Tym razem jazdę miałam wieczorem. Diko już dawno był po długim spacerze, więc zostało mi wyprowadzić do około 22:00, by w nocy mieć spokój. Byłam dzisiaj ostatnim uczniem na hali, a Sifil miał już za sobą jedną jazdę. Nie był więc zbytnio żywiołowy, co było tylko na moją korzyść. Nie czułam się pewnie, siedząc na jego grzbiecie, ale z drugiej strony nie byłam tu na siłę. Wiedziałam, że w każdym momencie mogę z niego zsiąść i to zakończyć. Nie szło mi jednak cudownie i łatwo. Im bardziej próbowałam rozluźnić się w kłusie, tym bardziej latałam w siodle.
- Nie martw się, załapiesz to – powiedział pan Rose.
Koń przeszedł do stępa. Wyprowadziło mnie to z równowagi i poleciałam na jego szyję. Westchnęłam tylko i wróciłam do właściwej pozycje, poprawiając zwłaszcza ułożenie nóg.
- Chcesz trochę pojeździć sama? – zapytał mnie instruktor.
Kiwnęłam głową, a pan Rose odpiął mi lonże od ogłowia i zaprowadził konia do ściany ujeżdżalni, po czym go puścił.
- Nabierz spokojnie wodze i patrz przed siebie – powiedział, a ja starałam się robić wszystko to, co mówi. – Palce do konia, pięta niżej.
Koń wziął głowę lekko w dół, a ja szarpnęłam ręce do góry. Zwierzę poderwało gwałtownie głowę. Chyba coś źle zrobiłam..
- Nie rób tak! Delikatnie na wodzy – zawołał do mnie instruktor. – Teraz delikatnie przyłóż lewą nogę i pracuj prawą wodzą.
Koń jak zaprogramowany zaczął skręcać w stronę instruktora.
- Wystarczy już tego skręcania – powiedział.
Skończyłam wydawać sygnały zwierzęciu, a ono po prostu zaczęło iść prosto.
- Zatrzymaj go tak, jak ćwiczyliśmy wczoraj.
Odchyliłam plecy do tyłu i lekko pociągnęłam za wodze. Sifil stanął w miejscu, a pan Rose przypiął go do lonży. Zacmokał, a koń zaczął stępować po kole.
- Jeszcze kilka ostatnich ćwiczeń i kończymy – uśmiechnął się do mnie.
Robiłam skręty ciała, skłony, a nawet młynek, gdy koń powoli stępował. Ostatecznie przytuliłam się do końskiej szyi i mogłam z niego nie zsiadać.
- Dobrze królewno, pora zsiadać – zaśmiał się pan Rose i zatrzymał Sifila.
Prychnęłam ze śmiechu i powoli zsiadłam, nie mając w tym jeszcze wprawy. Pewnie wzięłam wodze w rękę i kierowałam się w stronę stajni.
- Niedługo przyjdzie do ciebie pewna uczennica i pomoże nakarmić konie – powiedział.
Kiwnęłam głową i pod czujnym okiem stajennego, ściągałam ogłowie koniowi. Szybko założyłam mu kantar i przypięłam do uwiązu, by nie uciekł. Od razu wymyłam wędzidło w wodzie i odwiesiłam ogłowie na miejsce. Następnie wzięłam się za odpięcie popręgu i zajęłam się zdjęciem siodła oraz czapraka.
Potem szybko przetarłam konia i odpięłam go z uwiązu, po czym zamknęłam boks. W tym momencie stajenny zniknął mi z oczu, a mi zostało odłożyć cały sprzęt i czekać na uczennice.
Postanowiłam na spokojnie podejść do tematu i poczekać na dziewczynę. Pojawiła się w stajni po krótkiej chwili.
- Cześć, jestem Charlotta – przedstawiłam się.
Od razu uśmiechnęłam się.
