo go kochała. Chłopak, wówczas chłopiec miał szczęśliwe dzieciństwo. Niczego mu nie brakowało. Jednak do czasu. Gdy matka Leo zaszła w ciążę z Willem i Margaritą ojciec ich opuścił. Zostali sami. Co 6 letni chłopiec wraz z ciężarną matką mogli zrobić? Matka dostała urlop macierzyński, więc nie mieli pieniędzy. Leo, który dbał o swoje małe „interesy“ miał w skarbonce z dwa tysiące i oddał na jedzenie dla rodziny. Jednak kiedyś pieniądze się skończyły. W wieku 8 lat Leo poszedł do pracy. Uczył jeździc na deskorolce, gdyż na tym się znał. Przez rok pracował, a gdy matka mogła już iść do pracy, zajmował się dziećmi i chodził do szkoły. Nie miał czasu na przyjemności. Gdy Leo miał 12 lat amma ponownie wyszła za mąż z porządnego faceta. Wtedy wszystko juz była dobrze. Chodził normalnie do szkoły i poszedł na studia. Potem znalazł się tutaj.
Inne: 
Kontakt: .Legolas

wtorek, 18 października 2016

Od Leo C.D Luny

- Dobra, ale oglądamy horror!- rzuciłem, gdy dziewczyna była przy drzwiach.
- Heh... Niech ci będzie. - odparła i poszła do pokoju. Ja natomiast wszedłem do łazienki i puściłem strumień wody. Woda była przyjemna i trochę się zasiedziałem, bo gdy wyszedłem już byłem spóźniony. Szybko poszedłem do pokoju Luny i zastałem ją na kanapie.
- Cześć. - powiedziała i pokazała mi miejsce obok siebie. Usiadłem obok niej i włączyliśmy film.
- Więc co wybrałaś? - zapytałem, a dziewczyna pokazała mi okładkę filmu.
- No to chyba nie zaśniemy w nocy. - powiedziałem i popatrzyłem się na ekran telewizora.
- Pewnie tak. - odparła dziewczyna i sięgnęła ręką po popcorn.
- A ja? - zapytałem i uśmiechnąłem się do Luny.
- Masz. - odparła i nagle w filmie pojawiła się straszna scena. - Aaaaaa! - krzyknęła, a ja się roześmiałem.
Przez (prawie) cały czas Luna była przestraszona. Przytuliłem ją, a ona nawet tego nie zauważyła. Była za bardzo przejęta sytuacją w filmie. Film według mnie był nudny. Nagle zasnąłem...
*** Rano ***
Obudziłem się obok Luny w jej pokoju. Szybko wstałem.
- Kto? Kto tu jest? - zapytała zaspana Luna.
- Nikt. Śpij. - powiedziałem, bo bałem się, że ktoś tu wejdzie i będzie miał do mnie pretensje, a ja nawet nic nie zrobiłem.
- Leo! Stój. - powiedziała, a ja się zatrzymałem.


Luna? Kompletny brak weny....

