Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Adrienne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Adrienne. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 27 grudnia 2016

Od Adrienne C.D Naomi

No cóż, pierwszy dzień, a ja już nie miałam ani chwili wytchnienia. Nie smuciło mnie to szczególnie, zważywszy na to, że praca pozwalała mi o zapomnieniu o pewnych sprawach, poza tym praca przy koniach była dla mnie czystą nagrodą. Pogłaskałam niskiego wałacha po sierści, po czym wzięłam się za czyszczenie. Z uwagi na to, iż stał w boksie był dość czysty, oprócz oczywistego kurzu i odrobiny zabrudzeń w kopytach. Po wyczyszczeniu wałacha, poszłam żwawym krokiem po klacz Minnie. Powietrze stało się nieco bardziej rześkie, wręcz mroźne. Szybko zgarnęłam więc posłuszną klacz z padoku, użalając się nad swoim losem patrząc na jej zabrudzoną sierść. Spojrzawszy na zegarek w telefonie, zdałam sobie sprawę, iż zostało mi niewiele czasu. Szybkimi ruchami usunęłam z sierści klaczy zaklejki, po czym odkurzyłam ją nieco miękką szczotką. Po wyczyszczeniu kopyt, stanęłam w pewnej odległości, aby ocenić swoje starania. Złocista sierść połyskiwała lekko, więc pogłaskałam Minnie i wyszłam z boksu. Kierując się do siodlarni po osprzęt obu koni, przypomniałam sobie jak bardzo marzyłam w dzieciństwie o haflingerze. Teraz jednak, gdybym miała kupować konia, zdecydowałabym się raczej na większe zwierzę. Szybkimi ruchami założyłam siodło oraz ogłowie najpierw Pandemonium, a następnie Minnie po czym wyszłam z końmi przed stajnię, gdzie czekały już dzieci, oraz instruktorka. Nie patrząc na zapewne urocze twarzyczki dziewczynek, przekazałam im wodze obu koni, a za chwilę cały zastęp zniknął. Rozciągnęłam bolące plecy i kątem oka spojrzałam na Naomi. Nie wydawała mi się bardzo okropną osobą, a nie chciałam robić sobie niepotrzebnych wrogów. Chciałam coś powiedzieć, jednak nigdy nie byłam zbyt dobra w rozmawianiu. Rozejrzałam się ostentacyjnie po terenach ośrodka, myśląc, że czas już chyba wrócić do swojego pokoju.
-To ja sobie pójdę- mruknęłam odwróciwszy się plecami do brunetki.
Nie odpowiedziała, więc ruszyłam przed siebie i już po chwili byłam pod drzwiami pokoju 60. Weszłam do wypełnionego turkusem pokoju i opadłam na łóżko. Było miękkie oraz wygodne. Pościel pachniała świeżością, jednak po tym jak usiadłam na niej w bryczesach przesiąkniętych zapachem konia, nie mogło trwać to za długo. Wyjęłam z walizki świeże ubrania. Na nogi nasunęłam ciemno granatowe jeansy, natomiast na górę założyłam wiśniowy sweterek, który po podniesieniu rąk odkrywał znaczną część brzucha. Nick uwielbiał jak w nim chodziłam, zawsze gdy miał zimne ręce łapał mnie wówczas za talię, powodując rozpaczliwy pisk. Na samo wspomnienie o nim, poczułam ból. Popatrzyłam na telefon, z zamiarem wzięcia go i zadzwonienia do niego, aby pochwalić się, że weszłam w interakcję z innym człowiekiem. Jednak cofnęłam rękę w połowie drogi. Musiałam nauczyć się żyć bez niego, chociaż było to zadanie bardzo trudne. Spojrzałam na godzinę. Jako, iż była sobota kolacja odbywała się od godziny 19:45, a potem było karmienie koni. Ja byłam jednak z niego zwolniona, ponieważ były to moje pierwsze godziny tu i ważne szkolne osobistości, zgodnie stwierdziły, iż zostawią mnie w spokoju. Cieszyło mnie to niezmiernie, ponieważ w przeciwnym wypadku musiałabym mierzyć się z innymi uczniami tejże Akademii, a nie uśmiechało mi się to ni w ząb. I tak musiałam jakoś zjeść kolację, więc tak czy siak do tego dojdzie. Miałam zamiar pójść na kolację jak najwcześniej, póki jeszcze nikt nie zdąży się zejść. Spojrzałam kontrolnie na zegarek i po poprawieniu włosów, wyszłam z pokoju zamykając go na klucz. Była co prawda, dopiero 19:20, aczkolwiek wolałam pojawić się tam przed czasem. Dość niepewnie weszłam na stołówkę i z ulgą stwierdziłam, iż nikt jeszcze nie zdążył tu przybyć. Po zapytaniu się kucharki, czy mogłabym już teraz coś zjeść i zezwoleniu z jej strony, nałożyłam na swój talerz dwa tosty z serem, obok których spoczął pikantny ketchup. Pospiesznie usiadłam przy stoliku przy oknie, na końcu stołówki i natychmiastowo zabrałam się za jedzenie. Ze zgrozą stwierdziłam, iż zapomniałam o kluczowej części kolacji, czyli herbacie, postanowiłam jednak, że ową zrobię sobie już w pokoju. W wyjątkowo ekspresowym tempie zjadłam całą moją kolację, pozostawiając jedynie pokaźną ilość ketchupu. Ze zwieszoną głową, ponieważ zeszło się już paru uczniów pokierowałam się w stronę miejsca, w którym można było odłożyć brudne naczynia. Gdybym postawiła jeden krok mniej, bądź szłabym z głową w górze nie wylądowałaby na mnie znaczna część talerza, nie kogo innego jak Naomi. Ona też zresztą została solidnie ubrudzona ketchupem, który pozostał na moim talerzu. W moich włosach, odnalazłam kawałki fasolki i sosu, natomiast wiśniowy sweterek, tak bardzo przeze mnie lubiany został brutalne ufajdany pozostałą częścią talerza Naomi, która wyglądała jednak nieco lepiej niż ja, ponieważ ketchup pokrywał jedynie niewielką część jej klatki piersiowej. Średnio wiedziałam co zrobić, wiedziałam jedynie, że musimy się stamtąd ulotnić. Niewiele myśląc, rzuciłam tacę na pobliski stolik i pociągnęłam delikatnie za rękaw brunetkę, która bez większego sprzeciwu skierowała się za mną.
-Przepraszam, odciągnęłam cię od twojej kolacji- mruknęłam z przekąsem.

