Ja jebie historia powtarza się po raz trzeci. Znowu szpital…. Już nie mogę znieść tego widoku, niedobrze mi się robi kiedy o tym wszystkim myślę. Ryan prowadził bardzo szybko, żebyśmy byli tam jak najszybciej, a ja stresowałam się coraz bardziej co będzie z Kate. Nie sądziłam, że wpadnie na taki durny pomysł. Zawsze była nieodpowiedzialną dziewczyną, ale nie sądziłam, że aż tak. Nie dość, że wsiadła na najbardziej narwanego konia ze wszystkich to jeszcze źle go osiodłała:
- To wszystko mogło się skończyć inaczej… - powiedziałam chowając twarz w dłonie.
- O czym ty mówisz księżniczko? – zapytał zaniepokojony Ryan
- Gdyby wzięła innego konia, a przede wszystkim gdyby dobrze osiodłała Atlasa to nie spadłaby..
- Jak to?? – zdziwienie mojego chłopaka rosło
- Bo widzisz rancho cioci zajmuje się oswajaniem najczęściej dzikich koni do westernu bądź też końmi po przejściach i każdy z nich ma coś takiego jak „guzik”.
- „Guzik”???? – mina chłopaka była coraz bardziej zabawna
- No tak. „Guzk” to takie miejsce na grzbiecie koni westernowych. Kiedy źle go osiodłasz konia, boli i zaczyna wierzgać. Atlas jest wyjątkowo narowistym koniem i u niego jest to bardzo niebezpieczne. Nie wiem co Katherine chciała nam wszystkim udowodnić, ale na pewno nie to że jest mądra. – lekko się zaśmiałam, mocno się denerwując
Chłopak uspokajał mnie i po parunastu minutach byliśmy już w szpitalu. Zaniepokojona szukałam mojej siostry. Okazało się że dziewczynie nic się nie stało, miała tylko mocno uszkodzoną nogę. Od razu ciśnienie ze mnie zeszło. Przytuliłam się do Ryan’a i pocałowałam go. Lekarz pozwolił nam w końcu wejść na salę gdzie leżała Kate, a ja myślałam tylko o tym, że nogi z dupy jej powyrywam.
>>Ryan?<<
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hayley. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hayley. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 18 grudnia 2016
Od Hayley – Opieka nad Ice Tea
Niedziela. Dzisiejszego dnia miałam mnóstwo rzeczy do zrobienia: musiałam nadrobić materiał z matematyki bo wagary dały się ze znaki, miałam jechać do miasta odebrać paczki dla mnie i Ryan’a, musiałam też zająć się Damarisem i potrenować trochę z klaczą przydzieloną mi do opieki Ice Tea.
Kiedy wstałam zapaliłam papierosa i zabrałam się za naukę. Mimo że nienawidzę matematyki całkiem sprawnie się z tym uwinęłam i o 10 mogłam już zająć się Ice Tea. Była to klacz definitywnie do mnie nie pasująca, ale musiałam dać jej szansę. Po drodze do stajni spotkałam Ryan’a. Chłopak pocałował mnie i zaproponował że pojedzie za mnie do miasta i odbierze paczki. Rzuciłam się na niego z dużym uściskiem i podziękowałam. Wiedziałam że mogę na niego liczyć zawsze. Przynajmniej dzięki niemu miałam o wiele mniej roboty.
Udałam się do stajni gdzie czekała już na mnie klacz. Przytuliłam się do niej, pogładziłam ją po głowie i wyczyściłam dokładnie. Przy podciąganiu popręgu trochę grymasiła, ale nie miała za wiele do gadania. Stwierdziłam że dzisiaj poćwiczymy trochę ujeżdżenie i zaprowadziłam klacz na halę. Dosiadłam konia i zaczęłyśmy stępować. Po 15 minutach nikogo nie było więc włączyłam muzykę na telefonie i zaczęłyśmy kłusować. Bardzo skupiłam się na ciągach, które wychodziły klaczy bardzo ładnie:
Następnie ćwiczyłyśmy pasaże, które wychodziły nienajgorzej. Ice Tea była bardzo skupiona i chyba pierwszy raz tak się starała. Byłam bardzo z niej zadowolona:
Na koniec trochę pogalopowałyśmy i skończyłyśmy trening. Zsiadłam z klaczy i pogłaskałam ją po szyi, „spisała się na medal” - pomyślałam. Zaprowadziłam konia do stajni gdzie rozsiodłałam ją i wypuściłam na padok. Wyczyściłam sprzęt i udałam się teraz na prawdziwy trening z Damarisem.
„Z tej klaczy jednak coś będzie. Jestem tego pewna”.
Od Hayley - Zadanie 7
Piątek. Dzisiejszego ranka wstałam bardzo niewyspana, a raczej obudził mnie Ryan. Poprzedniej nocy mocno się zabawiliśmy i poszliśmy spać dopiero o 4. Zwlekłam się z jego łóżka, dałam mu buziaka na przywitanie i ruszyłam do łazienki żeby doprowadzić się do stanu używalności. Była 13.30 kiedy spojrzałam na godzinę w telefonie. Poprzeklinałam sama do siebie i zaczęłam myć twarz i malować się.
W pokoju Ryana prawie mieszkałam, połowa moich rzeczy tam była. Praktycznie co noc u niego spałam. Prawie nikomu to nie przeszkadzało z wyjątkiem paru nauczycieli, na których zdanie i tak mieliśmy wyrąbane. Byliśmy pełnoletni i mogliśmy robić co chcieliśmy. Po 40 minutach wyszłam już gotowa i pierwszą rzeczą którą zrobiłam było zapalenie papierosa z chłopakiem.
- Księżniczko razem z Hache i Calebem planowaliśmy dzisiaj jechać na tor crossowy. Jedziesz z nami? – zapytał zadowolony chłopak
- Pewnie czemu nie, Damarisowi przyda się dodatkowy trening. O której?
- 16 pod stajnią.
- Świetnie tam się spotkamy. Przepraszam, ale muszę już lecieć. Mam 20 nieodebranych połączeń od Mirany, laska mnie zabije. Papapa – Pocałowałam go i szybko wyszłam z jego pokoju zanim zdążył jakkolwiek zareagować.
Mirana była moją przyjaciółką od gimnazjum. Mieszkałyśmy razem w Ottawie do czasu kiedy przeniosłam się do akademii. Ona w tym czasie wyjechała do Nowego Jorku spełniać się w ujeżdżeniu, do którego miała ogromny talent. Namawiałam ją aby razem ze mną przyjechała do akademii, ale była nieugięta. Kiedy weszłam do swojego pokoju rzuciłam się na łóżko i otworzyłam macbooka żeby włączyć skype’a. Okazało Się, że dzwoniła do mnie tyle razy bo chłopak ją właśnie rzucił. Straszny dupek. Poczułam się okropnie, ale ostatnia noc była dla mnie bardzo hardkorowa, że ostatnią rzeczą o której myślałam było odebranie telefonu. Ryan wiedział jak się zabawiać. Stwierdziłam że nic jej nie powiem żeby nie dołować jej po zerwaniu. Obiecała mi, że przyjedzie niedługo odwiedzić mnie do akademii i że przemyśli możliwość uczenia się tutaj. Tak strasznie się ucieszyłam że zaczęłam skakać po łóżku i krzyczeć, a przy okazji zdeptałam paczkę moich ukochanych Black Devil’ów (papierosy). Powyklinałam i musiałam już kończyć rozmowę. Rozmawiałyśmy z Miraną po 15.20 czyli zdecydowanie za długo.
Nagle zorientowałam się, że za 40 minut byłam umówiona z chłopakami pod stajnią. Ubrałam się w strój jeździecki i szybko udałam się do stajni, gdzie czekał już na mnie Damaris. Ogierek wyciągnął szyję, abym go pogłaskała. Przyniosłam sprzęt i oporządziłam konia. Byłam taka szczęśliwa, że w końcu mam swojego konia. Takiego, o którym tylko ja decyduje, NIKT inny. Zaplotłam mu też warkoczyki co bardzo lubił i wyszliśmy już ze stajni.
O 16 byłam już pod stajnią gdzie czekali na mnie chłopaki: Ryan na Empate, Hache na Klejnocie i Caleb na Avatari. Dosiadłam Damarisa i we czwórkę ruszyliśmy w stronę toru crossowego. Śmialiśmy się i bardzo dużo paliliśmy czyli standard. Po czterdziesto minutowej przejażdżce byliśmy już na torze. Każdy w swoim stopniu trenował. Ja wybrałam się na tą trudniejszą część, rozgalopowałam Damarisa i ruszyliśmy na pierwszą przeszkodę:
Przejazd bardzo nam się udał. Ogier pokazał na co go stać i byłam z niego bardzo dumna. Mimo ciężkich warunków (w kilku miejscach ogromne błoto i konie się bardzo ślizgały) spisał się na medal, poza tym udało nam się pobyć rekord przeszkody crossowej: 115cm. O 18 planowaliśmy wracać, wszyscy byliśmy już zmęczeni bo był to wyczerpujący trening. Hache spadł (przez to że Klejnot się przewrócił) i był cały ubłocony, ale za to bardzo uśmiechnięty.
Kiedy zebraliśmy się już razem usłyszeliśmy wycie watahy wilków. Przeraziliśmy się kiedy zza drzew przed nami wyłoniło się około 7 wilków. Wiedzieliśmy że nie mamy z nimi szans więc rzuciliśmy się dzikim galopem w stronę ucieczki. Nie bardzo wiedzieliśmy gdzie jedziemy, ale najważniejsze w tym momencie było bezpieczne dotarcie do domu. Byłam przerażona i chyba jeszcze nigdy tak nie cwałowałam przez las. To było bardzo niebezpieczne, jeden zły ruch i mogliśmy zabić konie i siebie, ale wilki nie odpuszczały i goniły nas prawie do samego końca. Po 20 minutach w takim tempie konie były wykończone, a my razem z nimi. Nie mogliśmy się zatrzymać bo wiedzieliśmy, że wtedy będziemy mieć przeje**ne. Miałam już dość i robiło mi się słabo, ale Ryan motywował mnie, że mam się nie poddawać. Gdyby nie on nie wiem jak by się to skończyło.
Na szczęście kiedy zbliżyliśmy się do akademii wilki odpuściły i zostawiły nas w spokoju. Cali i zdrowi dojechaliśmy na miejsce. Byliśmy mokrzy od potu (o koniach nie wspominając), a konie miały w sobie jeszcze mnóstwo energii po takim „wyścigu” od śmierci więc zaprowadziliśmy je jeszcze na karuzelę. Odnieśliśmy sprzęty do stajni i na koniec zaprowadziliśmy nasze wierzchowce do boksów. Wykończeni wróciliśmy do pokoi, aby odpocząć i poukładać sobie wszystko w głowach.
- Mogliśmy wszyscy zginąć…… - wyszeptałam do ucha Ryan’owi.
- Mówiłem ci księżniczko że z nami nie da się nudzić. – powiedział i uśmiechnął się, po czym pocałował mnie namiętnie
Jak dla mnie to za dużo nerwów jak na jeden dzień, definitywnie.
Dostajesz 25 punktów.
W pokoju Ryana prawie mieszkałam, połowa moich rzeczy tam była. Praktycznie co noc u niego spałam. Prawie nikomu to nie przeszkadzało z wyjątkiem paru nauczycieli, na których zdanie i tak mieliśmy wyrąbane. Byliśmy pełnoletni i mogliśmy robić co chcieliśmy. Po 40 minutach wyszłam już gotowa i pierwszą rzeczą którą zrobiłam było zapalenie papierosa z chłopakiem.
- Księżniczko razem z Hache i Calebem planowaliśmy dzisiaj jechać na tor crossowy. Jedziesz z nami? – zapytał zadowolony chłopak
- Pewnie czemu nie, Damarisowi przyda się dodatkowy trening. O której?
- 16 pod stajnią.
- Świetnie tam się spotkamy. Przepraszam, ale muszę już lecieć. Mam 20 nieodebranych połączeń od Mirany, laska mnie zabije. Papapa – Pocałowałam go i szybko wyszłam z jego pokoju zanim zdążył jakkolwiek zareagować.
Mirana była moją przyjaciółką od gimnazjum. Mieszkałyśmy razem w Ottawie do czasu kiedy przeniosłam się do akademii. Ona w tym czasie wyjechała do Nowego Jorku spełniać się w ujeżdżeniu, do którego miała ogromny talent. Namawiałam ją aby razem ze mną przyjechała do akademii, ale była nieugięta. Kiedy weszłam do swojego pokoju rzuciłam się na łóżko i otworzyłam macbooka żeby włączyć skype’a. Okazało Się, że dzwoniła do mnie tyle razy bo chłopak ją właśnie rzucił. Straszny dupek. Poczułam się okropnie, ale ostatnia noc była dla mnie bardzo hardkorowa, że ostatnią rzeczą o której myślałam było odebranie telefonu. Ryan wiedział jak się zabawiać. Stwierdziłam że nic jej nie powiem żeby nie dołować jej po zerwaniu. Obiecała mi, że przyjedzie niedługo odwiedzić mnie do akademii i że przemyśli możliwość uczenia się tutaj. Tak strasznie się ucieszyłam że zaczęłam skakać po łóżku i krzyczeć, a przy okazji zdeptałam paczkę moich ukochanych Black Devil’ów (papierosy). Powyklinałam i musiałam już kończyć rozmowę. Rozmawiałyśmy z Miraną po 15.20 czyli zdecydowanie za długo.
Nagle zorientowałam się, że za 40 minut byłam umówiona z chłopakami pod stajnią. Ubrałam się w strój jeździecki i szybko udałam się do stajni, gdzie czekał już na mnie Damaris. Ogierek wyciągnął szyję, abym go pogłaskała. Przyniosłam sprzęt i oporządziłam konia. Byłam taka szczęśliwa, że w końcu mam swojego konia. Takiego, o którym tylko ja decyduje, NIKT inny. Zaplotłam mu też warkoczyki co bardzo lubił i wyszliśmy już ze stajni.