środa, 5 października 2016

Od Leo - zawody

Wstałem bardzo wcześnie, by przygotować Ice Tea do zawodów. Na szczęście jeszcze z 5-6 godzin. Trzeba ją przygotować. Ni jej nie kupiłem, bo wszystko co miała było w doskonałym stanie. Wstałem z łóżka i poszedłem do łazienki. Zdjąłem piżamę i wszedłelm pod prysznic. Nastawiłem wodę i opłukałem ciało. Zaraz potem wyszedłem z kabiny i ubrałem bryczesy oraz koszulkę. Umyłem zęby nie myląc mojej szczoteczeki z pozostałymi. Już raz to zrobiłem. Po dwóch minutach wyszedłem z łazienki. Chwyciłem kask i cicho poszedłem w stronę drzwi. Wyjrzałem na korytarz. Nigdzie żywej duszy. Szybkim krokiem udałem się do kuchni i zjadłem jajecznice. Wybiłem jajka na patelnie i smażyłem. Potem nałożyłem sobie na talerz i zjadłem z kanapką z żółtym serem. Po skończeniu prawie biegłem do stajni. Wszedłem do budynku i zauważyłem, że w boksie nie ma Ice Tea. "Pewnie jest na padoku" - pomyślałem i skorzystałem z okazji, że nie ma jej w boksie. Wymieniłem siano i sięgnąłem po (jak moja pani na obozie mówiła) "Kupo-taczkę". Wpakowałem tam odchody klaczy i stare siano. Wziąłęm taczkę i wyprowadziłem na zewnątrz. Wyrzuciłem kupy i sięgnąłem po inną taczkę. Podszedłem do słomy i napakowałem na taczkę. Wrzuciłem do boksu klaczy, i gdy wszystko było gotowe, wziąłem uwiąz i poszedłem po klacz. Zauważyłem ją na samym końcu padoku.
- Musiałaś? - szepnąłem i wszedłem na wybieg. Ruszając się żwawo doszedłem do mojej podopiecznej.
- Hej Ice Tea. - szepnąłem i zapiąłem uwiąz do jej kantara.
Klacz parsknęła i ruszyła za mną.
*** W boksie ***
Wszedłem z Ice Tea do boksu i Chwyciłem szczotki.
"Pucu pucu" - klacz lśni. Czyściłem ją dobre pół godziny. Potem dokładnie oczyściłem z brudu kopyta. Widać było strzałkę. Aż za dobrze. Do stajni schodzili się ludzie z zawodów. Zauważyłem Harley, ale nie było czasu gadać. Wziąłęm siodło i uzdę. Rzuciłem czaprak na grzbiet Ice Tea. Zaraz potem pojawiło się siodło. Zdjąłem kantar z pyska klaczy i włożyłem wędzidło do jej buzi. Wyszedłem z boksu i założyłem kask. Zdjąłem wodze z jej szyi i ruszyliśmy w stronę ujeżdżalni. Dobrze, że nie krytej. Nie cierpiałem jej. Był tam ustawiony parkur. Obejrzałem go i wsadziłem stopę w strzemię. Zrobiłem kilka wolt, by uspokoić klacz. Ruszyłem galopem po całej ujeżdżalni. Jej galop był szybki i rytmiczny. Kochałem w niej dużo rzeczy, ale jej galop był cudowny. Po kwadransie ćwiczeń wreszcie ruszyliśmy na przeszkody. Pierwsza. Klacz biegła, a ja odliczałem kroki. 1,2,3 hop. Dałem jej sygnał do skoku i klacz w idealnym momencie skoczyła. Idealnie wylądowała i galopem ruszyła na kolejną. Wszystko robiła idealnie. Po kilku udanych próbach skończyliśmy. Ice Tea była w doskonałej formie. Pochwaliłem ją i z szedłem z ujeżdżalni.

Wróciłem się jeszcze po szczotki, by tam ją wyczyścić. Znowu. Podszedłem do klaczy i przytuliłem Ice Tea. Była taka miękka i ciepła.
- Jesteś gotowa? - zapytałem szeptem, a klacz parsknęła. - No pewnie, że tak.
Uśmiechnąłem się i jakiś gościu kazał wprowadzić ją do przyczepy. Zrobiłem co kazał i przypiąłem uwiąz do kantara. Klacz dała się spokojnie wprowadzić do przyczepy i nie sprawiała żadnych problemów. Pochwaliłem ją i dałem jej marchewkę. Mało koni wchodzi bezproblemowo do przyczep, ale ja trafiłem na taką, która tak robi. Wszedłem do auta i ruszyliśmy z Akademii. Chyba mi się przysnęło. ...
*** Magia Czasu ***
- Leo! Jesteśmy! - obudził mnie kierowca.
- Już idę. - powiedziałem i poszedłem do Ice Tea. Teraz ona jest najważniejsza. Wyczyściłem ją i założyłem czaprak i siodło. Potem ogłowie. Wsadziłem jej wędzidło do pyska i klacz była gotowa. Po prostu lśniła.
- Ładnie ci. - powiedziałem i założyłem toczek, kask - jak kto woli. Zdjąłem wodze z jej szyi i ruszyliśmy w stronę ujeżdżalni, na której odbywały się zawody. Było tam strasznie dużo ludzi. Strasznie. Zauważyłem jury. Siedzieli przy prostokątnym stole. Pojawiła się Harley. Pomachała mi, a ja się uśmiechnąłem. Zajęła się dyskusją z opiekunem. Zaraz potem przyszedł mój.
- Leo ty startujesz po Arminie. Wiesz kto to? - zapytał
- Tak. - odparłem i popatrzyłem na Ice Tea. Wszystko byłoby cacy, gdyby nie to, że Armin jechał pierwszy. Nieee. Dlaczego???
Armin ruszył, a ja trochę zdenerwowany wsiadłem naIce Tea. - Leo di Angelo na Ice Tea!!!- krzyknął jakiś pan i ruszyłem galopem. Przed parkurem zrobiłem woltę i ruszyliśmy na pierwszą przeszkodę. Ice Tea była spokojna i jechała w równym rytmie. Raz, dwa, trzy i hop. Klacz odbiła się w idealnym momencie i wylądowała gładko. Pojawiła się kolejna przeszkoda i klacz trochę się zdezorientowała, ale to był ułamek sekundy. Zaraz potem się skupiła i znów przeskoczyliśmi bez problemu.