[Naomi?]

niedziela, 27 listopada 2016

Od Adrienne C.D Naomi

Wolno podeszłam do dziewczyny, nie zważając na jej ostrzegawcze słowa. Nie wiem, czemu to wszystko powiedziałam, zapewne emocje kotłowały się we mnie na tyle mocno, iż musiałam się na kimś bądź czymś wyżyć, używając przy tym dość niedojrzałych argumentów. Na pewno nieco jej zazdrościłam, iż zaaklimatyzowała się już i ma konia, do którego zawsze może przyjść i nie pytać się o pozwolenie na wyczyszczenie go chociażby, nie wspominając o tym, że mogła robić z nim wszystko. Jednakże najbardziej byłam zrozpaczona moim niedawnym rozstaniem, jeżeli można tak to nazwać. Tak naprawdę twierdziłam, iż koń ten wygląda dość solidnie, jego gniada sierść połyskiwała zdrowo w jesiennym słońcu, a i spod skóry widać było delikatne zarysy mięśni. Koń prezentował się dobrze, nie wyglądał co prawda na konia najwyższej klasy sportowej, ale nie takie było raczej jego przeznaczenie. Widać było, że i właścicielka i koń swobodnie czują się w swoim towarzystwie. Nie podchodziłam zbyt blisko, ponieważ obserwując konia zobaczyłam jak jego mięśnie spinają się, a on sam jest w gotowości do wstania i oddalenia się od miejsca swojego pobytu, nie zważając na swoją właścicielkę. Wiedziałam, iż stosownym byłoby przeprosić brunetkę, którą tak prosto dało się zranić, że długo myślałam nad doborem słów, ponieważ bycie miłym nie jest moją szczególnie mocną stroną.

-Słuchaj, to w sumie nie tak, że ja tak myślę. Po prostu mam trudny dzień i na kimś się wyżyłam, a że padło na ciebie i twojego konia, to zbieg okoliczności.- Przykucnęłam skupiając uwagę na reakcji.

