Po skończonym śniadanku udałam się do swojego pokoju. Z tego co przeczytałam na swoim planie zajęć przed jazdą miałam oporządzić moją małą Lemonkę. Postanowiłam zrobić to wcześniej żeby mieć chwilę czasu na zabawę z ołówkiem. Przebrałam się w ubrania, których zawsze używałam do sprzątania. Spakowałam do torebki wszystko czego potrzebowałam do torebki. W drodze do stajni zahaczyłam jeszcze o stołówkę z nadzieją, że zostały jeszcze jakieś jogurty. Głupi ma zawsze szczęście. Jedna z kucharek odstawiła go specjalnie dla mnie. Podziękowałam starszej kobiecie i z uroczym uśmiechem na twarzy ruszyłam w stronę stajni.
Stojąc przed boksem klaczy. Rzuciłam swoją torebkę pod ścianę żeby nikomu nie przeszkadzała. Lemon słysząc mój głos uniosła łeb do góry. Wystawiła go przez drzwi boksu.
- Cześć słodziaku – pogłaskałam ją po pyszczku. - Wyglądasz dzisiaj wyjątkowo pięknie – zaśmiałam się. Pocałowałam ją. Odsunęłam się od niej nie zwracając większej uwagi na to co dzieje się wokół mnie. Poczułam jak coś podcina mi nogi. Przygotowałam się na upadek na ziemię jednak zostałam mile zaskoczona. Wylądowałam na czymś całkiem miękkim.
- Wygląda na to, że jesteś mi dziś pisana – usłyszałam głos, z którym już raz dzisiaj się spotkałam.
- Cześć Luke – uśmiechnęłam się. - Jak tam samopoczucie od naszego poprzedniego spotkania? - usiadłam po turecku w taczce, którą prowadził.
- Jest dobrze. Nie mam na co narzekać – odwzajemnił gest.
- Co powiesz na pomocną dłoń z mojej strony? Pomogę ci z tym siankiem – poklepałam suchą trawkę, na której siedziałam.
- Jest jakiś haczyk?
- Oczywiście, że tak. Do każdego boksu będziesz woził mnie taczką. Idzie pan na taki układ?
<Luke?>
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Arzayela. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Arzayela. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 13 lutego 2017
piątek, 10 lutego 2017
Od Arzayela C.D. Luke
Chyba nie ma osoby na tym świecie, która uwielbia dźwięk budzika. Szczerze mówiąc osobiście go nienawidzę. Kto normalny, o zdrowych zmysłach planuje poranne bieganie na tak wczesną godzinę. A tak, ja.
Leniwie się przeciągnęłam. Nie miałam najmniejszej ochoty wstawać z łózka jednak cóż, jak mus to mus. Powoli zwlokłam swoje zwłoki. Podeszłam do szafy. Wyciągnęłam czarne leginsy i krótką koszulkę sportową przystosowaną specjalnie do biegania. Zebrałam włosy związując je w niedbałego kucyka. Szybko umyłam zęby. Byłam gotowa.
Bieganie rano jest najlepsze. Wieczorem nie ma tego klimatu, który czuje się z samego rana. Uwielbiam obserwować jak natura budzi się do życia. Wschody słońca są cudowne. Nie raz zdarzało mi się brać ze sobą swój szkicownik i zestaw kredek, żeby uwiecznić to niesamowite zjawisko. Nie wyolbrzymiam. Po prostu cieszę się z małych rzeczy.
Podążałam jak zwykle wyznaczoną przez siebie trasą. Prowadziła prosto z akademii do małej wioski znajdującej się niecałe 5 km od niej, robiłam małe kółko i wracałam drogą obok jeziora. Nie wiem dlaczego, ale jeszcze mi się to nie znudziło. Wracając zawsze natrafiałam na pracowników stajni prowadzących konie na pastwisko. Często ucinałam sobie z nimi pogawędki i pomagałam im z wierzchowcami.
~**~
Skończyłam biegać. Wróciłam do swojego pokoju żeby szybko się ogarnąć. Wzięłam prysznic, przebrałam się w czyste ubrania. Jak zwykle czarne spodnie z dziurami na kolanach i koszulka, na którą zarzuciłam kardigan w 'jesiennych' odcieniach. Wychodząc już z pokoju zebrałam wszystkie potrzebne mi rzeczy i wrzuciłam jej do mojej dość sporych rozmiarów torebki.
Siedziałam na stołówce jedząc swoje płatki. Obok miski leżał szkicownik, w którym próbowałam rysować ludzi, których widziałam przed sobą. Rysunki nie były idealne. Preferuję szkicować zwierzęta, jednak jako człowiek ambitny pragnę rozwijać się w innych kierunkach. I wtedy na stołówkę wszedł on. Po prostu idealny. Taki tajemniczy… Coś było w tym jego spojrzeniu. Jeśli będę w stanie idealnie odwzorować tę jego buźkę mogę starać się o stypendium na ASP. Wzrokiem błądziłam po kartce papieru, zerkając od czasu do czasu na twarz nieznajomego. Jedną ręką rysowałam, a drugą próbowałam jakoś jeść płatki. Musiało to wyglądać trochę komicznie jednak co mogłam zrobić? Wkręciłam się w szkic, a głód dawał o sobie znać. Byłam tak zapatrzona w kartkę, że nawet nie zauważyłam jak się do mnie dosiadł. No tak. Większość miejsc przy stołach była zajęta. Nie będę narzekać! Ułatwił mi tylko zadanie.