sobota, 1 października 2016

Od Leo cd. Luny

Luna pojechała na rowerze. Odwróciłem się, ale nagle poczułem, że musze pobiec za nią.
- Czekaj! - wydarłem się i ruszyłem biegiem w stronę roweru. Po minucie już się zrównaliśmy.
- Leo?! Co ty tu? - zapytała zdziwiona i gwałtownie zahamowała.
- Ja? Pobiegłem za tobą, by ci towarzyszyć. - uśmiechnąłem się i ruszyliśmy. Po chwili przed nami pojawił się sklep. Luna zeszła z roweru, a ja go popilnowałem. Słyszałem jak kłóci się z kasjerką. Gdy wyszła wiatr rozwiał jej włosy tak cudownie, że zaparło mi dech w piersiach. ( Tu chciałem dać zdjęcie, ale nie znalazłem default smiley xd).
- Coś się stało? - zapytałem
- Tak. Kasjerka twierdzi, że namalowałam graffiti na sklepie i nie chce mi nic sprzedać. - widząc moją minę chcącą wejść do sklepu dodała - Widziała cię ze mną.
- No to nie ma lodów.- odparłem - Może masz ochotę się przejść?
- Jasne.
Ruszyliśmy przez park wśród śpiewu ptaków. Luna nuciła pod nosem jakąś piosenkę. Nagle usłyszałem szum morza. Spojrzeliśmy po sobie.
- Kto ostatni w wodzie ten frajer! - krzyknąłem i rzuciłem się w stronę morza

Biegłem ile sił w nogach , a Luna tuż za mną. W tym samym momencie wbiegliśmy do morza. Byłem cały mokry, ale co z tego. Roześmiani zaczęliśmy chlapać się wodą.
- Luna! Dość. - krzyknąłem i uśmiechnąłem się do dziewczyny.
- Dobra. - powiedziała i wyszliśmy z wody. Usiadłem na brzegu i patrzyłem się na fale. Nagle Luna usiadła obok mnie i odwróciłem się w jej stronę. Nasze spojrzenia się spotkały.






Luna? I co z tym zrobisz?

wtorek, 20 września 2016

Od Leo C.D Alexandry

- A czemu nie? - zaśmiałem się, a jeszcze bardziej opatuliła się kocem. - Zimno?
- Trochę... - odpowiedziała nieznajoma. - Jestem Alexandra, a ty?
- Leo. - powiedziałem, zdjąłem bluzę i narzuciłem na dziewczynę. - Lepiej?
- Tak. - uśmiechnęła się. Wyglądała ciekawie, ale niestety musiałem już iść.
- Wiesz... Muszę zająć się klaczą. Do zobaczenia. Jeszcze wpadnę. - rzuciłem na odchodne i usłyszałem ciche "pa". Zamknąłem drzwi i pobiegłem do stajni.
Wszedłem do boksu siwej klaczki i dałem jej smakołyka.
- Witaj moja droga. Dzisiaj znowu teran. Cieszysz się? - zapyatłem szeptem i przytuliłem się do jej szyji. Była ciepła, a mi przyznam szczerze było trochę zimno. Wyjąłem z pudła na akcesoria dla konia szczotkę. Dokładnie oczyściłem z brudu każdy fragment sierści Ice Tea. Potem sięgnąłem po kopystkę i wyczyściłem kopyta klaczy. Przy jej kłębie ułożyłem czaprak, a na nim siodło. Potem włożyłem wędzidło do pyska i naciągnąłem pasek za uszy klaczy. Zapiąłem pogardle i założyłem kask.
Minąłem Harley, wymieniliśmy parę zdań. Jadąc tym razem na Riwerze towarzyszyła mi podczas terenu. Ja jeszcze jeździłem z klaczą, ale dziewczyna musiała już iść. Pożegnałem się i szybko ruszyłem do galopu. Przed nami była kłoda. Przeskoczyłem ją z Ice Tea raz dwa. Potem było zwalone drzewo. Znów bez żadnych zaskoczeń przeskoczyliśmy przeszkodę. Na pustym polu zaczął się cwał i pędziliśmy. Dookoła nas były śliczne drzewa, a wiatr rozwiewał mi włosy, a jej grzywę. Miło było wyrwać się od normalnego świata i chwilę poczuć się wolnym. Niestety wszystko co dobre szybko się kończy. Wróciliśmy do stajni i rozsiodłałem klacz. Od razu poszedłem do Alexandry. Otwarłem drzwi.
- Cześć Alexandra. - powiedziałem.
- O! Hej Leo. Trochę niespodziewanie wszedłeś. - odparła
- Przepraszam. - zawstydzony patrzyłem się na dziewczynę.
- Dobra. Nic się nie stało.
- A, oddałabyś bluzę?