Brunetka uniosła głowę, a jej oczy ciągle były opuchnięte. Nie miałam zamiaru czekać, aż się odezwie, więc podniosłam się i rzuciłam tylko na odchodne:

-Nie bierz tak wszystkiego do siebie.


***


Pół godziny później siedziałam na siwej klaczy, poprawiając właśnie długość strzemion. Gdy były one dopasowane już do mnie, dałam Lemon stanowczą łydkę. Klacz ruszyła stępem, biorąc głowę do góry niczym żyrafa. Czułam duże spięcie w jej ruchach, dlatego też rozluźniłam się nieco bardziej i stopniowo rozluźniałam kobyłkę. Dzisiaj instruktorka, powiedziała mi, że będzie mi jedynie wydawać polecenia, nie będzie zwracać mi uwagi, aby ocenić na ile dostrzegam swoje błędy i jak szybko je poprawiam. Po dziesięciu minutach stępa na luźnej wodzy, dociągnęłam nieco popręg i skróciwszy wodze dałam łydkę klaczy. Opornie ruszyła, a jej tempo było na tyle wolne, iż musiałam wspomóc się jeszcze jednym popędzeniem. Ruch jej stał się żwawszy, a ja anglezowałam w takt jej chodów. Nie usiłowałam jeszcze zaangażować zadu, ponieważ był to pierwszy rozprężeniowy kłus. Lemon, była nieco oporna, nie do tego jednak stopnia, abym nie poradziła z nią sobie. Po kilku minutach kłusa na obie strony, przeszłam na chwilę do stępa, a w nim rozpoczęłam solidniejszą pracę i próbowałam, zaangażować jej zad do działania. Przyznam, że musiałam się nieco bardziej postarać, ale dało to skutki, ponieważ czułam, że ruch jej idzie z zadu, a szyja była ładnie zaokrąglona. Po kolejnych kilku minutach kłusa z wieloma przejściami, przyszedł czas na galop. Ustawiłam ją dokładnie, aby nie szła z szyją w drugą stronę i dałam znak do galopu. Klacz, na początku nieco zbyt się rozluźniła i usiłowała prób bryknięcia, jednak nie pozwoliłam jej na to, na co odpowiedziałam mi wściekłym machnięciem głową. Po tym, jak przeszłam z galopu do stępa i pogłaskałam Lemon po siwej szyi, zobaczyłam czujny wzrok brunetki, którą niedawno uraziłam. Wpatrywała się we mnie, lecz gdy tylko zauważyła, że ja również to robię odwróciła pospiesznie wzrok.

-Radzisz sobie bardzo dobrze, nie mam za wielu zastrzeżeń, jeżeli mam być szczera. Na następnej jeździe, poskaczesz sobie trochę, a tymczasem rozkłusuj ją po czym rozstępuj i możesz rozsiodłać. O! Naomi może ci w tym pomóc.- odparła zadowolona trenerka.

Przewróciłam oczyma, gdy kobieta nie patrzyła. Wyszła ona z hali, na której odbywała się jazda, a ja złapałam za sprzączkę wodzy i ruszyłam kłusem. Lemon, szła rozluźniona praktycznie z nosem przy ziemi, a jej ruchy były swobodne. Porobiłam kilka zmian kierunku, czy wolt po czym przeszłam do stępa. Nie zwracałam uwagi na wzrok brunetki, ponieważ nie widziałam takowej potrzeby. Byłam zadowolona z dzisiejszej jazdy, chociaż nie robiłam za wiele, ale w końcu była to jazda testowa. Pogłaskałam klacz po szyi. Nie była w ogóle spocona, co nie zdziwiło mnie szczególnie. Po piętnastu minutach luźnej jazdy zeskoczyłam swobodnie z siwej i skierowałam się ku wyjściu.

-Daj, zrobię to za ciebie.- usłyszałam głos.

-Nie, dzięki potrafię rozsiodłać konia.- odparłam oschle.