(Esmeralda?)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Charlotte. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Charlotte. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 27 kwietnia 2017
Od Charlotte C.D Shawna
Normalnym było dla mnie wstawanie o 4:30, tylko po to, by wyszykować się przed śniadaniem, które miało być o 5:00. Za oknem widziałam bezchmurne niebo, ale słońce nie pojawiło się jeszcze na horyzoncie. Nie zwracałam uwagi na psa, który zresztą i tak, póki co spał na legowisku. Po cichu weszłam do łazienki, by wymyć swoją twarz, nałożyć na nią krem i wymyć zęby. Następnie rozczesałam swoje włosy i zrobiłam szybki makijaż, który powinien przetrwać przebieżkę po śniadaniu. Do pokoju weszłam tylko po dres i buty. Po ubraniu się zeszłam na dół, by przygotować sobie na szybko owsiankę na wodzie z bananem i orzechami włoskimi. Zjadłam to na spokojnie i połknęłam tabletkę z witaminą B12. Po śniadaniu należało pomyć po sobie. Dziwne było to, że właściwie byłam dzisiaj sama. Niby miał mi ktoś towarzyszyć, może to jakiś pracownik?
Wyszłam z akademika i udałam się w stronę stajni z końmi stajennymi. I moje przeczucie okazało się właściwe. Czekał tam na mnie pan James Rose.
- Jaka punktualna z ciebie dziewczyna – powiedział i oddarzył mnie uśmiechem – I o dziwo dobrze się ubrałaś do stajni.
- Dziękuję bardzo – odparłam i odwzajemniłam uśmiech.
- Choć za mną, to przedstawię ci konie.
Weszliśmy do stajni, w której unosił się zapach obornika. Na szczęście nie do mnie będzie należeć zadanie wywożenia go. Ja mam dzisiaj tylko nakarmić konie.
- Przynieś z paszarni paszę Premium w zielonym opakowaniu, pięć paczek.
Wpadłam na genialny pomysł i wzięłam czystą taczkę. Przecież nie będę latać pięć razy, tylko te paczki wrzucę na taczkę i przyjadę z nimi. Dojechałam taczką pod paszarnie i znalazłam poszukiwane jedzenia dla koni. Zapakowałam tyle, ile powinnam na taczkę i powoli wróciłam. Nie widziałam jeszcze ani jednego konia, a właściwie chyba tylko dlatego zgodziłam się to zrobić.
- W stajni jest obecnie dwadzieścia jeden koni. Zaraz po kolej opowiem ci o nich – zaczął instruktor. – Właściwie dobrze, że wzięłaś ze sobą taczkę. Przesypiemy tu pasze i pojedziemy z nią, po kolei rozdając jedzenie.
I tak zrobiliśmy. Zeszło to bardzo szybko, a ja w razie czego, wiedziałam już, gdzie szukać imion koni oraz innych podstawowych informacji o nich. Następnie dałam każdemu koniowi siano, wytrzepałam taczkę i wróciłam z nią na jej miejsce.
- Pamiętasz już, jak karmić? – zapytał instruktor.
- Tak – powiedziałam.
- To teraz przegonimy konie na padok. Jest już otwarty, więc konie trafią tam bez problemu. Pójdę tam, a ty otwórz boksy tylko klaczom i wałachom – powiedział.
Poszedł do wejścia na padok i upewnił się, że konie nie mają jak uciec.
- Otwieraj! – zawołał.
Patrząc na tabliczki, wiedziałam, które boksy otworzyć. I tak zrobiłam. Ostatecznie w stajni zostało osiem koni. Pan Rose zamknął pierwszy padok i poszedł do drugiego.
- Puszczaj ogiery! – zawołał.
Wypuściłam resztę koni i wyszłam przed stajnię. W moją stronę szedł już instruktor.
- Wszystko gra? – zapytałam.
- Tak, nie pomyliłaś żadnego konia.
Uśmiechnęłam się, czując gdzieś w głębi siebie dumę i jednocześnie ulgę.
- To do 6:50. Ubierz się odpowiednio – powiedział.
- Do zobaczenia proszę pana – powiedziałam i skierowałam się w stronę lasu.
Wiedziałam już, dokąd mniej więcej muszę dobiec, by było pięć kilometrów wraz z powrotem. Ruszyłam więc tą ścieżką. Taki bieg był dla mnie świetną rozgrzewką, a nie zajmował mi bardzo dużo czasu. Było jeszcze dosyć chłodno, więc bieg był przyjemny. Nie lubię, gdy słońce nawala z całej siły w twarz albo plecy.. Zawsze potem wyglądam jak burak.
Gdy wróciłam do pokoju, pies już wstał i domagał się jedzenia. Wrzuciłam mu pół jego dziennej porcji i poszłam do łazienki przebrać się i zobaczyć, czy makijaż wygląda tak, jak powinien. Zeszłam na dół napić się wody. Wzięłam nowe buty do jazdy konnej. Mam nadzieję, że dobrze je dobrałam i nie obetrą mnie. Wzięłam smycz, by szybko wyprowadzić psa. Wyszłam z nim, by szybko załatwił się, nie chciałam, by załatwił się w pokoju.