Alex? Dasz bluzę?

Od Leo C.D Harley

Patrząc na jej ubranie i na samą ją powiedziałem:
- Eeee.... Tak. - moja była dziewczyna ubrała się całkiem podobnie na pierwszą radnkę. W oczy uderzyło mnie straszne podobieństwo, ale zaraz potem przypomniało mi się, jak mnie wystawiła. Ja sam wyglądałem tak: 

- A ja? - dodałem po chwili milczenia. Dziewczyna patrzyła na mój ubiór i odparła:
- Tak.
- Fajnie - uśmiechnąłem się i poszedłem z Harley na imprezę, która odbywała się w salonie. Przyszła Luna, Brit, Matteo, chłopaki z mojego pokoju, zauważyłem także Lily, Armina, Nathaniela, Lenę i Lisę.
- No to zaczynamy! - krzyknąłem i puściłem muzykę. Na początku leciały najnowsze hity, które często są w radiach. Gadałem z Luną, Brit, Matteo. Z nim gadało się naprawdę fajnie. Potem trochę potańczyłem. W końcu trochę zmęczony wpadłem do kuchni napić się wody. Stała tam Harley. Też piła, ale colę. Ktoś włączył wolnego i śmiechy ucichły.
- Mogę panią prosić do tańca? - zwrócony w kierunku dziewczyny ująłem jej dłoń.



Harley?

piątek, 16 września 2016

Od Leo C.D Harley

Zostawiłem klacz wolno. I tak by nie uciekła. Szybko podbiegłem do Harley. Leżała na ziemi. Mówiła tylko nie wyraźnie moje imię.
- Zaraz ci pomogę. - szepnąłem i wziąłem śnieżnowłosą na ręcę. Czekoladowe oczy dziewczyny wywróciły się białkami do góry i zemdlała. Westchnąłem i zauważylem jakiegoś chłopaka. Nie wiem ile miał lat, ale na pewno był młodszy ode mnie.
- Młody! - krzyknąłem, a ten się odwrócił. - Zabierzesz te konie do stajni? Bo mam mały wypadek.
- Dobra. - odparł i zabrał Ice Tea i Laydy.
Zająłem się Harley i zabrałem ją do pielęgniarki. Bigłem dość szybko i dotarlem tak w kilka minut. Dziewczyna obudziła się tuż przed wejściem i zaprzeczyła temu, żeby ją tam zaprowadzić.
- Nie! Dam radę. Idziemy do pokoju.
- Harley... - zacząłem, ale dziewczynaosłała mi spojrzenie nie cierpiące sprzeciwu. Przewróciłem oczami i na wszelki wypadek co chwilę zerkałem na nią. Szliśmy korytarzem i dotarliśmy do pokoju 48. Otworzylem drzwi i położyłem się na łóżku. Harley nie zamierzała odpoczywać i zauważyłem jak bierze paczkę papierosów. Wyszła, a ja za nią. Zapaliła.
- Nie pal! - krzyknąłem i wyrwałem jej papierosa.
- Będę robić to, co mi się podoba. - zaprzeczyła i wyrwała mi papierosa.
- Ehhh... - ppszedlem do poooju. Z nią nie am co gadać w tej kwestii... Niestety. Nagle ułyszałem jak wchodzi do pokoju. Usiadła na moim łóżku, na którym leżałem.
- Impreza aktualna?
- Mhm. - odparłem - Czemu palisz?
Dziewczyna nie odpowiadała a ja usiadłem.