O 16 byłam już pod stajnią gdzie czekali na mnie chłopaki: Ryan na Empate, Hache na Klejnocie i Caleb na Avatari. Dosiadłam Damarisa i we czwórkę ruszyliśmy w stronę toru crossowego. Śmialiśmy się i bardzo dużo paliliśmy czyli standard. Po czterdziesto minutowej przejażdżce byliśmy już na torze. Każdy w swoim stopniu trenował. Ja wybrałam się na tą trudniejszą część, rozgalopowałam Damarisa i ruszyliśmy na pierwszą przeszkodę:
Przejazd bardzo nam się udał. Ogier pokazał na co go stać i byłam z niego bardzo dumna. Mimo ciężkich warunków (w kilku miejscach ogromne błoto i konie się bardzo ślizgały) spisał się na medal, poza tym udało nam się pobyć rekord przeszkody crossowej: 115cm. O 18 planowaliśmy wracać, wszyscy byliśmy już zmęczeni bo był to wyczerpujący trening. Hache spadł (przez to że Klejnot się przewrócił) i był cały ubłocony, ale za to bardzo uśmiechnięty.
Kiedy zebraliśmy się już razem usłyszeliśmy wycie watahy wilków. Przeraziliśmy się kiedy zza drzew przed nami wyłoniło się około 7 wilków. Wiedzieliśmy że nie mamy z nimi szans więc rzuciliśmy się dzikim galopem w stronę ucieczki. Nie bardzo wiedzieliśmy gdzie jedziemy, ale najważniejsze w tym momencie było bezpieczne dotarcie do domu. Byłam przerażona i chyba jeszcze nigdy tak nie cwałowałam przez las. To było bardzo niebezpieczne, jeden zły ruch i mogliśmy zabić konie i siebie, ale wilki nie odpuszczały i goniły nas prawie do samego końca. Po 20 minutach w takim tempie konie były wykończone, a my razem z nimi. Nie mogliśmy się zatrzymać bo wiedzieliśmy, że wtedy będziemy mieć przeje**ne. Miałam już dość i robiło mi się słabo, ale Ryan motywował mnie, że mam się nie poddawać. Gdyby nie on nie wiem jak by się to skończyło.
Na szczęście kiedy zbliżyliśmy się do akademii wilki odpuściły i zostawiły nas w spokoju. Cali i zdrowi dojechaliśmy na miejsce. Byliśmy mokrzy od potu (o koniach nie wspominając), a konie miały w sobie jeszcze mnóstwo energii po takim „wyścigu” od śmierci więc zaprowadziliśmy je jeszcze na karuzelę. Odnieśliśmy sprzęty do stajni i na koniec zaprowadziliśmy nasze wierzchowce do boksów. Wykończeni wróciliśmy do pokoi, aby odpocząć i poukładać sobie wszystko w głowach.
- Mogliśmy wszyscy zginąć…… - wyszeptałam do ucha Ryan’owi.
- Mówiłem ci księżniczko że z nami nie da się nudzić. – powiedział i uśmiechnął się, po czym pocałował mnie namiętnie
Jak dla mnie to za dużo nerwów jak na jeden dzień, definitywnie.
Dostajesz 25 punktów.
piątek, 16 grudnia 2016
Od Hayley C.D Ryan [+18]
Byłam na niego bardzo napalona. Pragnęłam go niesamowicie. Kiedy ciotka wyszła w końcu byliśmy sami. Zaczęliśmy się namiętnie całować. Już byłam cała mokra i ogromnie podniecona kiedy wszystko się zepsuło. Okazało się, że Ryan nie ma gumek, a do najbliższego sklepu było 30km. Nie mieliśmy czasu żeby jechać bo za godzinę miał odbyć się umówiony obiad na ranchu.
Byłam bardzo zawiedziona, ale wiedziałam, że jeszcze będziemy mieli chwilę czasu dla siebie, jak nie tutaj to w akademii, poza tym mam tylko osiemnaście lat, nie mam zamiaru spieprzyć sobie życia i zostać matką. Zabawiliśmy się oralnie i zaczęliśmy przygotowywać się do posiłku. Przebraliśmy się w luźne ciuchy, ponieważ po obiedzie bardzo chciałam pokazać mojemu ukochanemu okolicę z grzbietu konia. Było tam cudownie dookoła tylko prerie i góry czyli coś co kocham. Konie też były tam cudowne, kiedy byłam młodsza uwielbiałam western i to z nim wiązałam przyszłość, jednak później skupiłam się na skokach i ujeżdżeniu. W pewnym momencie żałowałam, ale było już za późno. Kiedy już się ogarnęliśmy, zapaliliśmy razem papierosy i stanęliśmy razem w uścisku.
- Kot tak strasznie żałuję, że zostajemy tu tylko do jutra…. – powiedziałam smutna
- Przecież nie musimy stąd od razu wyjeżdżać. Możemy zostać parę dni księżniczko. – rzekł mój ukochany i posłał mi swój najpiękniejszy uśmiech.
- Eh bardzo bym chciała, ale dobrze wiesz, że w akademii zostawiłam Damarisa. Nie chcę żeby za długo był bez treningu i pod opieką innych. Już jest mi z tym źle, zresztą im dłużej tu będziemy Katherine będzie czuła się coraz gorzej….
- No tak…. Masz racje, ale będzie dobrze. Na pewno. – powiedział Ryan, wziął mnie za rękę i zeszliśmy na dół kierując się w stronę głównego budynku gdzie umówiliśmy się z ciocią.
Kiedy weszliśmy do środka zobaczyliśmy ogromny stół wypełniony najróżniejszymi pysznościami. Od razu zrobiłam się głodna. Usieliśmy razem przy stole kiedy ze schodów zeszła Diana z pełnym niepokoju wyrazem twarzy i powiedziała:
- Katherine uciekła…..
- KUŹWA zabiję kiedyś tą gówniarę!!! – krzyknęłam i wybiegłam z domu kierują się w stronę stajni.
<Ryan?>
Byłam bardzo zawiedziona, ale wiedziałam, że jeszcze będziemy mieli chwilę czasu dla siebie, jak nie tutaj to w akademii, poza tym mam tylko osiemnaście lat, nie mam zamiaru spieprzyć sobie życia i zostać matką. Zabawiliśmy się oralnie i zaczęliśmy przygotowywać się do posiłku. Przebraliśmy się w luźne ciuchy, ponieważ po obiedzie bardzo chciałam pokazać mojemu ukochanemu okolicę z grzbietu konia. Było tam cudownie dookoła tylko prerie i góry czyli coś co kocham. Konie też były tam cudowne, kiedy byłam młodsza uwielbiałam western i to z nim wiązałam przyszłość, jednak później skupiłam się na skokach i ujeżdżeniu. W pewnym momencie żałowałam, ale było już za późno. Kiedy już się ogarnęliśmy, zapaliliśmy razem papierosy i stanęliśmy razem w uścisku.
- Kot tak strasznie żałuję, że zostajemy tu tylko do jutra…. – powiedziałam smutna
- Przecież nie musimy stąd od razu wyjeżdżać. Możemy zostać parę dni księżniczko. – rzekł mój ukochany i posłał mi swój najpiękniejszy uśmiech.
- Eh bardzo bym chciała, ale dobrze wiesz, że w akademii zostawiłam Damarisa. Nie chcę żeby za długo był bez treningu i pod opieką innych. Już jest mi z tym źle, zresztą im dłużej tu będziemy Katherine będzie czuła się coraz gorzej….
- No tak…. Masz racje, ale będzie dobrze. Na pewno. – powiedział Ryan, wziął mnie za rękę i zeszliśmy na dół kierując się w stronę głównego budynku gdzie umówiliśmy się z ciocią.
Kiedy weszliśmy do środka zobaczyliśmy ogromny stół wypełniony najróżniejszymi pysznościami. Od razu zrobiłam się głodna. Usieliśmy razem przy stole kiedy ze schodów zeszła Diana z pełnym niepokoju wyrazem twarzy i powiedziała:
- Katherine uciekła…..
- KUŹWA zabiję kiedyś tą gówniarę!!! – krzyknęłam i wybiegłam z domu kierują się w stronę stajni.
<Ryan?>
poniedziałek, 28 listopada 2016
Od Hayley C.D Ryana
Zabrałam Ryana ze sobą w różne miejsca: do Muzeum Wojny, Wzgórza Parlamentarnego czy do mojego ukochanego Major’s Hill Park. Cudownie spędziłam te ostatnie 2 godziny z moim ukochanym. Byliśmy też w mojej ulubionej kawiarni w centrum. Przez chwilę miałam wątpliwości co do mojej decyzji, ale wiedziałam że to najlepsza rzecz jaką mogę zrobić w tym momencie.
W końcu stwierdziliśmy że czas wracać. Spacerując przytuleni w towarzystwie naszych psiaków czułam się jakbym miała własną rodzinę. Po drodze znowu poszliśmy do parku, gdzie spokojnie idąc w stronę mojego mieszania Ryan zapytał mnie:
- Kochanie Czemu Kate tak bardzo nie chce jechać do tej waszej ciotki? Zachowywała się jakby szczerze jej nienawidziła….
- Eh… bo widzisz w pewnym sensie jej nie lubi. Kiedy mama żyła 2 razy w roku jeździłyśmy do niej, ale tylko ja i ona. Ja od razu pokochałam to miejsce. Nawet chciałam tam zamieszkać i takie były początkowe plany, ale nie wyszło.
- Ale czemu Katherine z wami nie jeździła?
- Bo widzisz ona nie miała talentu do jazy w przeciwieństwie do mnie. Mama nie chciała jej zabierać ze sobą bo zakładała że sobie nie poradzi tym bardziej, że konie tam hodowane są końmi westernowymi. Kate zawsze się na mnie za to wyżywała bo uważała, że ja byłam lepszym dzieckiem, ja byłam takim oczkiem w głowie mamy, a nie ona. Identycznie jak w przypadku jej i ojca. Ale teraz jest jedyną krewną, która może się nią zająć, a ja mam do niej ogromne zaufanie.
Ryan wysłucham mnie uważnie, a potem pocałował. Całowaliśmy się przez kilka następnych minut. Czułam ogromne podniecenie, miałam ochotę rozebrać go i się z nim kochać, ale to nie był czas ani miejsce.
Kiedy wróciliśmy do domu młoda była już spakowana. Patrzyła na nas z taką nienawiścią jakby chciała nas zamordować. Nie chciała rozmawiać więc poszła prosto do auta z Ryanem, który zabrał jej walizkę i psy. Ja oddałam klucze mojej przyjaciółce z Kanady Sophie, która była jednocześnie moją sąsiadką, zamieniłyśmy kilka słów i poszłam do auta. Ustawiłam nawigację i ruszyliśmy. Podróż miała trwać 15h. Na ranczu cioci mieliśmy być o 10 rano. Atmosfera była bardzo napięta nikt się nie odzywał. Kate cały czas spała, a ja w końcu się wyluzowałam. Zaczęliśmy rozmawiać z Ryanem, śmiać się, wygłupiać i śpiewać piosenki tak jakby wszystko było normalnie. Była to stresująca podróż. Zatrzymywaliśmy się parę razy żeby wyprowadzić psy. Moja siostra przespała prawie całą podróż.
Przed piętnastą byliśmy już w Houston. Cieszyłam się, że znowu tu jestem. Mój ukochany w pewnym momencie wjechał w polną drogę a naszym oczom ukazało się przepiękne ranczo:
Wszystkim zaparło ono dech w piersiach. Przejechaliśmy przez wjazd z napisem „RANCHO MONDGOMERY” i zaparkowaliśmy. Wysiadłam jako pierwsza i rzuciłam się w uścisk cioci. Była ona najbardziej uśmiechniętą i kochaną kobietą na świecie. Była w wieku mamy (czyli 45 lat) i była z nią i ze mną bardzo zżyta.
Ciocia
Przywitała nas serdecznie. Niestety Kate nie była chętna do rozmów, kiedy tylko ciocia powiedziała jej gdzie znajduje się pokój przygotowany specjalnie dla niej ze łzami w oczach uciekła. Bałam się jak to będzie, ale ciocia mnie pocieszyła i powiedziała, że wszystko będzie w porządku, że musi przyzwyczaić się do nowej sytuacji. Było mi bardzo przykro, ale wiedziałam już teraz, że dobrze robię. Przedstawiłam cioci Ryana i od razu przypadli sobie do gustu. Ciocia oprowadziła nas po całym ranczu, miałam wrażenie jakby te wszystkie najlepsze wspomnienia nagle do mnie wróciły.
Postanowiliśmy z Ryanem zostać na ranczu do jutra. Ciocia pokazała nam pokój nad stajnią gdzie mieliśmy przenocować. Było tam cudownie. Rozmawialiśmy z nią długo po czym powiedziała, że obiad będzie za godzinę i wyszła zostawiając nas samych.
Wtedy ciśnienie wzrosło…..
<Ryan?>
W końcu stwierdziliśmy że czas wracać. Spacerując przytuleni w towarzystwie naszych psiaków czułam się jakbym miała własną rodzinę. Po drodze znowu poszliśmy do parku, gdzie spokojnie idąc w stronę mojego mieszania Ryan zapytał mnie:
- Kochanie Czemu Kate tak bardzo nie chce jechać do tej waszej ciotki? Zachowywała się jakby szczerze jej nienawidziła….
- Eh… bo widzisz w pewnym sensie jej nie lubi. Kiedy mama żyła 2 razy w roku jeździłyśmy do niej, ale tylko ja i ona. Ja od razu pokochałam to miejsce. Nawet chciałam tam zamieszkać i takie były początkowe plany, ale nie wyszło.
- Ale czemu Katherine z wami nie jeździła?
- Bo widzisz ona nie miała talentu do jazy w przeciwieństwie do mnie. Mama nie chciała jej zabierać ze sobą bo zakładała że sobie nie poradzi tym bardziej, że konie tam hodowane są końmi westernowymi. Kate zawsze się na mnie za to wyżywała bo uważała, że ja byłam lepszym dzieckiem, ja byłam takim oczkiem w głowie mamy, a nie ona. Identycznie jak w przypadku jej i ojca. Ale teraz jest jedyną krewną, która może się nią zająć, a ja mam do niej ogromne zaufanie.
Ryan wysłucham mnie uważnie, a potem pocałował. Całowaliśmy się przez kilka następnych minut. Czułam ogromne podniecenie, miałam ochotę rozebrać go i się z nim kochać, ale to nie był czas ani miejsce.