Nie zwracając uwagi na reakcję dziewczyny na moją niezbyt uprzejmą odpowiedź, ruszyłam do stajni, gdzie stała kobyłka.Wprowadziłam klacz do boksu, po czym rozpięłam popręg i zdjęłam z jej grzbietu siodło. Położyłam je na pobliskim wieszaku i zdjęłam kask z głowy oraz rękawiczki z rąk. Po owej czynności odpięłam wszystkie konieczne do zdjęcia ogłowia paski i delikatnym ruchem zdjęłam ogłowie z głowy klaczy. Otarła się ona o pręty, dając ulgę swojej swędzącej głowie, po której moment później podrapałam ją. Po zdjęciu ogłowia, zostało mi tylko zdjęcie z jej nóg ochraniaczy. Odpięłam rzepy i chwilę później i przednie i tylne ochraniacze leżały pod boksem. Na pożegnanie wyjęłam z kieszeni kawałek jabłka i podarowałam go klaczy, po czym zamknęłam boks. Na dwa razy zaniosłam cały sprzęt klaczy do siodlarni, a własne rzeczy schowałam do mojego worka na kask. Nie miałam pomysłu co teraz ze sobą począć, czułam swego rodzaju pustkę w środku. Stresowałam się również tym, jak będą przebiegać moje pierwsze dni w nowym miejscu. Okropnie się boją nowego otoczenia, nowych ludzi. Przez pewien czas, obawy będzie wzbudzał nawet mój pokój, który zdążyłam poznać jeszcze z Nick'iem. Pomyślenie o nim, sprawiło mi ból. Przysiadłam na ławce przed stajnią i wystawiłam twarz do słońca. Nie było ono tak ciepłe jak latem, promienie zaledwie muskały moją bladą twarz, a nie przypalały jak było to latem, co podobało mi się dużo bardziej. Nagle ktoś bądź coś, zasłoniło mi słońce. Otworzyłam więc oczy, aby zobaczyć kto zakłóca mój spokój. Był to nie kto inny, jak raczej mało lubiana przeze mnie Naomi. Na jej twarzy, również widać było, że nie szczególnie cieszy się moim towarzystwem.

-Mam tu dużo do zrobienia, pomagałabyś?- odezwała się.

Byłam nieco zdziwiona jej nagłą zmianą nastawienia, oraz tym, iż w ogóle się do mnie odezwała. Nie za długo myślałam nad odpowiedzą, bo chociaż nie miałam ochoty na jej towarzystwo, przy koniach mogłam pomóc.

-Tak.


[Naomi?]

sobota, 19 listopada 2016

Od Adrienne do Naomi

Ze szlochem wpadłam w bezpieczne ramiona Nick'a. Próbowałam wdychać tak dobrze mi znany zapach jego perfum, jednakże płacz uniemożliwiał mi nawet taką czynność. Promienie słoneczne grzały mi w plecy, dla mnie jednak dzisiejszego dnia były one dla mnie zimniejsze niż najbardziej lodowaty wiatr. Usilnie próbowałam się uspokoić, jednak moim ciałem wstrząsał spazmatyczny płacz. Nick ciaśniej przytulił mnie do siebie, a ja gwałtownie nabrałam oddechu. Wreszcie poczułam charakterystyczny zapach lasu, pomieszany z mydłem, którego zawsze on używa. Po kilku minutach, wyswobodziłam się z uścisku chłopaka, chociaż oczy ciągle miałam we łzawej mgle. Popatrzyłam mu się w oczy, próbując odnaleźć jakiś ratunek. Właśnie dojechaliśmy wspólnie do Akademii Jeździeckiej, do której od zawsze chciałam trafić, a gdy już w niej jestem, płaczę niczym rozkapryszony przedszkolak. Jak mam nie płakać, skoro za kilka minut rozstaję się z moim najbliższym, jedynym przyjacielem, który był przy mnie we wszystkich moich chwilach zwątpienia. W momencie, w którym chciałam zrezygnować ze swoich marzeń, dał mi on solidnego kopa, żebym nie rezygnowała z tego co kocham, tak jak on. Byłam mu za to tak bardzo wdzięczna, że znów rozpłakałam się jakbym dopiero co wyszła z przedszkola. Gdy Nick to zobaczył ponownie chciał pomóc mi i przytulić się do siebie, ale ja odsunęłam się, wiedząc, że wtedy rozpłakałabym się jeszcze bardziej. Westchnęłam, chcąc się uspokoić.-Masz do mnie codziennie pisać- zaczął spokojnie.