Harley?

środa, 14 września 2016

Od Leo do Harley

- Ice Tea! - po kolejnej nieudanej próbie chodu bocznego byłem na maksa wkurzony. Klacz oczywiście to wyczuła i także się zdenerwowała. Ruszyła mi galopem, ale szybko zaaragowałem. Strarałem się rozliźnić. Po kilku minutach znów zajęliśmy się ujeżdżeniem. Po kolejnych (nieudanych) próbach zrezygnowałem. Ani ja, ani klacz nie lubiliśmy ujeżdżenia. Na padoku pojawiła się dziewczyna na Laydy. Miała białe włosy i mocny makijaż.- Witaj. - rzuciłem - Leo, a ty?
- Harley. - odparła trochę dziwnym tonem.
- Co tam u ciebie? - zapytałem ustawiając malutki parkur. Najwyższa przeszkoda była wysoka na 65 cm. Z tego co widziałem na treningu Luny, to ta stacjonata to pikuś.
- Dobrze. A ty? - zapytała
- A spoko. - rzuciłem i wsiadłem na Ice Tea. Zagalopowałem i przeskoczyłem przez przeszkody. Niczego nie zrzuciłem i pogratulowałelm sobie samemu.
- Nieźle. - Harley patrzyła na mnie. Wymyśliłem, że zrobię imprezę. Dlaxzego by jej nie zaprosić?
- Chciałabyś przyjść na moją imprezę dziś o 19?

Harley?

Od Leo - zadanie 1 + opieka nad Ice Tea

Wstałem wcześnie rano. Dokładnie o 5:13. Chcaiłem jak najszybciej zabrać się za Ice Tea. Klaczkę, która jest pod moją opieką. Zamierzałem wybrać się z nią w teren. Wszyscy z mojego pokoju spali. Tak słodko wyglądali. Zaśmiałem się i ubrany w beżowe bryczesy oraz tego samego koloru koszulkę wyszedłem z pokoju. Szedłem długim korytarzem i zmierzałem w stronę kuchni. Szybkim krokiem doszedłem do jadalni i zjadłem kanapkę z nutellą. Gdy po "śniadaniu", bo trudno nazwać je prawdziwym, wychodziłem z kuchni była 5:27. Znów szybko, poszedłem do stajni. Stała tam śliczna siwa klacz. Na tabliczce napisane było "Ice Tea". Ciekawe imię. Poszedłem do siodlarni i wyjąłem osprzęt klaczy. Wróciłem do mojej podopiecznej i otworzyłem boks po czym przywitałem się. Ice Tea przyglądała mi się gdy ją czyściłem. Wkrótce koń lśniał. Założyłem jej czaprak i siodło, włoźyłem wędzidło do pyska i podciągnąłem naczółek za uszy konia. Zapiąłem podgardle oraz nachrapnik. Wyszedłem z boksu, założyłem kask i wyprowadziłem klacz ze stajni. Było cicho i spokojnie. W dobrym nastroju wsiadłem na grzbiet Ice Tea. Popędziłem ją łydkami i ruszyliśmy w las. Podziwiałem piękny widok, a klacz chyba przyzwyczajała się do nowego jeźdźca, którym byłem ja. Byłem bardzo ciekawy jekiej jest rasy. Niestety nie dane mi było się tego dowiedzieć. Popędziłem konia do kłusa i zacząłem anglezować. Przez drogę przebiegły sarny i jelenie, a zaraz potem zauważyłem dziki. Wkrótce zaczął się galop. Muszę przyznać, że klacz naprawdę szybko biegła. Słyszałem śpiew ptaków, a wiatr rozwiewał moje brązowe włosy. Usmiechnąłem się i zaczęliśmy się chyba oboje cieszyć, bo czułem jak klacz się rozluźnia. Uśmiech nie znikał mi z twarzy do póki nie przeszliśmy do kłusa. W końcu należy się jej trochę odpoczynku. Przeszliśmy do stępa, lecz nagle zza krzaków usłyszałem szelest. Odwróciłem głowe i zauważyłem... Teraz nie chce wwm skłamać, więc powiem tak: jakieś coś, co wyglądało jak duży pies, ale wilkiem nie było. Pewnie jakiś osobnik z rodziny psowatych. Klacz momentalnie nastroszyła uszy i ruszyła dzikim galopem. Starałem się utrzymać, ale moje nogi odmawiały już posłuszeństwa i spadłem. Zamknąłem oczy, bo stłukłem sobie kolano.
- Auć! - jęknąłem i spojrzałem dookoła. Nigdzie żywej duszy. Tylko w oddali nadal galopowała Ice Tea.
- ICE TEA!!! - wrzasnąłem, ale ona nawet głowy nie odwróciła. - No nie!
Wkrótce powieki mi się zamknęły i zasnąłem.
***
Obudziła mnie wilgoć na szyji. Otworzyłem oczy i zauważyłem siwą klacz. No tak. Powoli wszystko sobie przypomniałem. Klacz się spłoszyła. Spadłem. Heh.
- Witaj koniku. - szepnąłem i wdrapałem się na grzbiet Ice Tea. - Prowadź do stajni!
Klacz parsknęła, co chyba miało znaczyć "tak", ale nie jestem pewien. Dotarliśmy do stajni cali i zdrowi. Na dziedzińcu zszedłem z klaczy i odprowadziłem ją do boksu. Rozsiodłałem ją, pożegnałem się i wróciłem do pokoju. Położyłem się na łóżku i znowu zasnąłem.