Kiedy wróciliśmy do domu młoda była już spakowana. Patrzyła na nas z taką nienawiścią jakby chciała nas zamordować. Nie chciała rozmawiać więc poszła prosto do auta z Ryanem, który zabrał jej walizkę i psy. Ja oddałam klucze mojej przyjaciółce z Kanady Sophie, która była jednocześnie moją sąsiadką, zamieniłyśmy kilka słów i poszłam do auta. Ustawiłam nawigację i ruszyliśmy. Podróż miała trwać 15h. Na ranczu cioci mieliśmy być o 10 rano. Atmosfera była bardzo napięta nikt się nie odzywał. Kate cały czas spała, a ja w końcu się wyluzowałam. Zaczęliśmy rozmawiać z Ryanem, śmiać się, wygłupiać i śpiewać piosenki tak jakby wszystko było normalnie. Była to stresująca podróż. Zatrzymywaliśmy się parę razy żeby wyprowadzić psy. Moja siostra przespała prawie całą podróż.
Przed piętnastą byliśmy już w Houston. Cieszyłam się, że znowu tu jestem. Mój ukochany w pewnym momencie wjechał w polną drogę a naszym oczom ukazało się przepiękne ranczo:
Wszystkim zaparło ono dech w piersiach. Przejechaliśmy przez wjazd z napisem „RANCHO MONDGOMERY” i zaparkowaliśmy. Wysiadłam jako pierwsza i rzuciłam się w uścisk cioci. Była ona najbardziej uśmiechniętą i kochaną kobietą na świecie. Była w wieku mamy (czyli 45 lat) i była z nią i ze mną bardzo zżyta.
Ciocia
Przywitała nas serdecznie. Niestety Kate nie była chętna do rozmów, kiedy tylko ciocia powiedziała jej gdzie znajduje się pokój przygotowany specjalnie dla niej ze łzami w oczach uciekła. Bałam się jak to będzie, ale ciocia mnie pocieszyła i powiedziała, że wszystko będzie w porządku, że musi przyzwyczaić się do nowej sytuacji. Było mi bardzo przykro, ale wiedziałam już teraz, że dobrze robię. Przedstawiłam cioci Ryana i od razu przypadli sobie do gustu. Ciocia oprowadziła nas po całym ranczu, miałam wrażenie jakby te wszystkie najlepsze wspomnienia nagle do mnie wróciły.
Postanowiliśmy z Ryanem zostać na ranczu do jutra. Ciocia pokazała nam pokój nad stajnią gdzie mieliśmy przenocować. Było tam cudownie. Rozmawialiśmy z nią długo po czym powiedziała, że obiad będzie za godzinę i wyszła zostawiając nas samych.
Wtedy ciśnienie wzrosło…..
<Ryan?>
niedziela, 27 listopada 2016
Od Hayley - kupno konia
Dzisiejszego ranka byłam tak podekscytowana jak jeszcze nigdy w moim życiu. W końcu jadę kupić mojego własnego konia! Takiego o którym ja będę decydowała, a nie ktoś inny. „Mojego wymarzonego.” Od godziny 5 byłam na nogach. Z podniecenia zapaliłam 2 jointy (chociaż nie powinnam). Ogarnęłam się bardzo szybko. Uczesałam się w luźnego koka, nie malowałam się w ogóle i ubrałam dresy. Miałam bardzo długą drogę bo musiałam jechać aż do Springfield w Missouri. Na całe szczęście Ryan jechał razem ze mną. Mieliśmy wyjechać o 6 żeby o 20 być na miejscu. Wybrałam 3 konie na jazdę próbną: Tiranę, Damarisa i Surfinię. Wszyscy byli przedstawicielami mojej ukochanej rasy Trakeńskiej. Szalałam z zachwytu wiedząc że już dzisiaj jeden będzie moją własnością.
Równo o 6 byłam już pod autem mojego ukochanego. Kiedy przyszedł rzuciłam mu się na szyję ze szczęścia i pocałowałam go. Bez zbędnego przeciągania ruszyliśmy. Podróż przebiegła nam bez większych trudności. Mieliśmy w sumie dwa postoje. Na ostatnich 100km nie mogłam usiedzieć w miejscu. O 19.45 byliśmy na miejscu i naszym oczom ukazała się piękna stadnina:

Przebrałam się w strój do jazdy i weszliśmy do środka. Od razu poszłam do biura gdzie byłam umówiona z panem Natanielem Castle. Przywitałam się z nim i uprzejmie rozmawialiśmy przez chwilę. Zapytał mnie, którego konia chcę wypróbować najpierw. Odpowiedziałam, że Tiranę i przeszliśmy do stajni. Moim oczom ukazała się śliczna gniada klacz trakeńska. Przywitałam się z nią i zaczęłam ją czyścić.
Już od początku coś było nie tak, ale stwierdziłam że damy sobie szansę. Na jeździe tak bardzo źle mi się z nią współpracowało, że już po 20 minutach zrezygnowałam. Jako kolejnego konia wybrałam Damarisa i to właśnie był strzał w dziesiątkę. Kiedy go zobaczyłam zakochałam się:
Przepiękny kasztanowaty ogier z odmianami na nogach, Glowie i lewym boku. Kiedy tylko do niego podeszłam coś zaiskrzyło. W czasie oporządzania był bardzo grzeczny, zaplotłam mu też koreczki ewidentnie mu się to podobało. Na jeździe był idealny, jego chód mnie po prostu rozbroił. Kiedy skoczyliśmy parkur o wysokości 120cm całkowicie skradł moje serce. Był jeszcze młody więc był idealnym koniem do ustawienia go pod siebie.
Po godzinnym treningu byłam już pewna, że to jego chcę ze sobą zabrać do akademii. Zostawiłam go Ryanowi, aby chłopak przygotował go do transportu, a ja zaś udałam się wypełnić wszelkie formalności. Zmuszona byłam zapłacić za niego 5000$ więcej, ale w innym przypadku skończył by jako koń do powożenia.
O 23 byliśmy już w drodze do akademii: Ja, Ryan i Damaris. Mój Damaris.
Równo o 6 byłam już pod autem mojego ukochanego. Kiedy przyszedł rzuciłam mu się na szyję ze szczęścia i pocałowałam go. Bez zbędnego przeciągania ruszyliśmy. Podróż przebiegła nam bez większych trudności. Mieliśmy w sumie dwa postoje. Na ostatnich 100km nie mogłam usiedzieć w miejscu. O 19.45 byliśmy na miejscu i naszym oczom ukazała się piękna stadnina:

Przebrałam się w strój do jazdy i weszliśmy do środka. Od razu poszłam do biura gdzie byłam umówiona z panem Natanielem Castle. Przywitałam się z nim i uprzejmie rozmawialiśmy przez chwilę. Zapytał mnie, którego konia chcę wypróbować najpierw. Odpowiedziałam, że Tiranę i przeszliśmy do stajni. Moim oczom ukazała się śliczna gniada klacz trakeńska. Przywitałam się z nią i zaczęłam ją czyścić.
Przepiękny kasztanowaty ogier z odmianami na nogach, Glowie i lewym boku. Kiedy tylko do niego podeszłam coś zaiskrzyło. W czasie oporządzania był bardzo grzeczny, zaplotłam mu też koreczki ewidentnie mu się to podobało. Na jeździe był idealny, jego chód mnie po prostu rozbroił. Kiedy skoczyliśmy parkur o wysokości 120cm całkowicie skradł moje serce. Był jeszcze młody więc był idealnym koniem do ustawienia go pod siebie.
Po godzinnym treningu byłam już pewna, że to jego chcę ze sobą zabrać do akademii. Zostawiłam go Ryanowi, aby chłopak przygotował go do transportu, a ja zaś udałam się wypełnić wszelkie formalności. Zmuszona byłam zapłacić za niego 5000$ więcej, ale w innym przypadku skończył by jako koń do powożenia.
O 23 byliśmy już w drodze do akademii: Ja, Ryan i Damaris. Mój Damaris.
Od Hayley - zadanie 15
Dzisiejszego dnia do akademii miał przyjechać kowal. Mimo że to nie jest jakieś szczególne wydarzenie byłam podekscytowana, ponieważ miał poprowadzić zajęcia na temat podkuwania koni. Cieszyłam się bo nigdy nie miałam styczności z podkowami dlatego że w stajni w której jeździłam w moim rodzinnym mieście Ottawie w Kanadzie koni się nie podkuwało bo nie było takiej potrzeby. Fajnie że mogłam dowiedzieć się czegoś nowego, poza tym miałam zabrać ze sobą Riwer’a i Ice Tea żeby to właśnie te konie podkuł.
Zajęcia odbywały się o 10.40, a ja o 10 miałam być w stajni z powodu podkucia moich dwóch pupili. Wstałam koło 8.30 i zaczęłam się ogarniać. Pierwsze co to oczywiście zapaliłam fajkę i wyszłam z Xarą na spacer. Pobiegałyśmy trochę i po 15 minutach wróciłyśmy do pokoju. Po powrocie od razu postanowiłam się ubrać w końcu nie wypada chodzić w piżamie cały dzień (w sumie mi to nie przeszkadza, ale Ryana to drażni). Tym razem postawiłam na typowy strój jeździecki: bryczesy, sztyblety i jakaś długa bluza. Spięłam włosy w luźnego kucyka i zrobiłam lekki makijaż (nienawidzę się malować do stajni). Zapaliłam jeszcze jednego papierosa, wypiłam kawę i udałam się do stajni.
Po drodze napisałam SMSa do mojego chłopaka:
H: KOOOOT! Będziesz dzisiaj na zajęciach z kowalem? Pamiętasz mówiłam ci wczoraj obiecałeś mi że przyjdziesz…
R: Kurde zapomniałem…. Wybacz księżniczko jesteśmy z Calebem na rajdzie konnym. Wrócimy jutro…
H: Aha, a nie mogłeś mi tego powiedzieć wcześniej?!
R: Kochanie przepraszam, wrócę i wszystko ci wynagrodzę. Napiszę później papa <3
H: Ale….. eh no dobra miłego rajdu do zo.
Zirytowałam się wiedząc, że Ryan pojechał na rajd bezemnie, ale rozumiałam że chciał spędzić czas z kumplem. Wyłączyłam telefon i weszłam do stajni. W środku zobaczyłam wysokiego mężczyznę rozkładającego sprzęt do kucia. Przywitałam się i chwilę z nim rozmawiałam. Okazało się, że zajęcia przesunęły się na 12, ponieważ ma za dużo koni do kucia (wkurzyłam się, że nikt mi nie napisał). Zaproponowałam mu pomoc. Pan Jacob (bo tak się nazywał) posłał mi serdeczny uśmiech i ucieszył się, że mu pomogę. Poprosił abym mu przyprowadzała po kolei wszystkie konie akademickie, a on pokaże mi na czym polega kucie. Ucieszyłam się i po kolei zaczęłam przyprowadzać: Faldo, Sifill’a, Eldorado, Sun, Rosę, Riwer’a i resztę.
Pokazał mi bardzo ciekawe czynności, które wykonuje w czasie kucia. Przekazał mi też bardzo interesującą i ważną wiedzę. Opowiedział za i przeciw jeśli chodzi o podkuwanie koni. Wyjaśnił czemu konie w mojej poprzedniej stajni nie były podkute i tak dalej.
Mimo, że nie robiłam dużo zmęczyłam się przyprowadzając ponad 20 koni, a potem wypuszczając wszystkie na padok. Na koniec pomogłam mu wszystko posprzątać i wyczyścić. Za moją pomoc dał i jedną ze starych podków Riwer’a. Wyczyściłam ją porządnie i wyglądała przepięknie. Taki prawdziwy medalion szczęścia. Rozmawialiśmy jeszcze trochę na temat jego pracy. Udało mi się też namówić go na zapalenie ze mną papierosa (a było to ciężkie zadanie, bo starał się mi wmówić że nie pali od lat).
Koło 12 zaczęli się schodzić uczniowie, którzy brali udział w zajęciach pana Jacoba. Ja już wiedziałam wszystko co chciałam więc pożegnałam się z mężczyzną i wyszłam ze stajni zadowolona, że w końcu dowiedziałam się czegoś pożytecznego (nie tak jak na historii czy chemii). Teraz zostało mi tylko poczekać na Ryana i po jego powrocie opieprzyć go za to, że mnie ze sobą nie zabrał!
Dostajesz 20 pkt
Zajęcia odbywały się o 10.40, a ja o 10 miałam być w stajni z powodu podkucia moich dwóch pupili. Wstałam koło 8.30 i zaczęłam się ogarniać. Pierwsze co to oczywiście zapaliłam fajkę i wyszłam z Xarą na spacer. Pobiegałyśmy trochę i po 15 minutach wróciłyśmy do pokoju. Po powrocie od razu postanowiłam się ubrać w końcu nie wypada chodzić w piżamie cały dzień (w sumie mi to nie przeszkadza, ale Ryana to drażni). Tym razem postawiłam na typowy strój jeździecki: bryczesy, sztyblety i jakaś długa bluza. Spięłam włosy w luźnego kucyka i zrobiłam lekki makijaż (nienawidzę się malować do stajni). Zapaliłam jeszcze jednego papierosa, wypiłam kawę i udałam się do stajni.
Po drodze napisałam SMSa do mojego chłopaka:
H: KOOOOT! Będziesz dzisiaj na zajęciach z kowalem? Pamiętasz mówiłam ci wczoraj obiecałeś mi że przyjdziesz…
R: Kurde zapomniałem…. Wybacz księżniczko jesteśmy z Calebem na rajdzie konnym. Wrócimy jutro…
H: Aha, a nie mogłeś mi tego powiedzieć wcześniej?!
R: Kochanie przepraszam, wrócę i wszystko ci wynagrodzę. Napiszę później papa <3
H: Ale….. eh no dobra miłego rajdu do zo.
Zirytowałam się wiedząc, że Ryan pojechał na rajd bezemnie, ale rozumiałam że chciał spędzić czas z kumplem. Wyłączyłam telefon i weszłam do stajni. W środku zobaczyłam wysokiego mężczyznę rozkładającego sprzęt do kucia. Przywitałam się i chwilę z nim rozmawiałam. Okazało się, że zajęcia przesunęły się na 12, ponieważ ma za dużo koni do kucia (wkurzyłam się, że nikt mi nie napisał). Zaproponowałam mu pomoc. Pan Jacob (bo tak się nazywał) posłał mi serdeczny uśmiech i ucieszył się, że mu pomogę. Poprosił abym mu przyprowadzała po kolei wszystkie konie akademickie, a on pokaże mi na czym polega kucie. Ucieszyłam się i po kolei zaczęłam przyprowadzać: Faldo, Sifill’a, Eldorado, Sun, Rosę, Riwer’a i resztę.