-A ty pomagać mi w przetrwaniu- uśmiechnęłam się przez łzy.

Usiedliśmy na pobliskiej ławce, aby porozmawiać jeszcze trochę, zanim on odjedzie, a ja pozostanę tu, zostawiona na łaskę bądź niełaskę losu.

-Boże, Adrienne... Do czego to doszło, że musimy się rozstać.

Położył swoją ciepła dłoń, na mojej drobnej i zimnej, jak zawsze. Nie odezwałam się, jedynie wzruszyłam ramionami, nie wiedząc tak naprawdę co powiedzieć. Również nie wiem, jakim cudem do tego doszło.

-Pewnie niedługo znajdziesz pocieszenie w ramionach jakiegoś kawalera, a ja umrę samotny czekając na ciebie...

Westchnął teatralnie. Nie sposób było się nie zaśmiać, bowiem nie wyobrażam sobie siebie z jakimkolwiek innym chłopakiem, tym bardziej w relacjach miłosnych. Gdy Nick spojrzał na zegarek, wiedziałam, że jest to oznaka, że musi już jechać. Dźwignęliśmy się z drewnianej ławeczki, która zaskrzypiała nędznie i skierowaliśmy swe kroki w stronę samochodu Nick'a. Popatrzyłam się mu głęboko w oczy, usiłując nie rozpłakać się po raz setny w ciągu zaledwie godziny, jednak mimowolnie znów zaczęłam gorzej widzieć. Złapałam go delikatnie za obie dłonie, a on ścisnął je mocniej.

-Obiecaj, że nigdy nie dasz się już pobić, błagam.- wyszeptałam.

-Obiecuję, chyba, że o ciebie.- uśmiechnął się, ukazując swoje białe zęby.

Nie byłam w stanie się uśmiechnąć, zbyt mnie to bolało. Stanęłam na palcach i nie zastanawiając się nad tym zbyt długo, złożyłam na ciepłych ustach Nick'a prędki pocałunek.

-Chyba cię kocham- wyszeptałam i szybko puściłam jego dłonie, idąc pospiesznie w przeciwną stronę.

-Ja ciebie też!- usłyszałam krzyk za sobą.

Nie odwróciłam się, tylko udałam prostą drogą do stajni. Wiedziałam, że chłopak za mną nie biegnie, co cieszyło mnie, ponieważ pożegnałam się już z nim i tyle. Muszę sobie poradzić sama, chociaż to co mu powiedziałam było najszczerszą prawdą i moje serce doskonale to wiedziało. Potrząsnęłam głową, chcąc zapomnieć na chwilę o nim i skupić się na moich teraźniejszych jeździeckich celach. Po krótkiej chwili błądzenia po rozległych terenach, trafiłam do jednej ze stajni, nazywaną Dużą Stajnią. Uderzył we mnie przyjemny zapach stajni, a niektóre konie, zaciekawione nowym przybyszem wychyliły głowy, patrząc się na mnie ciekawsko. Uśmiechnęłam się lekko, dotykając jedwabistej sierści klaczy, nazywającej się Sun, co wynikało z tabliczki na jej boksie. Rozejrzała się dookoła podziwiając architekturę, która zapierała dech w piersiach. Zadziwiało mnie również nieskazitelne czysto stajennych korytarzy, było na nim jedynie kilka małych źdźbeł słomy. Szłam przed siebie, szukając kogoś, kto mógłby pomóc mi znaleźć jakiegoś instruktora. Za jakiś czas miałam jazdę, chociaż wszyscy upierali się, abym odpoczęła po podróży, jednakże ja uparcie twierdziłam, że od razu chciałabym wsiąść na konia. Teraz myśli skupiłam wyłącznie na teraźniejszej chwili, zapominając o moich niedawnych łzach, oraz wyznaniu miłości. Po kilku minutach, znalazłam wreszcie pokój instruktorów, więc po kilku uspokajających wdechach, zdecydowanie nacisnęłam klamkę, gryząc się w język, wiedząc, że nie zapukałam. W ładnie wyposażonym pokoiku znajdowała się jedna osoba, kobieta w podeszłym wieku, która uśmiechnęła się miło na widok nowego ucznia.