poniedziałek, 12 września 2016

Od Leo C.D Luny

Byłem w stajni i siedziałem pod boksem Laydy. Huculska klacz patrzyła na mnie jakby się śmiała. Odpowiedziałem jej tym samym spojrzeniem, a ona odwróciła się do mnie zadem. Zaśmiałem się lekko i nagle do stajni weszła Luna z jakąś dziewczyną. Obie nie wyglądały na zadowolone.
- Cześć Luna. - powiedziałem, a dziewczyna dopiero wtefy zwróciła na mnie uwagę.
- O... Cześć. - odparła. Była bardzo niezadowolnona.
- Co ci... - nie dokończyłem. To przecież nie moje życie. Postanowiłem się nie wtrącać. - Co robisz?
- Jadę w teren z Molly. - wskazała głową na blondynkę, a ona słysząc swpje imię westchnęła.
- Fajnie. - rzuciłem
- Może pojedziesz z nami? Jedzie jeszcze jedna dziewczyna. - zapytała. - Nie lubię jej. Mógłbyś pojechać na Gypsie. Jeśli oczywiście chcesz.
- Dobra.
Zabrałem osprzęt konika i wszedłem do boksu. Przywitałem się i zabrałelm się za czyszczenie. Wyczyściłem dokładnie 4 kopyta i położyłem czaprak na grzbiecie Gypsa. Potem w to samo miejsce położyłem siodło i zabrałem się za ogłowie. Złapałem konia za pysk i włożyłem wędzidło do pyska. Sam założyłem toczek i wyszedłem przed stajnie. Luna już tam stała i czekała na Molly i inną dziewczynę.
- Jak się nazywa ta druga dzieczyna? - zapytałem
- Bridget. - odparła Luna
Nagle pojawiła się Molly.
- Kto to? - zapytała wskazując na mnie.
- Leo. - Luna popatrzyła się na nią dość nie miło
- On z nami jedzie?
- Tak.
Pojawiła się Bridget i ruszyliśmy w las.





Luna?

poniedziałek, 5 września 2016

Od Leo C.D Luny

- Cześć. Nie za wcześnie by jeździć? - zapytałem patrząc na jej przeszkodę. Miała na oko 150 centymetrów.
- E tam. - powiedziała Luna. Ślicznie wyglądała na koniku.
- No dobra. - powiedziałem i wsiadłem na Lady. Miła klaczka. Bardzo przyjemnie się ją siodłało. Dałe jej lekką łydkę, a ona szybko ruszyła.
- Delikatniej! - skrzyczała mnie koleżanka.
- Ale... - zacząłem
- Trzeba z nią delikatnie. - powiedziała. Widać, że nie miałem nic do powiedzenia. Dałem jej lekką. Bardzo lekką łydkę. Spokojnie ruszyła, a ja się zrelaksowałem. Zakłusowałem i nagle Lady się spłoszyła. Galopowała najszybciej jak tylko mogła. Słyszałem stłumione krzyki Luny, ale miałem ważniejsze rzeczy na głowie. Próbowałem się utrzymać, ale jak to się mówi: w małym ciele wielki duch. Nagle zauważyłem, że Lady biegnie na przeszkodę. Byłem ledwie galopujący. A przeszkoda miała 150 centymetrów! Klacz skoczyła. Poczułem jak lecę. Piach dostał mi się do oczu i buzi. Pamiętam tylko biegnącą wmoim kietunku Lunę.