Pokazał mi bardzo ciekawe czynności, które wykonuje w czasie kucia. Przekazał mi też bardzo interesującą i ważną wiedzę. Opowiedział za i przeciw jeśli chodzi o podkuwanie koni. Wyjaśnił czemu konie w mojej poprzedniej stajni nie były podkute i tak dalej.
Mimo, że nie robiłam dużo zmęczyłam się przyprowadzając ponad 20 koni, a potem wypuszczając wszystkie na padok. Na koniec pomogłam mu wszystko posprzątać i wyczyścić. Za moją pomoc dał i jedną ze starych podków Riwer’a. Wyczyściłam ją porządnie i wyglądała przepięknie. Taki prawdziwy medalion szczęścia. Rozmawialiśmy jeszcze trochę na temat jego pracy. Udało mi się też namówić go na zapalenie ze mną papierosa (a było to ciężkie zadanie, bo starał się mi wmówić że nie pali od lat).
Koło 12 zaczęli się schodzić uczniowie, którzy brali udział w zajęciach pana Jacoba. Ja już wiedziałam wszystko co chciałam więc pożegnałam się z mężczyzną i wyszłam ze stajni zadowolona, że w końcu dowiedziałam się czegoś pożytecznego (nie tak jak na historii czy chemii). Teraz zostało mi tylko poczekać na Ryana i po jego powrocie opieprzyć go za to, że mnie ze sobą nie zabrał!
Dostajesz 20 pkt
Od Hayley - zadanie 2
Byłam bardzo szczęśliwa, że kadra w końcu przydzieliła mi konia do opieki, jednak żałowałam, że nie był to Riwer. Z nim miałam najlepszy kontakt był moim ukochanym koniem, ale wiedziałam, że trzeba poszerzać horyzonty. Poza tym Riwer był koniem stajennym, nie dostałam go do opieki ani ja ani nikt inny i bardzo się z tego cieszyłam. Wiedziałam przecież, że w każdej chwili mogę na nim pojeździć. Tego dnia Ryana nie było niestety w akademii (pojechał załatwiać narkotyki dla znajomego). Nie pojechałam z nim z powodu nauki, miałam trochę nauki do nadrobienia.
Od rana uczyłam się biologii i chemii. Nienawidziłam tego te przedmioty to była dla mnie masakra. Byłam tak zirytowana, że wypaliłam paczkę fajek. Po 10 poszłam do stajni pierwszy raz oporządzić przydzieloną mi do opieki klacz: Ice Tea. Widziałam ją już parę razy na jeździe, ale tylko obserwując. Chciałam wziąć ją na luźną godzinę na hali, żebyśmy się poznały. Będąc w stajni podeszłam do jej boksu. „Ice Tea to piękna klacz” – pomyślałam. Wzięłam sprzęt do czyszczenia i zaczęłam szczotkować konia dokładnie. Było bardzo przyjemnie i ja i klacz byłyśmy bardzo odprężone. W czasie czyszczenia włączyłam muzykę, tańczyłam i zapaliłam papierosa. Głaskałam wierzchowca i dałam mu marchewkę. Wszystko wyglądało dobrze.
Następnie zaprałam się za kopyta. Niestety kiedy czyściłam tylne coś poszło nie tak. Ice Tea bardzo się rozzłościła i zanim się zorientowałam leżałam kopnięta przez nią na podłodze boksu. Po chwili straciłam przytomność.
Kiedy ocknęłam się zobaczyłam nad sobą Lunę. Próbowałam wstać, ale za bardzo kręciło mi się w głowie. Znowu zemdlałam. Dziewczyna wezwała pomoc. Obudziłam się w pokoju pielęgniarki . Czułam się znacznie lepiej, ale dalej byłam obolała. Okazało się, że mam złamaną rękę, pełno zadrapań i siniaków. Widać, że Ice Tea wolała mnie jako worek treningowy niż jeźdźca. Pielęgniarka dała mi sporo lelków, założyła gips na uszkodzoną rękę i kazała odpuścić jazdę na przynajmniej 3 tygodnie. Było mi smutno, ale i tak nie czułam się na siłach.
Kiedy Ryan wrócił wieczorem do akademii był w szoku, że coś mi się stało, bardzo się martwił i mi pomagał. Naprawdę chłopak marzeń. Wspierał mnie przez całe 3 tygodnie. Kiedy w końcu zdjęto mi gips czułam się znacznie lepiej. Przez ten cały czas czułam się upośledzona. Nic nie mogłam zrobić sama na całe szczęście wszystko wróciło do normy.
Kiedy już byłam na siłach ponownie udałam się do stajni próbować zakolegować się z Ice Tea, czułam lekki stres, ale Ryan był cały czas przy mnie. Udało mi się ją bezproblemowo ją oporządzić. Kiedy udałam się na halę chłopak cały czas był przy mnie. Okazało się że klacz jest naprawdę świetną towarzyszką i cieszę się, że to właśnie ją mi przydzielono jednak żaden koń nie zastąpi i starego dobrego Riwera.
Dostajesz 10 pkt
Od rana uczyłam się biologii i chemii. Nienawidziłam tego te przedmioty to była dla mnie masakra. Byłam tak zirytowana, że wypaliłam paczkę fajek. Po 10 poszłam do stajni pierwszy raz oporządzić przydzieloną mi do opieki klacz: Ice Tea. Widziałam ją już parę razy na jeździe, ale tylko obserwując. Chciałam wziąć ją na luźną godzinę na hali, żebyśmy się poznały. Będąc w stajni podeszłam do jej boksu. „Ice Tea to piękna klacz” – pomyślałam. Wzięłam sprzęt do czyszczenia i zaczęłam szczotkować konia dokładnie. Było bardzo przyjemnie i ja i klacz byłyśmy bardzo odprężone. W czasie czyszczenia włączyłam muzykę, tańczyłam i zapaliłam papierosa. Głaskałam wierzchowca i dałam mu marchewkę. Wszystko wyglądało dobrze.
Następnie zaprałam się za kopyta. Niestety kiedy czyściłam tylne coś poszło nie tak. Ice Tea bardzo się rozzłościła i zanim się zorientowałam leżałam kopnięta przez nią na podłodze boksu. Po chwili straciłam przytomność.
Kiedy ocknęłam się zobaczyłam nad sobą Lunę. Próbowałam wstać, ale za bardzo kręciło mi się w głowie. Znowu zemdlałam. Dziewczyna wezwała pomoc. Obudziłam się w pokoju pielęgniarki . Czułam się znacznie lepiej, ale dalej byłam obolała. Okazało się, że mam złamaną rękę, pełno zadrapań i siniaków. Widać, że Ice Tea wolała mnie jako worek treningowy niż jeźdźca. Pielęgniarka dała mi sporo lelków, założyła gips na uszkodzoną rękę i kazała odpuścić jazdę na przynajmniej 3 tygodnie. Było mi smutno, ale i tak nie czułam się na siłach.
Kiedy Ryan wrócił wieczorem do akademii był w szoku, że coś mi się stało, bardzo się martwił i mi pomagał. Naprawdę chłopak marzeń. Wspierał mnie przez całe 3 tygodnie. Kiedy w końcu zdjęto mi gips czułam się znacznie lepiej. Przez ten cały czas czułam się upośledzona. Nic nie mogłam zrobić sama na całe szczęście wszystko wróciło do normy.
Kiedy już byłam na siłach ponownie udałam się do stajni próbować zakolegować się z Ice Tea, czułam lekki stres, ale Ryan był cały czas przy mnie. Udało mi się ją bezproblemowo ją oporządzić. Kiedy udałam się na halę chłopak cały czas był przy mnie. Okazało się że klacz jest naprawdę świetną towarzyszką i cieszę się, że to właśnie ją mi przydzielono jednak żaden koń nie zastąpi i starego dobrego Riwera.
Dostajesz 10 pkt
Od Hayley C.D Ryana
Dzięki Bogu był ze mną Ryan, który wiedząc jak czujemy się z Katherine (takie było prawdziwe imię mojej siostry, Kate to tylko ksywka) sam załatwił wszystkie formalności związane z pogrzebem. Kiedy wróciliśmy do mieszkania razem z Kate padłyśmy na kanapę i płakałyśmy. Ryan od razu wyszedł załatwiać sprawy, pewnie dlatego że nie chciał patrzeć na nasze załamane twarze.
Ja otrząsnęłam się dość szybko w przeciwieństwie do Katherine. Ona była bardzo związana z ojcem, nie tak jak ja. Ona była jego oczkiem w głowie. To ze mną zawsze się kłócił i o wszystko mnie obwiniał. Czasami naprawdę go nie znosiłam, byłam wściekła, że to ja zawsze byłam problemem nie Kate. Jednak im więcej o tym wszystkim myślałam byłam coraz bardziej spokojniejsza. W końcu byli razem. On i mama. Na pewno byli szczęśliwi, poza tym patrzyli Na nas z góry.
Koło godziny 20 Ryan wrócił i oznajmił, że pogrzeb odbędzie się jutro o 17. Byłam bardzo szczęśliwa, że tak mi pomagał. Podeszłam przytuliłam go i pocałowałam namiętnie. Czułam się już znacznie lepiej. Wiedziałam, że mam dla kogo żyć. Widziałam, że był wykończony. Puściłam go do łazienki i zanim się zorientowałam mój ukochany spał jak zabity. Żeby o tym wszystkim nie myśleć również poszłam pod prysznic. I wtedy zamarłam „Co się stanie Katherine?! Nie miałyśmy nikogo oprócz rodziców. Ona ma przecież dopiero 16 lat, a ja nie jestem w stanie się nią zająć będąc w akademii.” Przeszedł mnie zimny dreszcz, wyszłam z pod prysznic i udałam się do łóżka do Ryana. Siostra nie odzywała się do mnie w ogóle, cały czas przeżywała śmierć taty.
Rano obudziłam się koło 9, wszyscy jeszcze spali, a ja postanowiłam zabrać psy na spacer. Ubrałam się w luźny dres, zabrałam telefon i fajki i wyszłam z mieszkania. Szłam ulicami Ottawy i rozmyślałam. Zastanawiałam się co teraz zrobić. Co zrobić z Kate….. Po półgodzinnym spacerze wróciłam do mieszkania. Ogarnęłam wszystko tak aby nikogo nie obudzić. Spakowałam jakieś pamiątki rodzinne i moje pierdoły które zostały tutaj do torby i wyciągnęłam strój na pogrzeb. Były to: czarne kozaki za kolano, czarna spódnica, czarna koszula wiązana na dekoldzie i czarny płaszcz. Zrobiłam śniadanie i obudziłam siostrę. W końcu zjadłyśmy wspólne śniadanie. Rozmawiałyśmy i nawet trochę się śmiałyśmy.
O 15 zaczęłyśmy się zbierać, a ja obudziłam Ryana. Kiedy byliśmy już wszyscy gotowi wyszliśmy z domu. Jechaliśmy jakieś 15 minut i po chwili byliśmy na pogrzebie. Cała ceremonia była straszna, starałam się nie płakać, ale łzy mi same leciały. Kate przeżywała to najbardziej.
Po 19 byliśmy już w mieszkaniu. Usiedliśmy na kanapie i ja zaczęłam trudną rozmowę z siostrą. Byłam bardzo zestresowana, ale Ryan bardzo mnie wspierał ponieważ wiedział o wszystkim co chciałam zrobić. Szanował moją decyzję.
- Kate posłuchaj, wiem, że możesz mnie znienawidzić, ale nie zabiorę cię ze sobą do akademii… -urwałam
- Jak to? Dlaczego? Co się ze mną teraz stanie? Czy ty jesteś poj**ana?! Nie zostawiaj mnie! – krzyczała
- Uspokój się. Na razie z Ryanem zawieziemy cię do ciotki Diany, a potem zobaczymy co będzie dalej…
- NIE NIE NIE! Ja nie chcę do niej jechać chcę być z tobą!!!!!!!!!!! – krzyczała coraz bardziej
Dałam znak, a Ryan poszedł pakować nasze rzeczy do bagażnika. Ciotka Diana była daleką kuzynką mamy mieszkającą w Houston, znałam ją bardzo dobrze i dzisiejszego ranka dzwoniłam do niej, aby prosić ją po pomoc. Zgodziła się i była szczęśliwa. Prowadziła sama gospodarstwo hodowlane i potrzebowała pomocy. Hodowała głównie konie i to było moim zdaniem idealne miejsce dla Katherine.
- Musisz, obiecuję będę cię tam odwiedzać, a za 2 lata przyjedziesz do akademii jako pełnoprawna uczennica.
- KUR*A MAĆ NIE! Nie ma mowy! Jesteś skończoną szm*tą! Najgorszą siostrą na świecie! – zaczęła płakać, a w tym momencie mój chłopak wrócił.
- O nie tak się nie będziemy bawić. Jestem starsza i wiem co będzie dla ciebie lepsze. Więc się zamknij bo w końcu się nie pozbierasz. – powiedziałam wściekła, a Ryan mnie uspokoił. – Jedziesz do ciotki czy tego chcesz czy nie. Ja nie jestem gotowa aby być twoją matką. Pakuj się, za 2 godziny ruszamy.
Dziewczyna błagała i płakała, ale ja już jej nie słuchałam, wzięłam chłopaka za rękę, wzięliśmy psy i trzaskając drzwiami wyszliśmy z mieszkania.
- Kochanie pokazać ci okolicę? – powiedziałam lekko smutna, ale uśmiechnięta
- Oczywiście księżniczko. – powiedział mój luby i pocałował mnie namiętnie
<Ryan? W końcu się postarałam mam wrażenie>
sobota, 26 listopada 2016
Od Hayley C.D Ryana
Po całym dniu w końcu dotarliśmy do szpitala, w którym leżał tata. Byliśmy wykończeni psychicznie i fizycznie. Było mi słabo, ale musiałam odnaleźć salę w której leżał tata. Szliśmy między oddziałami szpitalnymi i szukaliśmy OIOMu. Bardzo się stresowałam, trzęsłam się coraz bardziej. Ryan bardzo mnie wspierał, ale byłam zaniepokojona bo od przeszło 6 godzin nie dostałam żadnego SMSa od siostry. Łzy zaczęły mi się automatycznie lać po policzkach. Myślałam, że nigdy nie dotrzemy na miejsce.