Wróciłam do stajni. Miałam jeszcze dużo czasu, więc patrzyłam na konie biegające po pastwisku.
- O, jesteś już – powiedział pan Rose.
Kiwnęłam głową.
- Zaraz pokażę ci cztery konie i powiesz mi, na którym chcesz mieć dzisiejszą lekcję – powiedział i wziął w rękę jakiś sznurek z karabińczykiem oraz kantar (o dziwo wiedziałam, co to). Dowiedziałam się, że to uwiąz.
Zawołał konie i pokazał na cztery z nich. Był to Ferro, Curly, Ametyst oraz Sifil. Uznałam, że najlepszy będzie ten największy, bo bałam się, że tym niższy zrobię krzywdę. Wskazałam na Sifila. Pan Rose zabrał go z pastwiska i przywiązał w stajni. Pokazał mi, gdzie są szczotki i jak czyścić konia. Potem wspólnymi siłami osiodłaliśmy go.
- Dzisiaj zobaczymy na lonży, jak sobie radzisz. Nie bój się tylko – powiedział, gdy wchodziłam z koniem w ręce na hale.
Wsiadłam i wykonywałam różne ćwiczenia.. Ten sport jednak prosty nie jest. Bardzo szybko miałam dosyć, zwłaszcza anglezowania w kłusie. A ponoć uprawiającym sporty jest prościej..
Po lekcji i rozsiodłaniu konia pan Rose pokazał mi, jak używać myjki. Potem koń został do wyschnięcia w boksie i kończył siano, które zostało mu z rana. Nalałam mu wody, którą ochoczo wypił. W międzyczasie nauczył mnie zaplatać ogon na trzy sposoby oraz koreczki w grzywie. A tej ten koń miał bardzo dużo.
- Teraz weź uwiąz i wyprowadź go ze stajni.
Założyłam mu kantar (oczywiście nie obyło się bez komplikacji) i zapięłam kantar. Prowadziłam konia po lewej stronie i szłam w stronę padoku. Pan Rose otworzył mi go. Weszłam na niego, obróciłam konia wraz z jego poleceniem pyskiem go zamkniętego wyjścia i odpięłam mu kantar.
- Było dobrze – powiedział instruktor.
Uśmiechnęłam się.
- Dziękuje – powiedziałam.
- Przyjdź dzisiaj jeszcze wieczorem nakarmić konie – powiedział.
Kiwnęłam głową i rozeszliśmy się w swoje strony.
Wróciłam do pokoju i pierwsze co, to zdjęłam ubrania i wrzuciłam je na krótkie pranie do pralki. Potem zmyłam makijaż i wzięłam szybki prysznic. Następnie pomalowałam się znowu i ubrałam w czarną bluzkę oraz krótkie spodenki. Użyłam również swoich ulubionych perfum. Zeszłam na dół, by zjeść drugie śniadanie i wróciłam do psa. Diko już czekał na swój długi spacer oraz szybki trening. Wzięłam smycz oraz frisbee i zeszłam z psem na dół. Puściłam go, by chwilę zapoznał się z okolicą. I tak wiedziałam, że nie zrobi nic głupiego. Moją uwagę przykuł jednak chłopak i biegnący za nim punkt. Wskazałam na niego palcem i krzyknęłam:
- Uważaj!
Chłopak jednak został powalony przez psa, który biegł do mojego. Diko stał jak wryty. Nieznajomy pies jednak został odciągnięty od mojego.
- Ja... ja bardzo przepraszam za zamieszanie, mój pies jest bardzo kłopotliwy – wyjąkał chłopak i przypiął psa.
- Jestem Shawn, a ty chyba dopiero co dołączyłaś do akademii? Nie widziałem cię tu wcześniej...
Przypięłam również swojego psa.
- Przyjechałam tu wczoraj wieczorem. Jestem Charlotta – uśmiechnęłam się do chłopaka. – Nie przejmuj się tym wyskokiem twojego psa. Zdarza się – powiedziałam i sięgnęłam po frisbee leżące na ziemi.
Chłopak wydawał się trochę zakłopotany tą sytuacją.