-Ah tak! Ty pewnie jesteś Adrienne, miło mi, ja nazywam się Cecylia Faru- odparła podchodząc do mnie.

Wydukałam ciche "dzień dobry" i przysiadłam na kanapie, tak jak nakazała mi Cecylia.

-Tak, ty dzisiaj masz jazdę akurat ze mną, taką testową, indywidualną, ale to dopiero za jakiś czas. Będziesz wsiadać na Lemon, klacz achał-tekińska, chodź przedstawię ci ją.

Dźwignęłam się z kanapy i skierowałam swe kroki za instruktorką. Nie szłyśmy długo, ponieważ owa klacz stała w czwartym boksie od wejścia. Spojrzałam się na nią za zachwytem, podziwiając cudownie połyskującą siwą sierść. Chrapy konia, ciekawsko poszukiwały czegoś dobrego po kieszeniach mojej granatowej kurtki. Do stajni weszła dziewczyna, wzywając pospiesznie kobietę, stojącą obok mnie. Przepraszając mnie, skierowała one swe kroki w stronę dziewczyny, a ja zostałam przy boksie Lemon, patrząc się na nią kojąco.

-Dzisiaj się trochę pobawimy, co?- szepnęłam.

Siwa przeżuła pozostałości siana i rozpoczęła ponowne eksplorowanie moich kieszeni, w których naprawdę nic nie było. Jazdę miałam za całe dwie godziny, ale nie miałam zamiaru wracać do akademika, wolę posiedzieć w stajni. Naturalnie, teraz wypadałoby zorientować się gdzie jest siodlarnia, czy chociażby hala. Rzucając ostatni uśmiech Lemon, wyszłam ze stajni, a jasne promienie słoneczne sprawiły, że musiałam zmrużyć oczy. Rozciągnęłam się niczym kot po drzemce i rozejrzałam naokoło. Ruszyłam w dowolną stronę, jednakże nie zdążyłam postawić pięciu kroków, gdy na mojej drodze ponownie pojawiła się pani Cecylia z inną tym razem dziewczyną u boku. Dziewczyna ta posiadała długie brązowe włosy, oraz piwne oczy. Była wysoka i szczupła, a z naszego aktualnego spotkania wydawała się zniesmaczona tak samo jak ja.

-Naomi, to jest właśnie Adrienne, Adrienne to Naomi. Poznajcie się dziewczynki, Naomi oprowadzi cię po terenach- ostatnie zdanie, kobieta skierowała do mnie.

Usilnie starałam się nie rozpłakać. Teraz bardzo potrzebowałam Nick'a, żeby odpowiedział coś, co uratowałoby mnie z owej sytuacji. Zrobiłam szybki wdech i wydech i skierowałam zimne spojrzenie swych oczu na Naomi.
[Naomi?]

wtorek, 15 listopada 2016

Adrienne!