W końcu weszliśmy na ogromny oddział OIOM. Zaczęłam biec przed siebie zostawiając chłopaka z tyłu. Zobaczyłam przed sobą moją siostrę, rzuciłam się na nią i przytuliłam ją najmocniej jak tylko mogłam:
- Katherine…
- Hayley… - powiedziała zapłakana dziewczyna
- Co z tatą?! Czemu nic nie pisałaś?! – zapytałam płacząc
- Telefon mi wysiadł. Przepraszam. Jest coraz gorzej. Po wypadku podobno jego stan był stabilny, ale po przyjeździe do szpitala okazało się, że połamał się praktycznie w całości, potem doszedł krwotok wewnętrzny i od 2 godzin ratują mu życie….. – wydukała płacząc
Zaczęłam zanosić się łzami, a Ryan przytulał mnie i próbował mnie uspokoić na Marnę. Ani ja ni Katherine nie mogłyśmy powstrzymać łez… Czas dłużył się niemiłosiernie. Trochę ochłonęłyśmy i w końcu przedstawiłam Ryana siostrze.
Po godzinie z Sali wyszedł lekarz. Rzuciłyśmy się na niego jak dzikie zwierzęta.
- Panie doktorze i jak?!!!!!!!! – prawie jednocześnie krzyknęłyśmy
- Bardzo mi przykro dziewczęta, ale wasz tata nie żyje. Staraliśmy się mu pomóc, ale obrażenia były zbyt silne i jego serce przestało bić. – powiedział prawie bez emocji
Po tych słowach zamarliśmy. Kate płakała jak jeszcze nigdy. Nigdy nie widziałam jej w takim stanie, nawet po śmierci mamy tak nie płakała. , W ogromnym szoku podeszłam do Ryana i ledwie stojac na nogach powiedziałam:
- Wracamy do akademii, tutaj moje życie straciło sens, umarło po prostu……….
<Ryan??>
W końcu weszliśmy na ogromny oddział OIOM. Zaczęłam biec przed siebie zostawiając chłopaka z tyłu. Zobaczyłam przed sobą moją siostrę, rzuciłam się na nią i przytuliłam ją najmocniej jak tylko mogłam:
- Katherine…
- Hayley… - powiedziała zapłakana dziewczyna
- Co z tatą?! Czemu nic nie pisałaś?! – zapytałam płacząc
- Telefon mi wysiadł. Przepraszam. Jest coraz gorzej. Po wypadku podobno jego stan był stabilny, ale po przyjeździe do szpitala okazało się, że połamał się praktycznie w całości, potem doszedł krwotok wewnętrzny i od 2 godzin ratują mu życie….. – wydukała płacząc
Zaczęłam zanosić się łzami, a Ryan przytulał mnie i próbował mnie uspokoić na Marnę. Ani ja ni Katherine nie mogłyśmy powstrzymać łez… Czas dłużył się niemiłosiernie. Trochę ochłonęłyśmy i w końcu przedstawiłam Ryana siostrze.
Po godzinie z Sali wyszedł lekarz. Rzuciłyśmy się na niego jak dzikie zwierzęta.
- Panie doktorze i jak?!!!!!!!! – prawie jednocześnie krzyknęłyśmy
- Bardzo mi przykro dziewczęta, ale wasz tata nie żyje. Staraliśmy się mu pomóc, ale obrażenia były zbyt silne i jego serce przestało bić. – powiedział prawie bez emocji
Po tych słowach zamarliśmy. Kate płakała jak jeszcze nigdy. Nigdy nie widziałam jej w takim stanie, nawet po śmierci mamy tak nie płakała. , W ogromnym szoku podeszłam do Ryana i ledwie stojac na nogach powiedziałam:
- Wracamy do akademii, tutaj moje życie straciło sens, umarło po prostu……….
<Ryan??>
Od Hayley C.D Ryana
Cała zapłakana wbiegłam do pokoju rzuciłam torbę na łóżko i zaczęłam pakować do niej ubrania. Zanosiłam się płaczem i połykałam słone łzy. W głowie miałam tylko: „OBY TACIE NIC SIĘ NIE STAŁO” i „KU*WA DOPIERO TERAZ KIEDY JESTEM NAPRAWDĘ SZCZĘŚLIWA WSZYSTKO MUSIAŁO SIĘ SPIER***IĆ”. Kiedy byłam już prawie spakowana, do pokoju spokojnie wszedł Ryan. Złapał mnie za nadgarstek, trochę bolało. Usiadł na łóżku i posadził mnie sobie na kolanach. Uspokajałam się powoli i coraz mniej płakałam. Powiedział, że nie mogę wyjechać tak po prostu i go zostawić. Cały czas się zapierałam, że muszę. Mam szesnastoletnią siostrę nie mogę jej z tym wszystkim zostawić samą. Mówił, że na pewno nic mu nie będzie, ale miałam ogromne wątpliwości bo ten wypadek był bardzo poważny z tego co powiedziała mi Kate. Kiedy już praktycznie uspokoiłam się całkowicie powiedział:
- Nie puszczę Cie tam samej.. jeśli chcesz pojedziemy do Ciebie, ale razem ..
Byłam zmieszana, zdezorientowana i bezsilna, ale szczęśliwa, że mam takiego chłopaka, który wspiera mnie we wszystkim.
- Jesteś pewien? To jest daleko… - powiedziałam przygnębiona
- Gdzie dokładnie? – zapytał chłopak
- W Ottawie samej stolicy Kanady.
- Nie ma, żadnego problemu. Dojedziemy tam w dzień. Obiecuję ci to. Kocham cię. – Ryan wstał pocałował mnie i przytulił – Za 15 minut na dole, pod moim samochodem. – posłał mi uśmiech i wyszedł
Byłam bardzo szczęśliwa, że to właśnie on będzie mnie wspierał w tej ciężkiej chwili. Dopakowałam się i razem z Xarą wyszłyśmy z pokoju. Nie mogłam jej zostawić samej, w końcu to moja przyjaciółka. Miałam nadzieję, że Ryan nie będzie miał nic przeciwko. Kiedy schodziłam po schodach dostałam SMSa od siostry:
K: Hay z tatą jest coraz gorzej!!!!!!! Ma krwotok wewnętrzny. Błagam przyjedź nie zostawiaj mnie samej!!!!!
Załamana i zapłakana wyszłam przed akademik gdzie czekało już auto mojego ukochanego. Spakowałam torbę do bagażnika, wpuściłam Xarę do tyłu, a ja zaś wsiadłam do przodu.
Wiedziałam że to będzie najgorsza podróż w życiu.
<Ryan?>
- Nie puszczę Cie tam samej.. jeśli chcesz pojedziemy do Ciebie, ale razem ..
Byłam zmieszana, zdezorientowana i bezsilna, ale szczęśliwa, że mam takiego chłopaka, który wspiera mnie we wszystkim.
- Jesteś pewien? To jest daleko… - powiedziałam przygnębiona
- Gdzie dokładnie? – zapytał chłopak
- W Ottawie samej stolicy Kanady.
- Nie ma, żadnego problemu. Dojedziemy tam w dzień. Obiecuję ci to. Kocham cię. – Ryan wstał pocałował mnie i przytulił – Za 15 minut na dole, pod moim samochodem. – posłał mi uśmiech i wyszedł
Byłam bardzo szczęśliwa, że to właśnie on będzie mnie wspierał w tej ciężkiej chwili. Dopakowałam się i razem z Xarą wyszłyśmy z pokoju. Nie mogłam jej zostawić samej, w końcu to moja przyjaciółka. Miałam nadzieję, że Ryan nie będzie miał nic przeciwko. Kiedy schodziłam po schodach dostałam SMSa od siostry:
K: Hay z tatą jest coraz gorzej!!!!!!! Ma krwotok wewnętrzny. Błagam przyjedź nie zostawiaj mnie samej!!!!!
Załamana i zapłakana wyszłam przed akademik gdzie czekało już auto mojego ukochanego. Spakowałam torbę do bagażnika, wpuściłam Xarę do tyłu, a ja zaś wsiadłam do przodu.
Wiedziałam że to będzie najgorsza podróż w życiu.
<Ryan?>
Od Hayley - zadanie 17
Tego wieczoru z kilkoma osobami postanowiliśmy zrobić pokaz fajerwerków z okazji pięćdziesięciolecia akademii. Od rana wszyscy byli podekscytowani, słyszałam jak inni uczniowie chodzili po korytarzu opowiadając i zapraszając resztę. Szykowała się naprawdę gruba impreza byłam mega szczęśliwa. Razem z Ryanem bardzo się zaangażowaliśmy, ale w zasadzie zaangażowała się większość uczniów, a nawet paru nauczycieli. Ja ogarniałam dekoracje i inne tego typu pieroły, a mój ukochany zajmował się alkoholem i dobrymi fajkami (oczywiście nie zapominajmy o przekąskach). Fajerwerki mieliśmy już załatwione więc 50% już było zrobione. Jako miejsce wybraliśmy drogę między padokami bo tam było najwięcej miejsca. Cały dzień coś robiłam i nie miałam czasu nawet wejść do stajni. Byłam na siebie zła bo zostawiłam Riwer’a samego na cały dzień. Odwołałam trening skokowy i teren. Miałam mu też zaleźć grzywę w jego i moje ulubione warkoczyki, ale nic z tego nie wyszło. Byłam trochę zestresowana żeby wszystko się udało i po południa zdążyłam wypalić prawie dwie paczki papierosów.
W końcu nadszedł wieczór, a dokładnie była 20.30, o 21 zaczynał się pokaz fajerwerków więc nie miałam za wiele czasu. Ubrałam się dość seksownie (żeby Ryanowi się podobało), wymalowałam delikatnie i wyszłam przed akademik. Czekał tam na mnie Ryan. Pocałował mnie w usta i razem poszliśmy otworzyć całe show. Na miejscu było koło 50 osób i wszyscy nie mogli się doczekać rozpoczęcia. Gadaliśmy i śmialiśmy się kiedy chłopaki postanowili już puszczać fajerwerki. Odpalili parę i widowisko było niezwykłe. Robiło to ogromne wrażenie. Jako przedostatni odpalał Caleb niestety coś poszło nie tak. Wszystko zostało źle zamocowanie i fajerwerk krzywo wystrzelił płosząc 3 konie: Olimpię, Faldo i na nieszczęście Rosabell. Klacz zerwała się i przerwała tylne ogrodzenie uciekając do lasu. Zanim zdążyliśmy ogarnąć co się stało po klaczy nie było śladu. 2 osoby poszły złapać dwa pozostałe konie i zaprowadzili je do stajni.
Wszyscy bardzo się wystraszyli nikt nie chciał ponieść konsekwencji za zgubienie konia. Ryan uspokoił większość i razem ruszyliśmy w poszukiwaniu klaczy. Pobiegliśmy do stajni najszybciej jak się dało. Było już bardzo ciemno i nie mieliśmy czasu więc założyliśmy tylko ogłowia i na oklep prawie przegalopowaliśmy przez stajnię i ruszyliśmy w południową część lasu za wystraszoną klaczą. Szukaliśmy jej wszędzie gdzie się dało, przejechaliśmy las dookoła, ale konia nigdzie nie było. Zaczęłam się bardzo stresować. Galopując po jednym z pobocznych szlaków Riwer potknął się, a ja przeleciałam mu przez szyję. Byłam oszołomiona, ale nic mi się nie stało. Ryan od razu zeskoczył z Shadow’a i pomógł mi wstać. Pytał czy wszystko w porządku i bardzo się martwił. Czułam się dobrze i już po chwili wsiadłam z powrotem na Riwer’a.
Zbliżała się północ, a po Rosabell nie było śladu. Zaczęliśmy się już bardzo martwić, bo było bardzo ciemno, a konie były zmęczone, ale nie mogliśmy jej zostawić samej. Podobno w nocy grasowały tu watahy wilków. Nie mogliśmy jej porzucić. W pewnym momencie usłyszeliśmy wycie i ciśnienie bardzo wzrosło. Bardzo zrezygnowani i zestresowani jechaliśmy głównym szlakiem kiedy konie coś usłyszały. Riwer ruszył przed siebie nie zwracając uwagi, że siedzę mu na grzbiecie. Było tak ciemno że nie widziałam gdzie mnie prowadzi. Nasze konie wyraźnie się ścigały. Wszyscy byliśmy wykończeni i ledwo trzymałam się na grziecie mojego wierzchowca. Zanim się zorientowaliśmy byliśmy na „naszej” polanie gdzie był nasz pierwszy wspólny raz. Podjechaliśmy do drzewa, a tam Rosabell pasła się nie zwracając na nas w ogóle uwagi. Zmęczeni zaśmialiśmy się, ale byliśmy szczęśliwi, że znalazła się. Zsiadłam z Riwera i przesiadłam się na klacz, która nie była chętna do współpracy. Musieliśmy jakoś wrócić, a Rosabell nie pójdzie za naszymi końmi. Z Riwer’em nie było tego problemu bo bez problemu sam szedł za Shadowem na którym jechał Ryan. Ruszyliśmy spokojnie, ponieważ ja jechałam pierwszy raz w życiu bez ogłowia i siodła. Nie stresowałam się jednak bo wiedziałam że klacz jest cała, zdrowa i bezpieczna. Jechaliśmy bardzo długo ponieważ nie chcieliśmy przemęczyć Shadowa i Riwer’a. Czas nam się w ogóle nie dłużył bo układaliśmy nasze plany na jutrzejszą randkę. Śmialiśmy i bawiliśmy się dobrze.