<Luna?>

czwartek, 1 września 2016

Od Leo C.D Luny

Tak jak Luna mi kazała rozsiodłałem mego towarzysza. Bardzo dobrze się na nim jeździło. Dałem mu smakołyka i poszedłem do siodlarni odnieść siodło. Potem umyłem wędzidło i odwiesiłem na haczyku ozdobionym napisaami, które razem dawały słowo „Gyps”. Wróciłem do konika, a przy boksie stała Luna. Nie odwróciła się do mnie, tylko powiedziała:
- Nie odprowadziłeś go na padok.
- Tak, bo odniosłem siodło i umyłem wędzidło. - usprawiedliwiłem się.
- Dobra. Pójść z tobą?
- Jasne.
Chwyciłem za kantar i wyprowadziłem konia przed stajnie. Potem skierowałem się na padok. Długie pasy zieleni migotały od rosy. Konie jadły trawę. Było tu naprawdę ślicznie. Luna otwarła bramę i wtedy puściłem konia. Niestety ten tak szybko biegł do kolegów, że kopnął Lunę w brzuch.
- Luna! - wrzasnąłem i szybko zamknąłem bramę na padok. Wziąłem dziewczynę na ręce dygocząc ze strachu. Jej dłuhie blod włosy wisiały nad ziemią, a ich właścicielka prawdopodobnie zemdlała. Przebiegając przez stajnie wszyscy pytali się: Co się stało? Nie miałem czasu im odpowiadać. Szybko pobiegłem do pielęgniarki i "podałem" jej Lunę. Trochę krwawiła, a moja koszulka miała czerwone plamy. Pielęgniarka poprosiła, żebym wyszedł. Zrobiłem to i czekałem. Przez godzinę, a moze więcej siedziałem pzred gabinetem i nie zauważyłem kiedy zasnąłem.
***
Obudził mnie dźwięk otwoeranych drzwi. Wyszła z nich Luna.
- O matko jak dobrze, że nic ci się nie stało! - krzyknąłem na jej widok.
- Aha. - Luna nie była w nastroju do rozmowy . W sumie jej się nie dziwiłem.
- Zaprowadzę cię do pokoju. - zaproponowałem, a ona kiwnęła głową.
Doszliśmy do pokoju Luny. Otworzyła drzwi kluczykiem, a ja złapałem jej dłoń i wcisnąłem zwitek papieru. Był tam mój numer.
- Pa. - powiedziałem, a Luna odpowiedziała mi tym samym.
Walnąłem się na łożko i wtedy usłyszałem swój dzwonek.

Luna?

środa, 31 sierpnia 2016

Od Leo C.D Luny

- Wygląda na to, że tak. - powiedziałem i uśmiechnąłem się do dziewczyny.
- Umiesz go osiodłać? - spytała.
- Teoretycznie, ale wolałbym, żeby ktoś był przy tym, bo przez przypadek mogę zrobić coś źle. - odparłem.
- Dobra, będę stała i patrzyła na twoje nieudane próby. - zaśmiała się.
- Tylko spróbuj! - rzuciłem i też nie roześmiałem. Ale ludzie! Bądźmy poważni. Zająłem się koniem. Z tego co dziewczyna mi powiedziała, nazywał się Gyps.
Wziąłem do ręki miękką szczotkę i czyściłem Gypsa.
- Nie pod włos! - skarciła mnie dziewczyna - Jestem Luna, a ty?
- Leo. - powiedziałem i zabrałem się do poprawnego czyszczenia konika. Potem wziąłem kopystkę i chwyciłem za pierwsze kopyto. Na tym skońvzyła się moja wiedza. Co zrobić dalej? Spojrzałem błagalnie na Lunę, a ta w śmiech.
- Daj. Pokażę ci. - odparła. Podałem jej kopystkę, a ona dokładnie wyjęła kamyki i błoto. Gdy skończyła kopyto miało na sobie strzałkę, co raczej jest dobrym znakiem.
- Zrób tak z następnymi. - powiedziała, a ja jej posłuchałem. 
Spręzyłem s ię i wszystko dokładnie wykonałem.

Luna?