poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Od Armina - zakup konia

Po długim namyśle postanowiłem kupić konia. Chciałem aby Luna mi w tym towarzyszyła. Około 13 zapukałem do drzwi jej pokoju. Akurat dziś mieliśmy wolne. Luna otworzyła mi. Powiedziała abym wszedł do środka.
- A więc o czym chciałeś porozmawiać? - Zapytała.
- Pomyślałem trochę nad swoim koniem... - Odpowiedziałem.
- I co?-Zadała kolejne pytanie.
- Chciałbym zaadoptować jakiegoś ze schroniska...- Westchnąłem.
- Mogłabyś mi towarzyszyć? - Zapytałem.
-Tak... I tak nie mam dziś nic do roboty. - Uśmiechnęła się.
Na miejsce zawiozła nas pani Cecylia. Na miejscu było bardzo dużo porzuconych koni. Jeden nawet nie miał jednej nogi. Niektóre były w trakcie leczenia. Trudno było mi wybrać. Wszystkie te biedne wielkie oczy patrzyły się na mnie i mówiły same za siebie. Zabrał bym je wszystkie. Pani która pracowała w schronisku powiedziała mi o 2 koniach które czekają od roku na właściciela. Była to srokata klacz i jabłkowity ogier. Obydwoje podbili moje serca. Na szczęście miałem dużo czasu do namysłu.
- A ten ogier... Jaka rasa, ile ma lat? - Zapytałem.
- To mieszaniec i ma 4 lata. - Odpowiedziała mi pracowniczka.
- Wybieram jego...- Westchnąłem.
Szkoda mi było nie adoptować tamtej klaczy jednak on był już wystarczająco dużym obowiązkiem. Dałem kobiecie sumę za konia i podpisałem umowę. ,,Jeśli koń ponownie trafi do schroniska lub będzie w złym stanie zostanie on odebrany a właściciel zostanie obciążony karą pieniężną". Ogier bez problemu wszedł do przyczepy. Na miejscu wprowadziliśmy go do boksu. Musiałem kupić mu kantar, uwiąz i inne rzeczy. Myśleliśmy nad imieniem. W końcu wpadłem na pomysł.
- Może Lysander?
- Pasuje do niego. - Powiedziała Luna patrząc się na konia.
Skończyło się na tym że mój nowy koń ma na imię Lysander. Później poszedłem z Luną do sklepu jeździeckiego kupić potrzebne dla mojego konia rzeczy.

Od Armina C.D Vanessy

- Nie masz dla niej obroży przeciw-kleszczowej? - Zapytałem.
- Nie...- Odpowiedziała.
Spuściłem Alexego ze smyczy natomiast Vanessa miała swoją suczkę na smyczy. Nie martwiłem się o to czy Alexy ucieknie, zawsze trzymał się obok mnie. Nagle usłyszeliśmy jakiś szelest.
- Stój...- Powiedziałem cicho.
Dziewczyna od razu zatrzymała się biorąc szczeniaka na ręce. Alexy stanął obok mnie. Szelest był coraz głośniejszy... Nagle zza krzaków wyszedł kary mustang. Podszedłem do niego. Z łatwością dał się pogłaskać.
- Chwila... Ty mi kogoś przypominasz...- Powiedziałem do konia.
Koń zarżał i pokiwał głową. Wyciągnąłem z kieszeni kostkę cukru i dałem ją ogierowi.
- Ile ty masz tego cukru w kieszeni?- Zapytała się Vanessa.
- Sam nie wiem ile tego mam i skąd.- Powiedziałem wciąż odwrócony do konia.
Po chwili byłem na jego grzbiecie.

Vanessa?