O 2 w nocy byliśmy już na kampusie, wszyscy już spali, cała akademia jakby umarła, a my cichutko przemknęliśmy do stajni, odstawiliśmy konie (zaplotłam Riwer’owi obiecane warkoczyki), umyliśmy wędzidła, zapaliliśmy papierosy i kiedy udawaliśmy się do pokoju zaproponowałam popatrzeć na gwiazdy. Chłopak przystał na propozycję i poszliśmy na najbliższy padok. Leżeliśmy tak co najmniej godzinę i rozmawialiśmy. Koło 4 stwierdziliśmy że najwyższy czas iść już spać. Udaliśmy się do pokoju Ryana i zanim zorientowaliśmy się usnęliśmy jak małe dzieci.
To był definitywnie dzień pełen wrażeń.
Dostajesz 30 p. I 10 $
W końcu nadszedł wieczór, a dokładnie była 20.30, o 21 zaczynał się pokaz fajerwerków więc nie miałam za wiele czasu. Ubrałam się dość seksownie (żeby Ryanowi się podobało), wymalowałam delikatnie i wyszłam przed akademik. Czekał tam na mnie Ryan. Pocałował mnie w usta i razem poszliśmy otworzyć całe show. Na miejscu było koło 50 osób i wszyscy nie mogli się doczekać rozpoczęcia. Gadaliśmy i śmialiśmy się kiedy chłopaki postanowili już puszczać fajerwerki. Odpalili parę i widowisko było niezwykłe. Robiło to ogromne wrażenie. Jako przedostatni odpalał Caleb niestety coś poszło nie tak. Wszystko zostało źle zamocowanie i fajerwerk krzywo wystrzelił płosząc 3 konie: Olimpię, Faldo i na nieszczęście Rosabell. Klacz zerwała się i przerwała tylne ogrodzenie uciekając do lasu. Zanim zdążyliśmy ogarnąć co się stało po klaczy nie było śladu. 2 osoby poszły złapać dwa pozostałe konie i zaprowadzili je do stajni.
Wszyscy bardzo się wystraszyli nikt nie chciał ponieść konsekwencji za zgubienie konia. Ryan uspokoił większość i razem ruszyliśmy w poszukiwaniu klaczy. Pobiegliśmy do stajni najszybciej jak się dało. Było już bardzo ciemno i nie mieliśmy czasu więc założyliśmy tylko ogłowia i na oklep prawie przegalopowaliśmy przez stajnię i ruszyliśmy w południową część lasu za wystraszoną klaczą. Szukaliśmy jej wszędzie gdzie się dało, przejechaliśmy las dookoła, ale konia nigdzie nie było. Zaczęłam się bardzo stresować. Galopując po jednym z pobocznych szlaków Riwer potknął się, a ja przeleciałam mu przez szyję. Byłam oszołomiona, ale nic mi się nie stało. Ryan od razu zeskoczył z Shadow’a i pomógł mi wstać. Pytał czy wszystko w porządku i bardzo się martwił. Czułam się dobrze i już po chwili wsiadłam z powrotem na Riwer’a.
Zbliżała się północ, a po Rosabell nie było śladu. Zaczęliśmy się już bardzo martwić, bo było bardzo ciemno, a konie były zmęczone, ale nie mogliśmy jej zostawić samej. Podobno w nocy grasowały tu watahy wilków. Nie mogliśmy jej porzucić. W pewnym momencie usłyszeliśmy wycie i ciśnienie bardzo wzrosło. Bardzo zrezygnowani i zestresowani jechaliśmy głównym szlakiem kiedy konie coś usłyszały. Riwer ruszył przed siebie nie zwracając uwagi, że siedzę mu na grzbiecie. Było tak ciemno że nie widziałam gdzie mnie prowadzi. Nasze konie wyraźnie się ścigały. Wszyscy byliśmy wykończeni i ledwo trzymałam się na grziecie mojego wierzchowca. Zanim się zorientowaliśmy byliśmy na „naszej” polanie gdzie był nasz pierwszy wspólny raz. Podjechaliśmy do drzewa, a tam Rosabell pasła się nie zwracając na nas w ogóle uwagi. Zmęczeni zaśmialiśmy się, ale byliśmy szczęśliwi, że znalazła się. Zsiadłam z Riwera i przesiadłam się na klacz, która nie była chętna do współpracy. Musieliśmy jakoś wrócić, a Rosabell nie pójdzie za naszymi końmi. Z Riwer’em nie było tego problemu bo bez problemu sam szedł za Shadowem na którym jechał Ryan. Ruszyliśmy spokojnie, ponieważ ja jechałam pierwszy raz w życiu bez ogłowia i siodła. Nie stresowałam się jednak bo wiedziałam że klacz jest cała, zdrowa i bezpieczna. Jechaliśmy bardzo długo ponieważ nie chcieliśmy przemęczyć Shadowa i Riwer’a. Czas nam się w ogóle nie dłużył bo układaliśmy nasze plany na jutrzejszą randkę. Śmialiśmy i bawiliśmy się dobrze.
O 2 w nocy byliśmy już na kampusie, wszyscy już spali, cała akademia jakby umarła, a my cichutko przemknęliśmy do stajni, odstawiliśmy konie (zaplotłam Riwer’owi obiecane warkoczyki), umyliśmy wędzidła, zapaliliśmy papierosy i kiedy udawaliśmy się do pokoju zaproponowałam popatrzeć na gwiazdy. Chłopak przystał na propozycję i poszliśmy na najbliższy padok. Leżeliśmy tak co najmniej godzinę i rozmawialiśmy. Koło 4 stwierdziliśmy że najwyższy czas iść już spać. Udaliśmy się do pokoju Ryana i zanim zorientowaliśmy się usnęliśmy jak małe dzieci.
To był definitywnie dzień pełen wrażeń.
Dostajesz 30 p. I 10 $
Od Hayley - zadanie 6
Tej nocy miałam straszne koszmary. Najpierw śniła mi się śmierć Riwer’a, a potem Ryan’a. To było straszne. Nie poradziłabym sobie bez tej dwójki. Na całe szczęście miałam jeszcze moją kochaną Xarę. Była moją najlepszą przyjaciółką. Przed śmiercią mama kupiła mi ją, abym udowodniła jej że zasługuję na swojego własnego konia. Byłam do tego bardzo zdeterminowana jednak kiedy zobaczyłam tą małą kolorową kulkę koń nie miał dla mnie żadnego znaczenia. Wychowałam ją jak swoją córeczkę. Wiem że mama byłaby ze mnie szczęśliwa gdyby żyła. Suczka bardzo mi o niej przypominała, bardzo uspokajała mnie w trudnych chwilkach kiedy nie znałam jeszcze Ryana.
Obudziłam się koło 8, jeszcze bardzo zaspana wzięłam paczkę fajek i zapaliłam jedną. Siedziałam na skraju łóżka i dochodziłam do siebie po ciężkiej nocy. Nagle zorientowałam się, że drzwi od mojego pokoju są uchylone a psa nie ma.
Spanikowałam od razu. Nie wiedziałam co zrobić. Ubrałam na siebie szlafrok i wybiegłam z pokoju szukać Xary. W całym akademiku jej nie było. Ze łzami w oczach wbiegłam do pokoju Ryana trzaskając drzwiami. Chłopak był w szoku. Byłam rozczochrana, bez makijażu, w piżamie i do tego zapłakana. Rzuciłam się na niego i wykrztusiłam że Xara zniknęła. Chłopak trochę mnie uspokoił , ubrał się i poszliśmy do mojego pokoju żebym doprowadziła się do porządku i abyśmy mogli wszystko przeanalizować. Ubrałam się bardzo luźno w bluzę za pośladki, legginsy i Vansy. Włosy spięłam w nieogarniętego koka. Nie pomalowałam się ani trochę. Zapłakana usiadłam na łóżku i wszystko od początku mu wyjaśniłam. Powiedziałam o koszmarach, otwartych drzwiach i zniknięciu Xary.
Postanowiliśmy przeszukać cała akademię. Byliśmy wszędzie: w każdej stajni, na każdym padoku, na hali dosłownie WSZĘDZIE. Zapłakana nie wiedziałam co robić, byłam taka przerażona że nawet papierosa nie chciałam zapalić. Nie mogłam stracić JEJ nie moją Xarę. To tak jakbym straciła córeczkę, jakbym straciła CZĘŚĆ MAMY. Byłam bardzo spanikowana. Ryan wymyślił żeby napisać ogłoszenia, które wywiesimy w całej akademii. To był dobry pomysł. Popędziliśmy do mojego pokoju. Miałam tam drukarkę więc nie było problemu. Po wejściu od razu odpaliłam laptopa i zaczęłam pisać ogłoszenie ze zdjęciem. Po 15 min drukowaliśmy już. Zrobiliśmy 100 kopii. Rozwiesiliśmy je i postanowiliśmy czekać na odzew.
Zbliżała się 18, a po Xarze nie było śladu. Nie mogłam dłużej czekać. Postanowiłam pojechać do lasu i szukać jej na własną rękę. Ryan chciał mi towarzyszyć, ale wysłałam go do pobliskiego miasta żeby tam o nią pytał. Zgodził się bardzo niechętnie. Pocałowałam go i wybiegłam do stajni.
Weszłam do boksu Riwer’a, osiodłałam go i w mgnieniu oka wyruszyłam w stronę lasu. Przez 3 godziny szukałam jej wszędzie, ale nigdzie jej nie było. Byłam coraz bardziej przestraszona. Nie wiedziałam co zrobić. Traciłam nadzieje. Ryan wydzwaniał i wysyłam mi SMSy od 2 godzin, ale nie odbierałam i nie odczytywałam. Było mi słabo. W pewnym momencie z Riwer’em znaleźliśmy dziwną ścieżkę. Nigdy jej jeszcze nie widziałam była porośnięta mchem. Stwierdziłam, że raz kozie śmierć. Ruszyłam przed siebie i nagle moim oczom ukazała się opuszczona myśliwska chata. Zastanawiałam się co to za miejsce. Nigdy dotąd go nie widziałam. Bałam się, że ktoś może być w środku, ktoś niebezpieczny. Ja byłam sama nie mogłam prosić nikogo o pomoc, bo nagle zorientowałam się, że telefon kompletnie mi się wyładował. Zsiadłam z konia, przywiązałam go do pnia, poluzowałam popręg i weszłam do środka. Zauważyłam, że chata była opuszczona od wielu lat: były dziury w dachu, podłoga gniła, nie było żadnych mebli. Szłam ostrożnie żeby czasem podłoga nie zapadła się pod moim ciężarem. Stawałam stopę za stopą, a serce waliło mi jak szalone. Kiedy sprawdziłam cały dół postanowiłam wyjść na górę po bardzo wątpliwych schodach. Zdałam sobie że jeden fałszywy ruch i zrobię sobie krzywdę.
Ostrożnie wyszłam na górę chwiejąc się przy tym niesamowicie. Na piętrze nie było nic z wyjątkiem ogromnej dziury. Zdziwiłam się bo na parterze nie było widać dziury. Okazało się że była to dziura do dobudówki do domu. Podeszłam ostrożnie, a moim oczom ukazałam się Xara leżąca na dywanie z liści w samym środku tej dziury. Cichutko skomlała, a ja rozpłakałam się i krzyknęłam „XARA SPOKOJNIE JUŻ PO CIEBIE IDĘ”. Do pręta nad moją głową wisiała lina spuszczona właśnie do tej dziury. Pewnie ktoś już tam wpadł. Wiedziałam, że musze jej pomóc. Spadła z co najmniej 4 metrów i nie mogła się ruszać. Byłam w dupie bo telefon miałam rozładowany, ale myślałam tylko i wyłącznie o suczce. Delikatnie opuszczałam się po linie i kiedy byłam już na dole podbiegłam do niej. Przytuliłam ją i powiedziałam cichutko „zapi****le cię kiedyś suko”. Xara skomlała z tęsknoty, a płakałam ze szczęścia, ale nie miałam się jeszcze z czego Cieszyć bo musiałam się z stamtąd jakoś wydostać. Wzięłam 15 kilogramowego psa na plecy i zaczęłam wspinać się. Bałam się że lina się urwie i spadniemy, ale modliłam się żeby wszystko było dobrze. Po
Obudziłam się koło 8, jeszcze bardzo zaspana wzięłam paczkę fajek i zapaliłam jedną. Siedziałam na skraju łóżka i dochodziłam do siebie po ciężkiej nocy. Nagle zorientowałam się, że drzwi od mojego pokoju są uchylone a psa nie ma.
Spanikowałam od razu. Nie wiedziałam co zrobić. Ubrałam na siebie szlafrok i wybiegłam z pokoju szukać Xary. W całym akademiku jej nie było. Ze łzami w oczach wbiegłam do pokoju Ryana trzaskając drzwiami. Chłopak był w szoku. Byłam rozczochrana, bez makijażu, w piżamie i do tego zapłakana. Rzuciłam się na niego i wykrztusiłam że Xara zniknęła. Chłopak trochę mnie uspokoił , ubrał się i poszliśmy do mojego pokoju żebym doprowadziła się do porządku i abyśmy mogli wszystko przeanalizować. Ubrałam się bardzo luźno w bluzę za pośladki, legginsy i Vansy. Włosy spięłam w nieogarniętego koka. Nie pomalowałam się ani trochę. Zapłakana usiadłam na łóżku i wszystko od początku mu wyjaśniłam. Powiedziałam o koszmarach, otwartych drzwiach i zniknięciu Xary.
Postanowiliśmy przeszukać cała akademię. Byliśmy wszędzie: w każdej stajni, na każdym padoku, na hali dosłownie WSZĘDZIE. Zapłakana nie wiedziałam co robić, byłam taka przerażona że nawet papierosa nie chciałam zapalić. Nie mogłam stracić JEJ nie moją Xarę. To tak jakbym straciła córeczkę, jakbym straciła CZĘŚĆ MAMY. Byłam bardzo spanikowana. Ryan wymyślił żeby napisać ogłoszenia, które wywiesimy w całej akademii. To był dobry pomysł. Popędziliśmy do mojego pokoju. Miałam tam drukarkę więc nie było problemu. Po wejściu od razu odpaliłam laptopa i zaczęłam pisać ogłoszenie ze zdjęciem. Po 15 min drukowaliśmy już. Zrobiliśmy 100 kopii. Rozwiesiliśmy je i postanowiliśmy czekać na odzew.
Zbliżała się 18, a po Xarze nie było śladu. Nie mogłam dłużej czekać. Postanowiłam pojechać do lasu i szukać jej na własną rękę. Ryan chciał mi towarzyszyć, ale wysłałam go do pobliskiego miasta żeby tam o nią pytał. Zgodził się bardzo niechętnie. Pocałowałam go i wybiegłam do stajni.