- Przejdziemy się może? – zaproponowałam, by rozluźnić trochę sytuację.
- Jasne – odparł.
- To prowadź.
Szliśmy w stronę lasu. Nie znałam tej drogi, więc obserwowałam to, gdzie mnie prowadzi. Ze względu na to, że nie lubię mieć smyczy w ręce, przypięłam ją do paska u spodni. Mój pies i tak nie pociągnie, więc chciałam sobie zapewnić wygodę. Wyciągnęłam ręce ku górze i przeciągnęłam się, uwielbiałam chodzić po lesie, więc dlaczegoż by nie skorzystać.
- Jeździłaś kiedyś konno? – zapytał się mnie.
- Właściwie, to od dzisiaj mogę powiedzieć, że tak – odpowiedziałam.
Spojrzałam na niego, a on na mnie.
- Pierwszy raz w siodle? – zapytał.
Kiwnęłam głową.
- Spadłaś? – zapytał.
- Nie, ale mam już na dzisiaj dosyć – powiedziałam.
Chłopak spojrzał przed siebie i zamyślił się. Nie chciałam mu przeszkadzać. Głupio by mi było, w końcu nie powinnam się narzucać, ani nic, a jednak „zmusiłam” go to pójścia ze mną. Mój mózg postanowił jednak zadać pytanie.
- O czym myślisz?
W tym momencie prawdopodobnie zabiłabym się za to. Zazwyczaj przemyślam takie rzeczy, a tu nie wiadomo skąd.
- Hm? – burknął, ewidentnie wyrwany z myśli.
- Ah, nic. Piękna okolica – szybko spróbowałam zmienić temat.
Uśmiechnęłam się lekko sztucznie. Był to jednak bardzo wyćwiczony sposób, więc nie sposób rozróżnić go od prawdziwego bez znajomości mojej osoby. Spojrzałam na psa, który odwzajemnił moje spojrzenie. Coś nie szła nam ta rozmowa i coraz bardziej czułam to, że chłopak jest tu na siłę. Westchnęłam cicho. Nagle uszy mojego psa postawiły się na baczność, a przed nami zza zakrętu pojawiły się konie wraz z jeźdźcami. Stępowały spokojnie. Chciałabym kiedyś tak pojechać. Jest to jednak dla mnie daleka przyszłość, skoro godziny na koniu nie umiem wytrzymać.
- Shawn, ile mniej więcej koni jest tutaj? – zapytałam.
Nie widziałam części z nich, gdy je karmiłam. To pewnie konie prywatne. Trzeba być szczęściarzem, by mieć własnego wierzchowca.
(Shawn? Miłego czytanka)
wtorek, 25 kwietnia 2017
Charlotte!
Imię: Charlotte
Nazwisko: Shiver
Wiek: 19 lat
Płeć: Kobieta
Nr pokoju: Nr 29
Głos: Kerli - Feral Hearts
Rodzina: została adoptowana przez państwo Shiver. Biologicznej rodziny nie pamięta, ale swoją przybraną kocha całym sercem. Gdy tylko może, stara się przyjeżdżać do rodzinnego domu, by choć chwilkę spędzić z nimi czas.
Charakter: Charlotta nie wyróżnia się jakoś specyficznie. Przynajmniej ona tak uważa. Jest to typowy przykład dziewczyny z jednej strony nieśmiałej (dlatego między innymi maluje się i bardzo dba o wygląd), a z drugiej jest bardzo pewna siebie. Wie, jak chce być odebrana przez innych i stara się to osiągnąć. Uwielbia aktywność fizyczną i przebywanie w otoczeniu zwierząt. Jej pasją jest wszystko, co wiąże się z plastyką oraz robótkami ręcznymi. Potrafi siedzieć nad czymś parę godzin. Bardzo to ją odpręża. Dziewczyna w kontaktach międzyludzkich jest bardzo miła, ale przy obcych małomówna. Ciężko wyprowadzić ją z równowagi, ale jest to możliwe. Wtedy potrafi rzucać obelgami i słownie atakować najsłabsze punkty. Zdarza się to jej jednak rzadko. Dziewczyna jest obserwatorem, który często przygląda się wszystkiemu z boku. Dzięki czemu często wie o wielu rzeczach i bardzo wiele rzeczy uczy się przez samą obserwację. Ogólnie lubi się uczyć. O wszystkim, czy to o językach, czy jeździectwie (a tej wiedzy jej bardzo brakuje). Bardzo dużo czasu spędza ze swoim pupilem oraz innymi zwierzętami. I zazwyczaj właśnie wśród koni się jej szuka. Charlotta bardzo dobrze znosi porażki. Nie rozpacza jakoś bardzo z ich powodu i jest w stanie poradzić sobie z nimi. W końcu „to nie pierwszy i nie ostatni raz”. Nie zastanawia się zbytnio nas przeszłością i woli zając się przyszłością oraz teraźniejszością. Jeżeli chodzi o takie rzeczy praktyczne, to ćwiczy je aż do doskonałości. Daje jej to wtedy pewność. Z drugiej strony, wyuczona na pamięć rzecz, jest mało praktyczna w momencie pojawienia się jakiejś nieoczekiwanej rzeczy. Należy do osób, które dwa razy pomyślą, nim coś zrobią i starają się nie dawać impulsom. Łatwo przyzwyczaja się do nowych sytuacji, ale przywiązuje się do ludzi. I ich strata bardzo ją boli i może doskwierać przez długi czas.
