Ratując się przed kolejnym pociskiem wodnym z ręki Shawna wskakując na Moon wywaliłam się z drugiej strony uderzając głową o spory kamień.
-Wszystko ok?- zapytał z niepewnością w głosie.
-Tak... Tylko... Ugh... Krew... Wszystko w porządku. Wracajmy.- uśmiechnęłam się sztucznie. Najwyraźniej uwierzył ku mojej uciesze. Wsiadłam z powrotem na Moon, kiedy on dosiadł Demeter i wróciliśmy do akademii gadając po drodze jak najęci. Dawno po tak krótkim czasie nie złapałam z nikim kontaktu.
~*~*~*~
-Chodź, tu mamy stołówkę. Nie spóźniliśmy się na obiad. Cud!- ucieszyłam się. Może i się nie spóźniliśmy, ale został tylko jeden wolny stolik - obok Bridget. Nosz kur*a No...
-Masz plan ucieczki?- zapytał szeptem chwytając za talerz ze spaghetti. Uśmiechnęłam się.
-Ja nie uciekam... Będzie przeszkadzać, skończy z... albo lepiej nie będę nic mówić, tylko zostawię ci niespodziankę.
-Jak wolisz- zajęliśmy miejsca przy stoliku. Co jakiś czas było słychać piskliwy rechot tapeciary.
-Hej, jak nazywa się twoja szczotka?- odwróciła się.
-Widać, że jesteś bystra jak woda w kiblu.- przewróciłam oczami.
-Widelec.- dokończyła nie zwracając uwagi na mój komentarz i zaczęła się śmiać. Miarka się przebrała... Wstałam razem z naczyniami i z całym impetem wylałam reszty kompotu z wiśni.
-Nie mów za dużo bo ci się zęby spocą.- słodko się uśmiechnęłam na pożegnanie. -Shawn idziesz?- wybudziłam chłopaka który stał osłupiały. Pokiwał szybko głową i skierował się za mną do salonu. Towarzysz postanowił tylko zmienić buty z oficerek na trampki... Jakież było jego zaskoczenie kiedy poczuł coś... miękkiego i ciepłego... Spanikowany wyjął pospiesznie stopę i obejrzał skarpetę. Przypatrywałam się z rozbawieniem.
-Kur*a... Kot mi narobił do butów!!!- wydał jęk. Zaśmiałam się szczerze.
Shawn?
Uprzedzałam...
czwartek, 29 grudnia 2016
Od Cassandry C.D Ivana
-Umiesz opatrywać?- spytał patrząc na mnie z nadzieją...
No i co miałam mu powiedzieć? Nie wybacz, ostatnimi czasy opatrywałam chomika, gdy miałam 6 lat... to by nie przeszło
- Emm... Tak?- bardziej spytałam niż stwierdziłam, na co chłopak cicho się zaśmiał i już miał zamiar wstać
- Siedź!- chyba powiedziałam to zbyt głośno, bo popatrzył na mnie dość dziwnym wzrokiem- To znaczy... byłabym wdzięczna gdybyś się nie ruszał i dał mi to obejrzeć- poprawiłam się natychmiastowo, po czym odgarnęłam swoje długie blond włosy do tyłu.
Żałowałam, że nie miałam ze sobą żadnej spinki, ani gumki. Te kudły tylko mi wtedy przeszkadzały, westchnęłam i postanowiłam się temu dokładniej przyjrzeć.
- Nie jest głęboka, ale naprawdę obficie się sączy- mruknął i już chciał coś tam "majstrować, ale w tamtym momencie mój refleks okazał się efektywniejszy i zwinnym ruchem odtrąciłam jego dłoń. Ivan posłał mi zdziwione spojrzenie, a mi zrobiło się naprawdę głupio, nie miałam pojęcia co tego dnia we mnie wstąpiło.
- Przepraszam- odchrząknęłam, na co mój towarzysz się zaśmiał, wytrącając mnie z równowagi
- Hej wyluzuj się trochę, przecież cię nie pobiję- pokręcił z rozbawienia głową
- Wybacz ale nie na co dzień zdarza mi się rozmawiać z krwawiącymi ludźmi, którzy mają dwa metry wzrostu i są mi znani zaledwie od kilku minut- mruknęłam, chwytając za płyn do dezynfekcji
Chłopak wywrócił oczami i nieco się skrzywił, gdy ciecz zetknęła się z jego raną.
Następnie zabrałam się za opatrywanie tego "draśnięcia". Nie było mowy, żeby mogło się nie udać... w końcu widziałam to na tylu filmach, powinno być w porządku. Po skończonej pracy spojrzałam na swoje dzieło i szeroko się uśmiechnęłam, nie było aż tak źle, przynajmniej miałam taką nadzieję.