Weszłam do boksu Riwer’a, osiodłałam go i w mgnieniu oka wyruszyłam w stronę lasu. Przez 3 godziny szukałam jej wszędzie, ale nigdzie jej nie było. Byłam coraz bardziej przestraszona. Nie wiedziałam co zrobić. Traciłam nadzieje. Ryan wydzwaniał i wysyłam mi SMSy od 2 godzin, ale nie odbierałam i nie odczytywałam. Było mi słabo. W pewnym momencie z Riwer’em znaleźliśmy dziwną ścieżkę. Nigdy jej jeszcze nie widziałam była porośnięta mchem. Stwierdziłam, że raz kozie śmierć. Ruszyłam przed siebie i nagle moim oczom ukazała się opuszczona myśliwska chata. Zastanawiałam się co to za miejsce. Nigdy dotąd go nie widziałam. Bałam się, że ktoś może być w środku, ktoś niebezpieczny. Ja byłam sama nie mogłam prosić nikogo o pomoc, bo nagle zorientowałam się, że telefon kompletnie mi się wyładował. Zsiadłam z konia, przywiązałam go do pnia, poluzowałam popręg i weszłam do środka. Zauważyłam, że chata była opuszczona od wielu lat: były dziury w dachu, podłoga gniła, nie było żadnych mebli. Szłam ostrożnie żeby czasem podłoga nie zapadła się pod moim ciężarem. Stawałam stopę za stopą, a serce waliło mi jak szalone. Kiedy sprawdziłam cały dół postanowiłam wyjść na górę po bardzo wątpliwych schodach. Zdałam sobie że jeden fałszywy ruch i zrobię sobie krzywdę.
Ostrożnie wyszłam na górę chwiejąc się przy tym niesamowicie. Na piętrze nie było nic z wyjątkiem ogromnej dziury. Zdziwiłam się bo na parterze nie było widać dziury. Okazało się że była to dziura do dobudówki do domu. Podeszłam ostrożnie, a moim oczom ukazałam się Xara leżąca na dywanie z liści w samym środku tej dziury. Cichutko skomlała, a ja rozpłakałam się i krzyknęłam „XARA SPOKOJNIE JUŻ PO CIEBIE IDĘ”. Do pręta nad moją głową wisiała lina spuszczona właśnie do tej dziury. Pewnie ktoś już tam wpadł. Wiedziałam, że musze jej pomóc. Spadła z co najmniej 4 metrów i nie mogła się ruszać. Byłam w dupie bo telefon miałam rozładowany, ale myślałam tylko i wyłącznie o suczce. Delikatnie opuszczałam się po linie i kiedy byłam już na dole podbiegłam do niej. Przytuliłam ją i powiedziałam cichutko „zapi****le cię kiedyś suko”. Xara skomlała z tęsknoty, a płakałam ze szczęścia, ale nie miałam się jeszcze z czego Cieszyć bo musiałam się z stamtąd jakoś wydostać. Wzięłam 15 kilogramowego psa na plecy i zaczęłam wspinać się. Bałam się że lina się urwie i spadniemy, ale modliłam się żeby wszystko było dobrze. Po
stresujących 15 minutach wydostałyśmy się.
Delikatnie wyszłyśmy z chaty i od razu ciśnienie zeszło. Okazało się, że z Xarą wszystko było w porządku, była po prostu sparaliżowana strachem. Przytuliłam ją jeszcze raz, wsiadłam na Riwer’a i ruszyłam w stronę akademii. Xara nie oddalała się biegła obok nas.
O 21 byłam na kampusie. Ogarnęłam konia i zmęczona wróciłam do pokoju gdzie z Xarą zastałyśmy zapłakanego Ryana:
- Gdzieś ty była?!!!!! Co się stało???!!!! Włosy sobie z głowy wyrywałem, nie odbierałaś nie odpisywałaś nic! – krzyczał po czym przytulił mnie
- Spokojnie znalazłam Xarę i przeżyłyśmy razem niesamowitą przygodę. Usmiechnęłam się i pocałowałam chłopaka.
- Jutro opowiem ci wszystko, muszę się przespać. – po tych słowach rzuciłam się na łóżko i zasnęłam.
Delikatnie wyszłyśmy z chaty i od razu ciśnienie zeszło. Okazało się, że z Xarą wszystko było w porządku, była po prostu sparaliżowana strachem. Przytuliłam ją jeszcze raz, wsiadłam na Riwer’a i ruszyłam w stronę akademii. Xara nie oddalała się biegła obok nas.
O 21 byłam na kampusie. Ogarnęłam konia i zmęczona wróciłam do pokoju gdzie z Xarą zastałyśmy zapłakanego Ryana:
- Gdzieś ty była?!!!!! Co się stało???!!!! Włosy sobie z głowy wyrywałem, nie odbierałaś nie odpisywałaś nic! – krzyczał po czym przytulił mnie
- Spokojnie znalazłam Xarę i przeżyłyśmy razem niesamowitą przygodę. Usmiechnęłam się i pocałowałam chłopaka.
- Jutro opowiem ci wszystko, muszę się przespać. – po tych słowach rzuciłam się na łóżko i zasnęłam.
Dostajesz 35 p. I 15 $
czwartek, 24 listopada 2016
Od Hayley C.D Ryana
To był naprawdę cudowny s*ks. Czułam się cudownie, taka spełniona. Do tego mam najcudowniejszego chłopaka na świecie. Leżeliśmy tak w łóżku przez następne 40 minut gadając o innych pozycjach, które chcieliśmy przetestować w najbliższym czasie, ale w końcu musieliśmy się ruszyć. Pocałowałam chłopaka i powiedziałam:
- To co kochanie teren za pół godziny? – zaproponowałam
- Czemu nie chętnie się wybiorę. – powiedział z uśmiechem na ustach.
- To za 15 minut w stajni. – powiedziałam rozkazująco, a potem wybuchliśmy śmiechem
Ubrałam się, pocałowałam go jeszcze raz, pogłaskałam Rikiego i wyszłam. Kiedy wyłam w pokoju ubrałam się w strój jeździecki, poprawiłam makijaż i wyszłam do stajni. Zanim dotarłam dostałam bardzo dziwnego SMSa od numeru zastrzeżonego „Jeśli nie wrócisz będziesz żałować”. Przez chwilę zastanawiałam się o co chodzi, ale przestałam się tym przejmować po chwili i schowałam telefon do kieszeni. Na miejscu czekał już mój przystojniak tak seksowny jak zawsze. Przytuliłam go, a on złapał mnie za pośladek, strasznie mnie to jarało, ale miała się skupić na Riwer’rze, a nie na tym, że rozebrałabym go tu i teraz. Zaczęliśmy przygotowywać konie do jazdy kiedy zadzwoniła do mnie siostra.
Wyszłam na chwilę ze stajni, żeby dowiedzieć się co się stało, ale kiedy wróciłam żałowałam że odebrałam. Podeszłam do Ryana i zaczęłam płakać.
- Misiu co się stało?? – zapytał zakłopotany chłopak
- Mój… mój..m…. MÓJ TATA MIAŁ WYPADEK SAMOCHODOWY!!! – zaczęłam płakać jak jeszcze nigdy
Zanosiłam się płaczem, a chłopak nie mógł mnie uspokoić. Mówił że będzie dobrze i inne tego typu pierdoły, ale dla mnie to było tragiczne. Wyrwałam mu się z uścisku i wybiegłam ze stajni krzycząc za sobą:
- WRACAM DO KANADY!
<Ryan?>
- To co kochanie teren za pół godziny? – zaproponowałam
- Czemu nie chętnie się wybiorę. – powiedział z uśmiechem na ustach.
- To za 15 minut w stajni. – powiedziałam rozkazująco, a potem wybuchliśmy śmiechem
Ubrałam się, pocałowałam go jeszcze raz, pogłaskałam Rikiego i wyszłam. Kiedy wyłam w pokoju ubrałam się w strój jeździecki, poprawiłam makijaż i wyszłam do stajni. Zanim dotarłam dostałam bardzo dziwnego SMSa od numeru zastrzeżonego „Jeśli nie wrócisz będziesz żałować”. Przez chwilę zastanawiałam się o co chodzi, ale przestałam się tym przejmować po chwili i schowałam telefon do kieszeni. Na miejscu czekał już mój przystojniak tak seksowny jak zawsze. Przytuliłam go, a on złapał mnie za pośladek, strasznie mnie to jarało, ale miała się skupić na Riwer’rze, a nie na tym, że rozebrałabym go tu i teraz. Zaczęliśmy przygotowywać konie do jazdy kiedy zadzwoniła do mnie siostra.
Wyszłam na chwilę ze stajni, żeby dowiedzieć się co się stało, ale kiedy wróciłam żałowałam że odebrałam. Podeszłam do Ryana i zaczęłam płakać.
- Misiu co się stało?? – zapytał zakłopotany chłopak
- Mój… mój..m…. MÓJ TATA MIAŁ WYPADEK SAMOCHODOWY!!! – zaczęłam płakać jak jeszcze nigdy
Zanosiłam się płaczem, a chłopak nie mógł mnie uspokoić. Mówił że będzie dobrze i inne tego typu pierdoły, ale dla mnie to było tragiczne. Wyrwałam mu się z uścisku i wybiegłam ze stajni krzycząc za sobą:
- WRACAM DO KANADY!
<Ryan?>
Od Hayley C.D Ryana
Obudziłam się przed 6, miałam tyle myśli w głowie, że nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Ryan wciąż spał i wyglądał tak niewinnie i uroczo. Mimo, że zrobił tyle strasznych rzeczy kochałam go. Delikatnie zsunęłam się z łóżka uwalniając się z uścisku chłopaka. Spojrzałam na legowisko, a Riki wyraźnie wskazywał, że chce wyjść na spacer. Ubrałam się i po cichu wyszłam z akademika. Usiadłam na trawie i razem z Rikim leżeliśmy. Ja patrzyłam na niebo, a on bawił się piłką którą zabrałam z pokoju Ryana. Patrząc na tą psinę wyobrażałam sobie co on i Ryan musieli przejść wychowując się na ulicy zanim nie znalazł ich ten potwór. Łzy zaczęły mi same lecieć bo nie wiedziałam co mam zrobić. Kochałam go ale jednocześnie wiedziałam, że zachowywał się jak narwany psychopata. Nie mogłam się uspokoić i po moich policzkach spływały strugi łez tak samo jak na pogrzebie mamy. Wtedy coś mnie olśniło. Nie mogę stracić ukochanej osoby za to, że robiła coś kiedyś, ważne co robi teraz. Nie możemy odpuszczać bo tak naprawdę nie wiemy czy nasze słowa nie będą ostatnimi. Przemyślałam wszystko od a do z i już wiedziałam co zrobię.
Zapaliłam papierosa i wtedy właśnie przed akademik wyszedł Ryan. Również zapalił papierosa i usiadł koło mnie.
-Co tak się zerwałaś rano? – zapytał trochę zaspany
-Riki piszczał a ty spałeś, obudziłam się wieć wyszłam z nim.
-Jeśli się mnie boisz powiedz .. jeśli nienawidzisz powiedz ... odejdę, ale posłuchaj bo nie będę powtarzał. – powiedział przygnębiony ale zdeterminowany
-Co ..? Czego ..?
-Kocham Cię ...
- Ja ciebie bardziej. Jesteś dla mnie tym jedynym i nie chcę cię stracić. – powiedziałam rzuciłam mu się w ramiona i czule go pocałowałam.
Teraz miałam nadzieję że w końcu będziemy szczęśliwi.
<Ryan?>
środa, 23 listopada 2016
Od Hayley C.D Ryan
Kiedy Ryan zaproponował, że zajmie się moją klaczą, ani trochę nie protestowałam tylko poszłam do pokoju. Położyłam się na łóżku i dopiero dotarło do mnie, że zrobiłam TO z Ryanem. Ciężko było mi w to uwierzyć lecz nie mogłam zaprzeczyć, że było cudownie. Żeby nie skupiać się na tym wszystkim co się wydarzyło poszłam pod prysznic, ale dopiero teraz zdałam sobie sprawę jak bardzo się w nim zakochałam. Było mi źle z tym, że nie mówi mi wszystkiego o sobie. Wykąpana ubrałam się w piżamkę i razem z Xarą ułożyłam się do snu jednak to wszystko nie pozwalało mi zasnąć. Stwierdziłam raz kozie śmierć może w końcu powie prawdę.
Kiedy podeszłam do jego drzwi delikatnie zapukałam i weszłam. Ryan leżał już w łóżku i szykował się do snu jednak ja nie mogłam czekać. Błagałam, aż mi powie prawdę i zgodził się. Położyłam się tuż obok niego i wtuliłam mu się w tors. Kiedy opowiedział mi o sobie zamarłam. Mój ukochany zabijał i gwałcił. Nie mogłam tego pojąć. Było to dla mnie straszne przeżycie jednak starałam się zachować zimną krew. Chłopak od razu zauważył że się trzęsę:
- Hay spokojnie nigdy więcej już czegoś takiego nie zrobię. Zależy mi na tobie i teraz jest to jedyne co się dla mnie liczy. – powiedział kochającym i ciepłym głosem
- Jest w porządku cieszę się że w końcu wyjawiłeś mi całą prawdę. – powiedziałam trochę zdenerwowana, po czym przytuliłam się do niego i było mi znacznie lepiej. Jednak w głowie miałam nadal myśl że coś jest nie tak.
<Ryan??>
Kiedy podeszłam do jego drzwi delikatnie zapukałam i weszłam. Ryan leżał już w łóżku i szykował się do snu jednak ja nie mogłam czekać. Błagałam, aż mi powie prawdę i zgodził się. Położyłam się tuż obok niego i wtuliłam mu się w tors. Kiedy opowiedział mi o sobie zamarłam. Mój ukochany zabijał i gwałcił. Nie mogłam tego pojąć. Było to dla mnie straszne przeżycie jednak starałam się zachować zimną krew. Chłopak od razu zauważył że się trzęsę:
- Hay spokojnie nigdy więcej już czegoś takiego nie zrobię. Zależy mi na tobie i teraz jest to jedyne co się dla mnie liczy. – powiedział kochającym i ciepłym głosem
- Jest w porządku cieszę się że w końcu wyjawiłeś mi całą prawdę. – powiedziałam trochę zdenerwowana, po czym przytuliłam się do niego i było mi znacznie lepiej. Jednak w głowie miałam nadal myśl że coś jest nie tak.