Imię: Adrienne
Nazwisko: Neckville
Wiek: 17 lat
Płeć: Dziewczyna
Nr pokoju: 60
Rodzina: George Neckville- ojciec 
Lauren Neckville- matka †
Charakter: Nie jest to typ dziewczyny, którą można oznaczyć, przykleić plakietkę i wsadzić do odpowiedniej szuflady. Jeżeli miałaby być już określona w ten sposób, trafiłaby do szuflady "inne", te mniej potrzebne, bo komu by się chciało w "innych" szukać czegokolwiek. Może więc wróćmy do punktu wyjścia, bo jedyne czego można się było dowiedzieć przez te dwa zdania to tyle, iż dziewczyna nie nadaje się do żadnej szuflady. Niegdyś mała istotka, której wszędzie pełno. Wieczny szeroki uśmiech na twarzy, urocze fryzury oraz ubrania. Małe i słodkie, typowa urocza dziewczynka. Przez pewne zdarzenia w jej życiu, zmieniła się całkowicie. Aktualnie- wredne oraz ironiczne dziewczę, irytujące sporą część jej otoczenia. Jej słowa często wręcz ociekają sarkazmem, jeżeli w ogóle raczy się odezwać. Zwyczajowo kończy się na lodowatym spojrzeniu brąz oczu i nieco zbyt szybkim odejściu. Podręcznikowy typ samotnika, najchętniej siedziałby sama, ewentualnie ze skromnym końskim towarzyszem przy boku. Na ludzi, reaguje wręcz kocim fuknięciem w duszy i przewróceniem oczyma. Nie są to zachęcające gesty do rozmowy, co większość cywilizacji zauważa i rezygnuje z podjęcia prób zaangażowania w znajomość. Jeżeli kąciki jej ust się unoszą, to zazwyczaj w delikatnym irytującym uśmieszku. Jeżeli jesteś dla Adrienne kimś więcej niż postacią, którą zna z widzenia, możesz być umiarkowanie dumny, bo "ktoś inny" to niekoniecznie pozytywne znaczenie. Żeby zdobyć zaufanie tej skromnej osóbki, trzeba się zdrowo natrudzić. Jest to zadanie, prawie niewykonalne, nawet w najmniejszym geście dziewczyna jest w stanie dostrzec podstęp i zagrożenie. Tylko jednej osobie jak do tej pory udało się to osiągnąć i można szczerze wątpić, iż uda się to jeszcze komuś. Niezwykle małomówna, porozumiewa się, jeżeli musi znakami typu skinięcie głową. Bardzo ambitna, gdy postawi sobie coś za cel, można być pewnym, że uda jej się go zrealizować, choćby miałaby poświęcić na to swoje zdrowie. Łatwo opanowuje emocje, trudno określić czy po tym jak ktoś skoczy z dachu jest ona zaskoczona, przerażona czy może nawet rozbawiona. Jej obojętność na to co się dzieje wokoło jest czasem wręcz przerażająca. Ciężko przekonać ją do innego światopoglądu, niż ona posiada jednakże po gorącej dyskusji nie jest to niemożliwe. Chociaż, do gorących dyskusji z nią nie dochodzi, więc w sumie jednak to niemożliwe. Trudno przeżywa zmianę otoczenia, często staje się w swoich czynach bardziej ostrożna niż zawsze, gdy jest na nieznajomym terenie. Potrafi świetnie kłamać, co niekoniecznie pozytywnie świadczy o jej osobie. Nieczęsto można ją zauważyć w dużym tłumie, przebywa w nim tylko z konieczności, ponieważ czuje się w nim wręcz osaczona. Tysiące ludzkich ciał, przechodząc obok niej, rzucają ukradkowe spojrzenia, które sprawiają, iż dziewczyna dziko szuka ucieczki. Ogólnie rzecz biorąc charakter tej dziewczyny jest niczym niekończąca się podróż, zresztą tak jak u każdego człowieka. Tylko w jej przypadku, to wyjątkowo trudna podróż. Istnieje w niej, ta delikatna, wrażliwa strona tej istotki, strona, do której istnienia, nie przyznaje się Adrienne, jedynie w samotności owa strona wychodzi na wierzch. Bardzo ciężko jest jej znieść kogokolwiek rozkazy, wykonuje tylko te, które uzna za słuszne i korzystne dla niej. Trzeba jednak wspomnieć, że w stosunku do zwierząt jest zupełnie inną osobą. Do każdego zwierzęcia, stara się dotrzeć i zdobyć jego zaufanie. Niejednokrotnie przekonała się, iż zwierzęta są bardziej warte jej towarzystwa, niż ktokolwiek z ludzi, z niewielkimi wyjątkami. Można rzec, że ma prześwietną rękę do zwierząt i nadzwyczajnie dużo cierpliwości, szczególnie dla koni. Oczywiście, nie jest to tak, że w momencie, w którym jakiś koń nie ma kompletnie zaufania do ludzi, to za pstryczkiem palca zaufa tejże dziewczynie, jednak po odpowiedniej ilości pracy nastąpi to szybciej niż z osobą, z mniejszym doświadczeniem. W pełni poświęca się swoim pasjom, zastępując nimi czas, który mogłaby poświęcić na budowanie relacji międzyludzkich. Podsumowując, plująca jadem mała gadzina, z którą nie warto nawiązywać jakiejkolwiek interakcji, ponieważ na dzień dobry, nic z tego nie wyniknie. Zawsze tli się nadzieja, iż Adrienne się choć odrobinę zmieni. Cóż, zmienić zmieni się na pewno. Czy na pewno na dobre?