<Luke? >
czwartek, 9 lutego 2017
Arzayela!
Imię: Arzayela
Nazwisko: Blackwood
Wiek: 19 lat
Płeć: dziewczyna
Nr pokoju: 36
Rodzina:
Ivy Blackwood – matka. Prowadzi kwiaciarnię w centrum miasta.
Elizabeth Blaskwood – babcia. Pomimo tego, że jest już staruszką pomaga swojej córce prowadzić interes.
Charakter: Arz jest lekkoduchem podążającym za swoimi marzeniami. Całym swoim sercem i duszą oddała się swoim dwóm pasjom. Jeździectwo i rysowanie. Uwielbia rysować konie. Robi to od dziecka. Jej obrazy są świetne. Dziewczyna potrafi robić z pędzlem i płótnem takie rzeczy, że głowa mała. Jeździ od kiedy pamięta. Kiedy jej dziadek jeszcze żył jeździł razem z nią. W sumie można powiedzieć, że to on ją wszystkiego nauczył.
Dziewczyna jest bardzo roztrzepana. Wszędzie jej pełno. Uwielbia zawracać innym głowę, jednak oczywiście jeśli ktoś sobie tego nie życzy odpuści. Uwielbia poznawać ludzi. Jest otwarta na nowe znajomości. To ona zawsze startuje jako pierwsza i zaczyna konwersację. Kiedy jest czymś zaintrygowana zdarza jej się mówić tak szybko, że ciężko ją zrozumieć. Tak już po prostu ma.
Pomimo tego, że Arzayela jest osobą bardzo towarzyską miewa czasami dni kiedy musi pobyć sama. Jest wtedy bardzo, bardzo niemiła więc lepiej trzymać się od niej z daleka. Sama nie wie z czego to wynika. Oczywiście jeśli powie komuś coś przykrego od razu poleci go przeprosić.
Były zalety. Przyszedł czas na wady. Jej pokój to istne pobojowisko. Nic nie jest na miejscu. Wszystko wala się na ziemi. Dziewczyna jest straszną bałaganiarą. Z tego iż jej pokój jest wiecznie brudny wynika kolejna wada, lenistwo. Pomimo tego, że Arz prowadzi w miarę aktywny styl życia lubi się czasem poobijać. Są takie dni, że nie schodzi z kanapy.
Aparycja: Cóż, Arz mierzy zaledwie 164 cm. Jest chuda, więc jej ciałko wygląda całkiem apetycznie. Posiada bardzo bladą cerę, którą wręcz ubóstwia. Nienawidzi opalonej skóry. Jej oczy mają naturalnie szary kolor, który czasami, przy odpowiednim świetle przypomina błękit. Dredy zrobiła sobie pod koniec gimnazjum. Była to decyzja na szybko podjęta pod pływem chwili, a to że są białe to czysty przypadek. Posiada kolczyk w nosie i wardze. Na nadgarstku ma mały tatuaż, bardzo minimalistyczny, który nazwała „lama na wzgórzu nocą”. Co do makijażu, nie nakłada go dużo. Nie lubi mieć od cholery tapety na twarzy.
Ulubiony koń: Lemon
Własny koń: --
Poziom jeździectwa: średnio zaawansowany
Partner: Nigdy nie była w związku. Nie dlatego, że nie chce tylko po prostu nie znalazła jeszcze kogoś, kto by za nią nadążył.
Historia: Dziewczyna urodziła się w miasteczku niedaleko Nowego Jorku. Jej ojciec zostawił matkę jeszcze przed porodem za co go szczerze nienawidzi, ale o tym później. Ivy, matka Arz postanowiła zamieszkać z rodzicami. Dziadkowie przyjęli ją z otwartymi ramionami. Elizabeth zatrudniła swoją córkę w swojej kwiaciarni. Edward, bo tak na imię miał jej dziadek nad życie kochał swoją malutką wnuczkę. Spędzał z nią każdą wolną chwilę. To on wzbudził w niej miłość do zwierząt. W sumie to też dzięki niemu nauczyła się rysować. Ale cóż… Każde dobre chwile muszą się kiedyś skończyć. Kiedy skończyła 16 lat jej dziadek zmarł na raka. To był ogromny cios dla niej. Pomimo tak ogromnej straty dziewczyna się trzyma. Dziadek nauczył ją pozytywnego myślenia nawet w najgorszych sytuacjach.
Do akademii zapisała ją matka. Wiedziała co jest dla córki najlepsze i cóż. Nie myliła się. Arz pokochała to miejsce od razu kiedy tu przyjechała. Było i jest dla niej rajem na ziemi.
Inne:
- Uwielbia wieczory z herbatką i dobrą książką albo serialem.
- Nienawidzi horrorów. Kiedyś widziała trailer jednego w kinie. Spała przy zapalonym świetle, ponieważ cholernie się bała.
- Kiedyś wyrobiła sobie nawyk przeklinania jednak powoli stara się go zwalczyć. Uważa, że damie nie przystoi kląć.
- Rysuje głównie konie. Czasami jeśli ją natchnie zajmuje się też innymi zwierzętami, jednak te czterokopytne istoty są dla niej idealne.
- Dużo pali jednak ten nałóg też zwalcza.
- Uwielbia sok pomarańczowy, jednak nienawidzi całych pomarańczy.
Kontakt: kicz
Subskrybuj:
Posty (Atom)