<Ryan??>
wtorek, 22 listopada 2016
Od Hayley C.D Ryana [+18]
Kiedy zobaczyliśmy spadającą gwiazdę pomyślałam życzenie: „Żeby zaufał mi w stu procentach i w końcu opowiedział mi o sobie”. Chłopak zapytał mnie o czym pomyślałam, ale nie zdradziłam mu tego. Leżeliśmy na kamieniu, ale po jakimś czasie wstaliśmy, Ryan przyciągnął mnie do siebie i od delikatnego pocałunku się zaczęło… Najpierw niewinny całus przerodził się w namiętne pocałunki… Potem czułam jego dotyk na moim ciele. Było to bardzo podniecające. Nie mogliśmy się opanować… Atmosfera zagęszczała się. Zdarłam z niego koszulę i zaczęłam całować go po torsie, zjechałam niżej… Byłam na wprost jego krocza, zsunęłam z niego spodnie razem z bokserkami i ujrzałam jego dużego kutasa. Zaczęłam go ssać. Widać, że mu się podobało. Wydawał z siebie ledwo słyszalne jęki, oddychał bardzo głośno. Jarało mnie to niesamowicie. Następnie on rozebrał mnie i całował gdzie popadnie, to było cudowne uczucie. Byłam cała mokra i niesamowicie podniecona kiedy we mnie wszedł. Wchodził głębiej i głębiej, a ja czułam że zaraz wybuchnę. Potem nadszedł orgazm najpierw mój potem jego. Położyliśmy się na trawie i leżeliśmy tak przytuleni do siebie.
Wiedziałam jedno kocham go i zrobię wszystko żeby mi zaufał. Po tym zasnęłam….
<Ryan? >
Wiedziałam jedno kocham go i zrobię wszystko żeby mi zaufał. Po tym zasnęłam….
<Ryan? >
Od Hayley C.D Ryana
Nie powiedział mi wszystkiego. W głębi duszy pomyślałam, że może uda mi się dowiedzieć więcej, ale niestety Ryan był wyjątkowo nieugiętym i upartym chłopakiem.
- Coś o mnie… Hm? Więc tak ogólnie pochodzę z Kanady, ale mam norweskie korzenie. Mam upierdliwą młodszą siostrę Kate i oczywiście ojca. 3 lata temu straciłam mamę w wypadku… - po tych słowach trochę posmutniałam
- Przykro mi. Co się stało jeśli mogę wiedzieć? – powiedział Ryan podjeżdżając bliżej i łapiąc mnie za rękę
- W porządku już przyzwyczaiłam się do jej braku. Kiedy jechała jeepem prowadząc przyczepę z nowym koniem wpadła w poślizg i wypadła z drogi. Razem z przyczepą sturlała się z niewielkiego klifu i razem z koniem zginęła na miejscu.
- Jezu… musiało ci być ciężko prawda? Wybacz ale jestem dobry w pocieszaniu niestety nigdy nie miałem takich prawdziwych rodziców. – mówił Ryan cały czas trzymając mnie za rękę.
- Cieszę się że to właśnie tobie to mówię. – uśmiechnęłam się – Tak było ciężko przez pierwsze dwa lata. W tym czasie zrobiłam sobie 6 tatuaży, żeby postawiać się ojcu. Wiesz zrobiłam się taka jaka jestem teraz czyli: fajki, imprezy i wódka hehe. – zaśmiałam się głośno – Tak naprawdę nie żałuję niczego co zrobiłam, a przede wszystkim cieszę się, że poznałam ciebie. – posłałam mu najpiękniejszy uśmiech, który odwzajemnił – Dobra ścigamy się do końca tej dróżki. – przerwałam i wskazałam na zarośniętą wąską ścieżkę po lewej.
- Dobra, ale wiesz, że wygram? – powiedział ze śmiechem Ryan
- Jeszcze zobaczymy. – powiedziałam i zmarszczyłam brwi
Ruszyliśmy w mgnieniu oka galopem, wymijaliśmy się co chwilę, ale ostatecznie równo dojechaliśmy do końca ścieżki. Nagle naszym oczom ukazała się piękna cicha i opuszczona polana….
<Ryan?^^>
- Coś o mnie… Hm? Więc tak ogólnie pochodzę z Kanady, ale mam norweskie korzenie. Mam upierdliwą młodszą siostrę Kate i oczywiście ojca. 3 lata temu straciłam mamę w wypadku… - po tych słowach trochę posmutniałam
- Przykro mi. Co się stało jeśli mogę wiedzieć? – powiedział Ryan podjeżdżając bliżej i łapiąc mnie za rękę
- W porządku już przyzwyczaiłam się do jej braku. Kiedy jechała jeepem prowadząc przyczepę z nowym koniem wpadła w poślizg i wypadła z drogi. Razem z przyczepą sturlała się z niewielkiego klifu i razem z koniem zginęła na miejscu.
- Jezu… musiało ci być ciężko prawda? Wybacz ale jestem dobry w pocieszaniu niestety nigdy nie miałem takich prawdziwych rodziców. – mówił Ryan cały czas trzymając mnie za rękę.
- Cieszę się że to właśnie tobie to mówię. – uśmiechnęłam się – Tak było ciężko przez pierwsze dwa lata. W tym czasie zrobiłam sobie 6 tatuaży, żeby postawiać się ojcu. Wiesz zrobiłam się taka jaka jestem teraz czyli: fajki, imprezy i wódka hehe. – zaśmiałam się głośno – Tak naprawdę nie żałuję niczego co zrobiłam, a przede wszystkim cieszę się, że poznałam ciebie. – posłałam mu najpiękniejszy uśmiech, który odwzajemnił – Dobra ścigamy się do końca tej dróżki. – przerwałam i wskazałam na zarośniętą wąską ścieżkę po lewej.
- Dobra, ale wiesz, że wygram? – powiedział ze śmiechem Ryan
- Jeszcze zobaczymy. – powiedziałam i zmarszczyłam brwi
Ruszyliśmy w mgnieniu oka galopem, wymijaliśmy się co chwilę, ale ostatecznie równo dojechaliśmy do końca ścieżki. Nagle naszym oczom ukazała się piękna cicha i opuszczona polana….
<Ryan?^^>
Od Hayley C.D Ryana
Siedziałam w boksie Riwer’a i myślałam o tym wszystkim: o tym jak się zachowałam i o Ryanie. Sama nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić, za to Riwer uspokajał mnie jak nikt inny. Nagle do stajni wszedł Ryan, wszedł do boksu i powiedział mi to wszystko co chciałam usłyszeć po czym pocałował mnie delikatnie w usta. Byłam szczęśliwa ale po słowie ”przyjaciółka” miałam wrażenie, że nic z tego nie będzie.
- Przepraszam cię za moje zachowanie wcześniej, ale nic na to nie poradzę że jestem zazdrosna. Ryan posłuchaj nie jesteś mi obojętny i….. – zanim skończyłam znowu mnie pocałował i przytulił
- Ty też nie jesteś mi obojętna, ale nie znasz mnie, nie wiesz jaki byłem. Nie wiesz nic.
- powiedział stanowczo a potem trochę posmutniał.
- No to mi wytłumacz co się stało. Zależy mi na tobie i nie ważne co zrobiłeś kiedyś. Dla mnie liczy się TERAZ.
- Chciałbym, ale dla mnie to jeszcze za wcześnie…. Naprawdę…. – prawie wyszeptał
- Ale… - Chciałam wymusić na nim odpowiedź ale umilkłam.
Staliśmy przytuleni w boksie i nie odzywaliśmy się przez 20 minut. W końcu przerwałam tą błogą ciszę i zaproponowałam:
- To może wybierzemy się na romantyczną przejażdżkę we dwojga? Co ty na to?
<Ryan? :*>
- Przepraszam cię za moje zachowanie wcześniej, ale nic na to nie poradzę że jestem zazdrosna. Ryan posłuchaj nie jesteś mi obojętny i….. – zanim skończyłam znowu mnie pocałował i przytulił
- Ty też nie jesteś mi obojętna, ale nie znasz mnie, nie wiesz jaki byłem. Nie wiesz nic.
- powiedział stanowczo a potem trochę posmutniał.
- No to mi wytłumacz co się stało. Zależy mi na tobie i nie ważne co zrobiłeś kiedyś. Dla mnie liczy się TERAZ.
- Chciałbym, ale dla mnie to jeszcze za wcześnie…. Naprawdę…. – prawie wyszeptał
- Ale… - Chciałam wymusić na nim odpowiedź ale umilkłam.
Staliśmy przytuleni w boksie i nie odzywaliśmy się przez 20 minut. W końcu przerwałam tą błogą ciszę i zaproponowałam:
- To może wybierzemy się na romantyczną przejażdżkę we dwojga? Co ty na to?
<Ryan? :*>
Od Hayley - Zadanie 14
Dzisiejszego ranka obudziłam się ze strasznym wkur*em. Praktyczne cała akademia wybierała się na zawody skokowe w pobliskim ośrodku jeździeckim, a ja udupiona leżałam w łóżku z zatkanym nosem. Od dwóch dni czułam się źle, ale starałam się udawać że jest ok, żeby pozwolili mi jechać. Niestety kadra przejrzała mnie i dostałam zakaz wyjazdu. Byłam strasznie wściekła bo od 2 tygodni przygotowywaliśmy się do tych zawodów z Riwer’em. Miały to być nasze takie pierwsze poważne zawody. Bardzo chciałam pojechać L niestety nie miałam takiej możliwości.
Leżąc w łóżku i użalając się nad wszystkim dostałam SMS-a od Ryana:
R: Nie martw się Hay, najważniejsze żebyś się wykurowała. My już wyjechaliśmy i będziemy wieczorem. Masz pozdrowienie od Caleba i Alex. Ryan
Uśmiechnęłam się pod nosem i odpisałam:
H: Już mi się bez ciebie nudzi dobra buziaki ^^
O 9 już nikogo nie było w akademii poza mną. Ogarnęłam się powoli, wysmarkałam 3 opakowania chusteczek, zajarałam i wyszłam z pokoju kierując się w stronę stajni. Postanowiłam że dzisiejszy dzień spędzę z końmi opiekując się nimi. Zaczęłam od obchodu stajni. Kiedy wszystko wydawało się w porządku weszłam do boksu Riwer’a i zaplotłam mu grzywę w siateczkę. Czas mijał i mijam, a mi ani trochę się nie nudziło. Wyszłam z boksu planując zapalić jeszcze jednego papierosa kiedy bardzo zaniepokoiło mnie rżenie jednego z kopytnych. Szybko udałam się w stronę dźwięku kiedy zobaczyłam Olimpię leżącą w boksie. Bardzo wystraszyłam się bo miała ciężki i przyspieszony oddech. Szybko zareagowałam: weszłam do boksu i próbowałam pomóc jej wstać niestety na Marnę. Szybko doszłam do wniosku, że sama jej nie pomogę więc zadzwoniłam po panią Sarah Willson, weterynarz, która współpracowała z naszą akademią.
Po moim telefonie zjawiła się w przeciągu 10 minut. Wbiegła do stajni i podała klaczy leki. Po 20 minutach było już po wszystkim. Klacz wstała i wyglądała zdecydowanie lepiej niż wcześniej. Zestresowana zapaliłam już 5 papierosa i poczęstowałam panią doktor.
- Bardzo dobrze że zadzwoniłaś Hayley gdyby nie ty mogłoby to się skończyć tragedią. Zostanę z nią teraz a ty możesz odpocząć. – powiedziała Sarah i usiadła koło boksu klaczy
Podziękowałam jej za wszystko i wyszłam ze stajni. Wiedziałam jedno nigdy więcej nie chcę przeżywać takiego stresu drugi raz.
Dostajesz 10 punktów.
Leżąc w łóżku i użalając się nad wszystkim dostałam SMS-a od Ryana:
R: Nie martw się Hay, najważniejsze żebyś się wykurowała. My już wyjechaliśmy i będziemy wieczorem. Masz pozdrowienie od Caleba i Alex. Ryan
Uśmiechnęłam się pod nosem i odpisałam:
H: Już mi się bez ciebie nudzi dobra buziaki ^^
O 9 już nikogo nie było w akademii poza mną. Ogarnęłam się powoli, wysmarkałam 3 opakowania chusteczek, zajarałam i wyszłam z pokoju kierując się w stronę stajni. Postanowiłam że dzisiejszy dzień spędzę z końmi opiekując się nimi. Zaczęłam od obchodu stajni. Kiedy wszystko wydawało się w porządku weszłam do boksu Riwer’a i zaplotłam mu grzywę w siateczkę. Czas mijał i mijam, a mi ani trochę się nie nudziło. Wyszłam z boksu planując zapalić jeszcze jednego papierosa kiedy bardzo zaniepokoiło mnie rżenie jednego z kopytnych. Szybko udałam się w stronę dźwięku kiedy zobaczyłam Olimpię leżącą w boksie. Bardzo wystraszyłam się bo miała ciężki i przyspieszony oddech. Szybko zareagowałam: weszłam do boksu i próbowałam pomóc jej wstać niestety na Marnę. Szybko doszłam do wniosku, że sama jej nie pomogę więc zadzwoniłam po panią Sarah Willson, weterynarz, która współpracowała z naszą akademią.
Po moim telefonie zjawiła się w przeciągu 10 minut. Wbiegła do stajni i podała klaczy leki. Po 20 minutach było już po wszystkim. Klacz wstała i wyglądała zdecydowanie lepiej niż wcześniej. Zestresowana zapaliłam już 5 papierosa i poczęstowałam panią doktor.
- Bardzo dobrze że zadzwoniłaś Hayley gdyby nie ty mogłoby to się skończyć tragedią. Zostanę z nią teraz a ty możesz odpocząć. – powiedziała Sarah i usiadła koło boksu klaczy
Podziękowałam jej za wszystko i wyszłam ze stajni. Wiedziałam jedno nigdy więcej nie chcę przeżywać takiego stresu drugi raz.
Dostajesz 10 punktów.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