Podsumowując, Charlotta to miła osoba, ale większość swojego czasu spędza albo ze zwierzętami, albo robiąc coś w pokoju.
Aparycja: Charlotta ma około 170 cm wzrostu oraz jest bardzo chuda. Według wagi książkowej posiada 6 kilogramów niedowagi, ale nie jest to zbytnio widoczne, ani ona sama nie czuje się z tym źle. Jej ciało jej wysportowane i bardzo zadbane przez regularną pielęgnację. Makijaż towarzyszy jej przez cały dzień i nigdy nie zdarza się sytuacja, by była rozmazana. Zmywa go dopiero około 21 i wtedy można zobaczyć ją bez niego. Kolor paznokci zmienia co około 2 tygodnie, używa hybryd. Bardzo dba o swoje włosy. Dlatego te „rude kłaki” (bo tak na nie mówi), zawsze są w świetnej kondycji. Są takie bez użycia ciepła, choć Charlotta regularnie chodzi do fryzjera rozjaśniać końcówki. Ubiera się tak, jak w danym momencie chce. Więc można ją zobaczyć praktycznie we wszystkim.
Ulubiony koń: Wogatti
Własny koń: brak
Poziom jeździectwa: początkujący
Partner: brak
Historia: Jako kilkuletnie dziecko trafiła do domu dziecka z patologicznej rodziny. Spędziła tam dwa lata. Całe szczęście trafiła do takiego miejsca, w którym dzieci były dobrze traktowane. Nie ma więc stamtąd żadnych urazów na psychice. Została przygarnięta przez ludzi, których nazwisko teraz dumnie nosi. Wychowali ją na empatyczną i kochająca wszystko, co żyję istotę. Miała po prostu farta, trafiając na tak wspaniałych ludzi.
W czasie swojej edukacji odnosiła bardzo duże sukcesy. Zarówno plastyczne, teatralne, a w końcu w późniejszych latach z biologii, chemii oraz języków. Nigdy jednak nie „dotykała” czegoś takiego jak jeździectwo. Zawsze czuła przy tym blokadę. Koni się nie bała, ale nie potrafiła wziąć się na to, żeby na niego wsiąść. I nie było to spowodowane strachem.
Powracając jednak do jej historii, jak tu trafiła, był to czysty przypadek i częściowo zasługa jej opiekunów prawnych. Oni znaleźli ogłoszenie w Internecie o tym miejscu i postanowili zaproponować to młodej Charlottcie wyjazd do takiego miejsca. Dziewczyna zgodziła się i oto tym sposobem trafiła do tego miejsca. Chce zobaczyć, czy ten sport jest dla niej.
Inne:
*Charlotte jest weganką, więc zazwyczaj gotuje sobie sama
*Jest uczulona na kakao
*Dobrze radzi sobie w łucznictwie, za to słabo pływa (tylko unosi się na wodzie, jej ruchy nie dają „napędu” dla ciała)
*Nie stwierdzono u niej żadnych fobii
*Kiedyś zawodowy kiper kaw i win
*Wykonuje wszelakie robótki ręczne, pięknie rysuje, maluje itp.
*Jest bardzo wysportowana. Bardzo dużo biega i ćwiczy, a już samo łucznictwo wymaga silnej ręki
Kontakt: Infallible
Subskrybuj:
Posty (Atom)