Aparycja: Adrienne to 169 harmonijnie zbudowanego, szczupłego ciała. Spod bladej, nieskorej do przybierania koloru skóry widoczne są momentami niewielkie rany, które są jednak sprawnie zakrywane. Nie można nie uwzględnić tego, iż proporcjonalność jej ciała jest wręcz idealna. Wyraźne kobiece kształty i długie, atrakcyjne nogi, stawiane z pewnością i kobiecą swobodą. Na głowie sięgająca daleko za łopatki, ciemnobrązowa burza włosów. Zazwyczaj są one w rozpuszczonym, artystycznym nieładzie, jednakże odświętnie dziewczyna znajduje czas na zrobienie sobie wysokiej kitki, bądź też wygodnego, luźnego warkocza. Zawsze pozostawione na twarzy są kosmyki, które stwarzają naturalną barierę, przez którą nie widać jej zimnego spojrzenia. Owe spojrzenie ma odcień kory drzewnej, delikatne iskierki wyglądają niczym małe pioruny ciskające brutalnie w niewinne drzewo. Rzec można, że jej spojrzenie zmrozić może nawet najżyczliwszego i najcieplejszego człowieka świata. Mogą one wyssać z ciebie całą nadzieję na lepsze jutro, bądź też dać ją. Ciemne, okropnie długie rzęsy, przysłaniają burzową pogodę jej oczu. Zgrabny nos zakończony jest lekkim zadarciem, dodającym dziwacznego uroku. Usta są pełne oraz nierzadko spierzchnięte i nieco popękane. Rany w dolnej wardze, od uporczywego gryzienia jej, też nie są niczym niespotykanym. Cóż, jedynie krew może jej służyć za ozdobę nieatrakcyjnych ust. To, iż nie jest to brzydka dziewczyna przeszkadza jej tylko w świecie, przyciągnąwszy niepożądaną uwagę dowolnych osobników przeciwnej płci, która jest wręcz pogardą dla drobnej brunetki.
Ulubiony koń: Alaska
Własny koń: Brak.
Poziom jeździectwa: Średnio zaawansowany
Partner: Brak.
Historia: Historia Adrienne to coś w rodzaju księgi czarnoksiężnika. Nigdy nie wiadomo o co można zapytać, żeby dziewczę nie zareagowało panicznym płaczem i błyskawicznym odejściem od rozmówcy. Powiedzmy sobie, czy nie byłoby to za łatwe gdyby teraz całe siedemnaście lat jej, momentami żałosnego żywota zostało opisane w tym miejscu? Byłoby to niczym zakpienie z jej życia, które było usłane cierniami, a kolce niezwykle brutalnie wbijały się w jej stopy, gdy szła przez swoją ścieżkę. Nie można kpić z tak brutalnie pięknych rzeczy, więc o tym jak przebiegało jej życie, informacji tu nie znajdziecie. Aby ją poznać trzeba najpierw zagłębić się w niezwykle poplątaną i skomplikowaną psychikę dziewczyny. Z góry składane są gratulacje temu, kto tego dokonał, a dokonał tego dotychczas jeden człowiek, który nieustannie jest jednym z dwóch najważniejszych ludzi na świecie, dla nastolatki. Podstawowe informacje, takie jak miejsce zamieszkania mogą być zdradzone, bowiem nie jest to bolesne. A więc Adrienne urodziła się w Holandii, w wiejskim miasteczku Purmerend. Dokładnie tyle i nic więcej, może dowiedzieć się ktoś, kto dotarł do tego etapu rozmowy, aby zadawać jakiekolwiek pytania, co już powoli graniczy z cudem.
Inne: 
~Warto wspomnieć, o tym, iż Adrienne jest wegetarianką.
~Oprócz jazdy konnej dziewczyna ta, jest zainteresowana fotografią, malowaniem oraz grą na gitarze akustycznej.
~Dziewczyna ma już na oku, pewną kobyłkę do kupna, nie prostą w obejściu. 
~Humanistka, kompletnie nie radzi sobie z matematyką, czy też fizyką.
~Biegle posługuje się pięcioma językami.
~Jeździ od dziecka, nie można powiedzieć, iż źle sobie z tym radzi.
~Uwielbia deszcz oraz wiatr.
~Nienawidzi alkoholu, czy też innych używek. 
Kontakt: Natka Jot