- Nie za mocno?- zapytałam cicho, na co chłopak pokręcił głową
- To teraz zadanie numer dwa...- zaczął wstając. Posłałam mu pytające spojrzenie- Mam podobną na udzie, spojrzysz?- nie czekając na moją odpowiedź, zaczął odpinać pasek od spodni
No co to, to nie. Nie umawialiśmy się na takie "urozmaicenia". Zapewne znów spaliłam buraka.
- Czekaj, wróć nie zamierzam na to patrzeć, naprawdę- wymamrotałam odkładając bandaże na miejsce- pielęgniarka z pewnością chętnie się tym zajmie- dodałam i już zamierzałam stamtąd pryskać
- O nie... tylko nie ona. W takim razie wolę się wykrwawić- podsumował i pozbył się starego, przesiąkniętego "opatrunku", to wyglądało jeszcze gorzej
- Nie daj się prosić Cassandro, skoro tak dobrze ci poszło- mruknął miło, więc jęknęłam pod nosem. Przecież nie mogłam sobie tak po prostu pójść. Do tej pory znałam tutaj tylko jego. Ponownie odgarnęłam włosy i rzuciłam krótko:
- Cass
- Słucham?- zmarszczył brwi
- Możesz mnie tak nazywać- dodałam i niechętnie zabrałam się do pracy...
<Ivan?>
No i co miałam mu powiedzieć? Nie wybacz, ostatnimi czasy opatrywałam chomika, gdy miałam 6 lat... to by nie przeszło
- Emm... Tak?- bardziej spytałam niż stwierdziłam, na co chłopak cicho się zaśmiał i już miał zamiar wstać
- Siedź!- chyba powiedziałam to zbyt głośno, bo popatrzył na mnie dość dziwnym wzrokiem- To znaczy... byłabym wdzięczna gdybyś się nie ruszał i dał mi to obejrzeć- poprawiłam się natychmiastowo, po czym odgarnęłam swoje długie blond włosy do tyłu.
Żałowałam, że nie miałam ze sobą żadnej spinki, ani gumki. Te kudły tylko mi wtedy przeszkadzały, westchnęłam i postanowiłam się temu dokładniej przyjrzeć.
- Nie jest głęboka, ale naprawdę obficie się sączy- mruknął i już chciał coś tam "majstrować, ale w tamtym momencie mój refleks okazał się efektywniejszy i zwinnym ruchem odtrąciłam jego dłoń. Ivan posłał mi zdziwione spojrzenie, a mi zrobiło się naprawdę głupio, nie miałam pojęcia co tego dnia we mnie wstąpiło.
- Przepraszam- odchrząknęłam, na co mój towarzysz się zaśmiał, wytrącając mnie z równowagi
- Hej wyluzuj się trochę, przecież cię nie pobiję- pokręcił z rozbawienia głową
- Wybacz ale nie na co dzień zdarza mi się rozmawiać z krwawiącymi ludźmi, którzy mają dwa metry wzrostu i są mi znani zaledwie od kilku minut- mruknęłam, chwytając za płyn do dezynfekcji
Chłopak wywrócił oczami i nieco się skrzywił, gdy ciecz zetknęła się z jego raną.
Następnie zabrałam się za opatrywanie tego "draśnięcia". Nie było mowy, żeby mogło się nie udać... w końcu widziałam to na tylu filmach, powinno być w porządku. Po skończonej pracy spojrzałam na swoje dzieło i szeroko się uśmiechnęłam, nie było aż tak źle, przynajmniej miałam taką nadzieję.
- Nie za mocno?- zapytałam cicho, na co chłopak pokręcił głową
- To teraz zadanie numer dwa...- zaczął wstając. Posłałam mu pytające spojrzenie- Mam podobną na udzie, spojrzysz?- nie czekając na moją odpowiedź, zaczął odpinać pasek od spodni
No co to, to nie. Nie umawialiśmy się na takie "urozmaicenia". Zapewne znów spaliłam buraka.
- Czekaj, wróć nie zamierzam na to patrzeć, naprawdę- wymamrotałam odkładając bandaże na miejsce- pielęgniarka z pewnością chętnie się tym zajmie- dodałam i już zamierzałam stamtąd pryskać
- O nie... tylko nie ona. W takim razie wolę się wykrwawić- podsumował i pozbył się starego, przesiąkniętego "opatrunku", to wyglądało jeszcze gorzej
- Nie daj się prosić Cassandro, skoro tak dobrze ci poszło- mruknął miło, więc jęknęłam pod nosem. Przecież nie mogłam sobie tak po prostu pójść. Do tej pory znałam tutaj tylko jego. Ponownie odgarnęłam włosy i rzuciłam krótko:
- Cass
- Słucham?- zmarszczył brwi
- Możesz mnie tak nazywać- dodałam i niechętnie zabrałam się do pracy...
<Ivan?>
Subskrybuj:
Posty (Atom)